Kibel zamojsko – lubaczowski

W mediach stosunkowo rzadko pojawiają się tematy dotyczące kolejowych toalet. Trzeba przyznać, że w ostatnich latach podjęto w tym temacie zdecydowane działania, dzięki którym na dworcach sytuacja uległa znacznej poprawie. W większych ośrodkach mamy faktycznie czyste toalety, natomiast na mniejszych stacyjkach nie mamy ich wcale, czyli nie trzeba wdychać nie przyjemnych zapachów a chodzić można przecież w krzaki, których na kolei ostatnio nie brakuje.

Tak obecnie prezentuje się toaleta na głównym dworcu kolejowym w Zamościu.

A trzeba podkreślić, że właśnie przenośna kabina TOI – TOI jest teraz standardem zabezpieczenia sanitarnego  większości  średnich stacji i przystanków.Na mniejszych punktach odprawy podróżnych standardowo pozostają około-kolejowe krzaki.

Na zdjęciu plastikowa, przenośna kabina WC usytuowana przed byłym szaletem dworcowym w Zamościu. Ten teren jest obecnie zamknięty, gdyż trwa remont budynku dworca. Nie wiem czy w zmodernizowanym obiekcie znajdą się miejsca na sanitariaty. Podejrzewam, że nie. Przed laty, ten żółty budynek był bardzo dobrze utrzymany – m. in. ciepła woda w umywalkach. Rrezydowała  tutaj nawet babcia klozetowa. Niestety, od wielu lat stoi zamknięty na cztery spusty. Poziom zabezpieczenia sanitarnego na dworcu w Zamościu zatem obniżył się znacznie.

Ta kabina stała jeszcze niedawno w pobliżu przystanku Zamość Wschód. Służyła chyba jednak robotnikom, gdyż po pewnym czasie zniknęła. Na szczęście w pobliżu zachowało się sporo dzikiej roślinności. Z kolei w obrębie przystanku Zamość Starówka nie ma nic, ale budowane są obiekty zintegrowanego centrum przesiadkowego, gdzie jak mniemam nie zabraknie toalety na europejskim poziomie.

Sam toi – toi nie jest dla mnie nie wiadomo jakim wynalazkiem, praktycznie standardem nie odbiega od starych, dworcowych murowanych lub drewnianych szaletów -  z tą różnicą, że można opróżniać jego zawartość w wygodny dla obsługi sposób. A i tu i tam śmierdzi tak samo.

Stary szalet w Zamościu wybudowany został sto lat temu  razem z budynkiem dworca.

Nie pełni on już swych funkcji już od dłuższego czasu i został zdegradowany do niewdzięcznej roli magazynu rupieci. Widać jednak, że niegdyś ruch w interesie był duży, gdyż kubatura jest spora. Podejrzewam, że budowa nowego obiektu widocznego na poprzednich zdjęciach,  zlokalizowanego za zachodnim skrzydłem budynku dworca związana  była z doprowadzeniem wody i kanalizacji z sieci miejskiej. W starym kiblu nie było takich wynalazków, więc żeby nie paprać się w błocie zasypano dół i zamurowano posadzkę co umożliwiło wykorzystanie budowli do zupełnie nowych  celów.

Może nie były to tak imponujące konstrukcje  jak widoczny powyżej główny szalet miejski, ale odnosząc powyższe  zdjęcia do skromnego widoku współczesnej toi-toiki  trudno nie oprzeć się wrażeniu, że potrzeby sanitarne podróżnych w ostatnich latach uległy znacznemu uszczupleniu, jak i rozproszeniu z uwagi na oddanie do eksploatacji nowych przystanków w mieście. Sikamy teraz najczęściej w pociągach, gdzie mamy do dyspozycji względnie przyzwoite toalety z zamkniętym obiegiem  a na perony przyjeżdżamy samochodami w ostatniej chwili przed odprawą, stąd zmniejszone zabezpieczenie sanitarne w obiektach infrastruktury kolejowej.Tak zapewne uważają zarządcy infrastruktury kolejowej.

Ja  jednak jestem przekorny, zatem naszym czytelnikom przygotuję wycieczkę szlakiem roztoczańskich ustępów. Parowozy dawno już diabli wzięli, klasyczne wagony zostały pocięte na złom a wiele szaletów zostało praktycznie nietkniętych upływem czasu. Niektóre dożyły sędziwych lat i korzystają z ekstremalnej emerytury ukryte dobrze w gęstych krzakach, z daleka od fizjologicznych potrzeb nieustabilizowanej emocjonalnie współczesnej gawiedzi. Jak to śpiewała Hanna Banaszak: „Truskawki w Milanówku, wasz czar nie zniknął i nie przepadł, nim was zagłuszy kalarepa – poświęcam wam tę pieśń”.

Dworzec PKP Łaszczów Wąski, rok 1998. Tyle tylko z niego zostało. Podejrzewam, że do dzisiaj ten szalet jest ukryty w krzakach. Skorzystać zapewne nie będzie łatwo. Przystanek Brodzica na zachowanym szlaku hrubieszowskiej wąskotorówki. Na początku lat 90 – tych ubiegłego wieku w tym kiblu można było znaleźć różne archiwalne papiery. Rozbiórka szaletu dworcowego na obecnej stacji Krasnystaw Towarowy. Zdjęcie wykonano na początku 2007 r. Służył on przez wiele lat w okresie, kiedy odbywała się tutaj odprawa podróżnych i nie było jeszcze przystanku Krasnystaw Miasto, a więc do lata 1987 r. W jego pobliżu usytuowany był drewniany budyneczek dworca. Nieistniejące obecnie obiekty sanitarne na stacji Zawada. Zdjęcia z 2011 r. Kibel w Werbkowicach z dosyć sporą kubaturą. Szalet we Włodowie. Budowla na stacji Huta Krzeszowska została niedawno rozebrana. Kible szerokotorowe na stacji w Biłgoraju prawdopodobnie służyły przed wybudowaniem LHS-u podróżnym normalnotorowym. Za czasów LHS wykorzystywane przez pracowników, obecnie rozebrane. Czy to Batmany wywołały takie zainteresowanie wśród miłośników kolei z Biłgoraja? Do biłgorajskiego szaletu doprowadzono  nawet elektryczność. Sielski krajobraz z kiblem. To już ostatnie podrygi biłgorajskiego kibla, wkrótce zostanie rozebrany. Zdjęcie z 2011 r. Obecnie załatwiamy się w krzakach. Jesienny krajobraz z kiblem i gagarinem w tle. Przystanek Kłyżów. Na linii nr 66 jedynymi solidnymi budowlami na mniejszych przystankach ( nie licząc stacji ) były murowane szalety. Niektóre zachowały się do dzisiaj, jak  na przystanku Ciosmy. Po dworcu w Szczebrzeszynie pozostała tylko ta niepozorna budowla. Dworzec był drewniany a szalet murowany, więc trudniej go unicestwić. Kibel na przystanku Siedliska Tomaszowskie wybudowany został solidnie i stoi do dzisiaj. Za to na poczekalnię przeznaczono pudło starego wagonu, po którym do dzisiaj już nie ma śladu. Stylowy szalecik na stacji w Bełżcu. Po dworcowym budynku w Długim Kącie nie ma śladu, ale zachowała się inna budowla związana z obsługą podróżnych. Kibel jest solidnie zarośnięty. Zmyślna, oryginalna konstrukcja, przeczy surowości bryły charakterystycznej dla podobnych obiektów. Czyżby za komuny już stosowano ideologię  gender? Wolę takie oznaczenia niż popularne kółko i trójkąt, którego nigdy nie rozróżniam. Szalet w Lubyczy Królewskiej w sielankowej, roślinnej scenerii. W Lubaczowie czas zatrzymał się w miejscu. Stare i nowe zdjęcie. W środku podziwiać można ciekawą dachówkę. Na dół lepiej nie patrzeć, wystarczy tylko powąchać. Co ciekawe, przed kiblem ustawiają się kolejki. Utopić się można, powiedział jeden taki, co wychodził ze środka! Sławojka w centrum Zamościa przeznaczona dla dróżników, ale w nagłych przypadkach udostępniana potrzebującym została już niestety usunięta.

Przystanek Zwierzyniec. Nazwa tej konstrukcji przyjęła się w dwudziestoleciu międzywojennym od imienia premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego, który był inicjatorem akcji poprawy zdrowotności i świadomości higienicznej polskiego chłopstwa. W 1928 roku rozporządzenie Prezydenta RP o prawie budowlanym i zabudowaniu osiedli (Dz.U.R.P. 1928, Nr 23, poz. 202)[2] nakazywało budowę zabudowanych ustępów na każdej zabudowanej działce. Do powstania nazwy przyczyniły się kontrole sanitarne ustępów, dokonywane podczas licznych podróży Składkowskiego po kraju, co było obiektem kpin i licznych anegdot[3]. Źródło: Wikipedia.

Do niedawna takie konstrukcje funkcjonowały przy wielu nastawniach i budkach dróżników. Są i jeszcze miejsca gdzie można je spotkać.

Stacja Klemensów.

Akcja: przestawienie  kolejowej Sławojki. Fot. Michał Puhacz.

Fot. Michał Puhacz

Fot. Michał Puhacz

Jeszcze czasami jeżdżą takie pociągi. Fot. Michał Puhacz.

Widok z kibla w kiblu, fot. Michał Puhacz.

Kibel jaki jest każdy widzi, na całe szczęście internet nie transmituje jeszcze zapachów, chociaż większość z przedstawionych powyżej budowli nie jest używana od wielu lat. Zwracają uwagę też bardzo czytelne oznaczenia –  nie ma idiotycznych  kółek i trójkątów. Nie jestem w stanie tego nigdy poprawnie zinterpretować i już kilka razy zdarzyły mi się zabawne pomyłki. Kiedyś na jakiejś służbowej imprezie wszedłem do toalety w której przebywała moja szefowa. Musiałem udawać, że jestem bardziej pijany niż byłem, a to tylko zwykła omyłka nastąpiła. Zatem nie  tak źle z kolejowymi kiblami. Z kolei inna scenka rodzajowa – co prawda z końca lat 90 – tych ub. wieku. Byłem w pewnej Gminnej Spółdzielni i zapytałem prezesa o toaletę. A pójdzie pan prosto, potem w lewo, potem w prawo, a zresztą – po zapachu traficie! No i trafiliśmy…Oszczędzę czytelnikom szczegółów.