Komunikacyjne wykluczenie po zamojsku

Media kształtują naszą postawę konsumpcyjną nie tylko poprzez reklamę, ale i dlatego, ze istotą ich działania jest nadawanie, dostarczanie, wciskanie nam wszystkiego. Ten fakt, ze nieustannie coś się nam daje, jest główną przyczyną naszej bierności, umysłowego uśpienia, pasywnego przeżuwania słów i obrazów. Człowiek nie musi się już o nic starać się i troszczyć, o nic walczyć ( co było przecież zawsze istota ludzkiej natury ) – bo wszystko jest mu przecież dostarczone w postaci uładzonej, spreparowanej, gotowej do trawienia.

Te słowa wypowiedziane jakiś czas temu  przez wybitnego publicystę Ryszarda Kapuścińskiego wciąż są aktualne i ponadczasowe. Media staja się stopniową pierwszą władzą, pisze dalej Kapuściński, o której względy zabiegają nawet ci ze szczytów polityki. Jest to zrozumiałe, ponieważ człowiek coraz bardziej kształtuje swoje poglądy i przekonania nie tyle na podstawie własnych doświadczeń, ile z informacji i opinii zaczerpniętych z mediów – uzasadnia autor dziennika Lapidaria. I w tym miejscu warto podkreślić, ze życie zmodyfikowało tę opinie, bowiem ci ze szczytów polityki starają się różne współczesne media sobie podporządkować. Apetyt na to jest chyba jednakowy w każdej opcji politycznej, ale ciągle jeszcze prawdziwą ostoją niezależności sądów pozostają  media internetowe. Jak długo potrwa ten stan rzeczy – nie wiadomo, ale póki co trzeba z tej swobody wypowiedzi w pełni korzystać.

W mediach mainstreamowych  obwieszczono sukces. 9 stycznia posłowie przyjęli nowelizację ustawy o transporcie kolejowym, która wprowadza Program Uzupełniania Lokalnej i Regionalnej Infrastruktury Kolejowej. Na realizację programu, którego głównym celem jest walka z wykluczeniem komunikacyjnym oraz budowa i odbudowa linii kolejowych do mniejszych miejscowości, rząd zaplanował przeznaczenie 6,6 mld zł do 2028 r. Kolej Plus to pierwszy program zakładający współpracę rządu i samorządów terytorialnych przy budowie i modernizacji infrastruktury kolejowej. Przewiduje ponadto bezpłatne przekazywanie linii kolejowych samorządom.

Program przewiduję przywracanie do ponownego użytku szlaków kolejowych, które obecnie są niewykorzystywane oraz wspieranie przewozów międzywojewódzkich. Samorządy województw będą mogły realizować przewozy kolejowe dalej niż do najbliższej stacji za granicą województwa, co w założeniach ma się przyczynić do poprawy komunikacji na terenach pozbawionych obecnie dogodnych połączeń kolejowych. Możliwe będzie przeznaczanie środków Funduszu Kolejowego na finansowanie lub współfinansowanie przez województwa zadań dotyczących zakupu, modernizacji oraz napraw pojazdów kolejowych przeznaczonych do przewozów pasażerskich wykonywanych na podstawie umowy o świadczenie usług publicznych.

Na początek program obejmie 20 inwestycji, w tym dwie w naszym regionie. W województwie lubelskim do programu włączono linię kolejową nr 81 Chełm – Włodawa oraz nowe połączenie kolejowe na odcinku od Trawnik do Zamościa.  Uzasadnienie wyboru zawiera informację, ze w ten sposób z jednej strony ma zostać powstrzymana degradacja infrastruktury kolejowej na nieeksploatowanych lub wygaszanych liniach, z drugiej zaś poprawiona zostanie dostępność komunikacyjna terenów, na których znajdują się ujęte w programie linie.

Oficjalny komunikat wydany przez władze najwyższego szczebla został oczywiście milion razy skopiowany na fejsbukach i  wszelkich innych komunikatorach będących wyrocznią  współczesnych czasów. Na LKN-ie też zamieszczono stosowny odnośnik. Zachwytu zewsząd co nie miara, aczkolwiek większość naszych czytelników zachowuję powściągliwość. Taka już nasza  natura, uodporniona na ściemę, na bardzo wielką ściemę bo inaczej  nazwać się tego nie da. Jesteśmy bardziej pozytywistami niż romantykami, bo u nas na prowincji różnie z tym transportem  bywa.

Zacznijmy może od tej łatwo strawnej połowy tortu, tj. od Włodawy. Stara i piękna linia kolejowa: Chełm – Włodawa: lasy i bagna. No właśnie: w większości trasa przebiega przez zupełne odludzie. Ponadto końcowa stacja jest oddalona o prawie 10 kilometrów od miasta. Nawet w czasach świetności,  w latach głębokiej komuny pociągi między Włodawą a Sobiborem chodziły pustawe. Tylko chyba  Ruda Huta jest taką najbardziej zurbanizowaną osadą i w miarę skupioną przy torach. Znam nawet jedną osobę, która w latach 90 – tych dojeżdżała stamtąd pociągiem do pracy.

Będę krytyczny! Jest linia przeznaczona głównie dla grzybiarzy, wędkarzy i turystów. Nasuwa się pytanie: czy zatem reaktywować? Odpowiedź: OCZYWIŚCIE, ale nie w ten sposób, w jaki PRAWDOPODOBNIE będzie to wyglądać. Podejrzewam, że na trasie:  Chełm – Włodawa – Chełm uruchomionych zostanie kilka   par pociągów. Zupełnie Niepotrzebnie, bowiem  na początku wystarczy uruchomić  tylko jedną parę w dni robocze. Pamiętamy, że na linii prowadzony jest sezonowy ruch turystyczny w weekendy w okresie letnim. Składy cieszą się sporym  powodzeniem. Zatem należy tę ofertę rozwijać ale już w jaki sposób to nie jestem już taki mądry, ażeby prorokować. Trzeba kombinować i obserwować…

No właśnie, u nas musi być wszystko z wielką pompą, piętnaście par pociągów żeby jeździły non stop! Błąd! To są ułomne założenia. Planiści  zakładają, że jak będzie kilkanaście par pociągów to będą one zapchane na full. No bo gdzieś tam w Polsce tak jest. Tyle, że nie bierze się pod uwagę specyfiki demograficznej danego regionu. To co się sprawdza na Śląsku czy Mazowszu zupełnie nijak ma się do Lubelszczyzny. Ludzie nie będą w kółko jeździć tymi samymi składami, tylko dlatego, że nastanie wielka radość  z ogromnego dobrobytu, jaki im zapewniło państwo. Co może być bodźcem do takich zachowań? Ciekawość. Ale za pierwszym, drugim czy trzecim razem zostanie ona zaspokojona i wtedy zaskrzeczy szara rzeczywistość. Obserwowałem takie podniecenie wśród narodu, w czasie kiedy uruchamiane były pierwsze pociągi REGIO. Pojawiła się w tym czasie swoista MODA NA KOLEJ, ale to się skończyło, bo spowszedniało. W przypadku Włodawy będzie jeszcze mniej euforii i podniecenia, ponieważ tam pociągi bądź co bądź jeżdżą i to od kilku lat.

Skoro władza ma odgórnie  walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym, niech pomoc  będzie rozłożona równomiernie na wszystkie regiony uznane za wykluczone. Tymczasem decydenci odgórnie, bez wsłuchiwania się w głos ludu ( uzasadnienie na początku ale człowiek inteligentny nie musi się temu poddawać) zleca prestiżowe zamówienia tylko nielicznym, wybranym regionom. A kto wybierał? Pewnie ci na górze. Jeden żre się z drugim, więc skoro ten bardziej przy korycie to jemu się jeszcze dosypie kosztem tamtego a dla motłochu to się spreparuje lekkostrawną papkę i jeszcze będą się  cieszyć ( chodzi o tę drugą część oferty – nową linię ). Tymczasem, wykluczenie kwitnie i ma się wybornie na wielu żelaznych szlakach. Na przykład na linii nr 66 od Zwierzyńca przez Biłgoraj do Rozwadowa, a w szczególności na tym odcinku przebiegającym od Biłgoraja w górę przez Puszczę Solską. Tam faktycznie nie ma dróg, a warto podkreślić, że zachowana jest dosyć dobrze infrastruktura peronowa. Nie trzeba remontować, ani nawet przesuwać budowli, tak jak na innych odcinkach. Z takich miejscowości jak Huta Krzeszowska, Huta Deręgowska, Ciosmy czy Kłyżów do lat dziewięćdziesiątych ludzie dojeżdżali głównie pociągami do szkół czy pracy do Biłgoraja lub  do Stalowej Woli. Likwidacja dosyć rentownych połączeń na początku naszego wieku zmusiła ich do przesiadki nie do autobusów, bo takowe tamtędy nie jeździły i nie jeżdżą, bo nie ma nawet za bardzo po czym ale do samochodów. Na pewno część mieszkańców wyjechała stamtąd ale  jakiś potencjał do reaktywacji połączeń tli się niczym robaczek świętojański na bagnie. No i uniwersytecka definicja wykluczenia gotowa do prezentacji w akademickich skryptach. Obsługę miejscowości między Zwierzyńcem a Biłgorajem  aktualnie zapewniają przewoźnicy drogowi. Sieć połączeń dobrze rozwinięta, ale nie zaszkodzi reaktywować też przystanki kolejowe na tym odcinku niejako siłą rozpędu. Czcigodni pasażerowie będą mieli  urozmaicenie i może to z czasem docenią.

Poza sezonem letnim niewykorzystana w transporcie pasażerskim jest linia kolejowa ze Zwierzyńca do Bełżca. Tu podkreślić trzeba raczej turystyczny charakter, ale też ostrożnie można spróbować  ofertę  rozciągnąć na cały rok. Sporymi generatorami ruchu całorocznego byłyby moim zdaniem miejscowości Susiec i Zwierzyniec. Widzę też potencjał w codziennym połączeniu z Bełżca do Zamościa/Lublina , które doskonale sprawdza się w wariancie sezonowym. Sugerował był przyjazd do Zamościa ok 9 i powrót ok 15. Zaryzykował bym też uruchomienie składu regionalnego pomiędzy Zamościem a Hrubieszowem. Linia co prawda w większości przebiega wzdłuż drogowych szlaków komunikacyjnych, ale są miejscowości jak: Koniuchy czy Frankamionka, praktycznie wykluczone z publicznego transportu drogowego. Nie widzę też konieczności nie wiadomo jakich inwestycji, w  zasadzie potrzebny jest jeden przystanek w okolicach miejscowości Jarosławiec, gdzie w ostatnich latach rozrasta się sypialnia Zamościa. Nie ma sensu budować przystanków co 100 metrów, co ewidentnie widać na przykładzie Zamościa. Do peronów i tak w większości podróżni dojeżdżają samochodami lub ktoś ich tam przywozi. Takie czasy. Szkopuł w tym, żeby nie było zbyt daleko, zrobiona  wygodna droga i  infrastruktura parkingowa.

Głównym problemem tej wielkiej rewolucji niewątpliwie będzie  rozkład jazdy. Niestety, nie jest to sprawa prosta. Biorąc pod uwagę specyfikę regionu zalecam metodę małych kroków i doświadczeń. No właśnie: dlaczego boimy się eksperymentować? Uruchomić po jednym połączeniu całodziennym na każdej linii i obserwować frekwencję. Nigdzie nie jest powiedziane, ze od razu pociągi mają wozić  pasażerów na dachach jak w Indiach. Wsłuchać się w głos ludu, ale iść na żywioł, bowiem zawsze to taniej wyjdzie niż zlecenie wszelkiego rodzaju badań naukowych/ ankietowych. Nie będzie się przecież w razie niepowodzeń odpowiedzialnych urzędników palić na stosach. Nie w Polsce. Nie będzie się też na to krzywo patrzeć  bo i tak nie ma porównania, wchodzi coś zupełnie nowego. Studiowałem różne ciekawe przypadki dotyczące problemów z reaktywacją i wdrażaniem komunikacji publicznej na świecie i nie są to wcale sprawy łatwe i jednorodne. Spotkałem się nawet z rozkładem jazdy na telefon, czyli czegoś w rodzaju publicznej taksówki.  Ta sytuacja związana była co prawda z transportem drogowym, ale z grubsza chodziło o to, ze kurs przewoźnika do danej miejscowości o określonej porze uzależniony był od wcześniejszego zamówienia telefonicznego. W miejscowości był przystanek, wisiał rozkład jazdy a na nim adnotacja z numerem telefonu. I to się sprawdza w miejscowościach bardzo kiepsko zaludnionych.  Od razu wskażę moje Kąty Drugie pod Zawadą. Uchowało się tam kilka babć, które raz na jakiś czas muszą wyruszać w wyprawę do miasta. Autobus codzienny być może się nie opłaca uruchomić ale kursy dwa razy w tygodniu bym zaryzykował. Oczywiście transport kolejowy posiada nieco inną specyfikę i  pociąg zasadniczo jak już jest przewidziany to raczej musi pojechać, aczkolwiek nie znaczy, ze nie mogą funkcjonować przystanki na żądanie, no bo po co takie ciężkie składy niepotrzebnie wyhamowywać, otwierać drzwi – jak nikt nie wsiada. Pole do doświadczeń jest ogromne, szkopuł w tym, że nie ma komu tych eksperymentów de facto na nas przeprowadzać. Robi się ofertę na hura, pod publiczkę, na  fejsbuka a potem jakoś to będzie. Się  zlikwiduje i za cztery lata przed wyborami uruchomi pociągi w innym miejscu, albo i w tym samym. A w tym czasie nasze piękne wioski i miasteczka zupełnie się wyludniają.

Nauka zna wiele prostych i skutecznych instrumentów przyciągających konsumentów. Jednym z ich jest promocyjna cena. Niestety, obserwuję pewne  ograniczenie ofert typu last minute u przewoźnika  regionalnego. Na połączeniu Zamość – Zawada, z dniem wprowadzenia nowego rozkładu jazdy podniesiono cenę przejazdu z 4,00 zł do 4,90 zł. I kolej niewątpliwie na tym straciła, bowiem jedynym podróżnym kupującym przejazdy po normalnej taryfie na tej trasie była moja skromna osoba. Zatem od nowego rozkładu jazdy zaprzestałem tego procederu wybierając przewoźników drogowych, samochód czy rower. Frekwencja spadła na łeb na  szyję! Jeśli pominiemy jeżdżących czasami kolejarzy emerytów można zaryzykować twierdzenie, że spadła o 100 % . Powiecie, ze to drobiazg, ale doskonale odzwierciedla zachowania konsumentów. ( Pomijam negatywny wydźwięk propagandowy – no bo stracić takiego pasażera… ) Nie da się pewnych barier przeskoczyć i opłata za przewóz  musi być przynajmniej porównywalna do innych ofert dostępnych na rynku. Jak widzę PKP INTERCITY zaczyna tę prostą regułę dostrzegać. I za każdym razem obserwuję w Biłgoraju po 2 – 3 osoby wsiadające i wysiadające z nowo uruchomionego pociągu TLK ROZTOCZE. Rewelacje to nie są ale zawsze coś ponad niż nic! Inna sprawa, że siatka  połączeń dalekobieżnych stopniowo i powoli u nas,  na Zamojszczyźnie się rozwija w porównaniu do „wachlarza” kursów regionalnych. Mało tego, to co jest nam proponowane przez samorząd województwa jest już lekko nieświeże. Tu nie chodzi o to, że w szynobusach często brzydko pachnie,  bo za bilety z Zamościa do Lublina płacimy po starej cenie i idzie przeżyć, a tłoku też nie ma, ale praktycznie bez żadnych inwestycji mogłoby być nieco szybciej: na pewno o te 10 minut z hakiem. Jak wszyscy wiemy w Rejowcu mamy czynną łącznicę ale flagowe składy Lubelszczyzny, które zostały już nawet wykastrowane przez stwórcę ze swoich sympatycznych nazw handlowych                       ( KASZTELAN, KANCLERZ…)   ciągle zawijają do tego portu w celu zmiany kierunku jazdy i wypalenia papierosków przez wtajemniczonych na peronie. Jak wszyscy wiemy spora grupa podróżnych jeździ  tymi pociągami z Lublina do Rejowca, gdzie przesiada się do kibli dowożących do Chełma. No i wszyscy wiemy, że w Kaniach, niewiele oddalonych od Rejowca funkcjonuje posterunek odstępowy, który z powodzeniem i praktycznie przy niewielkich nakładach  można przerobić na posterunek ruchu sterowany -  dajmy na to z Trawnik. Wtedy przesiadki realizować można  w Kaniach a szynobusy do Zamościa omijałyby Rejowiec szerokim łukiem. I pytanie: czego tak się nie robi?

A odpowiedź na to pytanie nie jest chyba wcale tak skomplikowana, jakby się mogło na początku wydawać. I w tym miejscu dochodzimy do drugiego kawałka tortu, który upiekli dla nas rządzący. Nowa linia z Trawnik  do Zamościa! Dla mnie: fiction. A zarazem świetne uzasadnienie żeby nic nie robić. Rewolucja, ale na papierze! Nie wiem czemu i komu ma ona służyć. Jak ma być najszybciej to linia kolejowa powinna być poprowadzona wzdłuż drogi S17 Piaski – Hrebenne, gdzie opracowane są już Studia Środowiskowe i inne, ogłoszone przetargi na wykonanie dokumentacji, lecz w opublikowanych informacjach z tym związanych   o torach ani słowa. To potem co, domy będą burzyć? Przecież trzy baby z kosami zrobiły naprawdę spore zamieszanie w Zawadzie przy okazji prezentacji publicznej planów  łącznicy, która w całości ma przebiegać po nieużytkowanych terenach kolejowych. Jaki w końcu  będzie przebieg nowej trasy, jak nie przy drodze? Przecież  latami będą wywłaszczać tereny pod taka inwestycję i jakie powstanie zamieszanie z tym związane. Druga sprawa: koszty – gigantyczne, a widmo kryzysu już nas straszy po nocach. No i pytanie zasadnicze: sens? Obecna linia kolejowa z Lublina do Zamościa  nie jest doskonała, ale można ją w pewien sposób ulepszyć. O łączniach nie muszę tu nic pisać, zresztą jedna już jest dawno oddana do eksploatacji, a druga niewątpliwie jak najbardziej zasadna. Pewne odcinki torów, z łukami  można i należy wyprostować i na to należy zabezpieczyć odpowiednie środki finansowe. Wreszcie: sieć trakcyjna -  niech i u nas zawiśnie, aczkolwiek specjalnie mnie ona  nie kręci, ale jak ma być przez to szybciej to niech drut ciągną.

Przypuszczam, że po tych wszystkich niezbędnych inwestycjach uzyskamy czas przejazdu z Zamościa do Lublina wynoszący około  1,30 godz.  co przy jeździe po asfalcie kształtującym się w sprzyjających warunkach na poziomie 1,10 godz. nie będzie już takim złym wynikiem. Tymczasem nowa linia zaczynać się ma w Trawnikach, zapewne ominie Rejowiec znacznie szerszym łukiem niż obecna łącznica i wpadnie w pobliże dwupasmówki gdzieś w Piaskach a dalej jak by nie patrzeć będzie musiała iść obok ciągu kołowego. W Zamościu to przecież nie będą chyba burzyć bloków w koszarach ( gdzie ponad 100 lat temu działał dworzec kolei wąskotorowej ) dlatego  linia zapewne przekroczy LHS gdzieś na Majdanie i przez Szopinek złączy się z linią  nr 72 śladem dawnej obwodnicy towarowej. Na pewno nie da się zbić czasu przejazdu z Lublina do Zamościa do poniżej godziny i tak wyjdzie godzina z hakiem. No chyba, że wybudują kolej poduszkową! Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że tych nowych inwestycji kolejowych to się kroi sporo. Zatem, porównując hipotetycznie obydwa warianty w uproszczonej formie uważam, że  otrzymamy  praktycznie podobny wynik, jaki można  zrobić znacznie mniejszym kosztem. Już nawet jak mają być te „szprychy” do Lwowa to chyba nie powinno chodzić o to,  żeby prostować historie i w każdym miasteczku robić kolej. Lepszy skutek przyniesie prostowanie  torów. Akurat w takim mieście jak Tomaszów Lubelski mieszkańcy już dawno  przyzwyczaili się , że dworzec PKP jest w Bełżcu i nikomu to specjalnie nie przeszkadza.Można co prawda zrobić i  tramwaj z Tomaszowa do Bełżca, ale po co jak prywatne busy kursują tam co 15 minut. Natomiast, jeśli planiści zakładają, że za kilka lat faktycznie wszyscy będziemy pracować tylko w dużych centrach, jakim niewątpliwie w regionie stał się Lublin, a niestety takie obserwuje w gospodarce tendencje – to ten tramwaj bardzo przyda się właśnie w Lublinie! Bo to w stolicy województwa  jest kolejowe wąskie gardło!

Przez wiele lat dojeżdżam do pracy z Zamościa do Lublina, w ostatnim czasie są to przejazdy realizowane głównie transportem osobistym, bo  inaczej praktycznie się nie da. Mój zakład pracy ma siedzibę obecnie w pobliżu planowanego centrum przesiadkowego, które ma powstać obok dworca głównego PKP. Uważam, że nie jest to wcale optymalne rozwiązanie, bowiem środek miasta wyznacza tak na prawdę obecny dworzec PKS pod zamkiem. Przez wiele lat niedaleko tego miejsca miała siedzibę moja firma i wtedy z powodzeniem korzystałem z komunikacji publicznej. Potem przenieśli nas bardziej na północ, ale też dało się dojechać, gdyż  z dworca PKS  był szybki dojazd autobusem MZK. Obecnie jednak to jest totalna porażka komunikacyjna i to nie tylko z uwagi na odległość od centrum, lecz głównie z powodu korków – wiecznie zapchanych ulic.  To właśnie przy zamku  jest ten przysłowiowy „punkt G” Lublina i dlatego widzę sens budowy mini linii ( bocznicy) prowadzącej tu od głównego ciągu kolejowego. Wtedy przejazd  koleją  z Zamościa  do Lublina,  po uwzględnieniu modernizacji stanie się naprawdę konkurencyjną alternatywą  dla transportu drogowego zarówno publicznego jak i prywatnego. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze się wsłucha  w te nieśmiałe postulaty mieszkańców i zmodyfikuje  plany, bowiem sama idea modernizacji kolei  jest jak najbardziej słuszna i potrzebna. Jeśli jest to jednak tylko słomiany MIŚ wyborczy to pozostaje nam wszystkim tylko jeszcze  raz przeczytać początek niniejszego artykułu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.