Pasażerowie gorszej kategorii

O krótkiej historii naszego reaktywowanego w 2010 roku, jedynego połączenia dalekobieżnego można by na pisać książkę. I to nie byle jaką książkę a prawdziwy thriller z nagłym zwrotami akcji i zagmatwaną fabułą. Dziś niestety jesteśmy świadkami kolejnego epizodu sensacyjnego w tej historii. A jeszcze kilka miesięcy temu u progu wdrożenia nowego rozkładu jazdy zamiast scen akcji spodziewaliśmy się raczej spokojnej sagi rodzinnej.

Tymczasem mamy coś, czego w naszych okolicach chyba jeszcze nie było. Dwie spółki należące do kontrolowanej przez Skarb Państwa grupy PKP weszły na wojenną ścieżkę, biorąc na zakładników pasażerów podróżujących IC „Hetman”.  Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach to niestety zakładnicy tracą na całym zamieszaniu najwięcej. No ale do rzeczy.

Z dniem 12 kwietnia 2018 roku spółka PKP Intercity S.A. wydała zarządzenie nakazujące maszynistom jeżdżącym na czeskich lokomotywach serii 754 zredukowanie prędkości na odcinkach od stacji Ocice  do przystanku Zwierzyniec (z obowiązujących tam 90 – 100km/h na 70km/h) oraz na odcinku od stacji Jarosławiec do stacji Hrubieszów Miasto (z obowiązujących tam 60km/h do 45km/h). Podstawą takiej decyzji ma być zły stan infrastruktury, który stwierdzili zgodnie maszyniści instruktorzy z PKP IC oraz CD. Ten zły stan ma  również negatywnie odbijać się na stanie technicznym czeskich lokomotyw serii 754. Z powodu wdrożenia ograniczeń pociąg IC „Hetman” wywozi z odcinka Ocice – Zwierzyniec 30min opóźnienia a z odcinka Jarosławiec – Hrubieszów Miasto 11min opóźnienia. Łącznie daje to 40min wydłużonego czasu jazdy na dystansie około 200 km.

Niestety nikt w PKP Intercity nie pomyślał o tym, aby przed wydaniem takich drastycznych ograniczeń skonsultować swój ruch ze spółką PKP Polskie Linie Kolejowe, która odpowiada za zarządzanie infrastrukturą oraz bezpieczeństwo i płynność wykonywania rozkładu jazdy. Zakład Linii Kolejowych w Lublinie (którego terenu dotyczą ograniczenia) nie krył zaskoczenia decyzją PKP Intercity. Zarządca przeprowadził własną kontrolę na pociągu IC „Hetman” i na jej podstawie stwierdził, że stan infrastruktury winien jest wydłużenia czasu jazdy na 19,5 minuty oraz, że wszystkie uszkodzone fragmenty wpływające na wydłużony czas jazdy zawarte są w wykazie ostrzeżeń stałych. Co więcej, znajdują się one na odcinakach Ocice – Stalowa Wola Rozwadów Towarowy i niezrewitalizowanych fragmentach linii Stalowa Wola Południowa – Zwierzyniec Towarowy oraz Zwierzyniec Towarowy – Zawada (nie ma ani słowa o odcinku Jarosławiec – Hrubieszów Miasto!). Opinię tą potwierdza obserwacja ustawionych na obu liniach wskaźników W14 (nakazujących zwolnić bieg pociągu).

PKP Intercity w tej chwil najwyraźniej nie wie co zrobić i nie ma pomysłu jak wybrnąć z zaistniałej sytuacji, na której cierpią pasażerowie jej pociągów. Odpowiedź na to pytanie jest jednak całkiem prosta. Zacząć trzeba od dobra pasażerów własnie, bo to ono powinno być najważniejsze. A to dobro oraz przychylność w krótkim okresie „kupić” można tylko daleko idącą promocją cenową! Jeśli bowiem w związku z modernizacją linii numer 7 wprowadza się „bilet taniomiastowy” na odcinku Chełm – Lublin – Warszawa, który obniża cenę biletów o aż 30%  i tym samym czyni podróż TLK z Chełma do Lublina tańszą niż podróż Regio, to czemu analogicznej promocji brak na odcinku Hrubieszów – Rzeszów – Kraków? Jeśli bilet „taniomiastowy” z powodu krakowskich zamknięć obowiązuje na całym ciągu od Wrocławia po Przemyśl, to czemu skorzystać z promocji może pasażer z Przeworska, ale już nie z Hrubieszowa? Jeśli w związku z wprowadzoną na odcinku Lublin – Rzeszów komunikacją zastępczą z biletu „taniomiastowego” korzystać mogą też podróżujący Hetmanem pasażerowie ze Stalowej Woli, to czemu nie dajemy takiej możliwości pasażerom z Zamościa?

Jak do tej pory na Zamojszczyźnie musieliśmy odcierpieć prawie 40 odwołań pociągu IC „Hetman” z przyczyn technicznych, a teraz jeszcze serwuje się nam codzienne opóźnienia wynikające z braku przewidywania konsekwencji swoich własnych decyzji przez PKP Intercity. Pomimo to nie należą nam się żadne obniżki cen, zupełnie jakby Zamojszczyzna byłą regionem drugiej kategorii. Szkoda. Takim ruchem przewoźnik mógłby kupić sobie trochę czasu na rozwiązanie sporu z PLK lub wypracowanie rozwiązań alternatywnych.

A takowych jest kilka. Można ponownie przeanalizować sytuację wraz z PLK i wprowadzić ograniczenia tylko tam, gdzie jest to faktycznie niezbędne. Można sprowadzić jedną sztukę SU160 (której to serii nie dotyczą ograniczenia) i jeździć nią jako maszyną podstawową a usługę utrzymania w gotowości lokomotywy rezerwowej zakupić u Przewozów Regionalnych (jest wszak w Rzeszowie SU42-509 świeżo po naprawie rewizyjnej). Ewentualnie w tym celu zachować jedną maszynę serii 754, choć to zapewne oznaczałoby konieczność „rozwodu” z PR Rzeszów, które jeszcze nie tak dawno odmawiało użyczania zaplecza dla dwóch serii lokomotyw. Można też próbować tę sytuację przeczekać, gdyż PKP PLK do końca czerwca obiecała wprowadzenie v-max 100km/h na odcinkach Zawada – Zamość i Zamość Szopinek – Miączyn, a w kolejnych miesiącach wakacji sukcesywnie na następnych odcinkach od Miączyna do Werbkowic. To skonsumowałoby znaczną część opóźnień wyrabianych w tej chwili.

Nie ma natomiast szans na rozwiązanie kłopotów PKP Intercity poprzez zatrudnienie podwykonawcy na zasadzie analogii do trasy Jasło – Zagórz. Przede wszystkim dlatego, że żaden przewoźnik w Polsce (poza PKP IC) nie dysponuje spalinowym taborem, który mógłby objeździć (jak się okazuje wymagające) obiegi Rzeszów – Hrubieszów – Rzeszów zachowując poziom usług PKP IC i co najważniejsze gwarantując stabilność kursowania. Zresztą ewentualne zepchnięcie problemów na podwykonawcę w żaden sposób nie spowoduje ich zniknięcia.