Historia jednego zdjęcia SM48-043

Przed nastaniem ery fotografii cyfrowej pozakładałem dla poszczególnych linii kolejowych albumy, gdzie zamieszczałem odbitki fotograficzne ciekawszych zdjęć wykonywanych aparatem analogowym. W albumie ze zdjęciami z Niedzielisk znajduje się powyższa fotografia przedstawiająca zamojską lokomotywę  SM48-043 z pociągiem osobowym.  Pod zdjęciem opis ” pociąg Zamość – Przeworsk przed stacją Niedzieliska, 08.1999 r.” Zdjęcie ogólnie dobre, ale niestety nie jestem w stanie odnaleźć negatywu, chyba tylko jedną   odbitkę posiadam. Pamiętam za to dokładnie okoliczności jego wykonania. Widać, że walentyna była błyszcząca  i wróciła z grubszej naprawy.  I faktycznie kojarzę dobrze jej pojawienie się na szlaku, w odświerzonej -  eleganckiej szacie. Wątpliwości budzi data, być może zdjęcie zostało wykonane w sierpniu, ale już w roku 1998, a z jakichś przyczyn zamieściłem błędny opis. Może tzw.  czeski błąd, nie wiem. Na pewno doskonale pamiętam widoczny na zdjęciu pociąg, który składał się z aż 8 wagonów i dlatego nie mógł być to Przeworsk z 1999 r, czyli poc. rel. Zamość – Przeworsk nr 2346/2347, bowiem ten składał się max z 5 klas ze st. Rzeszów. Dłuższy skład liczący planowo 8 pudeł  kursował do maja 1999 r. i był to poc. nr 23046/23047 rel. Zamość – Przeworsk z grupą wagonów Zamość – Bełżec odczepianą w Bełżcu. Był to podsył klas z Zamościa na nocny łącznik: Bełżec – Zwierzyniec – Wrocław. Wagony te były w Zamościu sprzątane i nawadniane. Dlatego okoliczności przyrody wskazują na datę wykonania zdjęcia w sierpniu 1998 r.

Pojawienie się tamary po liftingu wzbudziło u mnie spore zainteresowanie. Od razu postanowiłem wykonać jej portret, a był to okres kiedy zasadniczo jeszcze nie zajmowałem się fotografią kolejową. Pewnego dnia zauważyłem, że wyznaczona została do obsługi pociągu do Przeworska, w którym na dodatek znajdowała się jeszcze jedna dwójka w historycznym, oliwkowym malowaniu. Czas szybko leci i dzisiaj za takie uznajemy już zielone i czerwone barwy, ale dwadzieścia lat temu stanowiły one chleb powszedni. Trafiały się za to sporadycznie oliwkowe rodzynki, które przyjeżdżały na ogół w składach z Przeworska. I na przykład: na początku grudnia 1998 r. do Zamościa przyjeżdżał klasyczny ryflak z oznaczeniem: stacja Przeworsk. Zaś potem pojawiała się przedziałowa dwójka, a w maju 2000 r. w ostatnim pociągu z Przeworska przed zmianą rozkładu jazdy o 19.30 przyjechała jeszcze brązowa  bonanza (Bh). Dodatkową przesłanką skłaniającą mnie do udokumentowania pociągu był fakt, iż na składach osobowych lokomotywy manewrowe pojawiały się sporadycznie, a dominowały wszechobecne żółtki, czyli SP32.

Sfotografowanie pociągu nie było jednak takie proste, bowiem był on pilnowany w Zamościu przez grupę kilku sokistów, z którymi wolałem nie mieć do czynienia. Co prawda, wyczytałem gdzieś w prasie, że zniesiono już zakaz fotografowania, może nawet reportaż w dzienniku telewizyjnym o tym był, ale w  tamtym czasie jeszcze stosunkowo często spotykało się nadgorliwych pracowników na kolei. Tak się jednak złożyło, że rodzice wybrali się na działkę leśną do miejscowości Kąty, położoną ze dwa kilometry od torów w linii prostej. Zabrałem się z nimi. Cóż było robić - czterdzieści stopni w cieniu, a ja  stamtąd – z lasu, polną ścieżką przez górę niedzieliską idąc w strasznym skwarze niczym przez Saharę przedostałem się w pobliże torów, na szlak biegnący z Zawady do Klemensowa, gdzie postanowiłem oczekiwać na mój ciekawy pociąg. I faktycznie, po chwili usłyszałem charakterystyczną trąbkę i monotonny pisk silnika. Osobówka właśnie ruszała ze stacji Zawada. Za ok 3 minuty będzie przejeżdżać obok mnie. Stałem w miejscu, z którego mogłem bez problemu zmieścić w kadrze stosunkowo długi pociąg. Wyciągnąłem aparat i przygotowałem się do decydującego strzału a tu ktoś mnie klepie po ramieniu. Ja się odwracam, a tam stoi sokista i krzyczy, że… dywersję uprawiam. Nigdy bym się w tym miejscu go nie spodziewał – musiał chyba wyleźć z rowu odwadniającego, który był przy przejeździe drogowym. Dało się odczuć też woń alkoholu, zatem pewnie  smacznie spał w tym rowie, a  ja go obudziłem. Strasznie się wkurwił! Pierwsza reakcja to strach, ale po chwili nawet zaczął mnie rozśmieszać. Okrutnie stary, na oko z siedemdziesiąt lat bym mu dał i przypominał na dodatek francuskiego aktora Louisa De Funes-a. Gestykulował i krzyczał dosyć niewyraźnie ale zrozumiałem, że zostałem aresztowany. Mimo wszystko,  postanowiłem zrobić zdjęcie choćby nie wiem co – liczyłem, że może mnie nie zastrzeli. A potem, zamierzałem zbiec na pole, w końcu to tylko jeden starzec. Nie dał jednak za wygraną i zaczął mi zasłaniać kadr. To ja lecę do przodu, walentyna  piszczy coraz głośniej, aż wyłoniła się z za widocznego w kadrze drzewa, które skutecznie zakryło mi tylną część składu. Teraz to ja się wkurzyłem i to bardzo.

Pociąg przejechał, ale dziadek coś dalej na mnie krzyczy. No to idziemy, mówi do mnie. No, ja idę, odpowiadam. Zatkało go – ale się zawahał. Widzę, że raczej nie dojdzie do szarpaniny, więc postanawiam uspokoić co nie co starszego człowieka. Panie, co pan – ja tu prędkość mierzę. Tak jakoś bez sensu palnąłem, ale skutek to odniosło niewspółmierny do tego jaki bym się spodziewał. Zostałem chyba wzięty za policjanta, padło nawet jakieś nazwisko, przytaknąłem i dziadek zaczął się tłumaczyć, że tu często przez tory przechodzą. Ja potwierdziłem i potem czym prędzej się oddaliłem, przez pola. On poszedł w drugą stronę. Grunt to dobry sprzęt, pomyślałem  - mój aparat Canon jak widać miał nie tylko dobrą optykę, ale całkiem nowocześnie się prezentował. A po dwudziestu latach zostało to zdjęcie, z częściowo zamaskowanym przez działania pracownika kolei pociągiem. Dzielnie odparłem jego atak ale  i tak postawił na swoim i  trudno teraz zidentyfikować datę wykonania fotki. Trzeba docenić, że czasy się zmieniły a nie tylko płakać za PKP, bo tamta kolej wbrew pozorom nie była aż tak romantyczna, jak to sobie teraz wyobrażamy. Dlatego na przykład cieszę się, że drzewo zasłaniające mi wagony już wycięto, i to dawno!

Za to lokomotywa SM48-043 odzyskała właśnie stare, historyczne barwy i niedługo będzie ją można znowu podziwiać na żelaznych szlakach. Ciekawe w którym zakładzie PKP CARGO będzie pracować, a póki co: wiadomo tylko, że ma jeździć na szerokim torze. Za to tych współczesnych HETMANICH morderców jeszcze pomścimy! A na pewno – długo będziemy pamiętać.