Gwiazda i malarz

Ach ten nowy rozkład jazdy!  Jego twórcy postanowili  nas w Zamościu i na Roztoczu nie rozpieszczać. Pokasowali niektóre pociągi  ale wprowadzili  też i zupełnie nowe-  jak te widoczne w poniższych  tabelach  zamieszczonych  na zamojskim peronie dwa kursy dalekobieżne do Wrocławia przez Bełżec i Poznania przez Stalową Wolę Rozwadów. Co to jest ta Warszawa? Takie pytania zadawali dzisiaj kolejarzom zdezorientowani podróżni. A  nic innego tylko pomyłka, włączyłem się do rozmowy -   kolejowy program komputerowy wskazuje chyba takie farmazony , bowiem bezpośredniego wagonu z Zamościa do Warszawy przez Kraków realnie nie ma. Teoretycznie można tylko się przesiadać, jak ktoś by się mocno uparł.

Kolejne wrażenie jest takie, że niby tych pociągów dużo, ale po dokładnej analizie wychodzi tyle samo co poprzednio, a może nawet mniej. We wcześniejszym rozkładzie jazdy mieliśmy jeden kurs dalekobieżny ale za to całoroczny. Tu mamy dwa ale dokładnie poszatkowane różnymi terminami kursowania, które nie dość , że są zagmatwane , to po zebraniu do przysłowiowej kupy dają raczej nie więcej pociągokilometrów niż poprzednio.

Znajdą się ludzie, którzy bez problemu wytropią wszystkie pułapki na nich zastawione przez kolejowych planistów, ale widziałem też obywateli zdezorientowanych lekturą prezentowanej oferty przewozowej, którzy jak przyjdzie co do czego wybiorą zapewne samochód lub autobus.

Życie podróżnych na Zamojszczyźnie nie rozpieszcza i na uroczystości inauguracyjne musieliśmy poczekać prawie tydzień od wprowadzenia nowego rozkładu jazdy. 19.12.2015 r. na peronie zamojskiego dworca zgromadziła się spora rzesza oczekujących, w tym kilku miłośników kolei.

Punktualnie o 10.20 z przeszło półgodzinnym opóźnieniem wtoczył się na tor szlakowy czeski nurek 754-028-9 będący aktualnie w służbie INTERCITY PL , który przyciągnął dwie klasy o podwyższonym standardzie. W składzie: dwójka i jedynka, obie luksusowe a jedynka na dodatek zdeklasowana do niższego poziomu.

Pociąg wzbudził nie małą sensację, zarówno wśród mikoli jak i osób oczekujących na przyjezdnych bądź na odjazd kolejnego składu. Punktualnie o 10.30 z Zamościa powinien wyruszyć w dziewiczy rejs do Poznania SIEMIRADZKI.

Z przyczyn obiektywnych wystartował on o 10.45. Skład z Wrocławia przechodzi na pociąg do Poznania. Trzeba było przeprowadzić sprzątanie wagonów, lokomotywa musiała dokonać oblotu , następnie próba hamulca i szereg papierków do podpisu. Jeszcze wcześniej trzeba zmienić numerację wagonów, na przykład: z numeru 13 na 11 a z 12 na 10. Potem odszukać tablice kierunkowe i  sprawdzić czy są właściwe. Jest trochę roboty, a minut  mało. Dochodzą do tego ustawowe przerwy na drugie śniadanie dla załogi i rozkład leci. W przypadku braku opóźnienia  kolejarze powinni  wyrobić się w założonym czasie wynoszącym czterdzieści minut, ale przy najdrobniejszych perturbacjach efekt domina murowany.

Cholera: SIEMIRADZKI to czy ANTARES? Denerwowali się rano konduktorzy. SIEMIRADZKI jedzie trasą jak wyżej, natomiast ANTARES kieruje się do Wrocławia przez Bełżec, Przeworsk i Rzeszów. Tablica będzie zamieszczona dalej ale tylko do Rzeszowa ponieważ ta zawierająca pełny przebieg gdzieś się zawieruszyła. Trudno, nikt z nas nie mówił, że będzie łatwo.

Na zdjęciu powyżej SIEMIRADZKI gotowy do odjazdu z Zamościa.

Antares zgodnie z Wikipedią to (alfa Scorpii, α Sco) – gwiazda podwójna, najjaśniejsza w gwiazdozbiorze Skorpiona. Jest położona w odległości ok. 550 lat świetlnych od Ziemi, a jej jasność wizualna przekracza ok. 10 000 razy jasność Słońca. Masa wynosi ok. 15 mas Słońca. Na niebie Antares osiąga wielkość gwiazdową od 0,9 do 1,8m. Średnica tego czerwonego nadolbrzyma sięga 1,182 mld km. Zewnętrzna powłoka gazowa tej gwiazdy jest stosunkowo zimna – 3400 K, przez co możemy oglądać Antaresa jako obiekt o czerwono-pomarańczowej barwie.

Natomiast Henryk Hektor Siemiradzki (ur. 12 października?/24 października 1843 w Nowobiełgorodzie, zm. 23 sierpnia 1902 w Strzałkowie) – polski malarz, przedstawiciel akademizmu.

Może jeszcze być Józef Siemiradzki (ur. 28 marca 1858 w Charkowie, zm. 12 grudnia 1933 w Warszawie) – polski geolog i podróżnik, profesor paleontologii Uniwersytetu Lwowskiego albo Aleksander Siemiradzki, (znany wśród turystów szeroko jako Wujcio) (ur. 28 lipca 1909 w Stróżach, zm. 13 kwietnia 1976 w Łodzi) – łódzki krajoznawca. Nie wiem o którego chodzi, kosmonauty o tym nazwisku nie stwierdziłem.

Tuż przed 18 do Zamościa przyjechał SIEMIRADZKI z Poznania. Zaskoczyła nas spora frekwencja. Jedni naliczyli 50 , drudzy 60 osób wysiadających na stacji końcowej – niezły wynik jak na początek jazdy. Oczywiście trzeba było ponownie odprawić cały ceremoniał związany z przeobrażeniem niezupełnym  malarza w  gwiazdę. W końcu są to dwie  odmienne materie. Dlatego kupa papierów do wypełnienia, szorowanie okien i podłóg, szukanie odpowiednich tablic kierunkowych no i zmiana numerów wagonów dokładnie wypełniły przewidziany dwudziestominutowy postój okrojony jeszcze o minut 5 z powodu opóźnienia pociągu z Poznania. Muszę przyznać, że sprawniej to poszło niż za pierwszym razem.

Dziesiąty gamoń czyli kolejny debiut w Zamościu. Lokomotywa SU160-10 odjechała z pięciominutowym opóźnieniem z kilkoma osobami na pokładzie. Pasażerów  nie więcej niż pięciu.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzeszowa, zarówno przez Biłgoraj jak i przez Bełżec.

Reasumując – rozkład został ewidentnie ułożony pod obiegi drużyn z Rzeszowa. Pomysłodawcom chodziło o to, żeby turnus pracy mieścił się w limicie 12 godzin od momentu wyjazdu  i powrotu do tego miasta ekipy obsługującej składy i lokomotywy. Niestety, jak widać grafik jest bardzo napięty i przy przejściach pociągów  w Zamościu ( z ANTARESA na SIEMIRADZKIEGO rano i odwrotne wieczorem ) powstają napięcia spowodowane brakiem czasu na sprzątanie wagonów, obloty lokomotywy i inne wszelkie sprawy formalne. Konstruktorzy rozkładu założyli, że nie będzie opóźnień. Niestety w praktyce może okazać się to nierealne. Co nas w przyszłości czeka było ewidentnie widać na pierwszym kursie, kiedy pociąg wjechał do Zamościa o godz. 10.20   tj. na dziesięć minut przed planowym odjazdem następnego składu dalekobieżnego do Poznania. Zrobił się chaos, ponieważ oczekującym podróżnym nie pozwolono zająć miejsc wewnątrz wagonów a ci, którzy to zrobili zostali wyproszeni. Należy podkreślić, że jeżeli ktoś już wymaga od pasażerów znajomości wewnętrznych instrukcji dotyczących zasad utrzymywania czystości w ruchomych obiektach kolejowych  to najpierw powinien zapewnić tym osobom przyzwoity stopień punktualności kursowania pociągów. Trudno się ludziom dziwić, że chcą wejść do środka wagonów niejednokrotnie z ciężkim bagażem ręcznym na pięć minut przed odjazdem. Oczywiście te wszystkie uwagi są jak najbardziej na zaś, ponieważ w tę sobotę praktycznie nic takiego strasznego nie zaszło – aczkolwiek zaobserwowane zostały pewne niepokojące zapędy, które wypadałoby po prostu  zdusić w zarodku, żeby na przykład nie zrobiło się to co dzieje się nader często pomiędzy 15.45 a 16 w Zamościu, kiedy to przyjeżdża tutaj pociąg regionalny z Lublina. A mianowicie szynobus robi sobie wtedy często wycieczki z peronu pod nastawnię dysponującą. A to papiery trzeba jakieś odebrać a nastawniczy przecież chodzić nie będzie ( chociaż ostatnio faktycznie zaczęli przyłazić ) a to piękną panią kierowniczkę trzeba podwieźć do miasta, żeby nie musiała iść nasypem na wysokich obcasach to znów przerwa śniadaniowa dla załogi. Różne są powody, ale przez nie podróżni bardzo często nie są wpuszczani do środka i muszą czekać niejednokrotnie na deszczu aż pociąg zostanie podstawiony na trzy minuty przed odjazdem. A swoją drogą od dawna już pisałem, że w Zamościu – głównym potrzebna jest na peronie wiata i dalej nikt mnie nie słucha, bo mamy poczekalnię, która zostanie otwarta za trzy lata, jak miasto wyremontuje budynek dworca, przed wyborami.

Mimo tych drobnych uwag technicznych uważam, że pociągi są potrzebne i myślę, że ludzie będą nimi jeździć. Oczywiście można mieć zastrzeżenia co do wytrasowania ANTARESA przez Bełżec, Przeworsk zamiast przez Biłgoraj, co znacznie wydłużyło czas jazdy i jest zasadniczą przyczyną opisywanych kłopotów związanych z obsługą  w Zamościu przy przechodzeniu wagonów na/z SIEMIRADZKIEGO. Z tego co się orientuję, przy konstrukcji rozkładu zaważyły naciski z okolic Tomaszowa Lubelskiego, Lubaczowa oraz  Horyńca Zdroju. Zobaczymy czy te ośrodki wygenerują pożądane napełnienie.

Pytają się mnie znajomi: co to jest ten ANTARES? Na wszelki wypadek  wrzuciłem definicję na wstępie, ale nasi czytelnicy wiedzą przecież, że to jest pociąg na miarę naszych ( PKP ) możliwości. My tym ANTARESEM otwieramy oczy niedowiarkom. Mówimy, że to jest nasz ANTARES, przez nas  zrobiony i to nie jest nasze ostatnie słowo. I nikt nie ma prawa się przyczepić bo ANTARES jest społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie….zgnije na świeżym powietrzu. I wtedy co się zrobi? PROTOKÓŁ ZNISZCZENIA! Powiem tak: jak na PKP to całkiem nieźle, biorąc inne aspekty pod uwagę wypada słabiej, ale zawsze mogło być gorzej i tym się trzeba pocieszać. Pociąg mógł wcale nie jeździć. A po co są pociągi w Polsce? 1) Do wydawania środków publicznych z dotacji.  2) Do uwypuklania negatywnych skutków oddziaływania środowiska naturalnego wtedy kiedy się spóźniają. 3) Do wożenia kolejarzy. 4) Do robienia zdjęć. No a na dziesiątym miejscu: do transportu  ludzi z punktu A do punktu C przez B.

Tak moi drodzy: zapowiada się dobra podróż. Co prawda mnie jako mieszkańcowi Zamościa ciężko będzie  wytrasować wycieczkę linią bałajską na przyzwoitym poziomie, tj w ten sposób aby nie jeździć w kółko pociągami po magistrali Przemyśl - Rzeszów w środku nocy , o czym ostatnio się przekonałem kiedy to zaplanowana jazda inauguracyjna nie doszła do skutku z powodu różnych obaw – chociażby tym, iż nikt nie chciał ze mną jechać , ale wcześniej czy później do takiej wyprawy z mojej strony dojdzie a relacja zostanie zamieszczona na łamach LKN-u. Mam spory sentyment do linii bałajskiej, ale póki co muszę zadowolić się wspomnieniami ze starych, dobrych czasów. Chociaż wczoraj też nieźle: „Panie kierowniku, poproszę połówkę na ANTARESA do Rzeszowa, tego przez Bełżec”. JEM PRZECIEŻ! No trochę przekręcam bo nie chcę za dużo zdradzać, bowiem każdy pracownik ma prawo do przerwy śniadaniowej w wymiarze 15 minut, nawet w służbie cywilnej. A osoby planujące podróż  ANTARESem  się z tym nie liczą, bujają  w obłokach…

 20.12.2015 r. Czyniąc niemałe spustoszenie w miejscowym drobiu ozdobnym  przez zamojskie Błonia przeleciał dosłownie ANTARES, któremu niestraszne jest nawet zaćmienie, ale dokuczają  nadmiernie wyśrubowane obiegi zaprojektowane przez istoty żyjące na tym skromnym padole ziemskim. Ten, który nie boi się piekieł i sieje spustoszenia w niebiosach  musi teraz zmagać się z przyziemną krytyką rozsyłaną wszelkimi kanałami przez nas maluczkich. Nowoczesny gamoń, w postaci lokomotywy SU160-003 nie wytrzymuje mało  wygórowanych prędkości odpowiednich  nie dla rakiety kosmicznej , tylko  dla dyliżansu. Bałaje to nie kosmodrom a na księżyc motolotnią polecieć się nie da. Chociaż może odwrotnie – to  tak jakby na lotnisku w podzamojskim w Mokrem miał wylądować challenger w niedzielne południe, gdzie schodzi się prawie 100 % populacji miasta. Jak by nie patrzeć: w Jarosławiu opóźnienie wyniosło minut pięć, w Suścu piętnaście a na stacji docelowej ponad dwadzieścia. Wszyscy pytamy o co chodzi? Odpowiedzi brak.

Mało tego, w drodze powrotnej gamoń w swoim następnym wcieleniu w postaci Pana SIEMIRADZKIEGO wystartował z Zamościa ponad dwadzieścia minut po planowym czasie odjazdu i to pomimo tego, iż w dniu dzisiejszym przybył aż o 10 minut szybciej niż nurek 754 w sobotę, kiedy to ruszając nazad zmieścił się w przysłowiowym akademickim kwadransie. Czy to plastik odmówił posłuszeństwa czy śniadanie było dziś bardziej obfite – nie wiadomo. Zajęty byłem poszukiwaniem  odpowiedniego miejsca do wykonania zdjęcia, którego ostatecznie nie wykonałem ponieważ SIEMIRADZKI zbiegł mi ze szlaku. Nie powiem, że specjalnie się tym przejąłem , ponieważ jutro też nas odwiedzi. Oby tylko czegoś poważniejszego nie zmalował. No i niektórzy mechanicy chyba za dużo jedzą.

Wieczór 20.12.2015 r. Malarz melduje  się w Zamościu prawie punktualnie. Gwiazda startuje  o czasie. Trzecia gama znowu przywozi tłum ludzi a zabiera garstkę na przejażdżkę po Bałajach. Na boxie toczy się ożywiona dyskusja związana z tematem relacji. Krytyce poddaje się szczególnie poszatkowane terminy kursowania obydwu pociągów, ale też zamościanom nie pasuje okrężna trasa przez Bełżec wydłużająca o godzinę podróż ANTARESEM. Pora zacząć przygotowania świąteczne. Kto nam ukradł zimę?

21.12.2015 r. Zawada. Nieformalne krzyżowanie pociągu IC z Zamościa do Poznania oraz pociągu Regio z Lublina do Zamościa. Oczywiście oficjalnej krzyżówki nie ma – w tabelach brak skomunikowania , ponieważ pociąg z Lublina przyjeżdża 7 minut po planowym odjeździe pociągu do Poznania, ale ten drugi regularnie się opóźnia i dlatego takie obrazki są na porządku dziennym. Życie zweryfikowało niekompetencje rozkładowych konstruktorów. Analogiczną teoretycznie sytuację mamy o 18.25 , kiedy ANTARES wyrusza z Zawady 5 minut przed przyjazdem szynobusu z Lublina ale trzeba przyznać, że w praktyce skomunikowanie nie występuje ponieważ ten ostatni z reguły odjeżdża punktualnie.

SIEMIRADZKI w Zamościu w dniu 22.12.2015 r.

Opóźniony o 70 minut ANTARES w dniu 23.12.2015 r. na stacji końcowej. Spóźnienie powstało na skutek późniejszego odjazdu  wagonów z Warszawy do Przemyśla przypinanych do składu w Krakowie Płaszowie. Pociąg  do Zamościa musiał tam na nie czekać.

KASZTELANEM też sporo ludzi przyjechało a kilkanaście pojechało dalej do centrum Zamościa. Szynobus złapał 10 minutowe opóźnienie bo przepuszczał ANTARESA w Zawadzie.

Gama i ułan w Zamościu.

Niestety, 29.12 na wieczornym kursie czar prysł. Kilkanaście osób przez godzinę koczowało w ciemnościach na mrozie w oczekiwaniu na autobus zastępujący ANTARESA.

Tak wyglądał SIEMIRADZKI w dniu 30.12.2015 r.