Sposób na królewny

Ach te nasze współczesne królewny. W domu talerza po jajecznicy nie umyją, a już nie daj Boże jak zmywarka do naczyń nie domaga, to musi być od razu przywieziona nowa – jak w tej reklamie z Marianem i Barbarą. Ale niech tylko wyjadą za granicę, to szorują jak oszalałe – co tylko popadnie!

Widzę, że Wasza Królewska Mość coś dzisiaj nie w humorze, czyżby broń Boże jakieś dolegliwości?

No tak, sztandarowy produkt spółki PESA Bydgoszcz zdążył już nas przyzwyczaić do tego, iż mamy go wielbić bezinteresownie tylko za to, że został wyprodukowany w Polsce. Na szczęście pozbyliśmy się gamy z  Zamojszczyzny i już od ponad pół roku nie zaszczyca nas swoją obecnością, a w zasadzie jej brakiem. Wiadoma rzecz – prowincja. Za to na Dworze u Króla Żuka – przysłowiowa: Sodoma i Gomora. Nie tylko lokalna ale i ogólnokrajowa prasa rozpisuje się już od kilku dni o chaosie panującym na Dworcu PKP w Lublinie. Wystarczyło kilka kresek poniżej zera i prawie wszystkie lokomotywy SU160 padły jak muchy. Chcąc uzdrowić sytuację przewoźnik PKP INTERCITY wpadł na nowatorskie rozwiązanie i postanowił łączyć pociągi. Jak sygnalizują nasi czytelnicy, w sobotę 1.12.2018 r.  w Łukowie    pociąg Moniuszko został połączony ze składem pociągu Gombrowicz i tak te kilkanaście wagonów jedna lokomotywa potargała do Lublina. W odwrotnym kierunku Gombrowicz jeździ w połączeniu z Ogińskim. Podobno już dwa dni mają miejsce takie praktyki i nikt nie przejmuje się żadnymi opóźnieniami. Kaprysy księżniczki PESY, której nie uśmiecha się wcale zatrudnienie na etacie Królowej Śniegu i woli zostać zapamiętana przez poddanych jako Królowa Łez. Niech spadnie tylko  nawet  drobny śnieżek: dwie,  trzy kreski poniżej zera i tak jak dzisiaj – nasz wielki kompozytor musi targać wybitnego pisarza od Lublina do Łukowa a może i dalej. Takie teraz mamy proszę państwa królewny.

Fot: Michał Puhacz, stacja Przemyśl, sierpień 2018 r. A nasi sąsiedzi zza wschodniej strony potrafią sprowadzić do pionu owe pesowe damulki, choć mróz na  Ukrainie tęgi. A oto jedna z nich w całej okazałości – uroda niczym późna Anna Jagiellonka. Pesa 630M – dwuczłonowy szerokotorowy, spalinowy zespół trakcyjny wyprodukowany przez Pesa Bydgoszcz.  Dwa takie  egzemplarze są  eksploatowane przez Koleje Ukraińskie. Jeden  nich kursuje na odcinku: Zdołbunów – Kowel – Chełm. Chełm, 30.11.2018 r. Niecodzienna chyba sytuacja, której świadkiem byłem zupełnie przypadkowo. Otóż wracając z delegacji zobaczyłem w oddali jakiś pociąg przemieszczający się z kierunku cementowni w stronę Chełma. Początkowo myślałem, że to zielona lokomotywa ET42 z 2 wagonami do przewozu zboża. Tak to  się prezentowało. Śpieszyłem  się do Zamościa, gdzie o 15 miałem  jeszcze zaplanowane ważne spotkanie. Na szczęcie jadący ze mną kolega okazał wyrozumiałość i zboczył z trasy dzięki czemu mogłem znaleźć się na dworcu PKP gdzie zostałem zaskoczony dosyć interesującą inscenizacją. Spalinowy, paliwożerny potwór M62-1603 przyprowadził opóźniony o 3 godziny pociąg INTERCITY ze Zdołbunowa w postaci ukraińskiego szynobusu 630M-001 produkcji – a jakże: PESA Bydgoszcz, który to pojazd widocznie nawalił. Nie było żadnej komunikacji zastępczej tylko zorganizowano dodatkowego konia pociągowego w postaci całkiem przyzwoitego dwusuwa. Niestety, nie chciałem nadwyrężać cierpliwości współpracownika i nie mogłem już zaczekać na odjazd pociągu nr 22002/754 czego bardzo żałuję. Na pożegnanie  – gagarin w trakcie oblotu składu. Było bardzo zimno i wiał lodowaty wiatr ze wschodu. W dniu 1.12.2018 r, analogiczna sytuacja. Tym razem w roli dzielnego rycerza wystąpił M62 – 1439 w bardzo oryginalnej malaturze. Przedstawiam fotorelację naszego redaktora Michała Puhacza, który zainspirowany moją przygodą,  w ciemno udał się tego dnia do Chełma.  Pociąg przybył do stacji docelowej z 20 minutowym opóźnieniem.  Wkrótce po oblocie składu lokomotywa żwawo zaciągnęła go w stronę granicy.  2.12.2018 r. udaliśmy się już wspólnie w odwiedziny do Księstwa Ducha Bielucha.„Niestety” pesa już została okiełznana, bo i aura jakby wiosenna. Ponoć nie jest zbyt kapryśna, ale sporadycznie zdarzają się takie obrazki, jak w ostatni piątek i sobotę. Istotne, że w przypadku awarii pociąg nie jest odwoływany, tylko jedzie z lokomotywą. Niestety, w Polsce to już nie przejdzie. Różne są przeszkody. Po pierwsze: nie da się, choć  jeszcze kilka lat temu potrafiono podpiąć lokomotywę SM48 na  uszkodzoną SU45 i zaciągnąć skład HETMANA z Zamościa do Rozwadowa. No, ale wtedy obsługę trakcyjną w postaci lokomotyw zapewniało PKP CARGO. Jednak słyszałem, ( a nawet mam nagrania ) o przypadkach kiedy zepsuty szynobus między Zawadą a Zamościem przeciągała drezyna. Cóż, jeszcze kilka lat temu pracowali starzy kolejarze, którym na czymś zależało. Teraz jest masa procedur, papierów, instrukcji a jak przyjdzie co do czego to: dupa zimna. Fot. Michal Puhacz – Przemyśl.

No i nie ma królestwa, czyli jednego systemu kolejowego działającego jako całość. Jest wiele rozdrobnionych spółek, z których każda sobie rzepkę skrobie. Kolej mamy pod rozbiorami i niestety proces ten będzie z biegiem czasu postępował, co widać na przykładzie przejęcia obsługi HETMANA przez SKPL. Prognozuję, że za kilka lat segment przewozów pasażerskich może być tak samo rozproszony jak obecnie transport towarowy, gdyż dotacje budżetowe są atrakcyjnym kąskiem dla różnych organizacji okołokolejowych, skupiających osoby mające styczność z koleją, chcących sobie w różnych sposób dorobić.

Fot. Michał Puhacz. Przemyśl.

Nie chcę się wypowiadać o  Kolejach Ukrainy bo się na tym nie znam, nie jeździłem – nie wiem, ale obrazki z Chełma wywołały u mnie pozytywne wrażenie. No i ciągłe wesołe gwizdy mechaników na fotografujących – widać, że ludzie zadowoleni z pracy.