Stara wiata w Biłgoraju znikła

31.12.2017 r. To ostatnie moje zdjęcia starej wiaty przystankowej zlokalizowanej na peronie dworca PKP w Biłgoraju.

Powiecie zapewne, że nie była to oryginalna konstrukcja  i wystarczająco nie osłaniała  oczekujących  przed zimnem.  Powiem więcej – wcale nie osłaniała! A czasy mamy ciężkie. Przez kilka ostatnich dni temperatura  nad ranem schodziła poniżej piętnastu stopni poniżej zera.

Nie chroniła  również  przed deszczem. A pod wiatą często hulał   wiatr, zwłaszcza ostatnie dni były również bardzo wietrzne. W ogóle: zima 2017/18 co do zasady nie oszczędzała nas pod tym względem. Dziurawy, eternitowy dach na pewno nie nastrajał optymistycznie podróżnych oczekujących czasami przez kilka godzin na kolejową komunikację zastępczą.

Dlatego cieszy moje   oczy nowa konstrukcja posadowiona na biłgorajskim peronie. Na pewno będzie stanowiła jakąś ochronę przed wiatrem, jak i przed deszczem. Jedynie promienie słoneczne będą w stanie przedrzeć się przez plastikową powłokę i opalić nieco podróżnych, a ostatnie lata bywały gorące. Na szczęście HETMAN stosunkowo wcześnie wyrusza z Biłgoraja, nie licząc kursu niedzielnego (GALICJA).

  W nocy to chyba już wszystkim jest  wszystko jedno czy wiata jest czy jej nie ma. Hetmanem z Biłgoraja do Zamościa i tak nikt nie jeździ a oczekujący na podróżnych przyjeżdżających z zachodu  przesiadują przeważnie w samochodach.

Mimo wszystko czuję duży sentyment do tej nazbyt skromnej kolejowej budowli, która znikła z powierzchni peronu dokładnie w dniu 5.01.2018 r. Ile to razy pod nią stałem czekając na pociąg? Milion! Nie miałem wcale zamiaru odjeżdżać z Biłgoraja żadnym pociągiem. Po prostu stałem pod wiatą z braku innych zajęć w okolicy. Do Biłgoraja przyjeżdżałem bardzo często służbowo, w delegację i w celu wykorzystania przebiegu po pracy udawałem się na miejscowy dworzec, żeby obserwować okolicę, a potem wracałem do domu, z tym, że najczęściej komunikacją drogową. Sieć połączeń kolejowych była zwykle mało dopasowana do moich potrzeb. To już stało się tradycją. Czasami oczywiście jeździłem też w plener, na przykład do Tereszpola czy Dąbrowicy ale tutaj było jakoś tak przyjemniej, blisko do miasta – wbrew pozorom i do przystanków PKS. Kiedyś też nie było internetu, tu można było zapytać co i kiedy będzie. Z powodu braku informacji nie opłacało mi się organizować dalszych wypraw, skoro miałem kolej tutaj niejako pod ręką, z racji wykonywanej pracy terenowej. Pociągi to raz jeździły, to znów nie jeździły. Różnie to się zdarzało w przeszłości. Szczególnie przyjemnie stało się pod wiatą w trakcie upałów, ale i przed deszczem stanowiła wystarczającą osłonę. Trzeba też przyznać, że dawniej nie mieliśmy  takiej wietrznej aury jak obecnie. Z czasem, pod wiatą zaczęło kwitnąć życie towarzyskie, bowiem gromadzili się pod nią także lokalni sympatycy kolei. Mieszkańcy Biłgoraja uwielbiają  wyprawy na stację w celu obserwacji pociągów. Rozległa  przestrzeń, nie tak jak w Zamościu gdzie wszystko zabudowane i ogrodzone. Przejeżdżające z dosyć dużą  prędkością składy wywołują niesamowite wrażenie. A, że dworzec od wielu lat był zamknięty, to właśnie ta wiata stanowiła jedyne zabezpieczenie przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. To właśnie pod nią odbywały się najbardziej burzliwe dyskusje i najciekawsze obserwacje. Obok przebiegała bądź co bądź lokalna magistrala a nie linia boczna czy odgałęzienie. Dochodziły jeszcze szerokie tory LHS. Widoczna z daleka wiata była jednym z punktów charakterystycznych na  stacji. Pod nią  zawiązywały się wszelkiego rodzaju związki, spiski, kluby i stowarzyszenia. Byli i tacy co się nawet w nocy pod tym parasolem z eternitu    chowali niczym te strusie  na pustyni wkładające głowy w piasek. Jak dach nad głową – nawet i dziurawy to spać można, nawet na peronie. Nie słyszałem skarg i reklamacji.

Biłgoraj, 3.04.2005 r.Tego niedzielnego poranka przybyłem tutaj, aby zaobserwować jedną z ostatnich wrocławskich rzeźni, która przez jakiś czas kursowała po linii nr 66, już nie pamiętam z jakich powodów. Totalna pustka, ani jednej żywej duszy. Pamiętam , jak dzisiaj, że żałowałem, iż nie mam w Biłgoraju  żadnych kolegów a Ci, których czasami przypadkowo obserwowałem podczas pobytów w dni robocze  byli jacyś tacy strasznie młodzi. Wkrótce sytuacja uległa radykalnej zmianie.

Pozostał jeszcze aspekt historyczny. Otóż analogiczna wiata zlokalizowana była na początkowej stacji biłgorajskiej wąskotorówki w  Białym Słupie. Wiele wskazuje na to, że w trakcie budowy linii normalnotorowej wiata ze Zwierzyńca Wąskotorowego została przeniesiona do Biłgoraja. Wiele elementów infrastruktury wąskotorowej zostało zaadaptowanych w ten sposób. Szkielet konstrukcji wykonany był z szyn na których wygrawerowano rok produkcji: 1912. Nie kwestionuję celowości modernizacji wiaty z nadgryzionym zębem czasu eternitowym dachem, ale można było coś ciekawego wykombinować na bazie tego starego szkieletu. A tak mamy kolejny zunifikowany plastik – dobrze, że zapewniający osłonę przed wiatrem ze wszystkich stron – co ostatnio wcale nie jest standardem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.