Biały paw w Minkowicach

Słyszeliście zapewne o białych damach, które ukazują się w różnych mniej lub bardziej zaniedbanych zamczyskach. Duchy te są zazwyczaj bardzo piękne, a zarazem  niezbyt srogie i pojawiają  się najczęściej w porze nocnej. Z tego co słyszałem, to również i niektóre obiekty kolejowe  posiadają swoje straszydła. W zasadzie to posiadały, bowiem większość z tych naprawdę nawiedzonych dóbr została już dawno zrównana z ziemią, a wszystkie przypisane im zjawy diabli wzięli. Nieliczne,  nowo wybudowane  obiekty są oczywiście kompletnie aspirytystyczne, prędzej już tam flaszkę niedopitego spirytusu znajdziemy albo jakiś pijak nas przestraszy. Zasadniczo to nie ma warunków, żeby na współczesnej kolei mogło coś straszyć -  no bo gdzie taki duch będzie się objawiał: na wyłożonym kostką brukową peronie, pod gablotą z rozkładem jazdy? Musi być klimat, nastrój itp a teraz to nawet pociągi w nocy nie jeżdżą. Pozostają zatem stare opowieści. Słyszałem kilka takich w dzieciństwie, ale było to bardzo dawno, sporo  zapomniałem i mógłbym poprzekręcać  i w efekcie: grozy niet! Najciekawsze były historie o parowozie – widmo grasującym po nocach na linii nr 72. No ale mamy teraz epidemię i nie w głowie mi takie mroczne nastroje, dlatego pora na całkiem wytłumaczalne naukowo zjawisko.

Otóż, na początku kwietnia 2008 r. wróciłem z urlopu do pracy i szefostwo skierowało mnie w delegację do dużej firmy  z siedzibą w Jackowie. W ramach oszczędności zaproponowano dojazd publicznymi środkami komunikacji na co z ochotą przystałem bowiem wymarzyłem sobie podróże koleją, a miałem zagwarantowaną refundację kosztów. Około 7 z Zamościa wyruszał pośpieszny pociąg SAN do Warszawy, który jednak nie zatrzymywał się na stacji w Minkowicach, która w zasadzie jest w Jackowie. Trzeba było wysiadać w Rejowcu i czekać na osobowy  z Chełma do Lublina, co dla mnie stanowiło dodatkową atrakcję.

 Pierwszego dnia delegacji przyjechaliśmy samochodem, ale już na wstępie zapowiedziałem, że będę jeździł pociągiem. Mój współpracownik specjalnie się tym nie przejął, lecz skorzystał z komunikacji drogowej. tj. busem z Zamościa do Lublina, gdzie była przesiadka na jakiegoś prywatnego autosana H9 jadącego bezpośrednio do Jackowa, pod fabrykę. Co ciekawe – czas przejazdu  o godzinę szybszy. Któregoś razu spóźniłem się na pociąg i wczesnym przybyciem wprawiłem w firmie wszystkich w konsternację. Co to się stało, że pan tak wcześnie? A pociąg mi uciekł! Aha! No niestety, był to już czasy, kiedy  podróż koleją z Zamościa do Lublina była przejawem prawdziwej ekstrawagancji.

Zatem zrobiłem, jak postanowiłem. Dojechałem zupełnie pustym  pośpiesznym do Rejowca, poobserwowałem życie stacyjne, a dalej  już klasycznym kiblem do celu podróży. W Minkowicach niewielka wymiana podróżnych w pociągu i to głównie wszyscy wsiadali, a ja jako jedyny opuściłem pokład i kierowałem się nieśpiesznie do miejsca oddelegowania. Po drodze zwiedziłem otwartą,  dosyć sporą i tajemniczą poczekalnię, posiadającą klimat odpowiedni do nakręcenia porządnego dreszczowca w stylu Edgara Allana Poe.

Gdy już zamknąłem drzwi z drugiej strony, nad moją głową rozległ się nieziemski wrzask, jak z horroru! A dochodziła 10 rano! Lecz przed budynkiem – pusto. W okamgnieniu podniosłem głowę i widzę, że wysoko – nad oknem powiewa biały welon i jakaś sylwetka się kołysze. Pierwsza myśl była taka, ze panna młoda chce wyskoczyć przez okno i  trzeba ją ratować łapiąc w ramiona! Po chwili doszedłem do wniosku, że to chyba duch, coś w rodzaju białej damy. Dopiero po dwóch chwilach uprzytomniałem i rozpoznałem dużego ptaka.  A trzeba było aż  kilkunastu sekund, do  zidentyfikowania pticy. Doszedłem do wniosku,  że to jest… paw, ale zupełnie biały!

Spróbujcie sobie wyobrazić w jakiej znalazłem się sytuacji: biały paw siedzi na dachu dworca PKP. Czym prędzej poleciałem zmieszany do firmy. Tam pytają co ze mną, bo widzą, że jestem nie w sosie. Jakieś zwidy, urojenia, odpowiadam – białego pawia widziałem. A jest tam, lata. A łabędzia pan widział? Nie. No to prosimy i prowadzą za biurowiec a tam między traktorami jakieś większe oczko wodne a na środku pływa żywy łabędź, ale dla odmiany – czarny! Nie, jeden biały, drugi czarny! Za dużo dziwnego ptactwa, wykrzyknąłem. Wracam do domu! 

Okazało się, że w Minkowicach i Jackowie był duży ośrodek prywatnych hodowli ptaków egzotycznych i spotkać można było wiele egzotycznych okazów. Niektóre z nich przefruwały przez ogrodzenia i latały w pobliżu dworca. Następnego dnia, kiedy już  ochłonąłem co nieco, postanowiłem sfotografować demonicznego pawia  właśnie na budynku stacyjnym. Ale gdzie tam, już dumnie kroczył u siebie na podwórku! Jednak sprowokował mnie do zabierania ze sobą aparatu fotograficznego i w trakcie podróży cyknąłem kilka kolejowych fotek. Zgodnie z planowym rozkładem jazdy, w momencie przyjazdu kibla z Chełma - przez Minkowice  zasuwała  bez zatrzymania pośpieszna SOLINA z Warszawy Zach. do Zamościa.

W dniu 18.04.2008 r.  nie udało się mi już uchwycić przejazdu „budynia” EP07-1048, został mi tylko portret EN57-1533, którym przyjechałem z Rejowca.

Jednak w dniu 22.04.2008 r. już się udało uwiecznić EU07-091.

Portret EN57-809.

A tu EN57-1373.

A to zdjęcie wykonane przed spotkaniem z pawiem, tj. w dniu 16.07.2004 r. o godz. 13.55 i przedstawia EU07-061 z pociągiem z Chełma do Warszawy Zach, który do Lublina kursował jako pociąg osobowy. Akurat wtedy też jeździłem tutaj służbowo ale  samochodem ( nie było opcji dojazdu koleją ) i przybyłem specjalnie na dworzec aby zobaczyć ten właśnie pociąg. Jak na moje zbiory to faktycznie ciekawostka, bowiem zasadniczo nie fotografowałem w tym czasie pod drutem.