Dwa spotkania z gagarinem

I wszystko sprawdziło się jak w świętej przepowiedni. Było jeszcze ciemno a poniedziałkowy ranek mroził syberyjskim chłodem. Stary murowany budynek dworca wyglądał niczym  tajemnicze zamczysko. Biegun zimna i nagle, gdzieś w oddali usłyszałem charakterystyczny dźwięk, który nie był mi obcy. Piękny, basowy i coraz mocniejszy…

Wkrótce, z otchłani, niczym z  piekła wynurzyła się dobrze mi znana lecz na swój sposób tajemnicza sylwetka. Zielony korpus świecił na błękitnym firmamencie stacyjnego nieba. Stwór mrugał do mnie strasznymi, czerwonymi ślepiami, a ja nie byłem w stanie zdzierżyć w dłoniach kamery.

Pojazd dostojnie przemieszczał się z jednego końca stacji na drugi. Był nie z tej ziemi i niewątpliwie wyróżniał się na tle wszechobecnego urawniłowstwa, które pleni się już od dłuższego czasu na polskich torach. Prawdziwe anty-CARGO. Duch Pana tych włości!

Mój kochany Iwanie! Myślę o tobie i jestem Ci wierny. Opowiadam dzieciom, jaki z Ciebie bohater. Ogromnie mi Ciebie brak i czekam aż wrócisz. Do naszej ziemi!

Tymczasem:  rozwidniło się. I moim oczom ukazał się widok dobrze mi znany z dzieciństwa…

Takie rogatki były na przejeździe w Zamościu przy ul. Okopowej. Mam jeszcze w uszach dźwięk dzwonków  podczas zamykania, ale pora się obudzić! Trzeba zażyć bilobil.

Tu stacja Suwałki, 25.11.2019 r. Na czele składu platform stoi zielony ST44-399. Jedyny taki w Polsce. Natychmiast wykonuję telefon do przyjaciela, tj. do przełożonego z prośbą o udzielenie urlopu wypoczynkowego. Stan jest poważny, aczkolwiek przypominam sobie, że już przeżyłem kiedyś takie doznania.

Tymczasem, gagarin gwałtownie ożywia się. Słychać odgłosy włączanego  silnika, a korpus potwora spowijają kłęby czarnego mazuty. Złowrogi błysk w oku i pojazd  rusza jak strzała przed siebie z impetem prowadząc dudniące wagony tak, że  ciężko jest go dopędzić nawet sportowym wozem.

Jak burza wpada na stację Trakiszki. Po chwili gaśnie, by po około 5 minutach ożywić się nagle znowu i  tak samo gwałtownie szarpnąć wagony i ostro ruszyć na Litwę. Jakby droczył się z uczestnikami tego niezwykłego widowiska, jakim był przejazd zwykłego pociągu uruchomionego przez PKP CARGO.

Gdy już przestaje czuć w nozdrzach zapach jego spalin ogarnia mnie szara, kolejowa rzeczywistość.

Pojawia się szynobus SA133-019 z pociągiem z Litwy do Białegostoku.

A wcześniej jeszcze coś gorszego. Na stację wtacza się lokomotywa ST48-019 z wahadłem cystern z Suwałk, które zaprowadzi za granicę. Rzeczywistość z szarej staje się granatowa z seledynowym paskiem. A więc i tu już kolej niebieszczeje. Zdecydowanie nie są to moje ulubione barwy, zdecydowanie preferuję na torach zieleń.

I staje się rzecz niesłychana. Stare i nowe! Ofiarowany martwą podniosłem powiekę i zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu iść za wrócone życie podziękować Bogu!

Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną, do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych. Szeroko nad błękitnym Wieprzem rozciągnionych. Słuchajcie: tak zimno, tak wiało z tej Litwy, że tylko Pan Tadeusz był wstanie uleczyć moją skołataną psychikę.

Jak skład stanął w Trakiszkach, tak się nie ruszył przez ponad godzinę! Kapryśny gagarin. A może to w ramach protestu, że go w jamnika zrobiono. A tu taaaka delegacja! Kolega Michał oprócz funkcji kierownika wycieczki  objął też stanowisko  portalowej wróżki, bo to On wywróżył pojawienie się zielonego właśnie w poniedziałek, na stacji w Suwałkach. DB Schenker uratował honor kolei i oddelegował na motyw luzaka.

A widoki stamtąd przepiękne: jakie pagórki, jakie jeziora i ta przyroda… No ale wieje, o czym świadczyć też może uwidoczniona na fotografii infrastruktura.

A pociąg ruszył dopiero jak zrobiło się już całkiem ciemno i na dodatek zaczął się bawić z szanownymi widzami w kotka i myszkę. Żadnego szacunku dla miłośników kolei.

A stacja w Suwałkach w poniedziałkowy wieczór zapchana. Pociągi różniste i szczerze mówiąc przypomina mi to krajobraz zamojskiej kolei sprzed 10 – 15 lat, kiedy na naszych szlakach tętniło życie i właśnie w poniedziałki był największy ruch.

A gagarin na pożegnanie wyciął oczywiście kolejny numer, ponieważ pojawił się znienacka wtedy, kiedy miał się już wcale nie ruszać z miejsca do którego przyjechał. Wracaliśmy już do domu, kiedy nagle, tuż za rogiem zatrąbił na pożegnanie i odjechał w siną dal. Była to jego jedna z ostatnich służb, ponieważ wkrótce ma zostać odstawiony i nie będzie już naprawiany. Skończył się jego czas.

Był poniedziałek 12.01.2009 r. Kilka minut po godzinie 7 rano. Już zbliżałem się do biura ale po drodze zaintrygował mnie charakterystyczny odgłos silnika dwusuwowego dobiegający ze stacji w Zamościu.

Sensacja: gagarin pojedzie z gruszkami do Lubyczy Królewskiej. Ostatni zielony w Lublinie! Pozostałe zostały  już „zelhaesowane”, tj. domalowano im żółte czoła oraz trójkątne pasy na bokach. Bardzo mi się to nie podobało i uznałem tę sytuację wręcz za spisek. Jak można tak zapaskudzić maszyny?

Oczywiście telefon do szefa z wnioskiem o urlop oraz przysługa ze strony kolegi, który podwiózł mnie do Bełżca. A gagarina wywróżyłem sobie sam, bowiem właśnie w poniedziałki był największy ruch i uruchamiano wtedy pociągi do tej właśnie stacji. Wystarczyło dokładnie słuchać i obserwować okolicę.

Z Zamościa przyjechało tu kilkanaście wagonów serii UGPPS oraz dwie platformy z nawozami.

Lokomotywa wystawiła z torów bocznicowych dwie  platformy do przewozu dłużycy.

ST44-360 pięknie prezentował się w zimowej aurze.

Portret na tle byłej parowozowni podczas manewrów.

W składzie zdawki z Zamościa przybył też jeden klasyczny wagon kryty.

O godz. 13.35 pociąg z gruszkami ruszył do Lubyczy Królewskiej. Zdjęcie wykonane na wysokości byłego niemieckiego obozu zagłady w Bełżcu.

Gdy dotarłem na stację w Lubyczy Królewskiej ujrzałem taki oto widok. Pierwsze wrażenie! Niech Was nie zmyli piękna, słoneczna aura. Lodówka nie mniejsza niż podczas wcześniej prezentowanej relacji z Suwałk!

Puste wagony wpychane są po bocznicy na teren Zakładów Zbożowych w Lubyczy Królewskiej.

Po pewnym czasie Gagarin zaczął wyciągać stamtąd gruchy załadowane zbożem.

Nawet w tamtym okresie takie widoki należały do rzadkości. A teraz wyobraźcie sobie jeszcze te charakterystyczne pomruki motoru  przeszywające ośnieżone igliwie. Maszynę słychać było dobrze nawet  w centrum miejscowości, znacznie oddalonym od stacji.

Z Lubyczy Królewskiej wyekspediowano raptem kilka takich pociągów. Sporadycznie przyjeżdżały tu pojedyńcze węglarki z węglem, raz stwierdziłem całe wahadło kruszywa.

Stacja zastawiona wagonami a lokomotywa dokonuje oblot.

Mechanik zatrzymał gagarina i wyszedł do mnie.

Chciałem zobaczyć kto tu jest, ale widzę, że to nasz fotograf, powiedział.

Zaproponowano mi nawet podwózkę do Zamościa, gdzie jechała maszyna. Gruszki ze zbożem miały zostać porzucone w Zawadzie, natomiast od Bełżca do Zamościa w tym pociągu pojechały jeszcze dwie platformy kłonicowe, widoczne na poprzednich zdjęciach.

Portret pociągu przed odjazdem z Lubyczy Królewskiej. Musiałem odmówić podwózki, ponieważ umówiłem się z kumplem, który już tu po mnie jechał. Teraz sobie przypomniałem, że ścigaliśmy go autem w drodze z Zamościa do Bełżca i też nam uciekał.

Chciałem też wykonać to oto zdjęcie na tle elewatorów.

W obu przypadkach powróciłem do domu szczęśliwy i znacznie ożywiony, lecz za tym drugim razem moją świadomość pochłonęło przeświadczenie, iż polityczna, dziejowa  hektabomba pochłonęła niewiarygodne ilości pięknych lokomotyw, wagonów oraz zniszczyła wiele stacji, szczególnie u nas na Roztoczu.

I do Bełżca zawsze bliżej niż do takich Suwałk położonych na końcu świata! Ale z drugiej strony: Suwalszczyzna ma swój urok. Miejscami przypomina mi nawet nasze Roztocze, aczkolwiek uderza zupełnie inny stosunek do zabytków techniki. Taka Zamojszczyzna ale trzydzieści lat temu. A tu jakiś stary pług wyeksponowany przy obejściu, a tam maluch stoi, a dalej ponad stuletni most czy wiadukt. Nastawnie na stacjach obsadzone, semafory działają, pomniki parowozów ( u nas też dawniej były ! ) No i mało kościołów, a jak już się trafi to też może dworzec przypominać. Budowle sakralne tutaj są raczej skromne. W duchu Papieża Franciszka. U nas, odwrotnie. Co drugi budynek użyteczności publicznej z krzyżem, gigantomania, ale żeby ludność była bardziej święta to tego nie widać. Rzuca się na przykład w oczy stosunkowo niewielki stopień dewastacji zabytkowej i często nie dozorowanej nawet infrastruktury kolejowej. Generalnie mało kamer przy posterunkach, a część z nich obsadzonych jest tylko w porze dziennej.