Starachowicka lekcja

Niedawno miałem okazję zajrzeć w północne rejony Województwa Świętokrzyskiego.  A ponieważ pogoda dopisywała i sezon turystyczny akurat był w pełni, przypadła mi wdzięczna rola znalezienia weekendowej atrakcji na popołudnie.  W ten właśnie sposób (trochę przypadkiem) przypomniałem sobie, że kiedyś słyszałem co-nieco o Starachowickiej Kolei Dojazdowej, która funkcjonowała jeszcze w czasach PKP w strukturach jednej dyrekcji  wraz z kolejkami: Nałęczowską, Hrubieszowską, Przeworską i Jędrzejowską. Postanowiłem więc trochę w ciemno udać się do Starachowic i nawet nie przypuszczałem, że będzie to prawdziwa podróż ku pokrzepieniu serc.

I nie ma w tym stwierdzeniu ani trochę przesady, zresztą poznajcie sami historię starachowickiej wąskotorówki, którą przytaczam za http://skw.org.pl .

„Trwający od początku XX w. rozwój kolei wąskotorowych w okolicach Starachowic był ściśle związany z miejscowymi zakładami przemysłowymi i wydobywczymi. W tym czasie powstała sieć kolei o szerokości toru 750 mm(…)Po wojnie zdecydowano o budowie kolei PKP łączącej Starachowice z Iłżą wykorzystując część istniejącego już torowiska (ukończono w 1950 r.). Na liczącym 20 km odcinku prowadzono głównie ruch towarowy oraz ruch pasażerski (w szczytowym okresie do 6 par pociągów dziennie). W latach 60-tych na skutek zamykania kopalń oraz ograniczenia transportu drewna przewozy zaczęły spadać. Ostatecznie w 1997 roku zawieszono wszelkie przewozy, a tabor przekazano na inne sieci wąskotorowe.”

Brzmi znajomo prawda? W 4 lata po tym gdy z Werbkowic Wąsk. do Hrubieszowa Wąsk. przedarł się walcząc z wybujałą roślinnością ostatni pociąg wąskotorowy, ruch zamiera także w Starachowicach. Podobnie jak na kolejce hrubieszowskiej, akcja toczy się szybko niczym pendolino. Tabor, który  jeszcze się do czegoś nadawał trafił do Jędrzejowa. Reszta została ekspresowo zezłomowana. Czego nie pocięło PKP, tym szybciutko zajęli się złomiarze, których na upadających  terenach Staropolskiego Okręgu Przemysłowego nie brakowało. Kolejkę od całkowitej zagłady uratował podobnie jak w Werbkowicach wpis do rejestru zabytków.

Znacznie szybciej niż na kolejce hrubieszowskiej pojawiły się kradzieże infrastruktury. Już po 3 latach okazało się, że znikło 4 kilometry wąskiego toru, dokładnie w centralnej części szlaku w samym sercu puszczy Iłżeckiej, dzieląc kolejkę na dwa 7,5 kilometrowe „ogryzki” i odcinając jej północną część od zaplecza w Starachowicach Wschodnich Wąsk.

Sytuacja wydawała się kompletnie beznadziejna. Kolejka popadająca w ruinę, postępujące kradzieże, a jakby tego jeszcze było mało tory administracyjnie biegnące przez nie tylko dwa powiaty ale i przecinające granice województw Świętokrzyskiego i Mazowieckiego! Administracyjno-urzędniczy koszmar można by rzec. I właśnie wtedy  nastąpił przełom.

Oddajmy po raz wtóry głos internetowej stronie kolejki:

W roku 2003, na skutek mediacji podjętych przez Fundację Polskich Kolei Wąskotorowych nastąpiło przejęcie linii od PKP przez władze Starostwa Powiatowego w Starachowicach. Siłami wolontariuszy przyjeżdżających z całego kraju prawie w każdy weekend, od listopada 2003 do kwietnia 2004 udrożniono pierwsze 6 kilometrów szlaku. W maju 2004 r. przywrócono przewozy pasażerskie na odcinku Starachowice – Lipie.”

 Rozkradana kolejka bez własnego taboru  i z trasą prowadzącą donikąd (w środek puszczy Iłżeckiej) została przejęta w całości przez starostwo w Starachowicach  w porozumieniu z gminą Iłża. Wolontariusze w pocie czoła udrożnili część szlaku a FPKW wypożyczyła  kolejce tabor w postaci lokomotywy Lyd1, rumuńskiego wagonu Bxhpi, i dwóch letniaków.

I to wystarczyło! Dziś ze Starachowic do oddalonego o 6 km Lipia, w każdą wakacyjną sobotę jedzie skład zestawiony z „Lidki” i rumuńskiego wagonu. Pociąg potrzebuje na dotarcie na miejsce 30 minut. W Lipiu kierownik pociągu organizuje ognisko i po dwóch godzinach skład powraca do Starachowic Wschodnich Wąsk. Relację z przejazdu zobaczycie poniżej.

Peron Starachowic Wschodnich Wąsk. Znajduje się tuż przy torach normalnych w sąsiedztwie dawnej dróżnicówki. Ulokowano go na torze oporowym gdyż sama stacja położona jest daleko poza miejscowością na niezbyt uczęszczanych terenach pomiędzy placami ładunkowymi i oczyszczalnią ścieków. Pociąg w peron trzeba więc wystawić pchając skład wagonem w przód niemal kilometr.

W Starachowicach najpierw trzeba przecisnąć się tuż obok galerii handlowej…

…następnie zaśmieconym wykopem pomiędzy zabudową jednorodzinną i chaszczami.

A potem zagłębiamy się w gestniejący las.

Czasem poajwia się obok pociągu bagno lub młodnik.

Bór rzednie tylko tam gdzie zbliżamy sie do przejazdów.

Lipie – mijanka wybudowana dla potrzeb technicznych. Wokół: las, polana i kilka domów.

Dalej w puszczę prowadzi jeszcze około kilometr toru na który z uwagi na kiepski stan techniczny wjeżdżać mogą tylko drezyny.

A to już „szopa” WMD Starachowice. Wygląda znajomo prawda ;) ?

Jeśli ktoś nie skojarzył to tak wyglądała „szopa” WMD Werbkowice. Oba obiekty powstały w latach 50-tych.





No dobra, ale oni w Starachowicach chociaż mają lokomotywownie  – ktoś słusznie zauważy. I  i inaczej niż w Werbkowicach udało się zapobiec barbarzyńskiemu wyburzeniu całkiem dobrego budynku – doda ktoś inny. Owszem do prawda. Dzięki adaptacji biurowca Starachowickiej KD na mieszkania dla były pracowników PKP uniknął on losu Lokomotywowni I Kl. KD w Werbkowicach. A miniaturka werbkowickiej „szopy” jest stale doglądana przez sąsiadujących z nią przez ścianę lokatorów. To prawdzie błogosławieństwo dla kolejki. U nas na kolejce hrubieszowskiej takie szczęścia już nie mamy i chyba to stanowi pieczęć na jej trumnie. Tylko czy na pewno?

Wspomniałem wcześniej, że na skutek kradzieży dokonanych w latach 1998-2002, kolejka została podzielona na dwie 7,5 kilometrowe części a jej północny odcinek stał się enklawą oddzieloną od zaplecza i „dużej kolej” w Starachowicach. Nie przeszkodziło to jednak ( podobnie jak i nie przeszkodził skomplikowany podział administracyjny) w tym by lokalni samorządowcy dogadali się co do przejęcia kolejki od PKP S.A.  jako całości przez starachowickie starostwo. I w ten sposób również północna enklawa doczekała się podźwignięcia ze zgliszcz. W roku 2008 z Iłży do oddalonych o 6 kilometrów Marculi wyruszył pierwszy turystyczny pociąg. Dziś w każdą niedzielę wakacji trasę tą pokonuje raz dziennie druga z należących do Starachowickiej KW  lokomotyw Lyd1 wraz z dwoma „letniakami”.

Urokliwy dworzec kolejowy w Iłży. Podobnie jak dworzec Hrubieszów Wąsk. – jest zamieszkały przez były pracowników PKP.

Stacja w Iłży trochę przypomina mi Łaszczów. Dawniej odchodziły stąd liczne bocznie do lokalnych drobnych zakładów przemysłowych i przetwórczych. Dziś nie ma po nich śladu a stacja Iłża to dwa tory: główny zasadniczy i główny dodatkowy oraz tor oporowy koło rampy, który pełni teraz specyficzną funkcję. Jaką? Odpowiedź poniżej.

A oto lokomotywownia Iłża! Tak proszę nie regulować monitorów, w tym obiekcie garażowana i serwisowana jest  lokomotywa Lyd1 prowadząca pociągi na trasie Iłża – Marcule!

Tuż obok na torze oporowym ogrodzonym stalową siatką i bramą z blachy falistej znajduje się… park wagonowy! Letniaki mają swoje zaplecze wprost pod chmurką. Gdy kończy się sezon turystyczny wagoniki są pieczołowicie owijane plandekami i oczekują do kolejnego sezonu. „Lidka” zimuje w garażu tuż obok.

Znalazło się nawet miejsce na informację pasażerską! Całość zaplecza doglądana jest przez mieszkańców dworca. Na tyle skutecznie, że i ja kręcąc się z aparatem wokół płotu zostałem szybko dostrzeżony.

Pociąg rusza na szalk do Marculi. W wakacyjne niedziele kolejka jest jedną z największych atrakcji malutkiej Iłży. Jako, że stałą załoge stanowią tylko dwie osoby (emerytowani kolejarze), kolejka do Marculi kursuje tylko w niedziele. W soboty zaś kursuje tylko do Lipia – wszak pracownicy nie mają daru bilokacji.

Na szlaku. Biegnie on prawie cały czas wzdłuż ruchliwej drogi krajowej numer 9.

A oto i „stacja” końcowa Marcule. Drewniany peron, las, szosa a za szosą mieści się ośrodek leśno-edukacyjny podobny do tego w Lasach Janowskich.

Oryginalny wskaźnik W4.

Rzut oka w stronę Iłży.

Przyznam szczerze, że kolejka starachowicka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Właśnie poprzez historię swojej reaktywacji wbrew wszelkim przeciwnościom losu i skromność zaplecza oraz taboru.  Niech będzie ona  przykładem tego, że nie ma rzeczy niemożliwych. Niech dla wciąż myślących z sentymentem o Hrubieszowskiej KD będzie lekcją, która pokazuje, że nie wszystko stracone póki na trasie kolejki nie stoi market lub nie przebiega szosa szybkiego ruchu. Niech wreszcie będzie to także lekcja dla samorządów Hrubieszowa i Werbkowic. Ścieżki rowerowe i spływy kajakowe ma co druga gmina w Polsce. Ale zabytki techniki takie jak kolejki wąskotorowe można policzyć na palcach obu rąk. Zatem troska o zachowanie szlaku Hrubieszowskiej KD powinna być punktem honoru dla „miasta z klimatem” i ościennych gmin! O ile resztki takowego we władzach lokalnych jeszcze są.  Spójrzcie na Iłżę i kursy do Marculi. Jeśli tam się dało, to da się choćby i z ul. Dwernickiego do Brodzicy. Na wakacyjne, niedzielne ogniska – wszak od czegoś trzeba zacząć.