LKn Historia

06-03-2010 Pociąg nadzwyczajny z Magnitogorska

Telegram służbowy (...) z lubelskiej dyrekcji nr 831 dnia 90.11.29.

Dla powrotu polskich pracowników z ZSRR będą kursowały po torze szerokim LHS pociągi nadzwyczajne jak następuje:
1) w dniach: 5,12 i 19 grudnia 1990 r. pociąg nr 481/55701 relacji: Magnitogorsk – Sławków Płd. wg rozkładu jazdy: Hrubieszów 8.00/9.44 zeszyt 248 str. 8 – 9, Zamość Płn. 11.01/11.11, Puszcza 13.11/13.27, Drozdów 13.49, Wola Baranowska 14.07/14.12, Staszów Płd. 14.53, Grzybów 15.04, Raczyce 15.22, Gołuchów 15.43, Łączyn 16.10, Sedziszów Płn. 16.31, Sędziszów 16.36/16.41, Kępie 17.03, Zarzecze 17.34, Jaroszowiec Olkuski 17.41, Olkusz 17.50/18.10 ( wysiadanie podróżnych ) , Bukowno 18.23, Sławków Płd. 18.31.
2) w dniach: 5/6, 12/13, 19/20 grudnia 1990 r. pociąg nr 55902 relacji: Sławków Płd. – Moskwa ( zwrot próżnego składu ) wg rozkładu jazdy: Sławków Płd. 21.46, w trasie poc. nr 55702/482 zeszyt 248 str. 10 – 11, Sędziszów 23.35/ 23.40, Wola Baranowska 2.17/2.22, Zamość Płn. 5.02/5.07, Hrubieszów 6.25/8.00, Łudin 10.10/10.15 (cm).
Szybkość największa dozwolona, wymagany procent ciężaru hamowania - jak dla trasy, zeszyt 248. Skład pociągu w zestawieniu: 1 wagon bagażowy, 1 wagon restauracyjny ( do Izowa ), 10 WLB ( 348 miejsc ). Ostrzeżenia drogowe stałe zgodne z dod. cz. / rzym/7 do s.r.j. dla LHS. Obsługa trakcyjna zgodnie z turnusem lok. MD Zamość Bortatycze na całej trasie. Drużyna z MD Zamość Bortatycze na odcinku Hrubieszów – Sędziszów – Hrubieszów, drużyna MD Sędziszów na odcinku Sędziszów – Sławków Płd. – Sędziszów. Obsługa konduktorska poc. nr 55701 RS Zamość w składzie: 1/0/0. Pociąg nr 55902 - bez obsady.
Odprawa podróżnych wg paragrafu 16 empt. Opłata za przesłanie próżnego składu z Moskwy do Magnitogorska i ze Sławkowa do Moskwy wynosi: 48.000 rubli, które należy przesłać na Specssadnije Stcet Nr 43111005 Centra Sowjeldorrastcet MPS WO Wnechekonombanke SSSR – Moskwa.
Zainteresowanych powiadomić, dopilnować wykonania.

Dodał: Ty51-17

28-02-2010 Kolejowa obwodnica Zamościa

Podczas kiedy koledzy z sąsiedniego województwa podkarpackiego nie mogą nacieszyć się z odbudowy kolejowej obwodnicy Rozwadowa, w te mokre marcowe roztopy - pozostaje jedynie: zasiąść wygodnie przy kominku, roztopić zwiotczałe po ostrej zimie szare komórki traktując je ekstrawaganckim drinkiem lub staropolską nalewką z żurawin lub pigwy ( w zależności kto co woli ) i popaść w stan nieokiełznanej melancholii, przywołując w pamięci nie tak dawne w sumie dzieje. Na całe szczęście na Roztoczu powstało całkiem niedawno cuś w stylu: sanatorium dla miłośników kolei i właśnie dostałem tam skierowanie. Przez okno można obserwować pędzące pociągi, co prawda towarowe tylko, ale wystarczy mały trik i osobówki ma się również przed oczami. Ciepło jest jak w wagonie, ale nie takim współczesnym TLK, ale tym sprzed dwudziestu lat – ogrzewanym trakcją parową. Jest miejsce do leżenia i to nie na podłodze, ale oryginalna wersalka , jak w poczciwej komunistycznej kuszetce. Podają gorące napoje jak za dawnych czasów w WARSIE. Na poczęstunek też można liczyć, pod warunkiem, że się go tam przyniesie. Ale co tu narzekać! W połowie lat osiemdziesiątych w bufecie na dworcu w Zamościu były w menu tylko: krokiety rybne, tacka papierowa i tacka aluminiowa. No i jeszcze herbata! Poproszę herbatę. Herbata tylko do krokieta! A po ile ten krokiet? 4 zł. za 10 gram. To poproszę 10 gram. Nie będę przecież ryby kroiła! No dobrze: o moich „wodach” już nic więcej nie napiszę, bo gdyby się w Centrali PKP o tym dowiedzieli, to żeby na złość zrobić pensjonariuszom - przywrócili by chyba HETMANA!
Pragnę przypomnieć Szanownym Czytelnikom, że Zamość do niedawna też miał swoją kolejową obwodnicę. Równolegle do toru szerokiego linii hutniczo siarkowej wybudowany został odcinek normalnotorowy ( nr 83 ) biegnący od Zawady przez Bortatycze, gdzie była lokomotywownia zarówno normalnotorowa, jak i szerokotorowa , Sitaniec, Majdan, gdzie wybudowano stację normalnotorową nazwaną Zamość Główny Osobowy, a następnie w Jarosławcu – trasa łączyła się z odcinkiem z Zamościa do Hrubieszowa. Po drodze wybudowano odgałęzienie torów w Majdanie , które prowadziły z Zamościa Głównego Osobowego do Szopinka i Dzielnicy Przemysłowej Zamościa. Z kolei druga łącznica: Siedliska – Kolonia, pozwalała ominąć stację w Zawadzie w trakcie przejazdu do/z Rejowca. Uznałem, że obydwie łącznice warte są odrębnego opracowania - każda i w niniejszym artykule skupię się głównie na odcinku: Zawada – Jarosławiec.
Linia wybudowana była głównie z dwóch przyczyn. Po pierwsze: plany wyprowadzenia kolei z Zamościa powstały właśnie w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku i taki jej przebieg pozwalał na realizowanie ruchu kolejowego w kierunku Hrubieszowa i to zarówno towarowego, jak i osobowego z ominięciem centrum miasta. Po drugie: na początku lat osiemdziesiątych wybudowano w Bortatyczach kompleks obiektów lokomotywowni dla obydwu szerokości torów i zachodziła konieczność prowadzenia transportów gospodarczych po torze normalnym. No i wreszcie mogła ona pełnić funkcje trasy zapasowej w przypadku konieczności zamknięcia odcinka: Jarosławiec – Zamość – Zawada , co w latach osiemdziesiątych również miało pewne znaczenie, chociażby strategiczne.
Od chwili wybudowania, czyli od początku lat 80-ych, nie licząc wspomnianych wcześniej łącznic, linia była w miarę potrzeb wykorzystywana, jednak tylko w ruchu towarowym. W rozkładzie jazdy1987/1988 po całej jej trasie jeździły planowo od Jarosławca do Zawady ciężkie pociągi towarowe: nr 23786: Hrubieszów – Ropczyce przez Bełżec, nr 21090: Hrubieszów – Łapy przez Zawadę, Rejowiec, nr 24390: Hrubieszów – Dąbrowa Górnicza przez Zawadę, Rejowiec, nr 88792: Hrubieszów – Nida przez Zawadę, Rejowiec. Część tych pociągów rozpoczynała swój bieg w rzeczywistości w Werbkowicach i ich uruchomienie było związane z funkcjonowaniem tamtejszej cukrowni. Na odcinku: Zawada – Jarosławiec po obwodnicy kursowały planowo pociągi: nr 32786: Ropczyce – Hrubieszów przez Bełżec, nr 42781: Dąbrowa Górnicza – Hrubieszów, przez Rejowiec, Zawadę, nr 88791: Nida – Hrubieszów przez Rejowiec, Zawadę. Były to najczęściej ładowne wahadła z miałem dla różnych odbiorców lub z kamieniem dla Cukrowni Werbkowice. W rozkładach jazdy obowiązujących w okresach: 1988/1989 i 1989/1990 zlikwidowane zostało połączenie: Hrubieszów – Ropczyce – Hrubieszów , a pozostałe pociągi kursowały , z tym, że oczywiście zmianie uległy godziny przyjazdu i odjazdu dla poszczególnych relacji
( teoretyczne , bo praktycznie ten rozkład mógł trochę odbiegać od czasów w nim założonych , chociaż wtedy, ze względu na duże natężenie ruchu starano się go mniej więcej przestrzegać). Niektóre pociągi miały dłuższy - ponad godzinny postój w Bortatyczach, lecz były i takie, jak ten z/do Nidy, które przejeżdżały przez tamtejszą stację bez zatrzymywania.
Po odcinku biegnącym od Zawady przez Zamość do Jarosławca ( linia nr 72 ) kursowały wtedy pociągi osobowe oraz towarowe kończące i rozpoczynające bieg na stacji Zamość. W kierunku Hrubieszowa były to tzw. zdawki, mniej więcej dwa/trzy razy na dobę, w tym jedna para w godzinach nocnych, z tym, ze przyjazd do Zamościa był około północy i powrót po 1. Była też zdawka: Zamość – Miączyn – Zamość także w środku nocy. W praktyce, to nie pamiętam do końca lat osiemdziesiątych, przejazdów ciężkich wahadeł do Hrubieszowa przez centrum Zamościa. Były jeszcze przetoki wagonów z Zamościa na Szopinek i na bocznice Dzielnicy Przemysłowej. Takich pociągów z kolei było bardzo dużo. Funkcjonowała też wtedy baza przeładunkowa głównie węgla , ale i innych surowców przy ul. Peowiaków, która również generowała spore ilości wagonów. Generalnie ruch towarowy przez zamojską starówkę starano się kierować w nocy lub godzinach rannych i wieczornych, ze względu na uciążliwość przejazdów przez środek miasta.
W rozkładzie jazdy obowiązującym od maja 1990 roku ruch pociągów towarowych na odcinku: Bortatycze – Jarosławiec został zawieszony. Spowodowane to było chyba znacznym spadkiem przewozów, który dał się obserwować w tym okresie. Ciężkie wahadła do Werbkowic i Hrubieszowa , w tym pociągi z miałem i kamieniem, skierowane zostały przez Zamość. Pojawiła się także koncepcja wykorzystania w ruchu osobowym odcinka od Majdanu do Bortatycz i dalej łącznicą na Rejowiec, pomysł nie został jednak zrealizowany, o czym już kiedyś pisałem. Oczywiście, odcinek od Zawady do Bortatycz był eksploatowany , tak samo jak i obecnie. Muszę jednak wspomnieć, że do końca lat osiemdziesiątych, do samych Bortatycz praktycznie nie jeździły pociągi towarowe. Były to głównie tzw. luzaki, czyli lokomotywy luzem przesyłane z lokomotywowni do Zawady lub z powrotem, a dalej na różnego rodzaju pociągi. Były też pociągi gospodarcze, w których transportowano paliwo i lokomotywy na zimno do/z naprawy. Wzmożony ruch towarowy pojawił się dopiero w latach dziewięćdziesiątych po uruchomieniu przeładunku towarów na stacji w Bortatyczach z wagonów szerokotorowych.

26.07.2006 r. do Zawady zbliża się po torze normalnym zdawka z Bortatycz do Zamościa prowadzona przez SM48-043, w składzie: węglarki, platformy i cysterny oraz na wózkach normalnotorowych gagariny nr 2044 i 2018 należące do spółki LHS transportowane do naprawy głównej do PESA Bydgoszcz. Po torze szerokim w oddali jedzie wahadło z rudą.
Odcinek normalnotorowy od Zawady do Bortatycz jest eksploatowany do czasów dzisiejszych, jednak natężenie ruchu i długość pociągów znacznie zmalały. Głównym klientem staje się powoli spółka PKP Linia Hutnicza Szerokotorowa. Po torze normalnym przewozi się głównie paliwo dla lokomotyw LHS oraz gaz do/z przepompowni. Są jeszcze szczątkowe transporty gospodarcze do lokomotywowni szerokotorowej. A jeszcze w tamtym roku zjawiali się w zimie przewoźnicy prywatni po węgiel z przeładunku w Bortatyczach. Od początku 2010 roku nie spotkamy już przejazdów spalinowozów luzem po torze normalnym, ponieważ lokomotywownia normalnotorowa została zlikwidowana. Jej funkcjonowanie warte jest również odrębnego opracowania, co niebawem nastąpi.
W końcu lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia z Zawady do Bortatycz i z powrotem kursowały trzy razy dziennie pociągi służbowe. Odjazdy z Zawady: 6.30, 14.30,18.25. Odjazdy z Bortatycz: 7.04,15.05,18.57. Służyły one do przewozu pracowników PKP i były skomunikowane w Zawadzie z pociągami pasażerskimi ogólnodostępnymi. Rozkład jazdy przez kilka lat pozostał praktycznie niezmieniony, tylko ostatni powrót z Bortatycz był nieco modyfikowany pod katem skomunikowania w Zawadzie na pociąg z Hrubieszowa do Kędzierzyna Koźle. Na dwa pierwsze pociągi przeznaczony był przeważnie jeden wagon, w końcowym okresie tzw. ryflak, a wcześniej nawet dwa serii 94A. Co ciekawe: stacją macierzysta była Zawada, a w wolnych chwilach wagon(y) stał(y) na torze odstawczym przy byłej wieży ciśnień w części zachodniej stacji Zawada. Były to stare pudła w końcowej fazie eksploatacji, przekazane tutaj z Zamościa przed ich kasacją. Ostatnia para była obsługiwana wagonami z pociągu: Stalowa Wola Rozwadów – Zawada – Stalowa Wola Rozwadów , który zjeżdżał jako służbowy do Bortatycz i zaraz wracał z powrotem.

Fragment tablicy kierunkowej pociągu służbowego relacji: Zawada – Zamość Bortatycze.

06.08.2008 r. posterunek odgałęźny Jarosławiec. Przed semaforem wjazdowym od strony Zamościa stoi jazda próbna z Idzikowic do Hrubieszowa ZNTK, która przyjechała torem normalnym od Zawady przez Zamość. Po torze szerokim przepuszczane jest wahadło w kierunku Bortatycz. W tym miejscu tor normalny krzyżuje się z linią hutniczą szerokotorową. Jeszcze kilka lat temu zaczynała się właśnie tutaj druga linia normalnotorowa, którą można było dojechać również do Zawady, ale z ominięciem Zamościa przez jego peryferia. Biegła ona równolegle do LHSu. Warto zauważyć, że odległość: Zawada – Jarosławiec, zarówno przez Zamość, jak i przez Bortatycze była taka sama i wynosiła: 20,68 km. Na czele jazdy próbnej SU45-135. Pociąg ten, jak to zwykle bywało z powrotem wagonów z Idzikowic, miał ciekawą przygodę po drodze w Biłgoraju , o której tylko niestety słyszałem. Oczywiście tamto wydarzenie zasługuje na odrębny artykuł...
Wiele kontrowersji wciąż budzi pochopna likwidacji odcinka torów od Bortatycz do Jarosławca. Proces ten rozpoczął się w 1999 roku i z większymi przerwami trwał do jesieni w 2004 roku. Była to decyzja całkowicie nieprzemyślana , gdyż po wejściu Polski do UE odżyła koncepcja odbudowy części murów obronnych starego miasta w Zamościu. W tej chwili jesteśmy świadkami, na razie tylko dyplomatycznych nacisków - przybierających różne formy i nadchodzących ze środowisk, sympatyzujących z Urzędem Miasta . Czym to się wszystko zakończy – niewiadomo, ale chodzą słuchy, że kolej opiera się tylko tak dla przyzwoitości, a jak przyjdzie co do czego, to bardzo chętnie, że się tak wyrażę: da dupy na tym odcinku! Spowoduje to odcięcie od szyn co prawda tylko kilku, ale w skali całego Roztocza jakże wielu odbiorców z okolic Hrubieszowa, którzy korzystają z tej formy transportu towarów. Biorąc pod uwagę jeszcze niekorzystną taryfę przewozową wprowadzoną na początku roku przez przewoźnika - czarny scenariusz staje się powoli realny. Niestety, o reaktywacji połączeń pasażerskich z Zamościa do Hrubieszowa można tylko sobie pomarzyć przy kominku trzymając w ręku szklankę wybornego trunku.

Zdjęcie zrobione za wiaduktem w Majdanie w dniu 14.09.2003 r. Do Hrubieszowa jedzie wahadło prowadzone przez lokomotywy ST44 nr 2007 i 2001, jedne z nielicznych wtedy w tzw. nowym malowaniu. W tle wyraźnie widać tor normalny, który w tym czasie miał się tutaj jeszcze całkiem dobrze. W pierwszej fazie rozbiórki zlikwidowano odcinek od Bortatycz do Zamościa Głównego Osobowego.

19.12.2009 r. przez to samo miejsce, tylko w kierunku zachodnim przejeżdża wahadło z rudą prowadzone przez ST44-2015 i ST40s – 007. Po torze normalnym nie ma nawet śladu. Jednak długi jego odcinek zachował się w obrębie Zamościa Głównego Osobowego, po drugiej stronie wiaduktu, co ilustrują zdjęcia zamieszczone we wcześniejszym artykule na temat tej stacji.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17

24-01-2010 Na Roztoczu zima gnębi!



I nastała okrutna zima. Temperatury nocą spadają do prawie –30 stopni. Z całego kraju dochodzą do nas niepokojące wieści o zasypanych pociągach, zerwanych trakcjach oraz o koczujących na dworcach pasażerach. Chaos informacyjny i bajzel organizacyjny! Na szczęście u nas wszystko kręci się spokojnym, powolnym rytmem, tak jakby ta cała sroga aura w ogóle nas nie dotyczyła w wymiarze kolejowym. Takie są pozytywne skutki braku jakichkolwiek połączeń pasażerskich, a zresztą: przewozów towarowych jest tak mało, że wszelkie zakłócenia na ich odcinkach są praktycznie niezauważalne.
Oczywiście w przeszłości, w starych - dobrych czasach świetności okolicznych węzłów kolejowych, nie obywało się i u nas bez poważniejszych starć z mrozem i śniegiem, które rzutowały na punktualność przejazdów. Mimo wszystko - sięgając w pamięci do najbardziej odległych wspomnień, nie kojarzę poważniejszych kataklizmów związanych z tą porą roku. W warunkach zimowych szczególnie skutecznie sprawdzała się trakcja parowa, gorzej było z maszynami spalinowymi , zwłaszcza serii SP32 w początkowym okresie eksploatacji. W lutym 1987 roku w największe 30 stopniowe mrozy, czajniki zdominowały również linię z Zamościa do Hrubieszowa obsługiwaną planowo przez spalinowe lokomotywy serii SP42. W wagonach było ciepło, a nawet gorąco . Do końca lat 80 , a w sumie do XII 1991 r. w zimie w Zamościu stacjonowały parowozy – tzw. grzejki służące do ogrzewania pustych składów wagonowych w czasie ich postojów. We wszystkich małych i większych roztoczańskich poczekalniach można było znaleźć schronienie przed zimnem. Pamiętam, że w największe mrozy rozgrzane do czerwoności były piece węglowe w Hrebennem, Józefowie Roztoczańskim, Zwierzyńcu , Zawadzie i na innych stacjach. Odśnieżanie peronów i chodników było normą. Podróż pociągiem była wtedy mniej uciążliwa niż transportem drogowym. Owszem, zdarzały się opóźnienia, ale składy zawsze wcześniej , czy później dojeżdżały do miejsca przeznaczenia. Kolej do nadejścia fali mrozów była dosyć dobrze przygotowana praktycznie , jak i teoretyczne, gdyż funkcjonowało szereg unormowań organizacyjnych w tym zakresie.
Niestety, w ostatnich latach cały ten system zaczął się rozpadać. Zwolniono pracowników odpowiedzialnych za utrzymanie ruchu, pomniejsze budynki dworcowe rozebrano, w większych, jak chociażby w Zamościu zakręcono kaloryfery i było tam zimniej niż w psiej budzie. Zaprzestano też regularnego odśnieżania, pociągi jeździły niedogrzane , aż w końcu, tej zimy nie dojedziemy już do Zamościa żadnym pociągiem pasażerskim...
Stanowczo przeciwko temu protestuję, gdyż takie niskie temperatury, są nie do zniesienia. Nic nie zastąpi widoku pociągu przedzierającego się przez zaspy i nic tak nie rozgrzeje na duchu, nawet butelka wybornej nalewki. Zasypane śniegiem tory, z czym przeważnie spotykam się ostatnio, zwłaszcza w mroźne weekendy są dla mnie wyjątkowo przygnębiającym widokiem. Dlatego postanowiłem sobie zorganizować powtórkę z rozrywki i oto co wykopałem ze skromnego archiwum:

Luty, 2001 r., stacja Zamość, na torze 1 pociąg osobowy do Stalowej Woli Rozwadów, cieszący się zawsze dobrą frekwencją, zwłaszcza w taką pogodę. Aura była tak fatalna, że nie chciało mi się wysuwać nosa z przytulnych pomieszczeń dworcowych, gdzie się co nie co ogrzałem. Sterta węgla obok poczekalni pozwala patrzeć optymistycznie na ten lokal. No cóż, wtedy jeszcze on kwitnie i jest tu pełno podróżnych, kolejki do kasy, otwarty bufet a nie tak jak teraz - straszą duchy.

Również luty , 2001 r., pociąg z Zamościa do Stalowej Woli Rozwadów nazywany potocznie nad Ładą : „Bolkiem i Lolkiem” wyrusza ze stacji Biłgoraj, gdzie wsiadała spora grupa pasażerów. Pamiętam, że zdjęcie zrobiłem dopiero po trzech dniach nieudanych prób, kiedy się trochę ociepliło, bo wcześniej dwa dni z rzędu zamarzał mi aparat, a szkoda, bo ciekawe ujęcia by były, no ale cóż, zima....Panie mróz.

05.01.2002 r. stacja Zamość, fotka kiepska, ale okoliczności jej powstania są ciekawe. W sumie to mało pod tego gagarina nie wpadłem, bo skumałem o co chodzi , w ostatniej chwili. Oczywiście mróz siarczysty, dodatkowo jeszcze duże opady śniegu w nocy – wszystko to spowodowało opóźnienie pociągu pośpiesznego z Wrocławia, planowo przyjeżdżającego przed 7 rano, a mającego wtedy około 4 godzinne opóźnienie. Żeby nie przetrzymywać pasażerów – a widocznie byli tacy w ruchu lokalnym , zdecydowano, że pociąg z Zamościa do Hrubieszowa odjedzie planowo o 7.30, a w celu zapewnienia skomunikowania dla pasażerów z Wrocławia uruchomiono dodatkowy pociąg osobowy, który odjechał o 11.20 z Zamościa , ciągnięty właśnie przez lokomotywę ST44-358, pozyskaną zapewne od towarowego nocnego ze Skarżyska Kamiennej. Skład ogrzewała w Zamościu lokomotywa SP32-206, która przyprowadziła nocny z Wrocławia , ale musiała zjechać na naprawę i uzupełnienie paliwa do lokomotywowni w Bortatyczach. W dzisiejszych czasach, nikt by się tak nie martwił na kolei klientami , a przecież całkiem niedawno to było. Próżny skład z Hrubieszowa powrócił do Zamościa o 13.55. Taki przypadek miał miejsce jeszcze przynajmniej raz w tym roku - na jesieni . Dodatek wtedy też był z gagarinem.

27.12.2002 r. stacja Miączyn i wyjątkowo mroźne święta Bożego Narodzenia. Temperatura około – 25 stopni. Do wagonów wsiadły dwie osoby a ja nie byłem wstanie tam ustać, bo mi wszystkie członki zesztywniały. Brakuje tylko krwiożerczej strzygi w krzakach przydworcowych. Prowadzi SP32-206.

07.02.2003 r. pociąg z Zamościa do Hrubieszowa na wysokości Zamojskiej Spółdzielni Mleczarskiej pomimo bardzo dużych opadów śniegu i zasp odjechał w miarę punktualnie. Skład ciągnie lokomotywa SP32-136. Miałem duże trudności , żeby tam dotrzeć , bo miasto było całe zasypane – trzeba było zasuwać „z buta” i byłem bardzo zdziwiony, że skład jednak pojechał.

03.01.2004 r. Zamość. Ciekawostką są tutaj trzy pociągi na stacji na raz: wg moich notatek, Wrocław – Zamość z SP32-206, Zamość – Hrubieszów z SP32 – 024 i Zamość – Zawada z SP32-037. Powodowało to pewne powody logistyczne bo od zawsze mieliśmy czynne do odprawy podróżnych tylko dwa tory. Przez ponad miesiąc od wprowadzenia nowego rozkładu jazdy tak było, a potem od 02.02.2004 r. zawieszono kurs do Zawady z wprowadzeniem KKA.

15.02.2004 r. stacja Zamość, Z Wrocławia pomimo bardzo mroźnej pogody, przyjechała duża grupa pasażerów. Pociąg przyprowadziła lokomotywa SP32-206. Z pociągiem do Hrubieszowa pojedzie SP32-144. Przyjemnie jest teraz popatrzyć, na tych zadowolonych z podróży ludzi.

29.02.2004 r. Pomimo , że to był już koniec lutego, to tak sypnęło śniegiem, że nie byłem w stanie dojść do stacji. Trzeba było założyć wysokie śniegowce i przedzierać się przez metrowe zaspy. Jeden z największych opadów w zilustrowanym niniejszymi zdjęciami kolejowym dziesięcioleciu. Tym bardziej byłem zaskoczony, że pociąg do Hrubieszowa wyruszył z Zamościa tylko z 5 minutowym opóźnieniem, z lokomotywą SP32-118 na czele. Z lewej strony rozebrane już hangary , po byłej parowozowni w Zamościu. Była to hala dla maszyn spalinowych. Stały tutaj lokomotywy serii SM42, SP42 i SM30, ale i parowozy też czasami wystawały . No , ale to już było w naprawdę zamierzchłych czasach.

01.03.2004 r. stacja Krasnystaw Miasto. Śnieg sypał dalej. Mija nas ładowny Połaniec z gagarinami nr 313 i 862 na czele. Dobrze , że peron trochę odśnieżyli, bo nigdzie więcej nie mogłem się ruszyć.

07.03.2004 r. stacja Zamość, już trochę cieplej, ale mróz dalej trzyma. Z pociągiem do Hrubieszowa udaje się niezwyciężona SP32-118. Mam inne maszyny w tym miejscu zdjęte , ale jakoś tak mi się spodobał ten portret, że znowu dałem pełnoletnią setkę. Motor świeżo po rewizji i dlatego tak wzrok przyciąga do siebie...

09.03.2005 r. stacja Bełżec. Gagarin nr 862 z 1 węglarką, którą przyprowadził z Lubyczy Królewskiej, zajmuje się odśnieżaniem jednego z torów stacyjnych. Zaspy prawie metrowe i to w połowie marca. Pamiętam, jak stałem pod wiatą w oczekiwaniu na powrót maszyny. Nigdzie więcej nie mogłem się ruszyć. Oj daleko teraz do wiosny mamy, daleko...Nóż dopiero styczeń się nam kończy...

11.03.2005 r. stacja Hrubieszów Miasto. Śnieżna zadymka ciągle trwa. Z 10 wagonowym przesyłem naprawionych wagonów niebawem wyruszy SU45-089. Jak tak się przedzierałem przez zaspy do pociagu, to myślałem tylko o nartach.

13.03.2006 r. Tego roku zima też trzymała długo. Na zdjęciu widoczny zamojski pług odśnieżny, który został włączony na koniec przesyłu wagonów z Lublina do Hrubieszowa ZNTK, ale nie wiem w jakim celu.

27.01.2007 r. prawdziwa kresowa śnieżyca jest niestraszna dla gagarinów zahartowanych na Syberii. Na popychu próżnego zwrotu węglarek z Połańca do Jaszczowa pracuje ST44-862, który wtedy był po naprawie rewizyjnej, jako pierwszy u nas w zielonym firmowym malowaniu, które zresztą już jest historyczne. Brutto opuszcza właśnie Zawadę. A ja przekształciłem się wtedy w największego bałwana w okolicy.

23.02.2007 r. stacja Zamość, przesył wagonów po naprawie z Hrubieszowa do Lublina, potocznie nazywany „klasami” prowadzi ST44 – 358. Raz sypało śniegiem, raz bryzgało marznącym deszczem - tak, że w efekcie ledwo dotarłem na stację , a sfotografować ten skład zdołałem tylko z wagonu pociągu „Solina” do Warszawy Zach. stojącego na torze 1. Zabawa tylko dla osób o mocnych nerwach, nie polecam!

29.12.2008 r., Zawada, z 20 stopni mrozu było chyba. Pociąg z Zamościa do Bydgoszczy prowadzi SM48-086 i SU45 – 250 służąca za grzejkę. Z Bydgoszczy jedzie SU45-244. W Zawadzie nastąpiła podmiana maszyn i zespół: tamara i SU45 – 250 powrócił do Zamościa. W początkowym okresie eksploatacji SU45, sprowadzonych w związku z reorganizacją firm PKP na początku grudnia 2008 r. występowały pewne perturbację, ale z nowym 2009 rokiem maszyny się u nas przyjęły i działały w miarę sprawnie, tak jak lokomotywy serii SP32 we wcześniejszych latach. W następnym sezonie grzewczym miały się ponoć pojawić SU46, szkoda, że tak to się wszystko skończyło, jak skończyło....

06.01.2009 r., Werbkowice, -25 stopni, jedna z ostatnich jazd próbnych z Hrubieszowa do Idzikowic. Pociąg prowadzi SM48-120 , a w składzie jest 7 wagonów , większość jeszcze należących do Spółki PKP INTERCITY. W miesiącu grudniu 2008 r. miały miejsca rewolucyjne przetasowania taborowe , w efekcie których Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego w Hrubieszowie znalazły się w strukturach PKP PR, co ostatecznie przesądziło o likwidacji jednostki z końcem 2009 roku, z powodu braku zamówień na naprawy. Uwiecznione są tutaj także ostatnie dni semaforów kształtowych na stacji oraz po lewej stronie zabudowania dworca stacji wąskotorowej i w głębi – biura parowozowni, budynków , których już nie ma. Pociąg zatrzymał się na mniej więcej 3 minuty, zapewne w celu odebrania rozkazu szczególnego, gdyż wszystkie semafory były unieważnione. Oj, zmarzłem wtedy okrutnie!

13.02.2009 r. stacja Zamość, może nie tak zimno, ale sypie jak cholera. Na peronie trwa akcja odśnieżania – ekipa z szuflami w oddali . Z pociągiem „Roztocze” do Wrocławia rusza „blada twarz” czyli SU45-247. Dzisiaj peron jest tak zasypany śniegiem , że poruszać się po nim mozna tylko w biegówkach.
Chyba udowodniłem, że z tegoroczną naszą zimą jest coś nie tak. Globalne ocieplenie, o którym się głosno trabi w mediach ostatnio, poszło w odwrotnym kierunku, niż zakładali to naukowcy. Zamiast topić lodowce, rozpuściło co niektorym decydentom korę mózgową i ostatnie pokłady szarych komórek. Szkoda tylko, że nie możemy dać im szufli, gumiaków i pomarańczowych waciaków i zagonić ich do odśniezania, Z takim betonowym żywiołem jeszcze nikt nie wygrał.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17

Dalej »
Całe archiwum »

Copyright 2008 Projekt LubelskaKolej.net. All rights reserved.
Kolejowa Toplista