<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>

			  <title>LubelskaKolej.net - Aktualności</title>
<link>http://lubelskakolej.net</link>
			  <description>Kolejowe aktualności z województwa lubelskiego - 
			  tabor, infrastruktura, imprezy, wypadki...</description>

			  <language>pl</language>
<webMaster>admin@lubelskakolej.net</webMaster><item>

		 <guid isPermaLink="false">ty51-1725082010lop</guid>

		 <title>Lopek objazdowy</title>

       <link>http://lubelskakolej.net/aktualnosci.php#n1</link>

       <author>admin@podkarpackakolej.net (Ty51-17)</author>

       <description>Lopek to potoczna nazwa nocnego pociągu towarowego stałego kursowania relacji: Zamość &#8211; Skarżysko Kamienna przez Rejowiec i  Lublin. Od wielu lat jeździł on mniej więcej w tych samych godzinach, wyjazd z Zamościa około 21.30, powrót około 4.00. Jeszcze dwa lata temu spotkać go można było praktycznie codziennie, z wyjątkiem nocy z soboty na niedzielę, kiedy to planowo kursu nie wykonywał. W ubiegłym roku nastąpił proces stopniowego zmniejszania ilości przebiegów do czterech, trzech czy nawet dwóch kursów na tydzień. W zimie 2009/2010 wykonywano już tylko przeważnie dwa obiegi, od wiosny ich ilość wzrosła do trzech i na tym poziomie się w miarę ustabilizowała. Przyczyna tego stanu rzeczy była prosta &#8211; spadek ilości przewożonych towarów. Reorganizacja taryfy  CARGO spowodowała, ze w bieżącym roku nie opłaca się już nadawanie  przesyłek rozproszonych w postaci jednego lub kilku wagonów ze stacji w Biłgoraju, Izbicy, Długim Kącie, Lubyczy Królewskiej , Zwierzyńcu czy nawet z Werbkowic. Co prawda ostatnio obserwowałem przypadki uruchomiania pociągów do Długiego Kąta, Zwierzyńca czy ponoć samego Miączyna, ale można to traktować jako zjawiska incydentalne, a i były to tylko pojedyńcze wagony.  Ponadto część klientów zrezygnowała z usług kolei z przyczyn od niej niezależnych, co dotyczy kontrahentów z Ruskich Piask czy Bortatycz. Zmniejszeniu w porównaniu z latami poprzednimi uległa ilość przewożonego miału na bocznicę Ciepłowni Szopinek w Zamościu, chociaż pojawiły się tutaj transporty kamienia do PRD.   Wszytko to  rzutowało na częstotliwość kursowania i długość składu lopka.  Do końca ubiegłego roku pociąg ten planowo był prowadzony lokomotywą serii ST44 i zdarzały się składy liczące prawie 40 wagonów. Od bieżącego roku brutta stały się znacznie krótsze i ciągnięte są planowo maszynami serii SM48. Do końca ubiegłego roku w lopku stosunkowo często odsyłano z Zamościa   próżne składy węglarek lub talbotów. W tym roku wszelkie wahadła , nawet i te puste kursują jako odrębne pociągi. Przy takiej polityce tegoroczne lopki składają się przeważnie z kilku wagonów, około 10, różnych serii: najczęściej cystern służących do przewozu oleju napędowego do stacji paliw lokomotyw szerokotorowych w Bortatyczach, beczek do przewozu gazu do przepompowni w  Hrubieszowie, wagonów krytych, platform , pojedynczych węglarek czy tzw. gruszek do transportu materiałów sypkich, głównie do/z Klemensowa. Nocne godziny jazdy nie sprzyjały fotografowaniu składu towarowego. Sytuacja uległa radykalnej zmianie na wiosnę bieżącego roku. Od dnia 19 kwietnia 2010 r. w związku z wymianą wiaduktu w Wólce Orłowskiej zamknięty został odcinek: Zawada &#8211; Rejowiec. Właściwy lopek, tj. para pociągów  nr 88271 i 22780 został skrócony do relacji: Skarżysko Kamienna &#8211; Lublin Tatary &#8211; Skarżysko Kamienna. W jego miejsce wprowadzony został pociąg objazdowy relacji: Zamość &#8211; Stalowa Wola Rozwadów Towarowa, który odjeżdżał z Zamościa w godz. 14.30 &#8211; 16.00. Celowo nie podaję tu planowej godziny odjazdu, bodajże 15.18 , bo raczej nie była ona  przestrzegana. Skład powrotny meldował się w Zamościu około godz. 22 &#8211; 23, chociaż i późniejsze przyjazdy też się zdarzały. Mimo zmiany trasy w użyciu dalej pozostała potoczna nazwa pociągu.  Reorganizacja przebiegu jazdy zachęciła mnie do udokumentowania  objazdów, zwłaszcza , ze na trasie od Zawady do Biłgoraja takich mieszanych składów  nie widywałem  już od dawna. Jak to zwykle u nas bywa , brutto jeździło bardzo kapryśnie.   19.04.2010 r. Pierwszy kurs po nowej trasie z lokomotywą  SM48-127 na czele , udokumentowany został w  Biłgoraju. Fot. Kuba. LBL.  30.04.2010 r. Sielski obrazek z poczatku świąt majowych. Przez Płoskie przejeżdża skład ze 127 na czele. Puste platformy przyjechały zdawka z Bełżca , gdzie dostarczono w nich drewniane bale.    10.05.2010 r. Lopek z SM48 &#8211; 074 mija pola  miejscowości Kąty za Zawadą. W składzie dwa dwusuwowe gagariny  Spółki LHS nr 2039 i 2061. Transportowane one były na wózkach normalnotorowych do zakładów PESA w Bydgoszczy w celu przeprowadzenia naprawy głównej połączonej z wymianą silnika na czterosuwowy.   10.05.2010 r. Lopek z gagarinami w składzie zbliża się do Biłgoraja. Fot. Kuba.LBL.  10.05.2010 r. Ostatnie pożegnanie z ST44-2039 w tradycyjnej wersji. Maszyna powróciła do Zamościa z nowym silnikiem w dniu 20.08.2010 r. Fot. Kuba. LBL. Z kolei 2061 dotarł 25.08.2010 r.   12.05.2010 r. Ciekawy skład z SM48-127 na czele i z SM48-074 i ST44-859 na przyprzęgu jako podsył do Rozwadowa dojeżdża do lotniska w Mokrem.   19.05.2010 r. O godz. 18.00 do Zwierzyńca Towarowego wjeżdża lopek z 30 wagonami do przewozu pasz i zboża i 6 pustymi platformami z Bełżca. Oj miałem ja się z nim wtedy. O 14.45 w Zamościu robiona była próba hamulca przez lokomotywę SM48-127, która słynęła w tamtym okresie z silnego grzania się w trasie. Chciałem zrobić zdjęcie w Szozdach, ale do 16.30 skład nie nadjechał, a potem rozszalały się dwie chmury burzowe, jedna w Szozdach, a druga w Zwierzyńcu Towarowym. Obydwie emitowały gwałtowne wyładowania atmosferyczne. Pomiędzy nimi w lesie w Parku Roztoczańskim padało słabo, ale.... wyć zaczęły wilki. A kiedy wracałem do Zamościa to zdefektowana tamara stała w Zawadzie, czyli musiała gdzieś na trasie nawalić i stąd takie duże opóźnienie i niespodzianka w postaci gagarina 1079.   21.05.2010 r. Lopek uchwycony z wiaduktu trasy Biłgoraj &#8211; Lublin prowadzi SM48-074. Fot. Kuba.LBL.   24.05.2010 r. Ponownie zamierzałem udać się do p.o. Szozdy, w celu sfotografowania tam pociągu. Gdy wyjeżdżałem z Zamościa była piękna słoneczna pogoda. Niestety, po przybyciu do Zwierzyńca Towarowego okazało się, że  nad RPN-em rozszalała się burza. Do celu podróży już nie dotarłem. Na zdjęciu lopek z SM48-074 przebija się przez strumienie wody w lesie.   28.05.2010 r. Krótki skład  z ST44-1223 przelatuje przez Biłgoraj. Fot. Kuba.LBL. Ale ja też tam wtedy byłem!  02.06.2010 r. Przez kanion przejeżdża  lopek okrężny z klasycznym składem w tym okresie, tj. pustymi platformami i cysternami, w których przywieziono paliwo do lokomotyw szerokotorowych Spółki LHS w Bortatyczach. Na czele SM48-084.  04.06.2010 r. Lopek z SM42-468 przejeżdża przez Biłgoraj. Gruszki z Zakładów Tłuszczowych w Bodaczowie. Fot. Kuba.LBL.   07.06.2010 r. Było to moje trzecie , równie nieudane jak i poprzednie podejście do przystanku Szozdy. Pociąg był już gotowy do odjazdu w Zamościu o 14.45, ale do Parku wjechał, nie wiem dlaczego dopiero o godz. 18.20. Straciłem cierpliwość do niego w Szozdach raz na zawsze. Na czele gagarin nr 313.   14.06.2010 r. Mieszany skład lopka złożonego z różnych wagonów , prowadzonego przez walentynę nr 084 widziany z żurawnickich pagórków.   18.06.2010 r. Do byłego przystanku osobowego w Woli Dużej zbliża się lopek z ST44-1030. Fot. Kuba.LBL.  18.06.2010 r. Czerwony październik widziany z perspektywy sławnych rogatek na przejeździe w Woli Dużej, które słyną z tego, że często się zamykają wtedy, kiedy nie potrzeba. W składzie widać charakterystyczne hrubieszowskie wagony, czyli węglarki z drewnem.   21.06.2010 r. Mijanie przed Szczebrzeszynem. Po torze szerokim tył wahadła z próżnymi węglarkami prowadzonego przez niewidoczne lokomotywy: ST44-2001 i ST40s- 004. Po torze normalnym lopek z SM48-086. Zwraca uwagę silnik na platformie . W pociągach objazdowych kilka razy takie cuś jechało, zwykle na  końcu składu i było to efektem dokańczania procesu wykańczania byłej lokomotywowni normalnotorowej CARGO w Bortatyczach.    30.06.2010 r. Złożony z hrubieszowskich wagonów lopek wyjeżdża ze stacji towarowej w Zwierzyńcu i kieruje się na tor do Biłgoraja. Pociąga go  tamara nr 086.  15.07.2010 r. Ostatni okrężny lopek chwilę po opuszczeniu Zamościa mija właśnie miejscowość Płoskie. Na czele ST44-1110 z 35 wagonami na haku, głównie gruszki i węglarki.  15.07.2010 r. Ostatni pociąg objazdowy z gagarinem 1110 fotografowany był również w  Biłgoraju, jechał tam z Zamościa równo 3 godziny, autor: Kuba. LBL.  W dniu 19.07.2010 r. lopek powrócił na trasę przez Rejowiec, przywrócony został również tradycyjny rozkład jazdy. Sfał się przez to znowu mniej fotogeniczny.  </description></item>
<item>

		 <guid isPermaLink="false">ty51-1710072010uff</guid>

		 <title>Wrażenia spod parasola</title>

       <link>http://lubelskakolej.net/aktualnosci.php#n2</link>

       <author>admin@podkarpackakolej.net (Ty51-17)</author>

       <description>Uff, ale upał! Chyba ze 40 stopni w cieniu. W obrębie około - kolejowym unosi się specyficzny zapach przypieczonej na słońcu smoły. Człowiek, zamiast szlajać się po dziurawych , rozgrzanych nasypach &#8211;  chciał  by  się  rozłożyć  wygodnie  pod PARASOLEM. Właśnie, odbiła mi się od uszu, lansowana w mediach przez jednego z członków kierownictwa Spółki PKP &#8211; koncepcja budowy sieci przystanków osobowych pod umownym hasłem: &#8222;STACJA PARASOL&#8221;. Jestem osobą dosyć żywo reagującą na wszelkiego rodzaju slogany, a nawet - wychodzę z założenia, ze im mniej słów , tym lepiej! Od razu sobie taki PARASOL wyobraziłem. Leżę sobie pod obszernym baldachimem , na hamaku &#8211; w centrum Parku roztoczańskiego. A jaki mam widok, na okoliczne okolice! Za plecami dzika i ocieniona prasłowiańska puszcza, przed oczami oświetlone promieniami słońca tory, po których śmiga sobie INTERREGIO &#8221;HETMAN&#8221; z Hrubieszowa, no w najgorszym przypadku &#8222;ROZTOCZE&#8221; przez Bełżec, ale to już bym musiał być bardziej pijany. Na pewno nie szynobus z Lublina &#8211; bo to już bym mógł sobie wymyślić tylko na pryczy. Obwiewa mnie orzeźwiający powiew schłodzonego powietrza, jak z klimatyzacji , ale cóż to jest za machina! Czysta i żywa ekologia. Znajdujące się poniżej mnie dwie młode konduktorki ubrane raczej skromnie, a w zasadzie przepasane  logo: Przewozów Regionalnych  - wachlują  ogromnymi strusimi piórami posadowionymi na długich drewnianych drągach. Energiczne ruchy wykonywane przez te filabelle przepędzają  wszelkie komary i moskity krążące po  najbliższej okolicy.  Na tacy podawana jest dobrze zmrożona herbatka, a na przystawkę-  Frutti di Mare, ale w wersji oszczędnościowej: kawior z  morskiego zająca,  kałamarnice w sosie własnym  , rozgotowane do czerwoności kurwetki i szczeżuje z grilla udające ostrygi. W końcu nie jest to projekt finansowany za kasę z Unii Europejskiej. Dookoła nas rozbrzmiewa  muzyka &#8211; poważna :  &#8222;Funeral March for a Marionette&#8221; Charlesa Gounoda. Generalnie to chyba jestem transportowany , niczym na  lektyce, ale ogromne oszołomienie nie pozwala mi realnie ocenić sytuacji, w jakiej się znalazłem.  Założenia są takie, że PARASOLI ma powstać w Polsce tysiące, w ilości zbliżonej mniej więcej do liczby wybudowanych ORLIKÓW. Niestety, obok przedstawionych wyżej plusów, są i minusy całej tej akcji. Chodzi o to, zacytuję Bareję, którego brak szczególnie odczuwam w dzisiejszych czasach: żeby te plusy , nie przysłoniły nam minusów. Akcja będzie   świetnym pretekstem do wyburzenia wielu dotychczasowych budynków dworcowych.  Fakt, że niektóre z nich tylko do tego się w sumie nadają, ale istnieje zagrożenie, że , w ten smutny sposób skończą budowle mające walory historyczne lub w miarę przyzwoicie zachowane, a rudery będą nadal straszyć  &#8211; jak to w Polsce zwykle bywa. Z naszego podwórka wypada tu podać przykład budynków dworcowych: w Zawadzie , którego już dawno nie ma, bo miejscowi kolejarze musieli czymś palić w piecu w zimie, chociaż obiekt był w raczej przyzwoitym stanie i w Klemensowie, który od wielu lat jest rozlatującą się ruderą, nikomu jednak nie przeszkadzającą w swojej długotrwałej agonii. Zastanawiałem się kiedyś w kręgu znajomych będących miłośnikami rodzimej kolei na temat dalszej przyszłości naszych obiektów dworcowych w okolicy, zresztą temat ten już był nie tak dawno podejmowany przez inne lokalne media. Doszliśmy do konkluzji , ze tak naprawdę, to poza nieszczęsnym Klemensowem - nie ma już tu czego wyburzyć i pozostały tylko obiekty, które akurat wpisały się na trwale w okoliczny krajobraz i są mniej lub bardziej  w różny sposób wykorzystywane. Trzeba też podkreślić, że bez znaczenia jest fakt, że akurat na naszych liniach od prawie roku nie spotykamy już pociągów pasażerskich. W Polsce już tak jest, że jak rusza jakaś akcja, to nie ma znaczenia, że akurat w danym regionie nie ma na nią zapotrzebowania. Jak PARASOL ma być wszędzie, to i na Roztoczu postawią, bez względu czy będzie coś tędy jeździć, czy też nie. W tego typu odgórnych inicjatywach, nie może być  wyjątków , co to - to nie. Prognozuję nawet, że  PARASOLI może wyrosnąć u nas kilka.  Tym sposobem, doszedłem w końcu do zagadnienia, którego nie sposób pominąć w aktualnych gorących czasach, a mianowicie: powrotu połączeń osobowych na Zamojszczyznę. Wiele osób się mnie o to pyta, a ja niestety jestem totalnie głupi i nigdy nie wiem co mam odpowiedzieć. W praktyce moja reakcja sprowadza się do zastosowania tutaj tak zwanej -  spychologii stosowanej: idźcie do wróżki, spytajcie księdza, itp. Te pytania należało by w zasadzie skierować do władz wojewódzkich , czy lokalnych samorządowych, bowiem PKP jest taką instytucją , która nigdy nie robi nic tak od siebie     , tylko głównie pod dyktando polityczne, chociaż  realnie to cały czas robi pod siebie . Coraz częściej spotykam się z opiniami i to od osób które miały bezpośrednią styczność z wszelkiej maści  decydentami, zwłaszcza lubelskimi, że nie są oni zainteresowani  promocją Roztocza, gdyż na tych terenach mieszka nie ich elektorat. Jest to zatrważające i świadczy o tym, że nikt tak naprawdę nie interesuje się rozwojem i pracą dla regionu, tylko główne znaczenie mają interesy doraźne &#8211; polityczne, najchętniej dobrze nagłośnione medialnie. I stąd na podwórku kolejowym mamy cały czas akcje typu: szynobusem na lotnisko, pociągiem do Lubartowa , czy też szybką kolej do Warszawy. Co ciekawe, na lubelskim elektoracie takie podłechtania nie przyniosły ostatnio spodziewanego skutku chyba, ale mniejsza o to. W temacie  przyszłości pociągów w Zamościu odpowiedzi brak, o ile ktokolwiek zadaje faktycznie niewygodne pytania władzy. W trakcie niedawnego promocyjnego kursu szynobusowego takie zapytania podobno padły ( moja noga w tym pojeździe nie stanęła, ale doniesiono mi o tym ) i  w odpowiedzi mogliśmy usłyszeć, że przecież  będzie wyprowadzana kolej z naszego miasta. W Zamościu mówi się , że stolica województwa bardzo niechętnie patrzy na wszelkie inwestycje poza nią, a zwłaszcza na Zamojszczyźnie i  nowe  inwestycje w naszym kierunku będą stamtąd skutecznie blokowane. No i ten stereotyp sprawdza się przeważnie  w praktyce, a często  jest i tak, że niekorzystne dla naszego regionu decyzje bywają podejmowane przez osoby wywodzące się z Roztocza. Podobno  niechęć wojewódzkiego betonu do wszelkich reform na naszym terenie znacznie przewyższa w tym względzie podejście kierownictwa kolejowego, które generalnie  robi tylko to, co im inni każą. Z kolei na lokalnym szczeblu , mimo dosyć sporej kampanii medialnej na temat niedoszłej inwestycji na trasie: Zamość &#8211; Lublin, przygotowywanej w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego dla Województwa Lubelskiego, władze Zamościa odbudowały swój wizerunek w tym względzie mało istotnymi, ale nagłośnionymi wystąpieniami o przywrócenie połączeń pasażerskich, co pozwoliło większości mieszkańców uznać, ze robią one wystarczająco dużo w tej sprawie. Niestety, stosunkowo często zdarza mi się na ten temat dyskutować i nawet wkurzać się zdrowo na ludzi różnego pokroju , kiedy pada argument:  że przecież Prezydent wystąpił do INTERCITY o pociągi. Mało kogo już interesuje , że zrobiono to o rok za późno i że pieniądze, które pójdą teraz na remont linii do Lubartowa i w okolicach Lublina, mogły być pierwotnie wykorzystane na naszym terenie..  A właśnie obserwuję kolejny grzech zaniechania ze strony lokalnego samorządu, ale też i niektórych miejscowych  mediów. Niestety trwa już sezon urlopowy. W minionych latach był to okres, kiedy kursujące po naszych żelaznych szlakach pociągi były wypełnione pasażerami. Wielu z nich w tym roku musiało przesiąść się do innych środków transportu, najczęściej do własnych samochodów, bądź też udać się w pozostałe  regiony kraju. Są i tacy, którzy nie dojechali do nas wcale, gdyż z różnych przyczyn nie mogą korzystać z innego transportu , lub okazuje się on być dla nich niewygodny. O takiej niedogodnej sytuacji nie przeczytamy nigdzie,  poza portalami internetowymi : &#8222;Zamość On Line&#8221;  czy &#8222;Rynek Kolejowy&#8221;. Ten temat pewnie się pojawi, ale długo po zakończeniu sezonu turystycznego i będzie wykorzystany tylko dla doraźnych potrzeb politycznych. A nagłaśniać go trzeba było już dużo wcześniej.  Bardzo cieszy mnie duża ilość komentarzy pod artykułami szczególnie na Rynku Kolejowym, zwłaszcza, że niejednokrotnie zamieszczają je ludzie młodzi, którzy przedstawiają własne propozycje rozkładowe. Pozwolę sobie również dodać swoje trzy  grosze w tym zakresie. Przede wszystkim, trzeba jasno określić priorytety komunikacyjne, czy to ma być kierunek na zachód, czy też na południe, czy ruch lokalny, czy dalekobieżny. Ruch lokalny praktycznie zlikwidowany u nas został dziesięć lat temu, i boje się, ze   nastąpiłyby tutaj duże transformacje potoków podróżnych, w porównaniu do  stanu poprzedniego. Trzeba by stworzyć konkurencyjne czasowo połączenia w porównaniu  do transportu drogowego, co wymagało by pewnych większych, lub mniejszych inwestycji. Przychodzi mi tutaj do głowy budowa przystanku w centrum Zamościa , ale nasi czytelnicy już dobrze wiedzą, jakie by były z tym przedsięwzięciem perturbację. Szybciej już chyba szeroki tor zelektryfikują , niż do tego dojdzie. W ubiegłym miesiącu Dziennik Wschodni zapowiedział uruchomienie całorocznego połączenia lokalnego z Lublina do Zamościa. Nie znana jest częstotliwość kursów ani przybliżony rozkład jazdy. Taką propozycję uważam za nieporozumienie i wręcz za marnowanie pieniędzy publicznych. Owszem, w  okresach  świątecznych i w lecie, przy dobrym skomunikowaniu w Lublinie z połączeniami dalekobieżnymi na drugi koniec Polski, jak i do Warszawy, frekwencja może  nawet być przyzwoita. Jednak w znaczeniu lokalnym, bez eliminacji postojów w Zawadzie i Rejowcu , nie da się uzyskać czasu przejazdu, konkurencyjnego w porównaniu do transportu szosowego.  Wymagało by to  dużych nakładów inwestycyjnych, znacznie większych niż ostatnio poczynionych na odcinku: Zawada &#8211; Ruskie Piaski. Nie chciał bym się powtarzać, ale były jeszcze całkiem niedawno środki pozabudżetowe przewidziane na takie przedsięwzięcie, lecz ktoś zadecydował , ze wykorzystane zostały na inne cele. Takie połączenie będzie w praktyce służyło dowozowi kolejarzy do pracy do Lublina, czy też jako atrakcja dla lokalnych miłośników kolei. Jakiekolwiek pomysły na skracanie pociągów do Rejowca i zwiększanie przez to obiegów jeszcze bardziej pogorszą sytuację w praktyce, gdyż nie będzie zapotrzebowania na tak dużą siatkę połączeń, a ponadto w kierunku Chełma spadły ostatnio znacznie potoki nawet w komunikacji drogowej, co jest spowodowane otwieraniem nowych prywatnych szkół wyższych w Zamościu i likwidacją miejsc pracy w Chełmie. Z perspektywy historycznej mogę stwierdzić, że połączenia przesiadkowe w Rejowcu były negatywnie odbierane przez podróżnych -  w sumie pasażer zamojski w przeszłości to nie cierpiał się przesiadać. Jedynym wyjątkiem od tej reguły  była stacja Zawada, gdzie od wieków wszyscy byli nauczeni, że przesiadać się trzeba i  stosunkowo długo obserwowałem  w tym miejscu przypadki ewakuacji się z wagonów   ludzi łącznie z dobytkiem , w tym kobiet z dziećmi &#8211; nawet  po wprowadzeniu relacji bezpośrednich, tylko po to, aby dotknąć butem peronu . Takie były zwyczaje.  Druga plotka już nie pamiętam gdzie zasłyszana, to uruchomienie pociągu szynobusowego z Lublina do Bełżca. I znowu, moim zdaniem, takie połączenie ma sens, ale tylko w pewnych okresach: wakacje, wiosenne i jesienne weekendy i może ważniejsze święta. Pociąg winien być skomunikowany w Lublinie z połączeniami z całej Polski, w tym z Warszawy. W zasadzie mógłby być wytrasowany w przebieg ubiegłorocznej SOLINY. Poza sezonem ogórkowym skład zapewne jeździć  będzie pusty. Generalnie jestem zwolennikiem koncepcji, że pociągi nie muszą jeździć cały rok i że powinny być uruchamiane w takich terminach, kiedy na ich kursowanie było by zapotrzebowanie.  Poza szczytem przewozowym można rozważyć utrzymanie połączeń w niektóre dni tygodnia, albo w weekendy. Próżnych przebiegów utrzymywać sensu nie ma.  Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się być reaktywacja pociągów  z Roztocza na Śląsk. W ubiegłym roku mieliśmy dwa połączenia: HETMANA przez Biłgoraj i Rozwadów i ROZTOCZE przez Bełżec i Horyniec Zdrój. W internecie krążą plotki o nowym pociągu typu INTERREGIO, jaki ma być uruchomiony z Gliwic do Stalowej Woli. Myślę, że będzie to dobra okazja, aby w przyszłości pomyśleć na przedłużeniu relacji do Zamościa, czy też nawet do Hrubieszowa. Należy zauważyć, że większość kursów autobusowych z naszego regionu w kierunku drugiego końca Polski jest uruchamianych właśnie z Hrubieszowa. Nie ma też żadnych przeszkód technicznych do takiego rozwiązania sprawy. Kursujący przez 22 lata HETMAN zawsze miał przyzwoitą liczbę pasażerów na pokładzie, nawet teraz pojawiło się kilka kursów busowych w zbliżonych godzinach z Zamościa do Krakowa.  Nie mniej ważne wydaje się być połączenie Bełżca z zachodem kraju. Myślę, że można by było coś pokombinować z szynobusami z Rzeszowa , kończącymi obecnie bieg na stacji w Horyńcu Zdroju. Jedyna bariera wynika z przesłanek administracyjnych, gdyż muszą w tym zakresie dogadać się dwa województwa. Sądzę, że po 10 latach od przeprowadzenia reformy administracyjnej kraju, można znaleźć jakieś rozwiązania matematyczne, pozwalające na wzajemne rozliczanie kosztów przez sąsiadujące ze sobą regiony. Przedłużenie takich kursów z Bełżca do Zamościa, oprócz znaczenia w przewozach między wojewódzkich, mogło by przynieść korzyści w ruchu lokalnym. Kursujący dziesięć lat temu pociąg  z Zamościa do Przeworska i z powrotem cieszył się dużym uznaniem i miał spore zapełnienie w czterech wagonach. W ubiegłym roku w zbliżonym  planie kursował pociąg ROZTOCZE, który jednak nie zatrzymywał się na wielu lokalnych stacjach ( np. Werhrata ) i miał drogą taryfę pośpieszną. Od Zamościa do Suśca praktycznie jeździł pusty, gdyż podróżni wybierali szybszego HETMANA. Być może znaleźli by się chętni do odwiedzenia roztoczańskich kolejowych szlaków , jak za dawnych lat. Myślę, ze na początek trzeba by było pomyśleć o reaktywacji dwóch kierunków na zachód , przez Rozwadów i Bełżec, z wprowadzeniem sezonowego szynobusa z Lublina na Roztocze, monitorować efekty i zastanawiać się spokojnie nad urozmaiceniem oferty. Duże znaczenie będą miały tutaj działania promocyjne , w zakresie reklamy połączeń, jak i wprowadzeniu skutecznych taryf zachęcających pasażerów do przejazdu. Trzeba wziąć pod uwagę, fakt, że rynek nie znosi próżni i niedoszli kolejowi pasażerowie zostali już częściowo przechwyceni przez przewoźników drogowych, lub co gorsze &#8211; mogli przesiąść się do własnych samochodów. Można ich kusić bonusami związanymi na przykład z łatwym przewozem rowerów i komfortem jazdy. Niestety , wszystko w rękach władzy. My sobie możemy tylko snuć serię pobożnych życzeń, no może jeszcze pisać listy i skargi, żeby uprzykrzyć życie tym na górze, ale wątpię czy to przyniesie skutek. Pewnych rzeczy na pewno naprawić się już nie da, ale może jeszcze nie jest całkiem za późno. W przeciwnym razie przyjdzie nam siąść z piwem , ale już nie browaru Zwierzyniec , pod parasolem na odrestaurowanym bastionie obok Małpiego Gaju przy Rotundzie i zaśpiewać razem z BAJMEM: &#8222;Nasz toromistrz pije tanie wino, w oczach jego widzę dziki blask, spił się już dokładnie , tak jak świnia i buławą w dupę leje naaaaaaas!&#8221; Wszelkie podobieństwo jest przypadkowe i niezamierzone, a i tak mają u nas wprowadzić całkowity zakaz picia alkoholu , nie tylko w miejscach publicznych , ale i w toaletach, garażach, na balkonach i ogródkach działkowych, więc nie wiem , czy nawet z tego happeningu coś  wyjdzie.   </description></item>
<item>

		 <guid isPermaLink="false">krzysztof_dobrzański0207201024_</guid>

		 <title>Nowy szynobus</title>

       <link>http://lubelskakolej.net/aktualnosci.php#n3</link>

       <author>kd@podkarpackakolej.net (Krzysztof Dobrzański)</author>

       <description>24 czerwca br. na stacji Lublin odbyła się uroczystość przekazania Lubelskiemu Zakładowi Przewozów Regionalnych do eksploatacji pierwszego z serii pięciu nowych szynobusów. To największy jak dotąd zakup tego typu pojazdów w województwie lubelskim.    Szynobus nosi oznaczenie SA134-015, ale to pierwszy wyprodukowany spalinowy zespół trakcyjny typu 218Md, o nazwie handlowej &#8222;Mińsk 2&#8221;. Od reszty lubelskiej floty odróżnia go wiele &#8211; przede wszystkim jest dwuwagonowy, w związku z czym miejsca siedzące może w nim znaleźć jednocześnie do 130 osób. Na ich szczęście w naszym SA134 zastosowano znacznie lepszy model siedzeń niż ten znany z serii SA103 i SA107-002 &#8211; są one &#8222;półmiękkie&#8221; i wyposażone w podłokietniki. Reszta wystroju wnętrza nie odbiega od tego co znamy już z wcześniej wyprodukowanych SA133 i jest dopracowana pod względem stylistycznym &#8211; ściany wykonano w kolorze seledynowym, a wszystkie ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa pasażerów elementy, tj. poręcze i krawędzie schodów, są jaskrawożółte. Również malatura pudła to zupełnie nowy wzór.    Jak już wspomniałem, szynobus, który właśnie otrzymało województwo lubelskie, to pierwszy Mińsk, ale nie pierwszy SA134. Od pozostałych różni się... producentem, bowiem lubelski przetarg był pierwszym, które wygrała już nie sama PESA Bydgoszcz, ale konsorcjum złożone z PESY i ZNTK Mińsk Mazowiecki. Stąd zresztą nazwa modelu. Oferta, która okazała się zwycięska, to specjalnie zubożona dla najbiedniejszych regionów wersja szynobusów znanych w innych rejonach kraju i widać to już na pierwszy rzut oka. Zrezygnowano z wszelkich okrągłości w kształcie kabiny maszynisty oraz z giętej przedniej szyby, przez co pojazd nie jest już tak ładny jak te zakupione chociażby przez Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego. Nie ma to oczywiście żadnego praktycznego znaczenia dla potencjalnych klientów kolei, ale z pewnością nie wpływa pozytywnie na wizerunek tej gałęzi transportu wśród mieszkańców.   Tuż po przekazaniu SA134-015 został skierowany na linię 68, do obsługi połączeń ze Stalową Wolą. Pojawił się na pociągach REGIO 4412, 4419, 4415 i 4418, ale był też widziany w drodze do Chełma. Nie jest bowiem tajemnicą, że nowe pojazdy, choć spalinowe, mają przynajmniej częściowo zastąpić EN57 na w całości zelektryfikowanej trasie Łuków-Dęblin-Lublin-Chełm-Dorohusk. Padły też zapowiedzi wykorzystania ich do reaktywacji połączeń na linii do Łukowa przez Lubartów oraz do obsługi połączeń z budowanym lotniskiem w podlubelskim Świdniku.  Na pytanie, w gruncie rzeczy retoryczne, dlaczego obok diesli nie zakupiono też pojazdów elektrycznych, chociażby dwuczłonowych wersji EN81, zamawiający ma gotową odpowiedź &#8211; bo nie mogłyby one jeździć nie pod drutem.</description></item>
<item>

		 <guid isPermaLink="false">ty51-1713062010dzi</guid>

		 <title>Amerykańska walentyna</title>

       <link>http://lubelskakolej.net/aktualnosci.php?ile=5#n4</link>

       <author>admin@podkarpackakolej.net (Ty51-17)</author>

       <description>Dzisiaj na dworcu w Zamościu pojawiła się taka oto kanalia:  Jest to zmodernizowana wersja lokomotywy serii SM48, wyprodukowana przez firmę Newag z Nowego Sącza i nosząca oznaczenia fabryczne: 15D nr 001.  W celu przedstawienia  szczegółowych parametrów technicznych wypada mi jedynie zacytować informacje zamieszczone na Rynku Kolejowym: układ osi: Co&#8217;Co&#8217;, długość: 16 970 mm, szerokość: 3 180 mm, wysokość: 4 490 mm, rodzaj przekładni: elektryczna AC-DC, silniki trakcyjne: ED118A, moc silnika trakcyjnego: 212 kW, prędkość maksymalna: 100 km/h, system hamulca: tablica pneumatyczna IPSz Tabor, silnik spalinowy: CAT 3512 C, moc znamionowa: 1480 [kW], układ cylindrów: V12, prędkość obrotowa silnika: 1800 obr./min, zużycie paliwa: 201 g/kWh, h, emisja spalin: UIC IIIa, prądnica główna: prądnica synchroniczna Ghp 500L4 (moc: 1400 kW), prądnica pomocnicza: prądnica przemienna 3x400 V (moc: 63 kVA), system sterowania: elektroniczny sterownik lokomotywy z diagnostyką pokładową, rodzaj sprężarki: śrubowa SK30, napędy pomocnicze: elektryczne silniki asynchroniczne. Maksymalna siła pociągowa 38000 kG. Nacisk osi na szyny 196,2 kN. Z poczciwej radzieckiej walentyny  pozostawiono jedynie: ostoję, wózki jezdne, zbiorniki paliwa i silniki trakcyjne.  Silnik spalinowy rosyjski wymieniono na amerykański, przebudowano kabinę oraz zainstalowano w niej klimatyzację. Prędkość konstrukcyjna: 100km/ha. Maszyna ma sterowanie wielokrotne i nie ma ogrzewania. Syrenę też posiada dosyć charakterystyczną - określił bym ją klaksonem.  Lokomotywa  jest przeznaczona dla Spółki LHS w Zamościu i ma jeździć po torze szerokim. Ciągle jest w fazie testów i dlatego dzisiaj do Zamościa przyjechała o własnych siłach na wózkach normalnotorowych. W ostatnim czasie przechodziła próby techniczne na torze normalnym. Jak zwykle grupa miłośników kolei z miasta na B zachowała czujność i wykazała się wzorową postawą obywatelską - informując kogo trzeba o fakcie pojawienia się niezidentyfikowanego pojazdu trakcyjnego przemieszczającego się po  torze normalnym na Roztoczu. Będzie to wzięte pod uwagę podczas konstrukcji rozkładu jazdy dla pociągów pasażerskich, kiedy ponownie zawitają na nasze rodzime żelazne szlaki, a myślę , ze nastąpi to już całkiem niedługo, za niecałe trzydzieści lat. Jak  dożyję , to  gwarantuję!  Przyznam się, że kiedy po raz pierwszy ujrzałem nowy motowóz, pomyślałem, ze to zmodernizowana wersja serii SM42. Na pierwszy rzut oka niewiele się różnią. Po modernizacji maszyna zupełnie nie przypomina znajomej sylwetki tamary.Malowanie pudła tej szynowej ważki  - może być. O innych sprawach nie mogę się wypowiadać, bo się na tym nie znam.  Trzeba  podkreślić, że jakość sprzętu powinni oceniać użytkownicy, a nie miłośnicy, gdyż zasadniczą rolę powinny mieć tutaj walory użytkowe i komfort obsługi. Na  LHSie   na tego typu manewrowo &#8211; liniowe pojazdy jest duże zapotrzebowanie. Jak się sprawdzą w praktyce &#8211; zobaczymy. </description></item>
<item>

		 <guid isPermaLink="false">bartosz_sojda13062010cał</guid>

		 <title>Inwestycja zablokowana na lata (?)</title>

       <link>http://lubelskakolej.net/aktualnosci.php?ile=5#n5</link>

       <author>admin@podkarpackakolej.net (Bartosz Sojda)</author>

       <description>Całkiem niedawno w cieniu kolejnej rundy politycznych rozgrywek między Ministerstwem Infrastruktury, Grupą PKP a samorządami i Przewozami Regionalnymi, Sejm RP przyjął nowelizację ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.  Co to ma wspólnego z koleją i Zamojszczyzną? Ano więcej niż mogłoby się początkowo wydawać. Zmieniono bowiem zapisy ustawy dotyczące tzw. "terenów zamkniętych", a konkretniej wyłączono z nich tereny kolejowe. Owe tereny zamknięte, mówiąc językiem potocznym, były obszarami jakby wyjętymi z władztwa planistycznego gmin ze względów strategicznych, obronności państwa, czy ważnego znaczenia ponadregionalnego. Mówiąc jeszcze prościej gmina sporządzając miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego (którego zapisy jak wiemy są obligatoryjne dla procesu inwestycyjnego) musiała pozostawić w miejscu działek kolejowych będących terenami zamkniętymi kolejowymi, przysłowiową "białą plamę". Ewentualne uchwalenie w MPZP zapisów odnoszących się do terenów kolejowych wiązało się bowiem ze żmudnym postępowaniem administracyjnym w sprawie zgody właściwego ministra. Zmiana wykreślająca tereny kolejowe z terenów zamkniętych ma w założeniu usprawnić proces inwestycyjny i tym samym podnieść wartość nieruchomości zbywanych przez PKP S.A. O ile dla zagospodarowania wielu hektarów kolejowej ziemi, nie mającej z koleją za wiele wspólnego jest to zmiana jak najbardziej pozytywna, o tyle dla działek kolejowych na których leżą tory może okazać się niebezpieczna. Wykreślając bowiem z grupy terenów zamkniętych hurtem wszystkie tereny kolejowe, statusu pewnej planistycznej "nietykalności" pozbawiono także i nieruchomości z eksploatowanymi liniami kolejowymi. Wszak terenem kolejowym wedle obowiązującego prawa jest po prostu "teren przez który przebiega linia kolejowa". Ustawodawca zapewne stwierdził, że nie ma sensu wgłębiać się bardziej w istotę sprawy bo żadna gmina nie mogła do tej pory  w ramach swoich kompetencji i zachowując minimum zdrowego rozsądku nie będzie chciała, uchwalać w MPZP np. terenów zieleni na używanych torach kolejowych. Niestety życie okazało się bardziej nieprzewidywalne i jak wiemy trącająca  w obecnych czasach absurdem, anty kolejowa polityka przestrzenna miasta Zamościa doprowadziła do tego, że w obowiązującym  MPZP na miejscu linii Zamość &#8211; Hrubieszów zapisane są właśnie tereny zieleni urządzonej i parkingi. Plan taki uchwalono w grudniu roku 2006, czyli trzy lata po wejściu w życie obowiązującej ustawy o planowaniu przestrzennym zabraniającej gminom uchwalania planów dla terenów zamkniętych. Niestety nikt w procesie zatwierdzania i opiniowania planu na taki bubel uwagi nie zwrócił. Co więcej niecały rok później władze miasta Zamościa z obecnym prezydentem na czele wykorzystały zapisy tegoż planu jako koronny argument dla odrzucenia projektu współfinansowanej ze środków UE modernizacji linii kolejowej Lublin &#8211; Zamość. Najbardziej nie podobał im się jak wiemy projekt budowy przystanku kolejowego w atrakcyjnej lokalizacji w centrum miasta gdzie władze wolą widzieć parking. Samorząd wojewódzki wobec zaistniałej sytuacji uwalania ważnej inwestycji na podstawie nie ważnych (w świetle prawa) zapisów planu nie pisnął słówka i pieniądze poszły na inne znacznie mniej istotne cele jak naprawa główna wyłącznie towarowej linii Chełm &#8211; Zawadówka czy remont linii Lublin &#8211; Lubartów. Niektórzy obrońcy obecnego prezydenta Zamościa i jego ekipy starali się wybielić ich ewidentną winę tym, że plan dla terenów kolejowych wobec prawa był nieważny więc nie trzeba było takowej inwestycji z miastem opiniować. Inni dalej usiłują ten ewidentny skandal tuszować poprzez próby dyskredytacji samego projektu. Cóż, w obecnej sytuacji można tylko zacisnąć ze złości zęby (bo tak istotna  inwestycja przepadła) i wyciągnąć wnioski na przyszłość. A pierwszym z nich powinna być zmiana polityki przestrzennej Zamościa wobec kolei ze szczególnym uwzględnieniem zapisów MPZP dotyczących likwidacji linii kolejowej w mieście. Bowiem one w dalszym ciągu istnieją i co gorsza za trzy miesiące wraz z  wejściem w życie nowelizacji ustawy o planowaniu przestrzennym nabiorą pełnej mocy prawnej. Tym samym jakakolwiek inwestycja kolejowa na odcinku: stacja Zamość &#8211; wiadukt ul. Wyszyńskiego, finansowana w ramach jakichkolwiek kolejnych funduszy zostanie (tym razem w pełnej mocy prawa) zablokowana na lata! Istnieje też jeszcze jedno zagrożenie. W światku kolejowym wprowadzone zostały kolejne zmiany oddłużające PKP S.A. kosztem zarządzającej torami PKP PLK. W ich wyniku może dojść do zapowiadanego zresztą przez resort infrastruktury sztucznego ograniczenia eksploatacji linii kolejowych i to o kilka tyś. kilometrów. W przypadku gdyby PLK wbrew popytowi na przewozy towarowe postanowiła zamknąć linie do Hrubieszowa, zamojski MPZP staje się automatycznie świetną "podkładką" dla rozbiórki torów i odcięcia wschodniej Zamojszczynzy od kolei na zawsze.  Tak więc podsumowując. Jeżeli władze Zamościa naprawdę nie chcą być grabarzem kolei to niech w pierwszej kolejności zajmą się działaniami na rzecz usankcjonowania w polityce przestrzennej przebiegu linii kolejowej przez miasto. Wyniknie z tego z pewnością więcej dobrego niż ze spóźnionych o 9 miesięcy petycji do nie wiadomo kogo i rzucania głodnych kawałków o magistralach do Lwowa.   W tym miejscu od ponad 20 lat przez różne środowiska postulowane jest stworzenie dworca przesiadkowego kolejowo-autobusowego. Władze Zamościa konsekwentnie kierują się jednak polityką wyprowadzanie kolei z miasta. Najnowsze zmiany prawne uprawomocnią zapisy planujące w tym miejscu budowę parkingu podziemnego.</description></item>
</channel></rss>
