25-08-2010 Lopek objazdowy

Lopek to potoczna nazwa nocnego pociągu towarowego stałego kursowania relacji: Zamość – Skarżysko Kamienna przez Rejowiec i Lublin. Od wielu lat jeździł on mniej więcej w tych samych godzinach, wyjazd z Zamościa około 21.30, powrót około 4.00. Jeszcze dwa lata temu spotkać go można było praktycznie codziennie, z wyjątkiem nocy z soboty na niedzielę, kiedy to planowo kursu nie wykonywał. W ubiegłym roku nastąpił proces stopniowego zmniejszania ilości przebiegów do czterech, trzech czy nawet dwóch kursów na tydzień. W zimie 2009/2010 wykonywano już tylko przeważnie dwa obiegi, od wiosny ich ilość wzrosła do trzech i na tym poziomie się w miarę ustabilizowała. Przyczyna tego stanu rzeczy była prosta – spadek ilości przewożonych towarów. Reorganizacja taryfy CARGO spowodowała, ze w bieżącym roku nie opłaca się już nadawanie przesyłek rozproszonych w postaci jednego lub kilku wagonów ze stacji w Biłgoraju, Izbicy, Długim Kącie, Lubyczy Królewskiej , Zwierzyńcu czy nawet z Werbkowic. Co prawda ostatnio obserwowałem przypadki uruchomiania pociągów do Długiego Kąta, Zwierzyńca czy ponoć samego Miączyna, ale można to traktować jako zjawiska incydentalne, a i były to tylko pojedyńcze wagony. Ponadto część klientów zrezygnowała z usług kolei z przyczyn od niej niezależnych, co dotyczy kontrahentów z Ruskich Piask czy Bortatycz. Zmniejszeniu w porównaniu z latami poprzednimi uległa ilość przewożonego miału na bocznicę Ciepłowni Szopinek w Zamościu, chociaż pojawiły się tutaj transporty kamienia do PRD. Wszytko to rzutowało na częstotliwość kursowania i długość składu lopka.
Do końca ubiegłego roku pociąg ten planowo był prowadzony lokomotywą serii ST44 i zdarzały się składy liczące prawie 40 wagonów. Od bieżącego roku brutta stały się znacznie krótsze i ciągnięte są planowo maszynami serii SM48. Do końca ubiegłego roku w lopku stosunkowo często odsyłano z Zamościa próżne składy węglarek lub talbotów. W tym roku wszelkie wahadła , nawet i te puste kursują jako odrębne pociągi. Przy takiej polityce tegoroczne lopki składają się przeważnie z kilku wagonów, około 10, różnych serii: najczęściej cystern służących do przewozu oleju napędowego do stacji paliw lokomotyw szerokotorowych w Bortatyczach, beczek do przewozu gazu do przepompowni w Hrubieszowie, wagonów krytych, platform , pojedynczych węglarek czy tzw. gruszek do transportu materiałów sypkich, głównie do/z Klemensowa.
Nocne godziny jazdy nie sprzyjały fotografowaniu składu towarowego. Sytuacja uległa radykalnej zmianie na wiosnę bieżącego roku. Od dnia 19 kwietnia 2010 r. w związku z wymianą wiaduktu w Wólce Orłowskiej zamknięty został odcinek: Zawada – Rejowiec. Właściwy lopek, tj. para pociągów nr 88271 i 22780 został skrócony do relacji: Skarżysko Kamienna – Lublin Tatary – Skarżysko Kamienna. W jego miejsce wprowadzony został pociąg objazdowy relacji: Zamość – Stalowa Wola Rozwadów Towarowa, który odjeżdżał z Zamościa w godz. 14.30 – 16.00. Celowo nie podaję tu planowej godziny odjazdu, bodajże 15.18 , bo raczej nie była ona przestrzegana. Skład powrotny meldował się w Zamościu około godz. 22 – 23, chociaż i późniejsze przyjazdy też się zdarzały. Mimo zmiany trasy w użyciu dalej pozostała potoczna nazwa pociągu.
Reorganizacja przebiegu jazdy zachęciła mnie do udokumentowania objazdów, zwłaszcza , ze na trasie od Zawady do Biłgoraja takich mieszanych składów nie widywałem już od dawna. Jak to zwykle u nas bywa , brutto jeździło bardzo kapryśnie.

19.04.2010 r. Pierwszy kurs po nowej trasie z lokomotywą SM48-127 na czele , udokumentowany został w Biłgoraju. Fot. Kuba. LBL.

30.04.2010 r. Sielski obrazek z poczatku świąt majowych. Przez Płoskie przejeżdża skład ze 127 na czele. Puste platformy przyjechały zdawka z Bełżca , gdzie dostarczono w nich drewniane bale.

10.05.2010 r. Lopek z SM48 – 074 mija pola miejscowości Kąty za Zawadą. W składzie dwa dwusuwowe gagariny Spółki LHS nr 2039 i 2061. Transportowane one były na wózkach normalnotorowych do zakładów PESA w Bydgoszczy w celu przeprowadzenia naprawy głównej połączonej z wymianą silnika na czterosuwowy.

10.05.2010 r. Lopek z gagarinami w składzie zbliża się do Biłgoraja. Fot. Kuba.LBL.

10.05.2010 r. Ostatnie pożegnanie z ST44-2039 w tradycyjnej wersji. Maszyna powróciła do Zamościa z nowym silnikiem w dniu 20.08.2010 r. Fot. Kuba. LBL. Z kolei 2061 dotarł 25.08.2010 r.

12.05.2010 r. Ciekawy skład z SM48-127 na czele i z SM48-074 i ST44-859 na przyprzęgu jako podsył do Rozwadowa dojeżdża do lotniska w Mokrem.

19.05.2010 r. O godz. 18.00 do Zwierzyńca Towarowego wjeżdża lopek z 30 wagonami do przewozu pasz i zboża i 6 pustymi platformami z Bełżca. Oj miałem ja się z nim wtedy. O 14.45 w Zamościu robiona była próba hamulca przez lokomotywę SM48-127, która słynęła w tamtym okresie z silnego grzania się w trasie. Chciałem zrobić zdjęcie w Szozdach, ale do 16.30 skład nie nadjechał, a potem rozszalały się dwie chmury burzowe, jedna w Szozdach, a druga w Zwierzyńcu Towarowym. Obydwie emitowały gwałtowne wyładowania atmosferyczne. Pomiędzy nimi w lesie w Parku Roztoczańskim padało słabo, ale.... wyć zaczęły wilki. A kiedy wracałem do Zamościa to zdefektowana tamara stała w Zawadzie, czyli musiała gdzieś na trasie nawalić i stąd takie duże opóźnienie i niespodzianka w postaci gagarina 1079.

21.05.2010 r. Lopek uchwycony z wiaduktu trasy Biłgoraj – Lublin prowadzi SM48-074. Fot. Kuba.LBL.

24.05.2010 r. Ponownie zamierzałem udać się do p.o. Szozdy, w celu sfotografowania tam pociągu. Gdy wyjeżdżałem z Zamościa była piękna słoneczna pogoda. Niestety, po przybyciu do Zwierzyńca Towarowego okazało się, że nad RPN-em rozszalała się burza. Do celu podróży już nie dotarłem. Na zdjęciu lopek z SM48-074 przebija się przez strumienie wody w lesie.

28.05.2010 r. Krótki skład z ST44-1223 przelatuje przez Biłgoraj. Fot. Kuba.LBL. Ale ja też tam wtedy byłem!

02.06.2010 r. Przez kanion przejeżdża lopek okrężny z klasycznym składem w tym okresie, tj. pustymi platformami i cysternami, w których przywieziono paliwo do lokomotyw szerokotorowych Spółki LHS w Bortatyczach. Na czele SM48-084.

04.06.2010 r. Lopek z SM42-468 przejeżdża przez Biłgoraj. Gruszki z Zakładów Tłuszczowych w Bodaczowie. Fot. Kuba.LBL.

07.06.2010 r. Było to moje trzecie , równie nieudane jak i poprzednie podejście do przystanku Szozdy. Pociąg był już gotowy do odjazdu w Zamościu o 14.45, ale do Parku wjechał, nie wiem dlaczego dopiero o godz. 18.20. Straciłem cierpliwość do niego w Szozdach raz na zawsze. Na czele gagarin nr 313.

14.06.2010 r. Mieszany skład lopka złożonego z różnych wagonów , prowadzonego przez walentynę nr 084 widziany z żurawnickich pagórków.

18.06.2010 r. Do byłego przystanku osobowego w Woli Dużej zbliża się lopek z ST44-1030. Fot. Kuba.LBL.

18.06.2010 r. Czerwony październik widziany z perspektywy sławnych rogatek na przejeździe w Woli Dużej, które słyną z tego, że często się zamykają wtedy, kiedy nie potrzeba. W składzie widać charakterystyczne hrubieszowskie wagony, czyli węglarki z drewnem.

21.06.2010 r. Mijanie przed Szczebrzeszynem. Po torze szerokim tył wahadła z próżnymi węglarkami prowadzonego przez niewidoczne lokomotywy: ST44-2001 i ST40s- 004. Po torze normalnym lopek z SM48-086. Zwraca uwagę silnik na platformie . W pociągach objazdowych kilka razy takie cuś jechało, zwykle na końcu składu i było to efektem dokańczania procesu wykańczania byłej lokomotywowni normalnotorowej CARGO w Bortatyczach.

30.06.2010 r. Złożony z hrubieszowskich wagonów lopek wyjeżdża ze stacji towarowej w Zwierzyńcu i kieruje się na tor do Biłgoraja. Pociąga go tamara nr 086.

15.07.2010 r. Ostatni okrężny lopek chwilę po opuszczeniu Zamościa mija właśnie miejscowość Płoskie. Na czele ST44-1110 z 35 wagonami na haku, głównie gruszki i węglarki.

15.07.2010 r. Ostatni pociąg objazdowy z gagarinem 1110 fotografowany był również w Biłgoraju, jechał tam z Zamościa równo 3 godziny, autor: Kuba. LBL.
W dniu 19.07.2010 r. lopek powrócił na trasę przez Rejowiec, przywrócony został również tradycyjny rozkład jazdy. Sfał się przez to znowu mniej fotogeniczny.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: ja, Kuba LBL - pociagi w Biłgoraju i Woli Dużej
Źródło: informacja własna

10-07-2010 Wrażenia spod parasola

Uff, ale upał! Chyba ze 40 stopni w cieniu. W obrębie około - kolejowym unosi się specyficzny zapach przypieczonej na słońcu smoły. Człowiek, zamiast szlajać się po dziurawych , rozgrzanych nasypach – chciał by się rozłożyć wygodnie pod PARASOLEM. Właśnie, odbiła mi się od uszu, lansowana w mediach przez jednego z członków kierownictwa Spółki PKP – koncepcja budowy sieci przystanków osobowych pod umownym hasłem: „STACJA PARASOL”. Jestem osobą dosyć żywo reagującą na wszelkiego rodzaju slogany, a nawet - wychodzę z założenia, ze im mniej słów , tym lepiej! Od razu sobie taki PARASOL wyobraziłem. Leżę sobie pod obszernym baldachimem , na hamaku – w centrum Parku roztoczańskiego. A jaki mam widok, na okoliczne okolice! Za plecami dzika i ocieniona prasłowiańska puszcza, przed oczami oświetlone promieniami słońca tory, po których śmiga sobie INTERREGIO ”HETMAN” z Hrubieszowa, no w najgorszym przypadku „ROZTOCZE” przez Bełżec, ale to już bym musiał być bardziej pijany. Na pewno nie szynobus z Lublina – bo to już bym mógł sobie wymyślić tylko na pryczy. Obwiewa mnie orzeźwiający powiew schłodzonego powietrza, jak z klimatyzacji , ale cóż to jest za machina! Czysta i żywa ekologia. Znajdujące się poniżej mnie dwie młode konduktorki ubrane raczej skromnie, a w zasadzie przepasane logo: Przewozów Regionalnych - wachlują ogromnymi strusimi piórami posadowionymi na długich drewnianych drągach. Energiczne ruchy wykonywane przez te filabelle przepędzają wszelkie komary i moskity krążące po najbliższej okolicy. Na tacy podawana jest dobrze zmrożona herbatka, a na przystawkę- Frutti di Mare, ale w wersji oszczędnościowej: kawior z morskiego zająca, kałamarnice w sosie własnym , rozgotowane do czerwoności kurwetki i szczeżuje z grilla udające ostrygi. W końcu nie jest to projekt finansowany za kasę z Unii Europejskiej. Dookoła nas rozbrzmiewa muzyka – poważna : „Funeral March for a Marionette” Charlesa Gounoda. Generalnie to chyba jestem transportowany , niczym na lektyce, ale ogromne oszołomienie nie pozwala mi realnie ocenić sytuacji, w jakiej się znalazłem.
Założenia są takie, że PARASOLI ma powstać w Polsce tysiące, w ilości zbliżonej mniej więcej do liczby wybudowanych ORLIKÓW. Niestety, obok przedstawionych wyżej plusów, są i minusy całej tej akcji. Chodzi o to, zacytuję Bareję, którego brak szczególnie odczuwam w dzisiejszych czasach: żeby te plusy , nie przysłoniły nam minusów. Akcja będzie świetnym pretekstem do wyburzenia wielu dotychczasowych budynków dworcowych. Fakt, że niektóre z nich tylko do tego się w sumie nadają, ale istnieje zagrożenie, że , w ten smutny sposób skończą budowle mające walory historyczne lub w miarę przyzwoicie zachowane, a rudery będą nadal straszyć – jak to w Polsce zwykle bywa. Z naszego podwórka wypada tu podać przykład budynków dworcowych: w Zawadzie , którego już dawno nie ma, bo miejscowi kolejarze musieli czymś palić w piecu w zimie, chociaż obiekt był w raczej przyzwoitym stanie i w Klemensowie, który od wielu lat jest rozlatującą się ruderą, nikomu jednak nie przeszkadzającą w swojej długotrwałej agonii. Zastanawiałem się kiedyś w kręgu znajomych będących miłośnikami rodzimej kolei na temat dalszej przyszłości naszych obiektów dworcowych w okolicy, zresztą temat ten już był nie tak dawno podejmowany przez inne lokalne media. Doszliśmy do konkluzji , ze tak naprawdę, to poza nieszczęsnym Klemensowem - nie ma już tu czego wyburzyć i pozostały tylko obiekty, które akurat wpisały się na trwale w okoliczny krajobraz i są mniej lub bardziej w różny sposób wykorzystywane. Trzeba też podkreślić, że bez znaczenia jest fakt, że akurat na naszych liniach od prawie roku nie spotykamy już pociągów pasażerskich. W Polsce już tak jest, że jak rusza jakaś akcja, to nie ma znaczenia, że akurat w danym regionie nie ma na nią zapotrzebowania. Jak PARASOL ma być wszędzie, to i na Roztoczu postawią, bez względu czy będzie coś tędy jeździć, czy też nie. W tego typu odgórnych inicjatywach, nie może być wyjątków , co to - to nie. Prognozuję nawet, że PARASOLI może wyrosnąć u nas kilka.
Tym sposobem, doszedłem w końcu do zagadnienia, którego nie sposób pominąć w aktualnych gorących czasach, a mianowicie: powrotu połączeń osobowych na Zamojszczyznę. Wiele osób się mnie o to pyta, a ja niestety jestem totalnie głupi i nigdy nie wiem co mam odpowiedzieć. W praktyce moja reakcja sprowadza się do zastosowania tutaj tak zwanej - spychologii stosowanej: idźcie do wróżki, spytajcie księdza, itp. Te pytania należało by w zasadzie skierować do władz wojewódzkich , czy lokalnych samorządowych, bowiem PKP jest taką instytucją , która nigdy nie robi nic tak od siebie , tylko głównie pod dyktando polityczne, chociaż realnie to cały czas robi pod siebie . Coraz częściej spotykam się z opiniami i to od osób które miały bezpośrednią styczność z wszelkiej maści decydentami, zwłaszcza lubelskimi, że nie są oni zainteresowani promocją Roztocza, gdyż na tych terenach mieszka nie ich elektorat. Jest to zatrważające i świadczy o tym, że nikt tak naprawdę nie interesuje się rozwojem i pracą dla regionu, tylko główne znaczenie mają interesy doraźne – polityczne, najchętniej dobrze nagłośnione medialnie. I stąd na podwórku kolejowym mamy cały czas akcje typu: szynobusem na lotnisko, pociągiem do Lubartowa , czy też szybką kolej do Warszawy. Co ciekawe, na lubelskim elektoracie takie podłechtania nie przyniosły ostatnio spodziewanego skutku chyba, ale mniejsza o to. W temacie przyszłości pociągów w Zamościu odpowiedzi brak, o ile ktokolwiek zadaje faktycznie niewygodne pytania władzy. W trakcie niedawnego promocyjnego kursu szynobusowego takie zapytania podobno padły ( moja noga w tym pojeździe nie stanęła, ale doniesiono mi o tym ) i w odpowiedzi mogliśmy usłyszeć, że przecież będzie wyprowadzana kolej z naszego miasta. W Zamościu mówi się , że stolica województwa bardzo niechętnie patrzy na wszelkie inwestycje poza nią, a zwłaszcza na Zamojszczyźnie i nowe inwestycje w naszym kierunku będą stamtąd skutecznie blokowane. No i ten stereotyp sprawdza się przeważnie w praktyce, a często jest i tak, że niekorzystne dla naszego regionu decyzje bywają podejmowane przez osoby wywodzące się z Roztocza. Podobno niechęć wojewódzkiego betonu do wszelkich reform na naszym terenie znacznie przewyższa w tym względzie podejście kierownictwa kolejowego, które generalnie robi tylko to, co im inni każą. Z kolei na lokalnym szczeblu , mimo dosyć sporej kampanii medialnej na temat niedoszłej inwestycji na trasie: Zamość – Lublin, przygotowywanej w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego dla Województwa Lubelskiego, władze Zamościa odbudowały swój wizerunek w tym względzie mało istotnymi, ale nagłośnionymi wystąpieniami o przywrócenie połączeń pasażerskich, co pozwoliło większości mieszkańców uznać, ze robią one wystarczająco dużo w tej sprawie. Niestety, stosunkowo często zdarza mi się na ten temat dyskutować i nawet wkurzać się zdrowo na ludzi różnego pokroju , kiedy pada argument: że przecież Prezydent wystąpił do INTERCITY o pociągi. Mało kogo już interesuje , że zrobiono to o rok za późno i że pieniądze, które pójdą teraz na remont linii do Lubartowa i w okolicach Lublina, mogły być pierwotnie wykorzystane na naszym terenie..
A właśnie obserwuję kolejny grzech zaniechania ze strony lokalnego samorządu, ale też i niektórych miejscowych mediów. Niestety trwa już sezon urlopowy. W minionych latach był to okres, kiedy kursujące po naszych żelaznych szlakach pociągi były wypełnione pasażerami. Wielu z nich w tym roku musiało przesiąść się do innych środków transportu, najczęściej do własnych samochodów, bądź też udać się w pozostałe regiony kraju. Są i tacy, którzy nie dojechali do nas wcale, gdyż z różnych przyczyn nie mogą korzystać z innego transportu , lub okazuje się on być dla nich niewygodny. O takiej niedogodnej sytuacji nie przeczytamy nigdzie, poza portalami internetowymi : „Zamość On Line” czy „Rynek Kolejowy”. Ten temat pewnie się pojawi, ale długo po zakończeniu sezonu turystycznego i będzie wykorzystany tylko dla doraźnych potrzeb politycznych. A nagłaśniać go trzeba było już dużo wcześniej.
Bardzo cieszy mnie duża ilość komentarzy pod artykułami szczególnie na Rynku Kolejowym, zwłaszcza, że niejednokrotnie zamieszczają je ludzie młodzi, którzy przedstawiają własne propozycje rozkładowe. Pozwolę sobie również dodać swoje trzy grosze w tym zakresie. Przede wszystkim, trzeba jasno określić priorytety komunikacyjne, czy to ma być kierunek na zachód, czy też na południe, czy ruch lokalny, czy dalekobieżny. Ruch lokalny praktycznie zlikwidowany u nas został dziesięć lat temu, i boje się, ze nastąpiłyby tutaj duże transformacje potoków podróżnych, w porównaniu do stanu poprzedniego. Trzeba by stworzyć konkurencyjne czasowo połączenia w porównaniu do transportu drogowego, co wymagało by pewnych większych, lub mniejszych inwestycji. Przychodzi mi tutaj do głowy budowa przystanku w centrum Zamościa , ale nasi czytelnicy już dobrze wiedzą, jakie by były z tym przedsięwzięciem perturbację. Szybciej już chyba szeroki tor zelektryfikują , niż do tego dojdzie. W ubiegłym miesiącu Dziennik Wschodni zapowiedział uruchomienie całorocznego połączenia lokalnego z Lublina do Zamościa. Nie znana jest częstotliwość kursów ani przybliżony rozkład jazdy. Taką propozycję uważam za nieporozumienie i wręcz za marnowanie pieniędzy publicznych. Owszem, w okresach świątecznych i w lecie, przy dobrym skomunikowaniu w Lublinie z połączeniami dalekobieżnymi na drugi koniec Polski, jak i do Warszawy, frekwencja może nawet być przyzwoita. Jednak w znaczeniu lokalnym, bez eliminacji postojów w Zawadzie i Rejowcu , nie da się uzyskać czasu przejazdu, konkurencyjnego w porównaniu do transportu szosowego. Wymagało by to dużych nakładów inwestycyjnych, znacznie większych niż ostatnio poczynionych na odcinku: Zawada – Ruskie Piaski. Nie chciał bym się powtarzać, ale były jeszcze całkiem niedawno środki pozabudżetowe przewidziane na takie przedsięwzięcie, lecz ktoś zadecydował , ze wykorzystane zostały na inne cele. Takie połączenie będzie w praktyce służyło dowozowi kolejarzy do pracy do Lublina, czy też jako atrakcja dla lokalnych miłośników kolei. Jakiekolwiek pomysły na skracanie pociągów do Rejowca i zwiększanie przez to obiegów jeszcze bardziej pogorszą sytuację w praktyce, gdyż nie będzie zapotrzebowania na tak dużą siatkę połączeń, a ponadto w kierunku Chełma spadły ostatnio znacznie potoki nawet w komunikacji drogowej, co jest spowodowane otwieraniem nowych prywatnych szkół wyższych w Zamościu i likwidacją miejsc pracy w Chełmie. Z perspektywy historycznej mogę stwierdzić, że połączenia przesiadkowe w Rejowcu były negatywnie odbierane przez podróżnych - w sumie pasażer zamojski w przeszłości to nie cierpiał się przesiadać. Jedynym wyjątkiem od tej reguły była stacja Zawada, gdzie od wieków wszyscy byli nauczeni, że przesiadać się trzeba i stosunkowo długo obserwowałem w tym miejscu przypadki ewakuacji się z wagonów ludzi łącznie z dobytkiem , w tym kobiet z dziećmi – nawet po wprowadzeniu relacji bezpośrednich, tylko po to, aby dotknąć butem peronu . Takie były zwyczaje.
Druga plotka już nie pamiętam gdzie zasłyszana, to uruchomienie pociągu szynobusowego z Lublina do Bełżca. I znowu, moim zdaniem, takie połączenie ma sens, ale tylko w pewnych okresach: wakacje, wiosenne i jesienne weekendy i może ważniejsze święta. Pociąg winien być skomunikowany w Lublinie z połączeniami z całej Polski, w tym z Warszawy. W zasadzie mógłby być wytrasowany w przebieg ubiegłorocznej SOLINY. Poza sezonem ogórkowym skład zapewne jeździć będzie pusty. Generalnie jestem zwolennikiem koncepcji, że pociągi nie muszą jeździć cały rok i że powinny być uruchamiane w takich terminach, kiedy na ich kursowanie było by zapotrzebowanie. Poza szczytem przewozowym można rozważyć utrzymanie połączeń w niektóre dni tygodnia, albo w weekendy. Próżnych przebiegów utrzymywać sensu nie ma.
Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się być reaktywacja pociągów z Roztocza na Śląsk. W ubiegłym roku mieliśmy dwa połączenia: HETMANA przez Biłgoraj i Rozwadów i ROZTOCZE przez Bełżec i Horyniec Zdrój. W internecie krążą plotki o nowym pociągu typu INTERREGIO, jaki ma być uruchomiony z Gliwic do Stalowej Woli. Myślę, że będzie to dobra okazja, aby w przyszłości pomyśleć na przedłużeniu relacji do Zamościa, czy też nawet do Hrubieszowa. Należy zauważyć, że większość kursów autobusowych z naszego regionu w kierunku drugiego końca Polski jest uruchamianych właśnie z Hrubieszowa. Nie ma też żadnych przeszkód technicznych do takiego rozwiązania sprawy. Kursujący przez 22 lata HETMAN zawsze miał przyzwoitą liczbę pasażerów na pokładzie, nawet teraz pojawiło się kilka kursów busowych w zbliżonych godzinach z Zamościa do Krakowa. Nie mniej ważne wydaje się być połączenie Bełżca z zachodem kraju. Myślę, że można by było coś pokombinować z szynobusami z Rzeszowa , kończącymi obecnie bieg na stacji w Horyńcu Zdroju. Jedyna bariera wynika z przesłanek administracyjnych, gdyż muszą w tym zakresie dogadać się dwa województwa. Sądzę, że po 10 latach od przeprowadzenia reformy administracyjnej kraju, można znaleźć jakieś rozwiązania matematyczne, pozwalające na wzajemne rozliczanie kosztów przez sąsiadujące ze sobą regiony. Przedłużenie takich kursów z Bełżca do Zamościa, oprócz znaczenia w przewozach między wojewódzkich, mogło by przynieść korzyści w ruchu lokalnym. Kursujący dziesięć lat temu pociąg z Zamościa do Przeworska i z powrotem cieszył się dużym uznaniem i miał spore zapełnienie w czterech wagonach. W ubiegłym roku w zbliżonym planie kursował pociąg ROZTOCZE, który jednak nie zatrzymywał się na wielu lokalnych stacjach ( np. Werhrata ) i miał drogą taryfę pośpieszną. Od Zamościa do Suśca praktycznie jeździł pusty, gdyż podróżni wybierali szybszego HETMANA. Być może znaleźli by się chętni do odwiedzenia roztoczańskich kolejowych szlaków , jak za dawnych lat. Myślę, ze na początek trzeba by było pomyśleć o reaktywacji dwóch kierunków na zachód , przez Rozwadów i Bełżec, z wprowadzeniem sezonowego szynobusa z Lublina na Roztocze, monitorować efekty i zastanawiać się spokojnie nad urozmaiceniem oferty. Duże znaczenie będą miały tutaj działania promocyjne , w zakresie reklamy połączeń, jak i wprowadzeniu skutecznych taryf zachęcających pasażerów do przejazdu. Trzeba wziąć pod uwagę, fakt, że rynek nie znosi próżni i niedoszli kolejowi pasażerowie zostali już częściowo przechwyceni przez przewoźników drogowych, lub co gorsze – mogli przesiąść się do własnych samochodów. Można ich kusić bonusami związanymi na przykład z łatwym przewozem rowerów i komfortem jazdy. Niestety , wszystko w rękach władzy. My sobie możemy tylko snuć serię pobożnych życzeń, no może jeszcze pisać listy i skargi, żeby uprzykrzyć życie tym na górze, ale wątpię czy to przyniesie skutek. Pewnych rzeczy na pewno naprawić się już nie da, ale może jeszcze nie jest całkiem za późno. W przeciwnym razie przyjdzie nam siąść z piwem , ale już nie browaru Zwierzyniec , pod parasolem na odrestaurowanym bastionie obok Małpiego Gaju przy Rotundzie i zaśpiewać razem z BAJMEM:
„Nasz toromistrz pije tanie wino, w oczach jego widzę dziki blask, spił się już dokładnie , tak jak świnia i buławą w dupę leje naaaaaaas!” Wszelkie podobieństwo jest przypadkowe i niezamierzone, a i tak mają u nas wprowadzić całkowity zakaz picia alkoholu , nie tylko w miejscach publicznych , ale i w toaletach, garażach, na balkonach i ogródkach działkowych, więc nie wiem , czy nawet z tego happeningu coś wyjdzie.

Dodał: Ty51-17
Źródło: informacja własna

02-07-2010 Nowy szynobus

24 czerwca br. na stacji Lublin odbyła się uroczystość przekazania Lubelskiemu Zakładowi Przewozów Regionalnych do eksploatacji pierwszego z serii pięciu nowych szynobusów. To największy jak dotąd zakup tego typu pojazdów w województwie lubelskim.



Szynobus nosi oznaczenie SA134-015, ale to pierwszy wyprodukowany spalinowy zespół trakcyjny typu 218Md, o nazwie handlowej „Mińsk 2”. Od reszty lubelskiej floty odróżnia go wiele – przede wszystkim jest dwuwagonowy, w związku z czym miejsca siedzące może w nim znaleźć jednocześnie do 130 osób. Na ich szczęście w naszym SA134 zastosowano znacznie lepszy model siedzeń niż ten znany z serii SA103 i SA107-002 – są one „półmiękkie” i wyposażone w podłokietniki. Reszta wystroju wnętrza nie odbiega od tego co znamy już z wcześniej wyprodukowanych SA133 i jest dopracowana pod względem stylistycznym – ściany wykonano w kolorze seledynowym, a wszystkie ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa pasażerów elementy, tj. poręcze i krawędzie schodów, są jaskrawożółte. Również malatura pudła to zupełnie nowy wzór.



Jak już wspomniałem, szynobus, który właśnie otrzymało województwo lubelskie, to pierwszy Mińsk, ale nie pierwszy SA134. Od pozostałych różni się... producentem, bowiem lubelski przetarg był pierwszym, które wygrała już nie sama PESA Bydgoszcz, ale konsorcjum złożone z PESY i ZNTK Mińsk Mazowiecki. Stąd zresztą nazwa modelu. Oferta, która okazała się zwycięska, to specjalnie zubożona dla najbiedniejszych regionów wersja szynobusów znanych w innych rejonach kraju i widać to już na pierwszy rzut oka. Zrezygnowano z wszelkich okrągłości w kształcie kabiny maszynisty oraz z giętej przedniej szyby, przez co pojazd nie jest już tak ładny jak te zakupione chociażby przez Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego. Nie ma to oczywiście żadnego praktycznego znaczenia dla potencjalnych klientów kolei, ale z pewnością nie wpływa pozytywnie na wizerunek tej gałęzi transportu wśród mieszkańców.

Tuż po przekazaniu SA134-015 został skierowany na linię 68, do obsługi połączeń ze Stalową Wolą. Pojawił się na pociągach REGIO 4412, 4419, 4415 i 4418, ale był też widziany w drodze do Chełma. Nie jest bowiem tajemnicą, że nowe pojazdy, choć spalinowe, mają przynajmniej częściowo zastąpić EN57 na w całości zelektryfikowanej trasie Łuków-Dęblin-Lublin-Chełm-Dorohusk. Padły też zapowiedzi wykorzystania ich do reaktywacji połączeń na linii do Łukowa przez Lubartów oraz do obsługi połączeń z budowanym lotniskiem w podlubelskim Świdniku.

Na pytanie, w gruncie rzeczy retoryczne, dlaczego obok diesli nie zakupiono też pojazdów elektrycznych, chociażby dwuczłonowych wersji EN81, zamawiający ma gotową odpowiedź – bo nie mogłyby one jeździć nie pod drutem.

Dodał: Krzysztof Dobrzański
Zdjęcia: Karol Niećko
Źródło: informacja własna, Rynek Kolejowy, ideabox LubelskaKolej.net, ideabox PodkarpackaKolej.net

13-06-2010 Amerykańska walentyna

Dzisiaj na dworcu w Zamościu pojawiła się taka oto kanalia:

Jest to zmodernizowana wersja lokomotywy serii SM48, wyprodukowana przez firmę Newag z Nowego Sącza i nosząca oznaczenia fabryczne: 15D nr 001. W celu przedstawienia szczegółowych parametrów technicznych wypada mi jedynie zacytować informacje zamieszczone na Rynku Kolejowym: układ osi: Co’Co’, długość: 16 970 mm, szerokość: 3 180 mm, wysokość: 4 490 mm, rodzaj przekładni: elektryczna AC-DC, silniki trakcyjne: ED118A, moc silnika trakcyjnego: 212 kW, prędkość maksymalna: 100 km/h, system hamulca: tablica pneumatyczna IPSz Tabor, silnik spalinowy: CAT 3512 C, moc znamionowa: 1480 [kW], układ cylindrów: V12, prędkość obrotowa silnika: 1800 obr./min, zużycie paliwa: 201 g/kWh, h, emisja spalin: UIC IIIa, prądnica główna: prądnica synchroniczna Ghp 500L4 (moc: 1400 kW), prądnica pomocnicza: prądnica przemienna 3x400 V (moc: 63 kVA), system sterowania: elektroniczny sterownik lokomotywy z diagnostyką pokładową, rodzaj sprężarki: śrubowa SK30, napędy pomocnicze: elektryczne silniki asynchroniczne. Maksymalna siła pociągowa 38000 kG. Nacisk osi na szyny 196,2 kN. Z poczciwej radzieckiej walentyny pozostawiono jedynie: ostoję, wózki jezdne, zbiorniki paliwa i silniki trakcyjne. Silnik spalinowy rosyjski wymieniono na amerykański, przebudowano kabinę oraz zainstalowano w niej klimatyzację. Prędkość konstrukcyjna: 100km/ha. Maszyna ma sterowanie wielokrotne i nie ma ogrzewania. Syrenę też posiada dosyć charakterystyczną - określił bym ją klaksonem.

Lokomotywa jest przeznaczona dla Spółki LHS w Zamościu i ma jeździć po torze szerokim. Ciągle jest w fazie testów i dlatego dzisiaj do Zamościa przyjechała o własnych siłach na wózkach normalnotorowych. W ostatnim czasie przechodziła próby techniczne na torze normalnym. Jak zwykle grupa miłośników kolei z miasta na B zachowała czujność i wykazała się wzorową postawą obywatelską - informując kogo trzeba o fakcie pojawienia się niezidentyfikowanego pojazdu trakcyjnego przemieszczającego się po torze normalnym na Roztoczu. Będzie to wzięte pod uwagę podczas konstrukcji rozkładu jazdy dla pociągów pasażerskich, kiedy ponownie zawitają na nasze rodzime żelazne szlaki, a myślę , ze nastąpi to już całkiem niedługo, za niecałe trzydzieści lat. Jak dożyję , to gwarantuję!

Przyznam się, że kiedy po raz pierwszy ujrzałem nowy motowóz, pomyślałem, ze to zmodernizowana wersja serii SM42. Na pierwszy rzut oka niewiele się różnią. Po modernizacji maszyna zupełnie nie przypomina znajomej sylwetki tamary.Malowanie pudła tej szynowej ważki - może być. O innych sprawach nie mogę się wypowiadać, bo się na tym nie znam. Trzeba podkreślić, że jakość sprzętu powinni oceniać użytkownicy, a nie miłośnicy, gdyż zasadniczą rolę powinny mieć tutaj walory użytkowe i komfort obsługi. Na LHSie na tego typu manewrowo – liniowe pojazdy jest duże zapotrzebowanie. Jak się sprawdzą w praktyce – zobaczymy.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

13-06-2010 Inwestycja zablokowana na lata (?)

Całkiem niedawno w cieniu kolejnej rundy politycznych rozgrywek między Ministerstwem Infrastruktury, Grupą PKP a samorządami i Przewozami Regionalnymi, Sejm RP przyjął nowelizację ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.
Co to ma wspólnego z koleją i Zamojszczyzną? Ano więcej niż mogłoby się początkowo wydawać. Zmieniono bowiem zapisy ustawy dotyczące tzw. "terenów zamkniętych", a konkretniej wyłączono z nich tereny kolejowe. Owe tereny zamknięte, mówiąc językiem potocznym, były obszarami jakby wyjętymi z władztwa planistycznego gmin ze względów strategicznych, obronności państwa, czy ważnego znaczenia ponadregionalnego. Mówiąc jeszcze prościej gmina sporządzając miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego (którego zapisy jak wiemy są obligatoryjne dla procesu inwestycyjnego) musiała pozostawić w miejscu działek kolejowych będących terenami zamkniętymi kolejowymi, przysłowiową "białą plamę". Ewentualne uchwalenie w MPZP zapisów odnoszących się do terenów kolejowych wiązało się bowiem ze żmudnym postępowaniem administracyjnym w sprawie zgody właściwego ministra. Zmiana wykreślająca tereny kolejowe z terenów zamkniętych ma w założeniu usprawnić proces inwestycyjny i tym samym podnieść wartość nieruchomości zbywanych przez PKP S.A. O ile dla zagospodarowania wielu hektarów kolejowej ziemi, nie mającej z koleją za wiele wspólnego jest to zmiana jak najbardziej pozytywna, o tyle dla działek kolejowych na których leżą tory może okazać się niebezpieczna. Wykreślając bowiem z grupy terenów zamkniętych hurtem wszystkie tereny kolejowe, statusu pewnej planistycznej "nietykalności" pozbawiono także i nieruchomości z eksploatowanymi liniami kolejowymi. Wszak terenem kolejowym wedle obowiązującego prawa jest po prostu "teren przez który przebiega linia kolejowa". Ustawodawca zapewne stwierdził, że nie ma sensu wgłębiać się bardziej w istotę sprawy bo żadna gmina nie mogła do tej pory w ramach swoich kompetencji i zachowując minimum zdrowego rozsądku nie będzie chciała, uchwalać w MPZP np. terenów zieleni na używanych torach kolejowych. Niestety życie okazało się bardziej nieprzewidywalne i jak wiemy trącająca w obecnych czasach absurdem, anty kolejowa polityka przestrzenna miasta Zamościa doprowadziła do tego, że w obowiązującym MPZP na miejscu linii Zamość – Hrubieszów zapisane są właśnie tereny zieleni urządzonej i parkingi. Plan taki uchwalono w grudniu roku 2006, czyli trzy lata po wejściu w życie obowiązującej ustawy o planowaniu przestrzennym zabraniającej gminom uchwalania planów dla terenów zamkniętych. Niestety nikt w procesie zatwierdzania i opiniowania planu na taki bubel uwagi nie zwrócił. Co więcej niecały rok później władze miasta Zamościa z obecnym prezydentem na czele wykorzystały zapisy tegoż planu jako koronny argument dla odrzucenia projektu współfinansowanej ze środków UE modernizacji linii kolejowej Lublin – Zamość. Najbardziej nie podobał im się jak wiemy projekt budowy przystanku kolejowego w atrakcyjnej lokalizacji w centrum miasta gdzie władze wolą widzieć parking. Samorząd wojewódzki wobec zaistniałej sytuacji uwalania ważnej inwestycji na podstawie nie ważnych (w świetle prawa) zapisów planu nie pisnął słówka i pieniądze poszły na inne znacznie mniej istotne cele jak naprawa główna wyłącznie towarowej linii Chełm – Zawadówka czy remont linii Lublin – Lubartów. Niektórzy obrońcy obecnego prezydenta Zamościa i jego ekipy starali się wybielić ich ewidentną winę tym, że plan dla terenów kolejowych wobec prawa był nieważny więc nie trzeba było takowej inwestycji z miastem opiniować. Inni dalej usiłują ten ewidentny skandal tuszować poprzez próby dyskredytacji samego projektu. Cóż, w obecnej sytuacji można tylko zacisnąć ze złości zęby (bo tak istotna inwestycja przepadła) i wyciągnąć wnioski na przyszłość. A pierwszym z nich powinna być zmiana polityki przestrzennej Zamościa wobec kolei ze szczególnym uwzględnieniem zapisów MPZP dotyczących likwidacji linii kolejowej w mieście. Bowiem one w dalszym ciągu istnieją i co gorsza za trzy miesiące wraz z wejściem w życie nowelizacji ustawy o planowaniu przestrzennym nabiorą pełnej mocy prawnej. Tym samym jakakolwiek inwestycja kolejowa na odcinku: stacja Zamość – wiadukt ul. Wyszyńskiego, finansowana w ramach jakichkolwiek kolejnych funduszy zostanie (tym razem w pełnej mocy prawa) zablokowana na lata! Istnieje też jeszcze jedno zagrożenie. W światku kolejowym wprowadzone zostały kolejne zmiany oddłużające PKP S.A. kosztem zarządzającej torami PKP PLK. W ich wyniku może dojść do zapowiadanego zresztą przez resort infrastruktury sztucznego ograniczenia eksploatacji linii kolejowych i to o kilka tyś. kilometrów. W przypadku gdyby PLK wbrew popytowi na przewozy towarowe postanowiła zamknąć linie do Hrubieszowa, zamojski MPZP staje się automatycznie świetną "podkładką" dla rozbiórki torów i odcięcia wschodniej Zamojszczynzy od kolei na zawsze.
Tak więc podsumowując. Jeżeli władze Zamościa naprawdę nie chcą być grabarzem kolei to niech w pierwszej kolejności zajmą się działaniami na rzecz usankcjonowania w polityce przestrzennej przebiegu linii kolejowej przez miasto. Wyniknie z tego z pewnością więcej dobrego niż ze spóźnionych o 9 miesięcy petycji do nie wiadomo kogo i rzucania głodnych kawałków o magistralach do Lwowa.


W tym miejscu od ponad 20 lat przez różne środowiska postulowane jest stworzenie dworca przesiadkowego kolejowo-autobusowego. Władze Zamościa konsekwentnie kierują się jednak polityką wyprowadzanie kolei z miasta. Najnowsze zmiany prawne uprawomocnią zapisy planujące w tym miejscu budowę parkingu podziemnego.

Dodał: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

09-06-2010 Boze Ciało 2010 , Zamość i okolice



03.06.2010 r. Nad dworzec kolejowy w Zamościu nadciąga nawałnica. Ale co tam, PKP S.A. nie takie chmury produkuje. Właśnie zaczynają się one zbierać nad wszystkimi tego typu obiektami w Polsce. Zainicjowany został proces pozbywania się tzw. zbędnego majątku. Powstaną nowe podmioty, część nieruchomości się wydzierżawi, część sprzeda, pozostałe opodatkuje nowymi opłatami za używanie,będą kolejne afery w efekcie - burdel made by PKP.

03.06.2010 r. Spółce PKP LHS takie zawirowania majątkowe na razie nie straszne. W sumie to chyba dobrze, że reformatorzy kolejowi o niej zapomnieli. Przynajmniej jakoś w miarę regularnie się tam wszystko kręci, chociaż zgrzyty też są.

03.06.2010 r. Rok temu o tej porze był spory ruch na peronie, teraz zrobiło się bardzo sielsko. Ani żywej duszy. Ale tylko pozornie nikt nie jest zainteresowany pociągami. Wystarczy dłużej postać , aby spotkać zdezorientowanych, niedoszłych klientów kolei. Niektórzy z nich zrobili sobie niezdrowe duże nadzieje po usłyszeniu nieprecyzyjnych komunikatów dziennikarskich o przywróceniu pociągów INTERREGIO. „No ale proszę pana mówili w radio , że od 1.06.2010 r. wracają odwołane pociągi. No tak, ale to nie chodzi o nasze , tylko o takie inne , odwołane właśnie niedawno, ale tylko na kilka dni. No ale przecież w telewizji też mówili , że przywracają. No ale to te z Rzeszowa. To tam też nie ma....” Czy ja wyglądam na pracownika PKP, że ludzie dopytują się z takim niedowierzaniem? Czy ta miłość do kolei mi już na mordę padła? Będę chyba musiał sobie zrobić operacje plastyczną domowym sposobem! Na naszym dworcu coraz częściej można zaobserwować ślubne sesje fotograficzno – filmowe nowożeńców na pustym peronie , a także małe dzieci z przedszkoli i szkół podstawowych przyprowadzane tam przez wychowawców, aby pokazać im jak wygląda kolej w Polsce. Do niedawna stacja była dosyć oryginalną jak na krajowe warunki, ale patrząc na ostatnie posunięcia zwłaszcza INTERECITY – stajemy się coraz bardziej reprezentatywni i takie działania wychowawcze należy pochwalać. A wracając do widocznej chmury to zrobiła ona niemałe spustoszenie na świecie. To chyba ta sama , która zaatakowała Lwów i Warszawę. U nas lało ze dwie godziny, ale Zamość ten potop przetrzymał w miarę znośnie. Sam dworzec jest na tyle wysoko, ze podtopienia mu raczej nie zagrażają, ale w przeszłości były i takie ulewy, które spowodowały zalanie budynku i piwnic.

02.06.2010 r. W ostatnim czasie ożywił się znacznie ruch towarowy w kierunku Hrubieszowa. Kursują wahadła z kamieniem do Cukrowni Werbkowice i do PRD Hrubieszów. Inni odbiorcy w Hrubieszowie też sporo wożą ( gaz, drzewo, węgiel ). Pociągi zdawcze w tamtym kierunku zaczęły jeździć częściowo w dzień, co było charakterystyczne przy wzmożonych przewozach i po raz ostatni obserwowane ze cztery lata temu. I dalej „ktoś” chce nam skasować „średnicówkę”?

04.06.2010 r. Piątek w długim weekendzie. Ach ile tu było pociągów wtedy u nas, ilu było miłośników – focistów na szlaku, a jak wszystkim tyłki zmoczyło....Na zdjęciu pierwszy pociąg towarowy w kierunku Rozwadowa, tzw. „lopek”. Właściwy „lopek” jest odwołany na czas remontu wiaduktu w Wólce Orłowskiej, a to jest „lopek” okrężny. Ale więcej na ten temat rozpiszę się w odrębnych artykule o „lopku” zastępczym, bo to temat ...rzeka, a czerwiec mamy deszczowy. Zwraca uwagę lokomotywa SM42-468, zatrudniona do dosyć długiego pociągu. Ona też jest w zastępstwie....

04.06.2010 r. Na przejeździe drogowym w pobliżu stacji paliw w Płoskiem doszło do stłuczki. Samochód osobowy najechał na lokomotywę. Nikomu nic się nie stało, ale niejednokrotnie widziałem tutaj szaleńców na kółkach przejeżdżających w ostatniej chwili przed składami pociągów. Na tym przejeździe pojazdy szynowe mają wprowadzone ograniczenie prędkości do minimum ze względu na duże natężenie ruchu kołowego i nawet to nie już nie wystarcza. Lokomotywa SM48-084 jechała do Zamościa na lopka, a w wyniku kolizji , nastąpiło zamknięcie szlaku na około 1,5 godziny.

04.06.2010 r. Z Zawady wyjeżdża pociąg technologiczny do Działdowa, a w praktyce zwrot próżnych platform przeznaczonych do transportu podkładów kolejowych, które zostały dostarczone w celu wymiany w newralgicznych miejscach ( podjazdy pod Złojec z ograniczeniem do 30km/ha ) na odcinku: Zawada – Ruskie Piaski.

Już ponad miesiąc trwa zamknięcie szlaku Zawada – Krasnystaw Towarowy, w związku z wymianą wiaduktu kolejowego w Wólce Orłowskiej. Korzystając z tej okazji postanowiono pocerować co nieco na szlaku. Taka inwestycja zasługuje na odrębnego newsa, zwłaszcza, że materiały do remontu pochodzą generalnie z odzysku, ale najpierw niech skończą robotę - dopiero się ich pochwali.

04.06.2010 r. Z Zamościa wyjeżdża próżne wahadło węglarek z Hrubieszowa , które prowadzi lokomotywa ST44-1096. Maszyna niedawno powróciła z naprawy przeprowadzonej w Zakładach PESA w Bydgoszczy, w wyniku której uzyskała nowe firmowe , niebieskie barwy oraz wykastrowali jej syrenę i teraz już tylko popiskuje, na przejazdach. Silnik pozostawiono niezmodernizowany – dwusuw. Końcowy efekt , jakoś tak mi się nie podoba. Co innego gagariny ze zmodernizowanym silnikiem, które traktuję jako inny gatunek, i ich fizjonomia mnie tak już tak bardzo nie razi. A to na zdjęciu to istna wywłoka.

04.06.2010 r. Krasnystaw Towarowy. Na torach kwitną czerwone maki. Oj, dawno, tędy coś przejeżdżało. Do końca ubiegłego roku zaglądały tutaj pociągi zdawcze z Rejowca, z węglarkami na złom i potłuczone kible z Cersanitu. Teraz to jest już niemożliwe, ale nie przez względy techniczne, gdyż trasa do Rejowca jest przejezdna, ale na skutek takiej, a nie innej polityki taryfowej CARGO. A sama stacja zarośnięta niemiłosiernie, fotka przedstawia niewielki jej fragment, gdzie widać tor szlakowy. Semafory posadowione są , jak na środku pola, a w zasadzie ugoru.

06.06.2010 r. Była kolejowa stacja Izbica, jakoś się nie daje pokonać upływowi czasu. Jest w miarę przyzwoicie wykoszona ,jak na obecne PKP- owskie warunki. Budynek dworca wynajmuje prywatna firma informatyczna. Na bocznym torze stoi zamojska drezyna wykorzystywana w pracach remontowych prowadzonych w Wólce Orłowskiej i okolicy. Tutaj również przyjeżdżały wagony z węglem dla różnych prywatnych odbiorców, a obecnie już nie mogą, bo nie.

06.06.2010 r. W Wólce Orłowskiej mamy obecnie dwa wiadukty. Stary czekający na demontaż i nowy będący już na ukończeniu i oczekujący na transport do miejsca eksploatacji. Ten nowy wiadukt wcale nie jest taki nowy, mało tego - będzie u nas miał drugą młodość. Można powiedzieć, że jest już bardzo doświadczony w pełnieniu swojej funkcji. Za to jest wyższy od starego.

06.06.2010 r. Realia kolei w Zamościu, to: luzaki o różnych porach, lopek trzy razy w tygodniu, zdawki o podobnej częstotliwości, dwie drezyny na krzyż i wahadło od święta. A co z przewozem osób? Przecież zbliżają się wakacje. Na razie nie ma takiej opcji. W zakresie przyszłości transportu pasażerskiego na Roztoczu ja nie jestem w stanie napisać cokolwiek mądrego i z okazji święta sobie ten temat daruje, ale wcześniej, czy później trzeba będzie do niego powrócić, bo myślę, ze zainteresowani tym są prawie wszyscy nasi czytelnicy.

06.06.2010 r. Na razie widzę , ze będzie niewesoło, bo kozy podchodzą pod stację. Koza ma to do siebie, ze jest wszystkożerna, tory też zeżre, jak będzie głodna – a mleko ma śmierdzące, chociaż podobno bardzo zdrowe. Potrafi też ubodzić, zwłaszcza wyrośnięty tryk! A stolica kozy to Lublin.

07.06.2010 r. Za to pod stację w Zwierzyńcu podchodzą tarpany. Ale tylko pod dworzec towarowy. Nie wiem co to oznacza, bo się chyba za dużo koziego mleka napiłem, ale cieszmy się lepiej, ze nam torów nie zalało w okolicy. No i że remonty zostały rozpoczęte przed powodzią, bo potem już pewnie środków by nie starczyło.

08.06.2010 r. BONUS: pociąg roboczy złożony z maszyn torowych przejeżdżający przez Zamość w kierunku Hrubieszowa.

Po około 2 godzinach skład wrócił do Zamościa , walentyny nr 127 i 074 się odczepiły, a gagarin nr 313 podczepił wagon socjalny, który jest ciekawą konstrukcją wybudowaną na bazie wagonu osobowego serii 94A. Ten wagon był odstawiony w lokomotywowni w Bortatyczach do końca ubiegłego wieku, a potem gdzieś zniknął. Przybył on do Zamościa w składzie pociągu roboczego z maszynami do Zawady w dniu 26.05.2010 r. i stamtąd został przetransportowany drezyną do Zamościa, gdzie go zaparkowano obok byłej parowozowni eksploatowanej obecnie przez PLK. Służył za hotel na szynach dla robotników torowych.

O 20.15 pociąg roboczy prowadzony gagarinem wystartował z Zamościa i udał się w kierunku Rozwadowa.
W długi czerwcowy weekend zawsze się coś ciekawego dzieje na Roztoczu. Podobne coroczne relacje staną się na łamach LKN chyba nową nieświecką tradycją. Życzył bym sobie , abym w przyszłym roku mógł zaprezentować zdjęcia pociągów pasażerskich lub chociażby szynobusów zapełnionych pasażerami .

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

17-05-2010 Pozorne ożywienie w ruchu towarowym.

Można już w zasadzie powiedzieć, że w tym roku wraz z pierwszym tygodniem maja coś w kolejowych przewozach towarowych (jedynych na Zamojszczyźnie) "drgnęło". Ożywienie w ruchu towarowym, zwłaszcza po około 4 miesięcznym okresie niespotykanego jak dotąd w historii linii kolejowych regionu zastoju, oczywiście cieszy. Nie można jednak zapominać iż jest to zmiana odczuwana na plus, aż w takim stopniu głównie z powodu kontrastu z "biedą" jaką prezentowały pierwsze cztery miesiące tego roku. Jeszcze dwa lata temu pojawienie się wiosną kilku wahadeł nie wywołałoby w zasadzie żadnego zdziwienia. Należy oczywiście zaznaczyć, iż zamawianie przesyłek cało-pociągowych do stacji Zamość, Werbkowice czy Hrubieszów to nic innego jak początek corocznej zwózki surowców technologicznych dla potrzeb cukrowni, ciepłowni lub innych zakładów i nie jest to nic nowego. Pewne nadzieje rokuje natomiast fakt, że po dwóch latach okres zwózek startuje już na początku maja, a nie w połowie czerwca. Co więcej wśród stacji docelowych dużych przesyłek już teraz pojawił się Hrubieszów Miasto. Miejmy tylko nadzieję, że nie był to jeden incydentalny przypadek i coś jeszcze w te rejony tego lata i jesieni pojedzie. Owszem brak w dalszym ciągu regularnych wahadeł Jaszczów – Połaniec, lecz to akurat ma związek z remontem wiaduktu w Wólce Orłowskiej i zamknięciem szlaku Ruskie Piaski – Krasnystaw Towarowy. "Połaniec" (jak mamy nadzieję) na starą trasę wróci z początkiem lipca, chociażby z powodów czysto ekonomicznych. Brak także trochę ubiegłorocznych wahadeł zbożowych do elewatorów w Lubyczy Królewskiej. Choć były to przypadki do policzenia na palcach jednej ręki to jednak dla odcinka Zwierzyniec Towarowy – Bełżec poza nimi od momentu likwidacji Cukrowni "Wożuczyn" brak dłuższych składów towarowych.



7 maja 2010, okolice Werbkowic. SM48-127 wraca z Hrubieszowa ze składem pustych węglarek, które tego samego dnia rankiem zaprowadziły tam ST44-859 i SM48-086. Z prawej nadjeżdżający po LHS mieszany skład w stronę Hrubieszowa.

Cóż powiało chłodnym optymizmem. Niestety cytując klasykę "trzeba aby te plusy nie przysłoniły nam minusów". A tych jest niestety całkiem sporo. Należałoby tu zacząć przede wszystkim od niespotykanej zapaści w sektorze przesyłek rozproszonych, realizowanym wyłącznie przez państwowego przewoźnika PKP Cargo. O odwoływaniu pociągów zdawczych manewrowych zapewniających regularne utrzymanie liniom Zamość – Hrubieszów i Zwierzyniec – Bełżec już pisaliśmy kilka miesięcy temu. Z pośród ubiegłorocznych siedmiu sztywnych (kursujących regularnie) "zdawek" i dwóch (kursujących w razie potrzeby) w ciągu tygodnia, obecnie ostało się około pięciu tygodniowo (licząc łącznie). Wagony dla kontrahentów nie rzadko stoją po tydzień na stacji w Zamościu nim trafią do klienta. Podobnie sprawa wygląda z odbiorem. Ma to związek z nowymi wytycznymi przewoźnika wedle których minimalną ilością wagonów dla wyprawienia pociągu jest pięć sztuk. Stąd też "zdawki" może i owszem optycznie stały się większe, lecz kursują trzy razy rzadziej.
Co więcej nie zobaczymy już drobnych przesyłek dostarczanych do stacji w Biłgoraju lub ładowni w Izbicy, które zostały wraz z początkiem roku wykreślone z Wykazu Odległości Taryfowych. Jakby tego było mało weszło w życie kilka kolejnych regulacji niekorzystnych z punktu widzenia ruchu drobnego. Do większości stacji nie zamówimy już podstawienia kilku wagonów, a jedynie duże przesyłki. Tym sposobem znikły kilku wagonowe składy nadawane z Długiego Kąta, Zwierzyńca Towarowego, Szczebrzeszyna czy Werbkowic. Na tej ostatniej stacji mamy do czynienia ze szczególnie nieszczęśliwym przypadkiem w którym lokalny drobny przedsiębiorca z branży złomiarskiej jesienią ubiegłego roku zainwestował w bocznicę i lokomotywę do jej obsługi. Teraz zapewne nowo wybudowany tor trafi wraz z lokomotywą... na złom. Oprócz regulacji taryfowych na korzyść dużych zleceń względem małych, zmienione zostały także stawki PKP PLK zarządzającej infrastrukturą.
Mówiąc wprost, zamawianie przesyłek cało pociągowych stało się łatwiejsze i tańsze. Za to zamówienie kilku wagonów jest luksusem coraz droższym i trudniejszym. W zasadzie ostatnimi przesyłkami pozostałymi w tym segmencie zostały materiały niebezpieczne jak gaz czy paliwa. Mam nadzieję, że i one nie trafią niebawem na nasze drogi.
Gdzie należałoby szukać przyczyn takiego stanu rzeczy? Przede wszystkim w polityce państwa wobec kolei. PKP Cargo pozostawione samo sobie ma kierować się wyłącznie maksymalizacją zysku i obroną przed konkurencją, głównie ze strony niemieckiego państwowego molocha DB Schenker. Inni w tej chwili skazani są na wypchnięcie z rynku. Konkurencja ta (a może już wojna cenowa) dotyczy głównie rynku najbardziej lukratywnych długoterminowych kontraktów na przewóz dużej masy. Nasz przewoźnik – PKP Cargo musi mieć kapitał aby wojny cenowej z DB w najważniejszych sektorach nie przegrać i nie wypaść z obiegu. Warto jednak zauważyć, że Niemcy dostając pomoc państwową i nie porzucają (u siebie) rynku przesyłek rozproszonych. Podobnie rzecz ma się z naszymi południowym i sąsiadami, choć tam akurat drobne przewozy utrzymywane są bez pomocy państwa dla przewoźników lecz za sprawą korzystnych stawek dostępu do infrastruktury.
Pytanie zasadnicze brzmi po prostu, czy pozbywając się ruchu drobnego i jego kosztów PKP Cargo zdobędzie wystarczająco kapitału by wojny z DB nie przegrać? A co z utraconymi wraz z przewozami rozproszonymi przychodami? Oby nie było to zwykłe "zastaw się, a postaw się" i nie skończyło jak z "fioletowym" PKP Inter City i pociągami Inter Regio. W końcu realizowanie nawet dużych kontraktów poniżej kosztów, też zysków nie przyniesie, a drobny transport i tak zepchniemy na drogi.
Pamiętać trzeba też, że na pomoc Komisji Europejskiej (jak PLK czy UTK na naszym podwórku) w tej sprawie z oczywistej przyczyny nie ma co liczyć. No i ciekawym jest gdzie, w obliczu sięgania po zawoalowany dumping będą polskie regulatory rynku kolejowego? No chyba, że tu już mamy do czynienia z polityką, a nie gospodarką i na najwyższym szczeblu z ciocią Angelą już wszystko dawno zostało omówione.

Dodał: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

11-05-2010 Zamojski Festyn Lotniczo-Kolejowy



Fot. Mateusz Krasny
W dniu 8 maja 2010 r. na podzamojskim lotnisku w Mokrem odbył się Festyn Lotniczy. Nasz portal jest ukierunkowany co prawda na tematykę kolejową, lecz mimo wszystko uznałem, że warto zamieścić tutaj niewielkie sprawozdanie z tego pokazu, we fragmentach którego uczestniczyłem. Podstawowym argumentem uzasadniającym moją decyzję jest fakt, że w najbliższej przyszłości na Roztoczu nie zanosi się na organizację jakiejkolwiek imprezy związanej z promowaniem transportu szynowego lub przybliżającej aspekty historyczne w tym zakresie. Przygnębia to tym bardziej, że w sąsiednich węzłach kolejowych można zaobserwować dosłownie wysyp wszelkiego rodzaju majówek i tym podobnych biesiad, czasami tylko z nazwy związanych z koleją. Zmusiło mnie to do dokonania dywersyfikacji struktury podejmowanych prze ze mnie tematów dotyczących różnych aspektów komunikacyjnych. Transport szynowy i lotniczy mają niewiele wspólnych cech, ale takim podstawowym podobieństwem jest to, ze obydwa stanowią alternatywę w stosunku do transportu kołowego. W przypadku Zamojszczyzny nie możemy mówić też o jakiejkolwiek konkurencyjności pomiędzy tymi wyszczególnionymi gałęziami przewozów, zarówno na płaszczyźnie towarowej, jak i przemieszczania się osób. Kolejowe potoki pasażerskie u nas nie funkcjonują póki co i raczej szybko nie zostaną reaktywowane. Jeżeli chodzi zaś o lotniczy transport pasażerski, to na Roztoczu, też to jest bardzo daleka przyszłość i chyba na niewielką skalę, raczej w kierunku lotów biznesowych i turystycznych. Co prawda, raz na jakiś czas, z ust lokalnych politykierów, możemy usłyszeć szumne zapowiedzi rozbudowy portu lotniczego w Mokrem, ale nie traktowałbym tego poważnie, zwłaszcza, że była by to pewna konkurencja dla planowanego pasażerskiego lotniska w Świdniku, na co w stolicy województwa na pewno nam nie pozwolą.
Pociągami wozi się u nas ładunki, z wyraźnym ukierunkowaniem w przyszłości na przewozy towarów masowych typu: węgiel, paliwo, olej. W przewozach towarowych na Roztoczu coraz wyraźniej zaznacza się tendencja redukcji transportu przesyłek rozdrobnionych skierowanych do niszowych odbiorców, tj. zamawiających pojedyńcze wagony w dłuższych okresach czasu lub ładunki niestandardowe. Klientom dają się we znaki stosowana przez PKP polityka cenowa oraz niekorzystne rozkłady jazdy wydłużające znacznie przewozy. Docelowo, tacy rozproszeni usługobiorcy kolei zostaną zmuszeni do korzystania z przewozów drogowych, a PKP skupić się ma tylko na transportach znaczących pod względem ilościowym. Lotniczy przewóz towarów zaś nie ma u nas żadnego znaczenia. Transport powietrzny, jest za to coraz chętniej wykorzystywany przez lokalnych przedsiębiorców. Zdecydowanie ułatwia prowadzenie działalności gospodarczej, gdyż umożliwia szybkie przemieszczanie się pomiędzy większymi ośrodkami miejskimi w kraju i za granicą. Dla firm posiadających wiele oddziałów ()hurtownie, sklepy) lub, których charakter działalności wymaga nawiązywania kontaktów bezpośrednich z klientami zlokalizowanymi w różnych częściach świata, pojazdy powietrzna coraz częściej zaczynają zastępować samochody. Coraz więcej podmiotów zdobywa licencję dla samolotów zawodowych. Być może w przyszłości przejmą one pewien procent przewożonej masy towarowej, ale to raczej będzie dotyczyć towarów transportowanych dotąd samochodami i chyba w niewielkim zakresie (ładunki lekkie). Tam gdzie nie można wylądować samolotem, zawsze można wylądować śmigłowcem. Te maszyny coraz częściej są wykorzystywane w lokalnym biznesie. Jednostki gospodarcze na ogół podnajmują zawodowych pilotów zatrudnionych w lotnictwie cywilnym lub wojskowym. Niestety, wydatki na zakup helikoptera są znaczne.
W ostatnim czasie wzrosła w Polsce ilość turystycznych licencji samolotowych dla przeznaczonych dla osób prywatnych. No właśnie: lotnictwo w obiegowej opinii to hobby dla snobów, co w praktyce jest zapewne spowodowane wysokimi cenami statków powietrznych oraz niemałymi kosztami szkoleń i wymaganych uprawnień. Obserwując własne lokalne podwórko, to mogę powiedzieć, że na naszym niebie spotykamy się z właścicielami większych, czy mniejszych miejscowych przedsiębiorstw.
Nie wszyscy pasjonaci mogą sobie pozwolić na całkowitą realizacje swoich zainteresowań i dlatego między innymi zorganizowane były w ubiegłą sobotę pokazy w Mokrem. Generalnie impreza przypominała znaną wszystkim miłośnikom kolei paradę parowozów urządzaną corocznie również na początku maja w Wolsztynie, z jednym drobnym szczegółem, że zamiast dymiących czajników, prezentowano nam fruwające machiny. Oczywiście względy finansowe zawsze są na pierwszym miejscu w takich przedsięwzięciach i dlatego, podobnie jak w Wolsztynie, zorganizowano cały szereg imprez towarzyszących, jak: wystawy, wesołe miasteczka, koncerty czy też dosyć irytujące mnie występy dziecięce. No cóż, dogodzić trzeba było każdemu, a to nie jest łatwe. Z takimi samymi problemami borykają się jednak organizatorzy wszelkiego rodzaju spotkań kolejowych, w których decydującą rolę przeważnie ma zapewnienie rozrywki dla uczestników nie będących miłośnikami czy też ich rodzin. Stoiska gastronomiczne były dosyć dobrze zaopatrzone, można też było napić się piwa. Ceny były stosunkowo zróżnicowane.
A goście na pokazy zwalili się tłumnie! Co prawda nie było chyba przewidywanej frekwencji rzędu 50 tysięcy widzów, bo pogoda z rana nas nie rozpieszczała, chociaż na koniec imprezy pokazało się słońce. Do 16 loty odbywały się przeważnie przy zachmurzonym niebie, jednak nie padało. Później mnie już nie było. Na sesje zdjęciowo – filmowe przyjechała też duża grupa miłośników pojazdów powietrznych, którzy byli uzbrojeni w aparaty, kamery, lornetki i inne niezbędne urządzenia do realizacji swojego hobby, podobnie jak miłośnicy kolei w analogicznych sytuacjach. Powiedział bym nawet, że na tego typu pokazach jest lepiej zdobyć korzystne do „zdejmowania” obrazów miejsce, niż na paradach kolejowych, w których kilku to uczestniczyłem swego czasu, gdyż impreza lotnicza odbywa się nad głowami - nie ma więc większych problemów z zasłanianiem kadru, chociaż pewne incydenty też się zapewne wydarzają. Tutaj raczej było spokojnie i nikt pod samolot nie wpadł. Wykolejeń też nie zauważyłem. Za to było obecnych kilku kolejarzy.
Organizatorzy przygotowali parkingi na samochody (opłata wynosiła 10,00 zł od czterech kółek ), a mieszkańcy Zamościa mogli także dojechać na lotnisko specjalnie uruchomionymi liniami MZK nr A i B. Spytacie pewnie, czy nie można było tam dotrzeć pociągiem? Oczywiście, ze tak! Nie wszyscy pewnie wiedzą, że linia kolejowa z Zamościa do Zawady graniczy z północnym obszarem lotniska. Był nawet specjalny pociąg umożliwiający dojazd nawet z samego Hrubieszowa. Nie wierzycie? Oto dowód:

Przecież lepiej jest siedzieć w węglarce (pustej zresztą) niż iść na piechotę po torach. Pociąg dotarł na miejsce w piątek o 19.30. Można było wyskoczyć, gdyż zwolnił przed przejazdem drogowym, rozbić namiot a następnie zająć dogodne miejsce rano na lotniku. Drugie połączenie uruchomione było ze Stalowej Woli, „lopek” przyjeżdżał w pobliżu lotniska w piątek około 22.20. Na jego czele zwykle jest zatrudniona lokomotywa manewrowa SM48, ale tym razem ciągnięty był gagarinem (seria ST44) – sprowadzonym specjalnie na tę okazję. W składzie każdy znalazł by coś dobrego dla siebie: cysterny z paliwem, platformy z drewnem, gruszki ze zbożem, a nawet... gaz! Jednym słowem- mieszanka piorunująca. Taka przejażdżka dajmy na to z Biłgoraja do Zamościa dawała by możliwość psychicznego przygotowania się do sobotniej imprezy. Myślę, że następnego dnia, pasażerom nie straszne by już były skoki spadochronowe czy loty na motolotni, a tych, którzy spędzili by całą podróż na gazie – to śmiało można by było wyekspediować w kosmos, zwłaszcza, że stoisko Zamojskiego Stowarzyszenia Astronomicznego na pokazach cieszyło się dużym powodzeniem.
Podobno władze Zamościa są bardzo zainteresowane rozbudową naszego portu lotniczego. Nie mam nic przeciwko temu, ale chcę tam dojeżdżać pociągiem. Proszę więc o rozważenie lokalizacji przystanku kolejowego w obrębie Płoskiego. Ale co tam pociąg osobowy! Pociąg towarowy u nas to też rarytas. Mimo wszystko z początkiem maja wzrosła ilość wahadeł na Roztoczu. Wszelkie znaki na niebie wskazują na intensyfikacje przewozów towarowych w kierunku Hrubieszowia, a na zdjęciu właśnie widzimy powrót pierwszego od dłuższego okresu brutta.
Niestety, nie mogłem być na całym festynie i ominęła mnie prezentacja latających modeli samolotów i śmigłowców. Duże zainteresowanie publiczności wzbudziły akrobacje zdalnie sterowanego helikoptera zbudowanego przez znanego mieszkańcom Biłgoraja OSE, który reprezentował miejscowy Klub Modelarski. O makietach kolejowych i zminiaturyzowanych pociągach pewnie wszyscy słyszeli, jednak z takimi latającymi zabawkami to niektórzy uczestnicy pokazów zetknęli się po raz pierwszy w życiu i byli nimi zachwyceni. A można z nimi robic różne pożyteczne w życiu codziennym rzeczy, na przykład zainstalować kamerę i nakręcić film. Ale o tym, to by już trzeba było z właścicielem porozmawiać, bo ja się na takich rzeczach nie znam.

Startuje M28 nazywany potocznie podniebną ciężarówką „Skytruck”. Największy samolot na pokazie. Ja bym go ochrzcił raczej: fruwające brutto. No może przesadziłem: niebiańska platforma.

Fot. Mateusz Krasny. Trzeba przyznać, ze maszyna robiła wrażenie. Wyprodukowana jest przez PZLM w Mielcu. I jak widać podstawy gimnastyki też nie są jej obce. Teraz wiem, dlaczego lokomotywę serii 311D nazywa się potocznie: "czelendżerem". Latający gagarin PCC nawet ma podobny deseń, jak u tego "ptaszka.

Na stronie internetowej producenta wyczytałem, że samolot może być budowany w dwóch wersjach. Pierwsza posiada luk załadowczy w tylnej części kadłuba z pokrywami lub trapem sterowanymi hydraulicznie z urządzeniem ładunkowym. Jej główne przeznaczenie to transport drobnicy. Drugi model posiada drzwi towarowe z prawej strony kadłuba oraz podłogi rolkowe dla załadunku i transportu trzech standardowych kontenerów LD-3. Obydwa modele mogą być wyposażone w bagażnik podkadłubowy o pojemności 2 m3 oraz dodatkowe zbiorniki paliwa.

Jeden z popisów litwina Jurgisa Kairysa, który latał rosyjskim samolotem SU 26. Właśnie przelatuje nad naszymi głowami odwrócony do góry kołami.

To co ten pilot wyprawiał ze swoją maszyną przechodziło ludzkie pojęcie. Musiał chyba podpisać jakiś pakt z diabłem. Były pętle, beczki, korkociągi, przewroty....Momentami napędzał nam niezłego strachu, ale wszystko zostało wykonane ze szwajcarską precyzją.

Na niebie szaleje Zespół akrobacyjny Biało – Czerwone Iskry. Jest to najstarsza formacja tego typu w Polsce, a dwóch z obecnych na pokazie pilotów pochodzi z Roztocza. Było na co popatrzeć.

Nie tylko gagariny potrafią mazutować. Fot. Mateusz Krasny.

SP – RED czyli Zlin 143. Spodobały mi się jego nogi. Są to owiewki na podwozie sprawiające, że jest ono bardziej opływowe.

SP – ABT, Jak 12 M (żółto – niebieski) To uniwersalny samolot mogący być wykorzystywany do różnych zadań, w tym: rolniczych. Podobny deseń widzimy na niektórych naszych najnowszych szynobusach.

SP- YKW, czyli : Jak 12 a . Produkowany od końca lat pięćdziesiatych ubiegłego wieku w WSK Okęcie i używany był w aeroklubach i lotnictwie sanitarnym. Także jako samolot pocztowo – pasażerski i łącznikowy w wojsku.

Śmigłowiec: R44- Raven. To taka latająca drezyna. A na poważnie to czteroosobowy śmigłowiec amerykański przeznaczony dla osób prywatnych a także często wykorzystywany przez dziennikarzy, gdyż ułatwia przeprowadzanie transmisji na żywo lub w policji. Ma jeden z niższych kosztów zużycia paliwa na milę lotu wśród helikopterów. Średnie zużycie: 50 litrów na godzinę lotu, przy maxymalnej prędkości 240 km/ ha. Pomagają mu w tym też jego aerodynamiczne kształty. Podobno w nim tak nie telepie jak w innych śmigłowcach. Nie wiem, nie sprawdzałem, ja tam staram się nie wsiadać do czegokolwiek, co unosi się ponad wysokość 1 metra nad ziemią. Ale popatrzeć z boku zawsze można.
Popołudniową część festynu zmuszony byłem opuścić z przyczyn ode mnie niezależnych. Na szczęście do końca imprezy obecny był piszący na naszym portalu Mateusz Krasny, który bardzo poważnie interesuje się wszystkim co lata na naszym niebie. Mogę więc uzupełnić relację wykonanymi przez Niego zdjęciami.

Grupa Akrobacyjna Żelazny to jedyna w Polsce taka cywilna organizacja. Tworzy ją jedenastu pilotów, lecz na naszym pokazie było ich czterech, z tym, że oni przeważnie w takich kwartetach występują.

Ich samoloty są lekkie i bardzo zwrotne, dzięki czemu można wykonywać nimi takie cuda.

Po południu Jurgis Kairys powtórzył swoje wyczyny przy ładnej pogodzie, która pozwalała dokonać jeszcze bardziej ryzykownych popisów.

Cessna należąca do lokalnego przedsiębiorcy Przemysława Panasa.
W chwilach przerwy miedzy pokazami można było podskoczyć na dworzec PKP w Zamościu. Niestety, nikt nie wpadł na pomysł, żeby sprowadzić i uruchomić w tym celu drezynę ręczną, zwłaszcza, ze szlak kolejowy był i tak niewykorzystany (przez całą sobotę nie przejechał po nim żaden pociąg). PKP w Zamościu przygotowała nie mniejsze atrakcje, niż na rozwadowskiej kolejowej majówce. W minilokomotywowni pod chmurką wyeksponowano trzy walentyny nr 074, 127 i 086 oraz gagarina nr 859, który był główną gwiazdą sobotniego pokazu.

Powyższe zdjęcie stanowi maleńki suplement do mojego niedawnego historycznego artykułu o serii ST44. Tak się przedstawia ta maszyna po renowacji przeprowadzonej jeszcze na szopie w Bortatyczach. Ostatni pojazd, jaki został odrestaurowany w Zamościu. Przyjechał do nas w środę wieczorem z wahadłem miału do Szopinka i na razie chyba tutaj zostanie. Gagariny też mogą mieć pośredni związek z lotnictwem, bo na przykład są wyposażone w dwusuwowy silnik używany niegdyś w amerykańskich kutrach torpedowych. A on jak chodzi to huczy jak odrzutowiec.

Tak statek szynowy prezentował się przed renowacją. Proszę zwrócić uwagę na niezidentyfikowany obiekt latający w lewym górnym rogu. Ta maszyna zawsze była samolotogenna i przyciągała wszelkiego rodzaju statki powietrzne. Podejrzewam, że chyba sfotografowałem coś w rodzaju UFO. Na sobotniej imprezie takich nadprzyrodzonych zjawisk nie stwierdzono. A szkoda!
A we wtorek 04.05.2010 r. na peronie w Zamościu można było zobaczyć rano taki oto widok:

Nie, nie chcę tutaj ujawniać informacji o super tajnym pociągu, który i tak na wszystkich stacjach został skrupulatnie obfotografowany i sfilmowany. Mało tego, radzę czytelnikom szybko zapomnieć, ze widzieli te trzy pasażerskie wagony na końcu, zwłaszcza, ze i tak nie są one przeznaczone dla roztoczańskich turystów. Tylna część składu powinna być zamalowana przez cenzurę i na jej miejscu winna być umieszczona sylwetka samolotu, stosownie do tematu dzisiejszego artykułu. A najlepiej namalować tam balon. Nota bene na festyn przyleciał balon ze Stalowej Woli. Natomiast pierwszy wagon za lokomotywą (brankard) jest jak najbardziej adekwatny do przyszłości kolei na Zamojszczyźnie, zgodnie z plakatem przyczepionym na peronie. Miejmy nadzieję, ze w takich towarowych wagonach będziemy mogli sobie jeszcze w 2012 roku u nas trochę pojeździć.
A z naszego gagarina zrobił się w tym Lublinie kocmołuch! Że chciałoby się podejść i napisać coś brzydkiego palcem na pudle, ale nie wypada. Prawdziwy latający holender, musiał wpaść w chmurę pyłu wulkanicznego.
Podsumowując sobotnią imprezę, wypadało by sobie życzyć, by również i w przyszłym roku o tej samej porze spotkały nas na Roztoczu nie mniejsze atrakcje lotniczo - kolejowe. Bo nie ma to jak udana majówka!

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: ja, Mateusz Krasny (meus )
Źródło: informacja własna

28-04-2010 Kasacja szopy w Bortatyczach

Tempo tego procesu było ekspresowe, że nie zawahał bym się wykrzyknąć: INTERCITY! Pogłoski o tym smutnym fakcie pojawiły się na jesieni ubiegłego roku, a już na Święta Bożego Narodzenia sprawa była przesądzona. Na Sylwestra pożegnano ostatnie maszyny. Gagariny (ST44) zostały przekazane do Lublina, a walentyny (SM48) do Chełma. Po nowym roku rozpoczęła się kasata wszystkiego co zostało. Hala została ogołocona z wyposażenia, które zostało wywiezione w celu zasilenia innych jednostek. Odstawione lokomotywy, które oczekiwały tutaj lepszych czasów: SM48-063, SM48-071, SM48-072 i SP32-030 zostały pocięte na złom. Gagariny: 1500 i 013 oczekują na palnik.

Lepszy los spotkał : SU45-172 i SP32-148, które przewiezione zostały do Zamościa, gdzie na rampie przekiblowały prawie cały kwartał, aż do 16.04.2010 r. kiedy wyekspediowano je stamtąd do Lublina. Trzeba podkreślić, że SP32-148 jest w bardzo dobrym stanie i koszty jej uruchomienia nie przekraczałyby kilku tysięcy złotych. Sama w sobie stanowi już obiekt muzealny, jako przedstawiciel charakterystycznej w ruchu pasażerskim w Polsce niegdyś serii, obecnie bardzo zdziesiątkowanej i raczej już tylko sporadycznie wykorzystywanej. Ciekawe co się z nią stanie?
Ruch towarowy, który obecnie jest u nas bardzo kiepski, ale mimo wszystko jeszcze jest, musi być czymś obsługiwany. W tym celu delegowane są do nas maszyny serii SM48 z .....Chełma, które przeważnie są .....starymi znajomymi z Bortatycz.

Przykładowo w dniu 25.04.2010 r. można było zobaczyć w Zamościu znane nam z roztoczańskich żelaznych szlaków motory nr 086, 074, 127, które stały sobie na torze 3 w obrębie peronu. Brakowało tylko 084 i byłby komplet. Taka mini lokomotywownia pod chmurką. Z kolei w miejscu po byłej lokomotywowni w Bortatyczach niedługo będziemy mogli ujrzeć drezyny i sprzęt należący do Spółki PKP LHS. Tamtejsza hala pierwotnie miała służyć właśnie za garaże dla maszyn torowych, a przystosowanie jej dla potrzeb obsługi lokomotyw normalnotorowych było zwykłą prowizorką. Jak to u nas bywa, z takimi tymczasowymi rozwiązaniami, przyjęły się one na dłużej i to z powodzeniem. Sprzęt sprzętem, ale decydujące znaczenie ma zawsze czynnik ludzki, a zaangażowanie w tym przypadku było takie duże, że pomimo skromnych warunków, zamojskie lokomotywy były bardzo dobrze utrzymane . Właśnie w tym momencie kiedy trafiły pod obce strzechy, jest szczególnie widoczne ich zeszrotowienie, w porównaniu do wcześniejszych okresów. Maszyny wyróżniały się niejednokrotnie oryginalnym niestandarodowym dla PKP malowaniem, co praktycznie, przynajmniej ostatnio zdarzało się w kraju sporadycznie i nie na taką skalę jak u nas. Trzeba też pochwalić bardzo pozytywne nastawienie pracowników i kierownictwa lokomotywowni w stosunku do wszelkiego rodzaju miłośników kolei tam przyjeżdżających niejednokrotnie z odległych zakątków Polski. Wbrew pozorom taka postawa jest spotykana nieczęsto. Wypada więc zapytać o przyczyny decyzji podjętej przez centralę CARGO. No cóż, kryzys niewątpliwie jest odczuwalny, co przekłada się na spadek przewożonej masy towarowej również i na Roztoczu, ale nie bez znaczenia są tutaj i metropolitarne lubelskie zapędy. Na tamtejszym wachlarzu zrobiło się ostatnimi laty bardzo pusto i trzeba było go trochę czymś pozastawiać, żeby ciągle sprawiać dobre wrażenie i padło na zamojskie kolonie plemienne. Ale nie chcę już dalej drążyć tego tematu bo to i tak nic nie zmieni. Wpadłem na pomysł cofnięcia się do starych dobrych czasów i przedstawienia historii zlikwidowanego zakładu z punktu widzenia eksploatowanego tutaj taboru, co pozwoli również przybliżyć różne praktyczne aspekty ruchu kolejowego na Roztoczu. Na początek chcę zaprezentować historię serii ST44, co odzwierciedla najnowszy artykuł zamieszczony w dziale Historia. Były to podstawowe nasze pojazdy trakcyjne wykorzystywane w ruchu towarowym. Upływ czasu jest nieubłagany i jeszcze przed rokiem nie przypuszczał bym, że o tym wszystkim co wtedy obserwowałem, będę tak szybko opowiadał z perspektywy historycznej.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

28-03-2010 Śmierdząca sprawa

W zasadzie sam tytuł oddaje w pełni mój stosunek do przedstawionej w niniejszym tekście sytuacji, którą nawet można by było skwitować jeszcze krócej, z użyciem jednego tylko wyrazu. Zakładam jednak, że nasi czytelnicy, będący ludźmi wysoce kulturalnymi - oczekują na bardziej wysublinowane treści. Spróbuję więc wlać trochę szampana do naszego lokalnego szamba. Będzie to kryminał, niby w stylu Agaty Christie, ale w wersji dla dresiarzy. Morderstwo w Orient Ekspressie odpada, bo jeszcze nikt nikogo nie zamordował, chociaż nie wiele w sumie brakowało. Następnym razem zapewne wykorzystam ten pomysł, ale na razie streszczenie tego dreszczowca sprowadza się do tego, że znikła gruba kasa, a nie ma winnych. Pieniądze były przeznaczone na modernizacje linii kolejowej z Lublina do Zamościa i na uruchomienie po niej regularnych kursów pociągów. Dane nam zostały w prezencie przez Unię, no i gdzieś się zapodziały. Przypadła mi niewdzięczna rola ustalenia winnych i wyciągnięcie sensownych wniosków na przyszłość. Na odzyskanie gotówki oczywiście nie liczę, spisałem już ją w straty – bezpowrotnie. Ale bogata ciocia milionerka z zachodu może jeszcze nam sypnąć groszem, wprawdzie już nie tak hojnie, jak za pierwszym razem, ale nie trzeba się załamywać, jak niektórzy, tylko tym razem chłopaków przypilnować, żeby znowu nie narozrabiali.
Na wstępie proponuje zapoznać się z aktami – sprawy. Inwestycja o łącznej wartości 8 mln euro miała być sfinansowana w przytłaczającej większości (85%) ze środków EFRR. Oprócz planowanych 8 mln euro na rewitalizację połączenia Lublin-Zamość, planowany był również wydatek 8,8 mln euro na zakup taboru przeznaczonego do obsługi szybkich połączeń Lublin-Zamość. Łącznie zatem utracono 16,8 mln euro które miały być wykorzystane na połączenie kolejowe z Zamojszczyzną i Roztoczem.
Według zeznań świadków pieniądze na inwestycję przepadły w dniu: 22.11.2007 r. Odbyło się wtedy tajemnicze spotkanie w którym uczestniczyli: pracownik IRiPK (Instytutu Rozwoju i Promocji Kolei) Marek Chmurski, Prezydent Zamościa Marcin Zamoyski, Z-ca Dyrektora Departamentu Mienia Infrastruktury i Inwestycji Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie Michał Tyburek, V – ce Marszałek Województwa Lubelskiego Jacek Sobczak, Dyrektor Oddziału PLK w Lublinie Andrzej Janasz. Uczestnicy spotkania twierdzą, że wyłączną winę za niezrealizowanie inwestycji ponosi Prezydent Zamościa, bowiem: „idea projektu spotkała się jednak ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony Prezydenta Zamościa, który zainteresowany jest wyprowadzeniem ruchu kolejowego z miasta do Zawady oraz fizyczną likwidacją linii kolejowej na odcinku historycznego centrum miasta objętym obszarem światowego dziedzictwa kultury UNESCO”. Źródło: notatka przekazana przez nich do Posła Sławomira Zawiślaka. W pismach będących odpowiedzią na interwencje Posła, Prezydent Zamoyski przedstawia zupełnie odmienną wersję wydarzeń, przerzucając odpowiedzialność na PKP PLK SA oraz na Urząd Marszałkowski. Prezydent wskazał również, że to właśnie PKP PLK wyraziło pozytywną opinię na temat planów likwidacji odcinka torów kolejowych od rejonu mostu na Łabuńce do wiaduktu w ciągu ul. Prymasa Wyszyńskiego. Z kolei PKP PLK poinformowało, ze nie posiada żadnych dokumentów dotyczących planu zagospodarowania przestrzennego dla miasta Zamościa zakładającego likwidację torów w centrum miasta i nie uzgadniało planu zagospodarowania. W związku z powyższym kieruje się do Pana Prezydenta Zamościa następujące pytania:
1. Dlaczego rada miasta uchwala plan miejscowy dla terenów, dla których nie wolno go uchwalać? Dotyczy obszaru kolejowego, który jest obszarem zamkniętym.
2. Dlaczego władze miasta są za rozbiórką torów od Partyzantów do wiaduktu ul. Wyszyńskiego, choć nie jest to już teren ścisłej ochrony konserwatorskiej?
3. Dlaczego miasto nie reagowało, kiedy PKP likwidowało normalnotorową obwodnicę Zamościa?
4. Co stoi na przeszkodzie, żeby prowadzić ruch kolejowy do Lublina i Hrubieszowa z przystanku zlokalizowanego przy ul. Peowiaków, po odbudowanej obwodnicy przez Zamość Północny i Bortatycze z ominięciem Zawady?
5. Dlaczego miasto jest zainteresowane skróceniem linii kolejowej do Zawady? Proszę przedstawić jednoznaczne stanowisko w zakresie funkcjonowania kolei w mieście. Dotychczasowe wypowiedzi są mętne!
Chciałbym podkreślić jeszcze jedną rzecz. W dalszym ciągu uważam plany rozbiórki torów biegnących przez centrum miasta za całkowicie bezsensowne. Swego czasu pojawiło się na naszym portalu kilka artykułów, w których przedstawione zostały korzyści wynikające z takiego, a nie innego usytuowania linii kolejowej w Zamościu. W przeciwieństwie do naszego prezydenta nie jestem jednak ślepo uparty w tym względzie i byłbym w stanie przystać na rozwiązania kompromisowe, pod warunkiem zapewnienia nienaruszalności funkcjonowania ważnego ciągu komunikacyjnego z Zamościa do Hrubieszowa. W ruchu towarowym wiązało by się to z reaktywacją linii z Zawady do Jarosławca przez Bortatycze, niegdyś wykorzystywanej dla ciężkich pociągów towarowych. W kontekście bezsensownej rozbiórki obwodnicy dokonanej zaledwie kilka lat temu – wydaje się to irracjonalne, ale są do wzięcia środki z programów unijnych właśnie na tego typu przedsięwzięcia. W ruchu osobowym były by pewne perturbacje, w porównaniu do stanu sprzed lat. Trzeba by zapewne pomyśleć o uruchomieniu dworca przesiadkowego w obrębie ul. Peowiaków i o prowadzeniu ruchu pociągów dookoła starówki łącznicą przez Szopinek, Bortatycze. Może i inne rozwiązania zastosować, ale na pewno jakie by one nie były - to zarówno dla mieszkańców Zamościa ,jak i okolic Hrubieszowa, stanowiły by alternatywę dla transportu drogowego. Bo na obecną chwilę - wyboru brak. Niestety postawa Prezydenta Zamościa jednoznacznie wskazuje, że rekonstrukcja murów obronnych jest tylko pretekstem do parcelacji atrakcyjnych terenów kolejowych zlokalizowanych w centrum miasta. Jest to pic na wodę dla ciemnego ludu: maczuga, kolcuga, onuca i na mury – twierdzy bronić! Zamiast inwestować w rozwój gospodarki, ktoś sobie odgórnie założył, że będzie tu prowadził żywy skansen. To może jeszcze: „koza dla każdej rodziny w Zamościu”. Tanio by wyszło. Nie dość, że zdrowe mleko, to jeszcze można na niej jeździć po zabytkowych kocich łbach. A oscypek z capa dla każdego turysty. Maaarcinku! Wyduuuj kooozeeee, beeeee! Beeeedzie seeerwaaaatka booo goooście jaaadąąą! Efekt medialny na cały świat!
Zgodnie z dokumentem: „Propozycje Programów do Realizacji w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego dla Województwa Lubelskiego” na lata 2007 – 2013 w obszarze transportu kolejowego opracowanym przez IRPK w punkcie I. roboty budowlane i modernizacja linii kolejowych wraz z infrastrukturą techniczną przewidziane były następujące projekty:
1. Kompleksowa rewitalizacji linii nr 30 Łuków – Lublin Płn. na odcinku: Lublin Płn. – Lubartów.
2. Rewitalizacja połączenia kolejowego Lublin – Zamość służąca poprawie dostępności transportowej Zamościa i Roztocza.
3. Port lotniczy w Świdniku – budowa połączenia kolejowego.
4. Zakup autobusów szynowych o napędzie elektrycznym lub hybrydowym do obsługi ruchu pasażerskiego.
W zakresie połączenia: Lublin – Zamość założono :
1. Odtworzenie łącznicy Rejowiec Północny – Rejowiec Zachodni, w celu wyeliminowania postoju i zmiany kierunku jazdy w Rejowcu.
2. Budowa łącznicy omijającej stację Zawada, ewentualnie - modernizacja stacji i urządzeń sterowania ruchem kolejowym, w celu skrócenia czasu jazdy.
3. Remont nawierzchni i wybranej infrastruktury kolejowej pomiędzy Rejowcem a Zamościem, umożliwiający poruszanie się pociągów z prędkością nie mniejszą niż 80 km/ha bez zbędnych ograniczeń.
4. Budowa przystanku Zamość Stare Miasto w rejonie ul. Peowiaków służącego poprawie dostępności kolei dla mieszkańców Zamościa
5. Zakup 4 autobusów szynowych o podwyższonym standardzie i pojemności 100 – 120 miejsc siedzących.
Efektownie to wygląda, jak by nie patrzeć ,ale mimo wszystko - kieruje się do IRPK następujące pytania:
1. Co to jest Instytut Rozwoju i Promocji Kolei (wbrew pozorom zwykła spółka z o.o.) i jakie są podstawy prawne do opracowywania tego typu projektów przez tą jednostkę? Jak wygląda taka procedura?
2. Na naszym boxie poruszany był wątek przez przedstawiciela IPRK ogromnego zaangażowania pracowników tej firmy w zakresie reaktywacji połączeń z Lublina do Zamościa. Czy osoby te wykonywały prace nieodpłatnie? Czy z opracowaniem projektu wiązały się określone płatności?
3. Dlaczego zakładając wybudowanie przystanku w obrębie Starego Miasta nie wzięto pod uwagę ograniczeń związanych z lansowaniem przez miasto koncepcji rewitalizacji murów obronnych? Można było w tym miejscu znaleźć inne rozwiązania, które znacząco nie wpływały by na dostępność dla mieszkańców. Czy była to może sugestia Zarządu Województwa?

No właśnie! Podstawowe pytanie, które nasuwa się każdemu w tym momencie brzmi: DLACZEGO NIE ROZWAŻANO INNYCH WARIANTÓW PROJEKTU! Marszałek Województwa Lubelskiego w piśmie nr MI.IV.SD.5435/13/10 z 24.03.2010 skierowanym do Posła Sławomira Zawiślaka to potwierdził. Wyjaśnia także, że utworzenie przystanku w Zamościu w obrębie ul. Peowiaków miało na celu zwiększenie atrakcyjności połączenia, a poprzez wywołanie większych potoków podróżnych wpłynąć pozytywnie na przychody i całą ekonomikę przedsięwzięcia. Czy były tu jakieś badania przeprowadzane w tym względzie? Lokalizacja obecnego dworca jest całkiem przyzwoita, jeżeli chodzi o dostępność dla pasażerów, a ponadto mieszkańcy przyzwyczaili się do korzystania z tego miejsca od wieków i specjalnie nie słyszałem narzekań na mieście. Owszem, można by było z czasem tę dostępność poprawić, ale nie działać na zasadzie: wszystko albo nic. Teraz dostępność do kolei mamy taką, że wsiadamy na Gminnej do busa i wysiadamy w Lublinie pod zamkiem, a tory sobie możemy pooglądać przez okno w Izbicy lub Krasnymstawie. Zresztą na forum portalu Roztocze On Line użytkownik „hetmanek” przedstawił więcej pytań których adresatem może być Zarząd Województwa. Wypada mi się jedynie z nim zgodzić i powielić je w tym miejscu:
1.Dlaczego Zarząd Województwa najpierw uzgadnia plan miejscowy dla terenów, dla których nie powinien być sporządzony, a następnie proponuje inwestycję sprzeczną z uzgodnionym przez siebie planem?
2. Dlaczego spotkanie odbyło się z prezydentem Zamościa? Jaki miało cel? Czy były podobne spotkania z innymi samorządowcami, np. Starostą Krasnostawskim?
3.Aby być beneficjentem środków z funduszy unijnych, trzeba mieć tytuł prawny do nieruchomości, w przypadku takich inwestycji. W praktyce trzeba być właścicielem albo użytkownikiem wieczystym. Beneficjentem byłoby więc PKP Polskie Linie Kolejowe. Czy było spotkanie Zarządu Województwa z PKP PLK? W przypadku funduszy unijnych trzeba mieć wkład własny, więc gdyby PKP PLK nie miało funduszy, nic by z inwestycji nie wyszło.
4. Za sprawy planistyczne na terenie kolejowym odpowiada wojewoda. Czy było spotkanie z wojewodą? Wojewoda mógłby przecież nie wyrazić zgody.
5. Dlaczego Zarząd Województwa uważa, że Prezydent Zamoyski się sprzeciwił, skoro żadna procedura nie przewiduje uzgadniania z nim tego typu inwestycji?
6.Dlaczego pan Marszałek Sobczak twierdzi, że "inne warianty inwestycji nie były rozpatrywane"? Przecież tory mogły być zmodernizowane na odcinku do dworca, znajdującego się w obecnym miejscu, ewentualnie zrekonstruowana zostać "obwodnica północna".
7. Kto jest odpowiedzialny za ogłoszenie przetargu na sześcioletnią umowę w zakresie prowadzenia ruchu pociągów regionalnych, która nie uwzględniała połączeń na Zamojszczyźnie? To pytanie nie ma akurat bezpośredniego związku z analizowanym przypadkiem, ale jest świetnym uzupełnieniem do całokształtu sprawy. Tego typu zamówienie publiczne zostało niedawno ogłoszone przez Urząd Marszałkowski w Lublinie. Na szczęście przetarg został unieważniony, ale tylko ze względu na wysokość jedynej oferty, złożonej przez PKP Przewozy Regionalne, która przekraczała zarezerwowane i tak już nie małe środki pieniężne na ten cel. W przypadku finalizacji zamówienia - o pociągach na Roztoczu trzeba było by zapomnieć na okres co najmniej najbliższych sześciu lat.
Wypadało by jeszcze (bo sprawiedliwość musi być) przesłuchać przedstawicieli firm PKP, ponieważ niektórzy z obecnych na spotkaniu poddawali w wątpliwość fakt, ze skrócenie postojów na stacjach węzłowych wpłynie na zwiększenie atrakcyjności połączenia. Czyli ich zdaniem w Rejowcu i Zawadzie pociąg do końca świata ma stać i koniec! Przypominają mi się „Zmiennicy” Stanisława Bareji: „podróżny pamiętaj – jadąc pociągiem skracasz czas przejazdu koleją!”.

Niestety, dalsze drążenie sprawy jest za męczące dla mnie i myślę, że i dla czytelników. Poddaje się! Herculesem Poirot z takimi świadkami - to ja nigdy nie zostanę. Osąd: kto jest winny - pozostawiam wedle Waszego uznania. Wszystkie z zaproponowanych projektów, oprócz zamojskiego - zostały przyjęte do realizacji. Jestem co prawda osobą apolityczną ale wypada mi w tym miejscu zgodzić mi z Posłem Sławomirem Zawiślakiem, że teraz należy podjąć wspólną, rzetelną pracę mającą na celu odwrócenie zaistniałej, niekorzystnej dla Zamościa i regionu sytuacji. Optymizmem napawa nie tylko rozpoczynający się remont wiaduktu kolejowego w Orłowie Murowanym na trasie: Zawada – Rejowiec, ale fakt, że pojawiają się jeszcze informacje o pieniądzach do wykorzystania na uruchomienie pociągów. Odpukać, ale kiedy będziecie czytać ten tekst, w tym samym czasie może odbywać się kolejne tajne spotkanie na szczycie, o istnieniu którego dowiemy się dopiero przy okazji następnych wyborów. Oby nie skończyło to się powtórką z rozrywki. Musimy być czujni!

Dodał: Ty51-17
Źródło: informacja własna

27-02-2010 Hrubieszów i Bełżec też muszą zniknąć?

Jest mroźna lutowa noc. Na zegarku właśnie wybiła godzina 23. Wszystko do koła pokryte jest ponad półmetrową warstwą śniegu, który wytłumiając i tak nieliczne dźwięki, potęguje jeszcze uczucie nocnej wiejskiej ciszy. Czasem tylko gdzieś daleko słychać szczekanie psa. Gruba warstwa białego puchu zalega prawie na wszystkim dodając nieco surrealistycznego klimatu. Nagle wszystko się zmienia za sprawą błyskających czerwonymi światłami, zamykanych przez dyżurnego ze znajdującej się nie opodal nastawni rogatek oraz towarzyszącego temu procesowi dźwięku dzwonka. Z oddali natomiast zaczyna dobiegać zbliżający się świst i szum. W końcu zza łuku wyłania się wyraźnie różny od zatopionego w śnieżnej bieli tła ciemny kształt z trzema reflektorami, który pędząc odrzuca na boki leżące na jego drodze śniegowe zaspy. Z impetem mija przejazd i odkopane spod śniegu nieliczne rozjazdy. W świetle latarni przejazdowej miga przez krótką chwilę zielona sylwetka SM48 za nią dwie platformy, węglarka i dwie cysterny. W chwilę później wszystko znów ucicha i tylko z oddali słychać jeszcze dźwięk świszczącej turbosprężarki lokomotywy i szum odrzucanego śniegu. Za dwie do trzech godzin lokomotywa z podobnym składem będzie wracać. I tym sposobem przejedzie przez stację pierwsza od 3 dni para pociągów. Na kolejne takie wydarzenie przyjdzie nam poczekać w najlepszym wypadku co najmniej 48 godzin.
Sytuacja ta, choć akurat zaczerpnięta z życia werbkowickiej stacji odzwierciedla to co dzieje się ostatnimi czasy na większości szlaków kolejowych Zamojszczyzny, gdzie pociąg stał się rzadkim gościem.
Niestety jak mówi się otwarcie w środowisku kolejarskim, szykuje się nam kolejna likwidacja. Tym razem w segmencie przewozów towarowych i tyczyć ma ona przede wszystkim ruchu na liniach do Hrubieszowa i Bełżca a być może i całego rejonu stacji manewrowej Zamość. Wygląda bowiem na to, że PKP Cargo dąży do zlikwidowania zamojskiego rejonu czyli mówiąc wprost chce zaprzestać rozrządu i wyprawiania z Zamościa pociągów zdawczych do Hrubieszowa, Rusich Piask(Izbicy), Biłgoraja i Bełżca(Hrebennego). Oczywiście będzie to równoznaczne z końcem regularnego ruchu towarowego na odcinakach Zamość – Hrubieszów i Zwierzyniec Towarowy – Bełżec.
Przewoźnik zapewne będzie chciał wytłumaczyć się kryzysem i niską opłacalnością segmentu przesyłek rozproszonych, niemniej jednak dziwny jest fakt, że akurat to w naszym regionie jest taka presja na likwidację ruchu towarowego i to akurat na tych, a nie innych liniach. Można by wskazać w Polsce naprawdę wiele przykładów miejsc gdzie przy zdecydowanie bardziej zaniedbanej infrastrukturze i rozdrobnionych (mało opłacalnych) przewozach oraz przy braku ruchu pasażerskiego pociągi zdawcze manewrowe kursują i póki co nie słychać o zamiarze ich likwidacji. Dość wspomnieć linie w okolicach Międzyrzecza, Zagórza, czy chociażby Łomży. Dla tego warto byłoby się dokładniej przyjrzeć temu co dzieje się u nas.
W zasadzie zjawisko rezygnacji z prowadzenia rozdrobnionych przewozów nie jest nowe i widać je od kilku lat. Schemat wygląda mniej więcej tak samo. Przewoźnik tłumacząc małą opłacalnością podnosi ceny na danej linii lub wręcz nie chce przedłużać kontraktów tłumacząc się brakiem wagonów. Powoduje to rezygnację części klientów a to z kolei odbija się jeszcze bardziej negatywnie na opłacalności przewozów. Z powodu malejącej ilości przesyłek, PKP Cargo ogranicza terminy kursowania pociągów i co za tym idzie przetrzymuje przesyłki a to powód do rezygnacji dla kolejnych klientów i dalszy spadek opłacalności. Tworzy się swego rodzaju błędne koło. W końcu gdy po procesie wygaszania popytu zostają ostatni klienci w zasadzie uzależnieni od kolei, przewoźnik traktuje ich bardziej jak problem i ustala taryfę zaporową lub stosuje praktyki typu odwoływanie pociągów w ostatniej chwili, aby po prostu się ich pozbyć. Choć jak pokazuje przykład Zamojszczyzny nie jest to już takie łatwe.




9 listopad 2009 Zamość, TKMS 2281 czyli "zdawka" do Hrubieszowa oczekuje na odjazd. W 2009 taki skład kursował jeszcze 3 razy każdego tygodnia w nocy z niedzieli na poniedziałek, wtorku na środę i czwartku na piątek. Obecnie pojawia się już raczej tylko dwa razy.


Właśnie taka zaporowa taryfa (mającą zniechęcić nawet do zamawiania przesyłek cało pociągowych w mniejszej ilości) ma dobić ruch towarowy na trasach do Bełżca i Hrubieszowa oraz przewóz drobnych przesyłek w całym regionie. Widać to bardzo dobitnie na przykładzie linii hrubieszowskiej, gdzie do połowy stycznia 2010 pociągi zdawcze jako jedyne z uruchamianych w zamojskim rejonie kursowały jeszcze regularnie i we wszystkie ustalone terminy. Obecnie jeżdżą one już tylko dwa razy w tygodniu, a zdarzyły się przypadki, że pociąg był tylko raz. Dla czego akurat teraz przymiarki do likwidacji?
Otóż przyczyn należałoby upatrywać w tym co stało się u nas w roku 2009. Już wyjaśniam o co chodzi. Otóż zniknięcie pociągów pasażerskich i uwieńczone sukcesem starania zarządu województwa lubelskiego aby taki patologiczny stan pozostał, pociągnęły za sobą decyzje o likwidacji zaplecza kolejowego w regionie przez przewoźników (wobec braku perspektyw reaktywacji) oraz wzrost obciążeń przewozów towarowych kosztami utrzymania infrastruktury.
Niemniej jednak najważniejszym powodem jest właśnie likwidacja lokomotywowni Zamość Bortatycze, która znacznie pogorszyła bilans przewozów towarowych w regionie (zwłaszcza tych drobnych) gdyż pojawiły się koszty podsyłania maszyn z dalekiego Chełma lub Lublina oraz ich problematycznego zwłaszcza w zimie stacjonowania tydzień "pod chmurką" w Zamościu. Przy okazji wychodzi tutaj na jaw prawdziwy powód likwidacji Bortatycz, którym raczej wcale nie były jak mówiono oficjalnie oszczędności, lecz uratowanie kosztem zamojskiej "szopy" podupadającej sekcji w Lublinie. Wystarczy zauważyć, że przy około 60 pracownikach warsztatów CTME Lublin utrzymywane było tam mniej więcej 15 maszyn głównie serii SM42 do obsługi rejonu manewrowego Tatar. Natomiast Zamość dysponując około 40 pracownikami miał łącznie 35 lokomotyw (z czego większość do ruchu liniowego) i jak by nie patrzeć po przesunięciu lokomotyw elektrycznych z Lubina do CT Świętokrzyskiego był wiodącą sekcją w lubelskim zakładzie taboru. Niemniej jednak widać "bliższa koszula ciału" a w tym przypadku chyba lubelska szopa dyrekcji zakładu taboru lub szefostwu ZZ. A że reorganizacja odbija się teraz czkawką i zamiast ciąć koszty powoduje ich wzrost, to już nikogo nie obchodzi. W sumie o tym, że kolej jako całość w ogóle jest u nas na Zamojszczyźnie z góry przeznaczona do "zaorania" i tylko kwestią czasu jest kiedy to nastąpi mówi się przy każdej zmianie organizacyjnej już od jakiś 6 lat albo i dłużej. Ale w ostatnim roku jak pamiętamy sprawdziły się wszystkie takie na pierwszy rzut oka niedorzeczne plotki (dość przypomnieć wszystkie likwidacje roku 2009) i stąd zrozumiały niepokój także i teraz. W zasadzie mamy do czynienia z największą akcją likwidacyjną od czasu "rzezi" połączeń regionalnych przed dekadą (aż chciało by się nazwać tamto wydarzenie "pierwszą wielką likwidacją Celińskiego").




23 luty 2010 Po likwidacji "szopy" Zamość Bortatycze lokomotywy manewrowe do obsługi zamojskiego rejonu stacjonują cały tydzień na torach stacyjnych w Zamościu, po czym zjeżdżają do Chełma na obrządzenie, zatankowanie itp. Na zdjęciu SM48-086 podczas oczekiwania na zatrudnienie przy dyspozyturze PKP Cargo.

Ale wracając do tematu. Docelowo ruch towarowy miałby pozostać tylko na trasie Rejowiec-Zawada/Zamość – Zwierzyniec - Stalowa Wola, czyli tam gdzie kursują popularne "połańce". Wiadomo tamte linie się przydadzą na wypadek jakiś objazdów lub po prostu jako alternatywa dla obciążonej dość mocno trasy Stalowa Wola – Lublin. Pod nóż miałby pójść ruch na "końcówkach" do Bełżca i Hrubieszowa. Szczególnego smaczku nabiera tutaj likwidacja Hrubieszowa. Otóż główny klient regularnych drobnych przesyłek jakim jest rozlewnia gazu w Hrubieszowie modernizuje swój terminal kolejowy i zamierza zwiększyć przewozy. Jakby tego było mało w Werbkowicach niedawno miejscowa stacja demontażu pojazdów wybudowała z własnych środków bocznicę również z zamiarem korzystania z usług kolei. O rozbudowie potencjału produkcyjnego Cukrowni "Werbkowice" już nawet nie mówię. Jaki więc jest sens likwidacji przewozów przez Cargo i to akurat teraz? Czy aby nie jest to kolejne posunięcie polityczne pod przykrywką powodów ekonomicznych? Wszak dla samochodowych firm transportowych przejęcie kolejowych kontraktów w Hrubieszowie czy Werbkowicach byłoby nie lada gratką. Nie mówiąc już o tym, że jest grupa osób szczególnie z Zamościa, którym tory do Hrubieszowa bardzo przeszkadzają i przy każdej okazji pojawia się lobbing na rzecz ich likwidacji. Na przykład całkiem niedawno ukazał się na łamach Dziennika Wschodniego artykuł sugerujący rzekomą problematyczność tej linii dla mieszkańców jednego z zamojskich osiedli (dziwne, że pojawiła się ona znienacka akurat teraz). Czyż można by wyobrazić sobie lepszą wodę na młyn zwolenników likwidacji torów w regionie, niż okrojenie ruchu wyłącznie do okresu czerwiec – grudzień?
Podsumowując cały ten tekst. Wokół kolei w naszym regionie zła atmosfera panuje już od dłuższego czasu. Destrukcyjne procesy trwają nie od dziś, choć do tej pory raczej wszystko działo po cichu (w białych rękawiczkach można by rzec) a ostatnim czasem likwiduje się już bez szukania tłumaczeń, wymówek, bezpardonowo i kompleksowo nie licząc się z nikim i niczym. Miejmy nadzieję, że wbrew lokalnym lobbystom i polityce kolejowej na wyższych szczeblach ten kolejowy interes jakoś się będzie u nas kręcić i zwycięży zdrowy rozsądek. Obyśmy nie obudzili się z ręką w nocniku za kilka lat, gdy tory wylądują w hucie, a pojawią się problemy z nadmiernym ruchem tirów na DK 74 czy 17.
Wtedy pewnych rzeczy już się nie odbuduje.

Dodał: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

30-01-2010 Pociąg: "tajne przez poufne"



Stoi na stacji lokomotywa....

No właśnie, niby na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na reaktywację połączeń z Zamościa do Hrubieszowa, ale to tylko złudzenie. Chcieli byście? To pocałujta Wójta...

Skład co prawda klasyczny dla tej linii, ale przeznaczony tylko dla.... żołnierzy udających się na drugi kraniec Polski. A biały budynek z lewej strony to nie dworzec, ale ...Dom Weselny, nota bene bardzo dobrze prosperujący. Chociaż z drugiej strony : zaplecze gastronomiczno – taneczne do organizacji zabawy kolejowej w stylu „wesoły pociąg” przynajmniej już mamy.

Manewry przeprowadzała lokomotywa SM48-084. W tle sprawcy tego całego zamieszania. Dobrze zamaskowani i tyle na ich temat! Mogę tylko zdradzić, ze nawet ognisko się paliło. A tych wagonów jest ze czterdzieści.... No nie, może trochę mniej!

Tego dnia zadymka była okrutna. Rozumiem, że w końcu to wojo jechało i nie mogli mieć łatwo, ale co Panu Bogu zawinili kolejarze, że ich tak potraktował wtedy surowo? Zamiast siedzieć w przytulnych nastawniczych czeluściach - zajęci byli głównie odśnieżaniem rozjazdów.

I kto mi wmówi, że ostatnie parowozy w Zamościu zostały wygaszone dwadzieścia lat temu.

Już ledwo zipie, lecz okiem łypie, a jeszcze strzyga, śniegiem nań sypie!

ORIENT EKSPRES: Hrubieszów – Kłodzko przedziera się przez miączyńskie zaspy.

Najgorsze dopiero miało nadejść w Zawadzie. ARMAGEDON! Ale ekipa śmiałków w pomarańczowych kubraczkach nie pozwoliła na żadne perturbacje w podróży.

W koszarach zrobił się mały tłok. Oprócz niezwyciężonego, opancerzonego krążownika- niszczyciela, zjawiło się jeszcze wahadło mrożonego węgla do Połańca pod wodzą namaszczonych niebieskimi olejami, podobno jeszcze przez samego Stalina - gagarinów nr 1217 na czele i nr 1223 na popychu oraz żółty batyskaf śnieżny, którym przemieszczali się obrońcy zwrotnic.

Chwila koncentracji przed kolejnym starciem wielu ton żelaza z nieprzychylną aurą. Mam nadzieje, że ostrej broni nie będą musieli używać.

Podczas gdy składy okopały się na stacji, niszczycielska ręka niebiańskiego Zeusa próbowała dosięgnąć mojej skromnej osoby. A to mrożonym lodem mnie ciskał, a to prasowanym śniegiem dmuchał, a to wiatrem przeszywał jak polarny rentgen. To mnie przewrócił na plecy, to mi aparat chciał buchnąć, ale za dziewiątym razem i tak fotkę poczyniłem.

Niebo się uspokoiło na chwilę (chyba po starciu ze mną się tam zmęczyli), co rezolutnie wykorzystało dowództwo pobliskiego sztabu. Usłyszałem komendę: baczność!

Po chwili ,pociągi strategicznie się rozbiegły. Połaniec na Zachód, a eszelon na Wschód. Na czele walentyna, prawdziwa wojskowa miss. Kwiatów od gagarina nie zauważyłem, ale miotłę miała przywiązaną do burty. Bura suka, jak sama nazwa wskazuje, rzęziła na końcu kompanii. Widocznie ta dama nadaje się tylko do grzania. Kobiety w wojsku to oznaka nowych czasów.

Quady, humvee, humveeM997A2, stary266, honkery, 1 ford transit. Jakby ktoś chciał mnie za to rozstrzelać, to ja taki mądry nie jestem, tylko ściągnąłem z netu informację o pojazdach, które przewożono tym transportem. Melduję posłusznie, że w wojsku nigdy nie byłem.

Nie płaczcie kiedy odjadę, może jeszcze przyjadę!

No właśnie, mam nadzieję, że ekipa niebawem szczęśliwie powróci nad Bug, bo kto nas obroni? Może nawet odznaczenia przywiozą, po udanych manewrach. Czego wszystkim życzę!

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

16-01-2010 Kolejowy "Avatar" po zamojsku

Było to gdzieś na Trzech Króli. Tego roku zima była okrutnie sroga. Napadało tyle śniegu, że zwierzęta nie zdołały się ukryć w swych zimowych leżach. Wyszedłem nad rzekę, zbierać chrust na opał. Łabuńka była cała skuta lodem, a w oddali - na horyzoncie, niebo przybrało barwę: żółto – pomarańczowo – niebieską, niczym zorza polarna.

To zjawisko zaczęło mnie jakoś tak dziwnie przyciągać i sam nie wiem w jaki sposób, nagle znalazłem się przed jego niezwykłym obliczem. Okazało się, że jeden z kolejowych budynków tak świecił, ale co to była za światłość. Chłonąłem ją całym sobą, a że byłem dosyć szczelnie ubrany, to przeszywała mnie jak rentgen. Rozżarzone cząsteczki życiodajnej mądrości bombardowały najodleglejsze zakamarki mojego ciała. Wkrótce zostałem oświecony kompleksowo i mogłem wędrować dalej, dzieląc się z innymi swoją promieniującą energią, niczym robaczek świętojański. Te specyficzne naświetlenie pomogło mi też przezwyciężyć prawdziwe chwile grozy, jakie doświadczyłem w trakcie wędrówki przez mroczne królestwo zamojskiej kolei.
Złe moce dosięgły mnie już w chwilę, po opuszczeniu Pałacu Króla Śniegu. Jak grom z ciemnego nieba do moich uszu wcisnął się charakterystyczny kolejowy gong, a za nim powietrze przeszyła zapowiedź, jakby z zaświatów. „Zainwestujemy w szynobusy, które na wiosnę mogą kursować do Zamościa”. Ach! giń przepadnij, siło nieczysta! Odwróciłem się za siebie i splunąłem dwa razy. Niestety nie pomogło, bo za chwilę usłyszałem go znowu. „Spółka uruchamiać będzie 497 pociągów”. Wampiry nie lubią czosnku i cebuli, pomyślałem, ale skąd to wziąć w zimie. Głos dalej swoje. „Zamiast pluć, powinien pan złożyć reklamację.” Zacząłem biec przed siebie jak głupi, ale nadprzyrodzone zjawisko akustyczne zagnieździło się na dobre w mojej głowie i zaczęło niszczyć szare komórki, zamieniając je powoli w kotlet schabowy.
„Pociągi z opóźnieniami, ale jednak wyjeżdżają.” Wrzasnął mi za plecami, lecz kiedy się odwróciłem, to oczywiście nikogo tam nie było. Czułem, jak mój pulsik galopuje niczym szalony wierzchowiec. No skąd ja znam tę bestię, chyba z telewizji, ale dlaczego się tak na mnie uwzięła i mnie prześladuje biednego. Wszędzie jej pełno, brzmi jak ten legendarny chrząszcz w Szczebrzeszynie. Muszę ją jakoś przepędzić, ale nie wiem jak. Trzeba chyba tajemne egzorcyzmy odprawić. I wtedy mój umysł zaczęło znowu rozjaśniać tęczowe światło bijące gdzieś z daleka. Co prawda - byłem już na rondzie na Karolówce, ale widziałem je wyraźnie i na dodatek zaczęło ono intensywnie mrugać: to się włączało, to wyłączało, to kolory zmieniało, raz szybciej, raz wolniej. I tak bym stał pewnie z przysłowiowymi świeczkami w oczach aż do śnieżnej śmierci, aż tu nagle na ulicy pojawił się najprawdziwszy mors, który chyba rzeką Topornicą przypłynął z nad morza i zaczął do mnie ludzkim głosem (to już co prawda grubo po Wigilii było) recytować po rosyjsku : „alfabit uże my znajem, uże piszem i czitajem... itd.” Stworzenie jednocześnie uderzało rytmicznie zębiskami o pokryty lodem asfalt.
A z góry w tym czasie znowu. „Stoją, ale nie zostały odwołane”. A ja stanąłem jak wryty, niczym koń w zaprzęgu na środku skrzyżowania. Aż na koniec - już sam głos z zaświatów się wkurwił. „ Ty głupcze, ono szyfrem do ciebie nagina, wracaj natychmiast wyśledzić o co chodzi, bo ja tutaj nie będę siedział ciągle na takim zadupiu. BIG BRATHER mnie już w Bieszczady wysyła a ponadto taśma mi się kończy i ktoś mnie będzie musiał przewinąć”.
Znowu dostąpiłem olśnienia .Nie bez oporów, ale dotarło do mnie, że ten ktoś, który tak łypie do mnie światełkami z daleka, chce mi przekazać informację zaszyfrowaną alfabetem Morsa, ale jak ja nawet po rusku nie łapie, to co dopiero po marsjańsku. I wtedy z odsieczą przybył mi tajemniczy jeździec na koniu, który miał dostojny wygląd oraz mądry i dobrotliwy wyraz ryja.

Ale wpierw, rzekł groźnie do mnie: padaj na kolana i błagaj o przebaczenie! Ale za co mości Hetmanie, że Twojego zstępnego nie kocham? Wręcz przeciwnie, w końcu właśnie Ciebie wybrałem, ale już zapomniałeś, że kiedy odsłaniali mój pomnik w Zamościu - to zaglądałeś pod ogon i wyśmiewałeś się z tego, na którym teraz siedzę! Faktycznie, ma rację - zamiast skupić się na powadze uroczystości, to wdałem się wtedy w zabawną konwersację z dwiema już dosyć leciwymi staruszkami, które stanęły w tylnej części zwierzęcia i zastanawiały się głośno, czy to jest koń, czy może kobyła, bo za dobrze nie było widać. PRZEPRASZAM! Daj spokój, niech Ci będzie, ale przejął się on bardzo wtedy tą całą sytuacją, A teraz, rzekł do mnie - musimy zewrzeć na nowo szyki, ponieważ doniesiono mi, że moje imię przestało już być chwalone w wielu miastach Polski, a wszystko to za sprawą tego piekielnego demona, który zagnieździł się w Zamościu. Musisz go rozkminić i przepędzić stąd na cztery wiatry. Odzyskam wtedy władzę na zachodzie kraju, zwłaszcza na Śląsku, gdzie zapomniano już o moim nazwisku. Interes publiczny tego wymaga! Ale jak to zrobić, zapytałem? Ja nie dam rady – odparował HETMAN, nie mam czasu, bo muszę straszyć swoich potomków, a ponadto - z tym humanoidalnym monstrum rozprawić się może tylko żywa istota. Dlatego Ciebie wybrałem. Ale - jak ja to zrobię? No cóż czeka cię daleka i niebezpieczna wyprawa.... odpowiedział mi. A rozumiem: za górami, za lasami .... No, nie kumasz, za bardzo pijany chyba jednak jesteś! Ty już za stary na takie bajdy, wyjdzie z tego co prawda niezły Pocahontas, ale dla dorosłych. Na początek, rozkazuję Ci zdobyć to straszne zamczysko przed którym teraz rezydujesz.

Uważaj, bo ono świetnie obwarowane, niczym nasza twierdza w trakcie Potopu Szwedzkiego. Też mi problem, odpowiedziałem - wielka mi warownia rycerska. Przecież to jest dworzec PKP. Memento mori, wyszeptał. Będą momenty, rozochociłem się. Takiś mądry, odparł mój rozmówca. Zatem ugościmy się tam niebawem, mniemam!. Tylko niech hrabia posadzki nie zanieczyści ogierem. Już Ty się nie martw o mnie, chłopcze! Pomyśl o swojej duszy....
Wkrótce znalazłem się na schodach prowadzących do dworcowej poczekalni. Szarpnąłem za klamkę, a tu drzwi stawiają opór. Zamknięte na cztery spusty. AHA, z wnętrza zaśmiał się drwiąco KANCLERZ. Proszę mi otworzyć, poprosiłem nieśmiało. Kulego, tutaj teraz ino duchy urzędują, śpieszy Ci się do naszej kompanii? A właściwie to nie wiem, po co tutaj przybyłem, odparłem. Aby uwolnić ten wyśmienity niegdyś dwór od wpływu złych mocy, które go zupełnie opanowały i odcięły dostęp do niego dla moich poddanych, w tym i Ciebie, wyrecytował dobitnie HETMAN WIELKI KORONNY. Aby się tutaj dostać, wpierw musisz odnaleźć prastary manuskrypt, ukryty w zakamarkach bastei. Właśnie wisi przed moim nosem jakaś bumaga, chyba to to. Za bardzo się nie wysilili, żeby ją schować, odparłem rozbrajająco. Zajazd był błyskawiczny, odpowiedział hrabia, ale tym lepiej dla nas, że dekret tak przybili na przodku. Śpiewaj mi, ino prędko, co tam zasekwestrowano! Czytam!

Kawalerze - litości! Wykrzyknął HETMAN ze środka. W zapisie jest zaszyfrowane jedno słowo. Musisz odszukać ten kod. Jaki znowu kot, odburknąłem niechętnie? Zaklęty wyraz, na dźwięk którego otworzą swoje podboje te wrota, wyszeptał przez dziurkę od klucza mój władca. Bardzo trudny ten rebus, chyba jeszcze z epoki lodowcowej. Ciekawe, jakie to go ludy składały? Westchnąłem, z rezygnacją. A mogę poprosić o koło ratunkowe? O co, o co? No, o jakąś wskazówkę, może zadzwonię do przyjaciela, tam jakiś telefon wydrapali na dole. Ani mi się waż, zabraniam! To ma być dzieło tylko twojego światłego umysłu. Myślałem, że mój sąsiad Cię wystarczająco napromieniował, krzyczał sarmata. W mojej głowie pusto, przyznałem się nieśmiało. Jakby puścić tam busa, to by chyba tylko jeździł dookoła, bo tam już nie ma ani jednej szarej komórki. Za mocno przepaliłeś! draniu jeden - wrzasnął Pan. No ale dobrze, podpowiem Ci: zrób sobie trzeci wymiar i załóż okular. Tamto najlepiej w binoklach oglądać. No mam takie przeciwsłoneczne odrzekłem, nakładając je niechętnie. I nastała ciemność. No żesz: k...a mać!!! - zakląłem siarczyście i nagle z wielkim hukiem monumentalna brama rozpostarła się dostojnie, a prze de mną ukazała się w całej okazałości sylwetka potężnego hierarchy. No wiedziałem, że dasz sobie radę, pochwalił mnie ochoczo.
A teraz: migusiem, szukaj tajemniczej księgi, wyrytej po łacinie na skale przed dwoma tysiącami lat. Z niej się dowiesz jak zmorę z Zamościa wypędzić. Ale tyle ich tutaj, chyba cała biblioteka aleksandryjska, wymruczałem z rezygnacją. Nie marudź, tylko działaj metodą prób i błędów! Otrzymałem wyraźny rozkaz od swojego decydenta. Rozkład jazdy stacja Zamość, odjazdy stacja Lublin, regulamin organizacyjny, sprzątanie dworca, kasa nieczynna, informacja zamknięta... O właśnie, Panie HETMANIE, może na informację kolejową zadzwonię, to nam podpowiedzą? Nie ściemniaj tylko kop dalej! Nie mamy czasu, wkrótce nadejdzie świt, a wtedy moja moc zniknie i twoja zresztą też.
Znalazłem!, wrzasnąłem, no takich głupot to jeszcze w życiu nie widziałem, to musi być to. Na pewno w epoce kamienia łupanego to wykuli. W takim razie: WAL NA GŁOS! Oj, ale się wstydzę. Nie żartuj, tylko wykonaj moją dyspozycję! Na co dzień bez pardonu mięsem w każdego rzuca, a przy mnie taki onieśmielony się zrobił. To może przeczytam spis treści mój władco: 1.bilet fioletowy, 2.bilet różowy, 3.bilet pomarańczowy, 4.bilet abonamentowy....Co w tym różowym? No jakaś.... KAMASUTRA. Oddawaj! Proszę. Rekwiruję to, żeby się tu nie walało, odparł mi, pokaże Marysieńce.
Nagle: światło w poczekalni załypało, w megafonie zatrzeszczało, drzwiami zakłapało i dał się słyszeć znajomy mi głos. „Żadna informacja jest lepsza niż wprowadzanie w błąd.”. Gdy odwróciłem głowę, zobaczyłem siedzącą na parapecie wronę. Panowie - wygraliście, rzekła stłumionym głosem do nas. Spełnię jedno wasze życzenie, tylko - na litość boską, nie wygrzebujcie tych rewelacji na światło dzienne. Takich bzdur, to już nawet i ja nie jestem w stanie wykrakać. W końcu wszystko ma jakieś granice.
No to mój wiedźminie ukochany, rzekł HETMAN, rozpierając się z gracją na dworcowej ławce, niczym na tronie – winszuję sobie, żebym mógł znowu jeździć po żelaznych drogach, bo już mam dosyć tej swojej kusej szkapy, zwłaszcza, że byle ptaszysko ją przepłasza, tak jak teraz. Dobrze, odpowiedziało widziadło. Szczegółowy instruktaż, jak to osiągnąć, usłyszy twój poddany od wróżki, którą spotka przy najbliższym bijącym źródełku. A ja - wstrętny nielocie, rzekłem ośmielony – nakazuje ci zmykać z naszego gniazda w te pędy, natychmiast! To ja odfruwam, odparło nieboskie stworzenie i znikło, tak samo nagle jak się pojawiło - pędząc z dużą szybkością jak cień. A HETMAN wykrzyknął na pożegnanie: Na Kolbuszową kieruj! A czego tam? Zapytałem ciekawy. Nie, no żartowałem. Taki dowcip koleżeński. Ale jakby im ta harpia tak troszeczkę dzióbnęła, dajmy na to - jeden maciupki szynobusik ,by wykopsała stamtąd do nas - to by się chyba chłopy nie obraziły za bardzo. Dlaczego mają mieć lepiej od nas? Gusła, gusłami, ale to jest PKP. Żeby mnie wskrzesić, trzeba kogoś ukatrupić. Tu nawet Święty Graal nie pomoże.
A teraz młody człowieku - rzekł do mnie władca, biegnij do najbliższego cudownego ruczaju. Hmm, zamruczałem, to tylko w dworcowym kiblu być może, bo nigdzie więcej nie jarzę. Przestań z tą swoją polityką i zacznij w końcu działać, nakrzyczał na mnie Pan. Ochędoż się! Naciągnij hajdamackie hajdawery i w drogę! Po chwili byłem już na placu dworcowym, ciemno jak u murzyna, śnieg po kolana, ale jakoś dotarłem do tego stacyjnego przybytku. Niestety drzwi zostałem zamknięte. Mości HETMANIE, nie mogę się dostać do naszej niebiańskiej fontanny, bo wrota są zaparte, krzyknąłem głośno. Radź sobie sam, koń mi się spłoszył a ja poruszać się mogę tylko wierzchem lub po torach. Nie chcę sobie śniegiem kontusza przyprószyć. Pokładam duże nadzieje w Tobie, odrzekł z oddali. Ta wróżka, to chyba też pracuje na kolei, westchnąłem, olała mnie całkowicie i sobie gdzieś poszła. Pewno jakaś nieponętna dwudusznica. Ale mam tu list dla Jaśnie Pana. Mogę przesłać MMSa.

Do stu czortów ! Zrywaj to i natychmiast wracaj do mnie! Po chwili znalazłem się z powrotem w poczekalni, gdzie kierownik wyprawy analizował tajną korespondencję, którą mu przekazałem. I co, na pewno to jest zaszyfrowana depesza wielmożny Panie. O i to jeszcze jak! Włożona w jakąś mieszczańską tabakierę z kości słoniowej. Wyniuchałem, że przez samą Twierdzę Szyfrów przechodziła, odfuknął pod nosem. W jakim kierunku teraz kręcimy, proszę hrabi? Na wschód? A żebym to ja taki mądry był, to bym królem został. Co ty myślisz, ja mam prawie 500 lat i skleroza już mi dokucza. No, ja tylko zrozumiałem, że... rzeka nam wyschła, wyjąkałem nieśmiało. Głupi jesteś! Odparł On. Zawsze Ci powtarzałem, że musisz szukać drugiego dna. Ale faktycznie, tu i ja zdurniałem, widzę jakiegoś nieruchawego jednorożca...

To jest proszę Pana – nosorożec, przed ZOO stoi. Nie zbliżaj się do tego mamuta, bo on wściekle gromami rzuca. Wykrzyknął mi mój mentor. A to Baba Jaga jaka, zamiast nam wszystko rozkulbaczyć, to uleciała na miotle na plotki. Nie, bez wody z cudownego źródełka się nie obędzie, odparł. Musimy w jakiś sposób uzupełnić elektrolity, a najlepiej, gdybyśmy tę epistołę rozpuścili w życiodajnych kropelkach. Wtedy można by wchłonąć jej treść doustnie i nie trzeba by było rozdrażniać nadwyrężonych dzisiejszymi przeżyciami naszych biednych szarych komórek. Przydało by się też zaopatrzyć je w trochę drożdży, żeby mogły spokojnie pączkować i się wygenerować, a same drożdże zaniosły by treść tego spec- mesidżu poprzez żyły do naszych pustych łbów, a że nas jest dwóch - to zrobilibyśmy burzę mózgów i w końcu by się nam to wszystko rozjaśniło powoli. Musimy sprowadzić posiłki! Wiem, kto nam może pomóc! Wrzasnął mój menager: polecisz z poselstwem na księżyc! Nie ma mowy, odparłem. Zrobisz co każę! W którym wieku Ty żyjesz. Wykorzystamy tego..., no jak to Wy ziemianie nazywacie - internat. Internet, z ochotą poprawiłem KANCLERZA. Tak! Nawet się stąd nie będziesz ruszał, odparł mi rozbawiony. Co ma więc czynić?, zapytałem.
Wpierw znajdź mi jakiś pusty butel po gorzałce. Z tym nie będzie problemu, pełno w śmietniku tego, odpowiedziałem. Chyba murgrabia tutaj pańszczyźnianych chłopów rozpija. Zabieraj mi to barachło! Jak ja tam papirus włożę do środka, wykrzyknął wzburzony. Naczyń ci u nas do wyboru, do koloru, mój drogi HETMANIE, odparłem. O! po wyborowej może być, zagadnął mnie pojednawczo. Nagle - coś zatrybiło w mojej głowie! Przypomniał mi się, wyszeptałem nieśmiało, film: TITANIC, tam też pismo wsadzali do butelki i puszczali ją do oceanu. Taka fajna aktorka w nim grała, no ta...Greta Garbo, podpowiedział mi dziedzic, widziałem ją przed wojną w Stylowym. Zwróciłem się do niego: mam nad Łabuńkę polecić? Jak ja Cię zaraz tym szkłem w łeb palnę, to Ci w końcu wszystkie tryby zaskoczą! Huknął hrabia. Marsz mi z tym na dziedziniec ! Po chwili przestraszony stałem już na ośnieżonym zamojskim peronie. Szukaj księżyca! Jego głos wydobywał się tym razem ze stacyjnego megafonu. Mości HETMANIE, albo mieni mi się w oczach, albo tych księżyców wisi tutaj kilkanaście. Odszukaj ten najjaśniejszy i celuj w niego. Czym? Z dubeltówki – butelką idioto! Po otwartych przewodach! Pomimo, że już doszczętnie ogłupłem, zamachnąłem się szeroko i wykonałem rozkaz. Ale EKSPRES!, wrzasnął szlachcic z oddali. INTERCITY, wybełkotałem.
I nastała ciemność. Coś ty narobił!. Zabraniam Ci więcej używać tego słowa. Ledwo żeśmy strzygę wysadzili z naszego grodu, a ty wszystko popsułeś. Masz swój internet! Zrobiłeś czarną dziurę na naszym firmamencie. Panisko wrzeszczało na mnie, jakby zostało opętane przez samego lucypera. Mości HETMANIE, spokojnie, to tylko korki wywaliło na LHSie. Że co?, zaćmienie..., czyli mam rozumieć, że do teleportacji doszło?, zapytał. To bardzo ważna sprawa, czarnoksiężnik jest moim dobrym kompanem i tylko on jest w stanie rozwikłać naszą zagadkę. Ależ jak najbardziej mości dobrodzieju, transmisja danych na satelitę została przeprowadzona pomyślnie. Zrobiła się, co prawda mała draka, ale najwyżej jutro w sklepach chleba nie będzie. Przyszło potwierdzenie – jakimś garnkiem w czerep dostałem. Czy Ty nie wytrzeźwiałeś za bardzo od świeżego powietrza? Bo już gadasz od rzeczy. Wracaj szybciorem do mnie na komnaty, razem z tym naczyniem, rozkazał mi mój władca głosem nie uznającym sprzeciwu.
Już w środku rzecze tak: cuś tu jest nasmarowane na wieku, kolejny szyfr, a myśmy jeszcze z tamtym się nie uporali. Tlen Ci przegrody mózgowe przedmuchał, więc tym razem spróbuj sam rozpracować to znalezisko. Tylko wszystkiego nie wydój. Większa połowa dla mnie, do ekspertyzy. Mikstura jest na pewno zaczarowana. Hmm....... Lubię Hlać Spirytus....zamruczałem wesoło. Co ty pleciesz? Istne lelum polelum! Ty na pewno na księżycu byłeś? Jak ten Twardowski wyglądał? Miał różdżkę i pierścień? Zauważyłeś inkluz wiszący na srebrnym łańcuchu? Zostałem zaatakowany serią przenikliwych pytań, niczym na przesłuchaniu. No taki niewysoki, rudawy, no.... nie wiem, bo ciemno było i nie było dobrze widać, ale jakaś laska stała tam koło niego - odpowiedziałem drżącym głosem. Mam nadzieję, że jej nie ruchałeś, zadrwił ze mnie. Nie, zaraz rozsadzi mi globusa, za dużo tego myślenia, odparłem. Leonardo z dupą twardą, strzelił ignora dostojnik. Niezłe hocki – klocki, pomyślałem.
Dzwonię na informację kolejową! Wykrzyknąłem uradowany. Informacja kolejowa? Co, Białystok? Proszę Pani, o której przyjedzie HETMAN do Zamościa? Ile ma? Opóźniony na czas nieokreślony, nie rozumiem? No wiem, że są zaspy a o misiu w Przemyślu też słyszałem. A dlaczego nie może Pani sprawdzić? Aha, dyspozytorowi się komputer zepsuł. To niech ze szklanej kuli wyczyta, świtezianka jedna, zadrwił magnat. Pyta się, czy chcemy gorące napoje? No, chętnie bym jakowej smakowitej okowity opił, bo po tym płynie księżycowym kosa mi w gardle stoi. Bo to był, mocium Panie olej silnikowy do lokomotyw, odpowiedziałem. Nawet smaka załapałem, ale nie będę tu kryptoreklamy robić, zadumałem. W tym momencie arystokrata zaczerpnął powietrza nozdrzami i splunął z fantazją przez szparę pomiędzy zębami. Profesjonalizm, życzliwość i otwartość na ludzi oraz klasa, w obyczaju i stroju, pomyślałem sobie o Nim. Chałwy bym pożuł, wystękał z trudnością. Jak HETMAN chce po torach śmigać, to trzeba dobrze zasmarować, ale faktycznie, marketing nigdy nie był ich mocną stroną, odparłem Jemu i wróciłem do przerwanej rozmowy. To gdzie jest ta herbatka, panienko? A skąd weźmiemy czajnik ? Co? Śnieg mamy topić, ale chamstwo! Jaki numer? +50.
Tsss...Mój przywódca w tym momencie zaczął na przemian to syczeć, to mnie szturchać...Widzę, że HETMANOWI już paliwa zabrakło, odepchnąłem go wkurzony. Jak hrabiemu w klimę zapuszczę, to się od razu uspokoi! To jest panie bracie...nasz kod, wyszeptał drżącym głosem. To jest kod do kolejowej kanciapy, w której schowany jest czajnik, odparłem. Słyszałem od prababki, że koło pałacu jest ukryta pieczara, czeluść bez dna, jak wpadniesz do niej to koniec z Tobą, pilnują jej trzy niedźwiedzie GRIZLI...bełkotał jak opętany. Czy Wielmożnemu Panu chodzi o SOKISTÓW, którzy zwykle trójkami chodzą? Idziemy tam, bo mnie strasznie suszy! Tym razem to Ja byłem przywódcą. Po chwili staliśmy przed zamkniętymi drzwiami do kolejowego kantorka. WECHIKUŁ CZASU! Zawył jak syrena mój kompan. Mości KANCLERZU, wrzeszczcie trochę ciszej, bo nas faktycznie zaraz SOK zgarnie. To, co u Niego wywołało takie emocje było zwykłym elektronicznym zamkiem szyfrowym. Tak, pojadę sobie PENDOLINO do Lwowa albo do Paryża do Moulin Rouge, zaczął rozmarzonym głosem snuć swoje wizje mój przyjaciel jednocześnie popadając w stadium błogiej melancholii. Wiesz jakim będę nowoczesnym HETMANEM: wagony restauracyjne, hotelowe, szampany, krzesła elektryczne, kawior, bajery....striptiz! I będę przyjazny dla środowiska, na pewno mnie zelektryfikują a nawet na czerwonych poduszkach będę jeździł. O tak, kolej przyszłości to jest to... No dawaj te 50 i znajdziemy się w 2060r!
A ja się zawahałem, no bo... co zrobię jeżeli w tym okresie nie będzie już w Polsce ani kilometra linii kolejowej i od razu się takim starym robić...Przecież nie jestem z długowiecznej rodziny jak tamten. Nie zastanawiałem się więc długo, tylko czym prędzej nacisnąłem znak minus i tak na pałę - cyfrę: 1.
Mój kompan nie zdążył wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku, tylko zniknął, jakby został nakryty czarodziejską czapką niewidką, a na peronie pojawiła się świąteczna choinka. Poza tym, w trakcie reinkarnacji nie pojawiły się jakiekolwiek zaburzenia akustyczne i urządzenie zadziałało wyjątkowo nowocześnie, tak jakby nie pochodziło z branży kolejowej. Po chwili, po raz kolejny tej nocy, usłyszałem charakterystyczny dworcowy gong, ale tym razem z głośników wydobywał się przyjemny kobiecy głos przekazujący następujący komunikat: „Pociąg pośpieszny HETMAN z Wrocławia wjeżdża na tor 1 przy peronie 1”. Po minucie przy peronie pojawił się długaśny skład pociagu. Z wrażenia wytrzeźwiałem już prawie zupełnie i sam nie wiem w jaki sposób znalazłem się w pobliżu świecącego drzewka.

Coś mi strzeliło do łba, że jest to jeden z tych wszelkiego rodzaju telewizyjnych programów reality show z cyklu: Mamy Cię lub Taniec z Gwiazdami. Mroźny wiatr przywrócił mi jasność umysłu. Stanąłem na baczność pod drzewkiem i wyrecytowałem z przejęciem: „czytelnikom serwisu internetowego LKN życzę w 2010 roku wszystkiego najlepszego oraz żeby mogli z całego świata do Zamościa przyjeżdżać koleją” Uff,...ale - spodziewanych oklasków nie było, żadnej nagrody też nie otrzymałem, a w oddali majaczyły już charakterystyczne sylwetki trzech funkcjonariuszy ze Straży. Mogłeś wcisnąć siedemnaście - huncwocie! Teraz mi dobrze, ale za 9 miesięcy, będzie... kaplica - jełopie! Masz niezły miszmasz w głowie.. Nie...., pomyślałem - gadających pociągów to ja już nie zdzierżę. To była ciężka noc. Wy.....lam z tej bajki czym prędzej, bo już za bardzo przyrodnicza się robi!

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

14-12-2009 Nie jest tak źle, czyli słów kilka o połączeniach ze Stalową Wolą

Podczas gdy przez ostatnie pół roku na łamach naszego portalu w taki czy inny sposób opłakujemy likwidację pociągów pasażerskich w Zamościu, kolejowe życie na innych liniach Lubelszczyzny toczy się dalej. Czasem nawet odnoszę wrażenie że „winą” za wycięcie Hetmana i reszty pociągów pospiesznych obarcza się linię Lublin – Stalowa Wola Rozwadów, która, podobnie jak linie węzła zamojskiego, jest niezelektryfikowana, a po której pociągi jakoś jeżdżą. Często wysuwa się tu argument wysokiej frekwencji w pociągach przejeżdżających przez Zamość kilka lat temu, przytaczając tu zwłaszcza nocny pociąg z Hrubieszowa do Wrocławia. Tymczasem kiedy kursował Wrocław-Hrubieszów, sytuacja na linii „kraśnickiej” również wyglądała zupełnie inaczej – niemal przez całą dobę z Lublina do Rozwadowa i Rzeszowa odjeżdżały pełne, 4-wagonowe piętrusy, a ruch pociągów dalekobieżnych nie ograniczał się tylko do pociągów łączących Przemyśl z Warszawą. Dziś chciałbym się przyjrzeć, jak wygląda sytuacja z połączeniami na linii 68 po wprowadzeniu rozkładu jazdy 2009/2010.

Rok temu w tym miejscu zająłem się tym samym tematem, krytykując zmiany, jakie wniósł ze sobą rozkład, który wówczas wszedł w życie. Zwracałem uwagę m.in. na likwidację niektórych pociągów na odcinku Stalowa Wola Południe – Stalowa Wola Rozwadów (zwłaszcza porannego, odjeżdżającego z Rozwadowa o 5:22) oraz na brak dogodnych przesiadek w Lublinie i Rozwadowie. Z oczywistych względów nie spodobała mi się też relacja Lublin-Szastarka i powracający jak bumerang temat granicy województw: lubelskiego i podkarpackiego, które to województwa rzekomo nie potrafią się „dogadać” i dojść do porozumienia w sprawie wspólnego finansowania kursów.

Z dniem 13 grudnia 2009 zniknęły wszystkie pociągi relacji Rozwadów-Lublin i jest to bardzo dobra wiadomość. Teraz pierwszy pociąg w kierunku Lublina odjeżdża ze Stalowej Woli Południe o godzinie 5:03, a z Rozwadowa o 5:14, po postoju trwającym zaledwie minutę. Podróż do Lublina zajmie zaś dokładnie 2 godziny i 5 minut, co daje prędkość handlową ok. 51 km/h. Inne pociągi osiągają bardzo podobny wynik, jedynie pociągi kategorii Tanie Linie Kolejowe jadą ok. 15 minut krócej.



W drugą stronę sytuacja również uległa poprawie. Pierwszy poranny pociąg z Lublina przyjeżdża do Rozwadowa na 7:21, a nie jak dotąd na 9:54. W dalszą podróż na południe można udać się osobówką do Przeworska, która z Rozwadowa odjeżdża już o 7:25. Kto nie chce się przesiadać, do Stalowej Woli Południe dotrze na 7:48. Co prawda pociąg w relacji Lublin – Stalowa Wola Południe kursuje tylko w dni powszednie, ale w weekendy wspomniany pociąg osobowy do Przeworska i tak nie jest uruchamiany.

Z popołudniowego krajobrazu Rozwadowa znikną wreszcie pielgrzymki pasażerów, którzy nie chcąc czekać 52 minuty na najbliższy pociąg do Przeworska, maszerowali blisko 400 metrów na przystanek komunikacji miejskiej, z której po paru minutach odjeżdżała m.in. linia 4 do centrum Stalowej Woli i dalej do Niska. Teraz co prawda do Niska będzie się można dostać pociągiem dopiero po 61 minutach, ale za to cała Stalowa Wola będzie osiągalna bez żadnej przesiadki, a Rzeszów – po przerwie w podróży trwającej 6 minut. Po latach wróciła więc namiastka bezpośredniego pociągu Lublin-Rzeszów.

W kwestii przesiadek, paradoksalnie również nastąpiła nieznaczna poprawa, choć fakt że pociągi dalekobieżne przekazano spółce PKP InterCity radykalnie zmniejszył ich atrakcyjność ze względów nie czasowych, ale finansowych. Mimo to istnieją promocyjne oferty obowiązujące u obu przewoźników z dawnej Grupy PKP, tak więc taka kombinowana podróż w pewnych warunkach nie musi być bardzo droga. I tak ze Stalowej Woli do Warszawy Centralnej z przesiadką w Lublinie można dojechać na 10:20 (a nie jak dotąd na 10:55), po 5 godzinach 17 minutach. Lepiej jest z podróżą powrotną – odjazd z Warszawy Centralnej 16:55, 10-minutowa przesiadka w Lublinie (a nie jak dotąd 6-minutowa) i przyjazd do Rozwadowa na 21:30, do Stalowej Woli Południe 21:41. Daje to wynik 4 godziny 46 minut.

To tylko niektóre przykłady zmian, jakie właśnie wprowadzono. Ogółem z Lublina w kierunku Stalowej Woli wyruszy 7 pociągów, a do Stalowej Woli Południe dotrze 5 z nich. Do tego dochodzą dwa pociągi kategorii TLK. Ten przykład dosyć dobrze pokazuje, jak kompromitującą ofertą jest ta stworzona właśnie z wykorzystaniem głośnej już linii 71, gdzie kursują 4 pary, 3 z nich docierają do Rozwadowa, a do Stalowej Woli Południe – żadna. A to wszystko w obrębie jednego województwa, gdzie nie trzeba przejeżdżać „granicy”, nie trzeba się dogadywać z sąsiednim urzędem marszałkowskim, trzeba tylko jednego – chcieć.

Dodał: Krzysztof Dobrzański
Zdjęcia: Krzysztof Dobrzański
Źródło: informacja własna, materiały przewoźników

13-12-2009 Piąta rocznica.



W ostatnich dniach (dokładnie 11 grudnia) minęło równo 5 lat od chwili, gdy z Zamościa odjechał ostatni pociąg pasażerski do Hrubieszowa. Myślę, że warto przypomnieć sobie jakie były okoliczności tego zawieszenia, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń wokół kolei na Roztoczu. Wtedy też, było trochę szumu i podobnych komentarzy do tych jakie czytamy obecnie. To wszystko z perspektywy 5 lat daje trochę do myślenia. Zwłaszcza, że jest to bardzo dobry przykład jak trudno w naszym regionie o reaktywowanie połączenia nawet przy sprzyjających uwarunkowaniach, a co dopiero teraz gdy mamy kompleksową likwidacje resztek zaplecza kolejowego w regionie.
Najpierw może pokrótce jak wyglądały ostatnie lata pociągów do Hrubieszowa. Pierwszy raz propozycja zawieszenia ruchu pasażerskiego pojawiła się w lutym 2000 roku, gdy przedsiębiorstwo PKP kierowane wówczas przez tego samego Krzysztofa Celińskiego, który zasiada obecnie na fotelu prezesa PKP Intern City, opublikowało "czarną listę" połączeń proponowanych do likwidacji z dniem 1 kwietnia 2000. Na owej liście znalazła się wówczas oprócz połączeń faktycznie nierentownych ogromna ilość pociągów cieszących się bardzo dobrą frekwencją. Jakie kryteria w ów czas brane były pod uwagę, tego do końca nikt nie wie. Dosyć wspomnieć, przewijał się pomysł zastąpienia najbardziej frekwencyjnego dalekobieżnego pociągu Wrocław – Hrubieszów/Bełżec komunikacją autobusową ze Stalowej Woli do Zamościa (a przypominam, że pociągiem tym jeździło wówczas grubo ponad 300 osób w pojedynczym kursie!!!). No ale wracając do meritum, owa czarna lista spotkała się ze zrozumiałymi protestami społecznymi. W niektórych przypadkach skończyło interwencją samorządów, w innych to funkcjonariusze SOK byli wysyłani przeciw pasażerom broniącym swoich pociągów, które wszak według zarządu PKP woziły powietrze. U nas obyło się bez użycia siły, a samorządy wywalczyły kursowanie bez zmian przynajmniej do końca rozkładu 1999-2000.
Pierwsza rzeź zaczęła się właśnie w czerwcu 2000 roku. Wówczas to z 4 par kursujących do Hrubieszowa (w tym jednej bezpośredniej z Wrocławia) ostały się tylko 2 w relacjach Hrubieszów – Zamość – Zawada. Z czego jedna była po prostu skomunikowanym przedłużeniem pociągu z Wrocławia skróconego z relacji do Hrubieszowa i Bełżca na relację do Zamościa.
Od tego czasu zaczęły się poważne kłopoty pociągów do Hrubieszowa. Pasażerowie co prawda wciąż korzystali bardzo chętnie z porannego i wieczornego przedłużenia kursu z/do Wrocławia (niestety znacznie gorzej było z druga parą). PKP PR jednak zaczęło robić im różne niespodzianki, jak na przykład obcinanie ilości wagonów z początkowych 3 do 2 a coraz częściej i do 1, co z kolei zaowocowało tym, że ciężko było o miejsce siedzące, a w święta zdarzyło się kilka przypadków nie zmieszczenia się sporej grupy podróżnych do owego jednego wagonu.


Powrót składu z Hrubieszowa. Na haku SP32-038 oprócz standardowej "dwójki", wagon klasy pierwszej dopięty na szybko w Zamościu by pomieścić pasażerów.

W roku 2001 dokończono rzezi pociągów regionalnych na Zamojszczyźnie, choć tym razem oszczędzono linie hrubieszowską (może dla tego, że nie bardzo było już co ciąć). W każdym razie od tej pory w pociągach do Hrubieszowa tradycyjnie przed każdą zmianą rozkładu zaczęły się pojawiać złowrogie badania frekwencji przez liczenie pasażerów.
A tych po różnych przygodach trochę ubyło na rzecz samochodów, lecz wciąż jednak jakby na złość odpowiedzialnej za przewozy pasażerskie spółce było ich dużo. W końcu na skutek protestów, a może bardziej pojawienia się większej ilości wolnego taboru po likwidacji połączeń roztoczańskich trochę się wszystko ucywilizowało. To znaczy ustalił się schemat 2 wagony na pociągach do Hrubieszowa w soboty, niedziele, święta, wakacje i inne dni wzmożonej frekwencji, w pozostałe 1. Od rozkładu 2001- 2002 nawet wieczorny kurs Hrubieszów – Zamość stał się wagonami bezpośrednimi włączanymi do pociągu do Wrocławia w Zamościu. Jednocześnie też od jesieni 2001 pociągi do Hrubieszowa oprócz pasażerów zaczęły wozić na doprzęgu zamknięte dla podróżnych wagony do napraw w Hrubieszowie. Od tamtej pory składy SP32+Bh,Bh. Stały się raczej rzadkością widywana tylko w weekendy. W dni robocze podstawowy skład prawie zawsze uzupełniany był kilkoma wagonami podsyłanymi na naprawę doraźną/przegląd/rewizję.



W końcu w PKP PR stwierdzili, że po co do Hrubieszowa druga para osobówek skoro stała wysoka frekwencja jest tylko w porannym i wieczornym kursie nazwijmy go wrocławskim. Poza tym druga para ogranicza czas na manewry z wagonami w Hrubieszowie i trzeba tam utrzymywać na stałe lokomotywę. W ten właśnie sposób od marca 2002 w dni robocze pozostała tylko jedna para osobowych do Hrubieszowa kursująca co więcej w nieco skorygowanym w porównaniu do weekendowych dwóch par. Korekta zresztą wydłużyła czas skomunikowania w Zamościu z wrocławską "nocną strzałą" z 20 do prawie 40 minut bo trzeba było więcej czasu na manewry z wagonami z/do naprawy w Hrubieszowie. Ileż to razy potem z tego powodu było sporo zamieszania gdyż podróżni przyzwyczajeni do całościowych zmian rozkładu w grudniu, nie przypuszczając nawet o korekcie przychodzili na dworzec po staremu. Pół biedy z kursem porannym, który był opóźniony. Wieczorny odjeżdżał wcześniej i nieraz nieprzezorni pasażerowie oglądali tyko końcówki odjeżdżającego pociągu. Przed wprowadzeniem rozkładu 2002-2003 po raz kolejny tradycyjnie pojawiło się złowieszcze zliczanie pasażerów. Jednakże i tym razem dzięki zdecydowanej postawie mieszkańców Hrubieszowa wraz ze znanym miejscowym Księdzem Dziekanem oraz władzom miasta udało się tak potrzebne pociągi utrzymać, choć tylko w sile jednej pary skomunikowanej z wrocławską "nocną strzałą".
Owa ostatnia para pociągów stopniała do jednego wagonu, z rzadka tylko uzupełnianego drugim przy okazji świąt czy długich weekendów. Nie można jednak powiedzieć tego o ogólnej długości składów, gdyż obieg z całym dniem na manewry w Hrubieszowie był bardzo korzystny do podsyłania taboru na naprawy. Stąd tez w rozkładach służbowych przy relacji Zamość – Hrubieszów widnieje ciekawy zapis "seria lokomotywy: SP32, obciążenie rozkładowe 300t (6 wagonów przyp. autor)" co zresztą odzwierciedlało się często w rzeczywistości.


Typowy obrazek osobowego do Hrubieszowa z ostatnich lat. SP32-061 z jedna "bonanzą" otwartą dla podróżnych i kilkoma wagonami przesyłanymi na naprawę lub przegląd. (lato 2003)

Koniec rozkładu, to znów kolejne zapowiedzi o likwidacji połączenia i batalia miejscowych z PKP PR o jego utrzymanie. Frekwencja wówczas pomimo wielu przygód fundowanych przez przewoźnika i rozwoju motoryzacji indywidualnej była jednak wciąż niezła, a na pokładzie tej jednej "bonanzy" zawsze był komplet zajętych miejsc siedzących. Frekwencja więc szynobusowa choć jak wiadomo ten nie mógł być wprowadzony, bo po pierwsze w lubelskim wówczas takowych nie było (nie licząc SN81), a po drugie priorytetem było podsyłanie wagonów na naprawy.
Połączenie ostatecznie udało się wywalczyć, ale był w tym wszystkim jeden "haczyk" i to dość poważny.
Mianowicie PKP PR w ramach oszczędności i szeroko zakrojonej akcji likwidacji nocnych połączeń dalekobieżnych wpadło na "genialny inaczej" pomysł wycięcia nocnego Wrocław – Zamość i zamiany go na grupę wagonów w nocnym Wrocław – Przemyśl. Po nowemu ów pociąg miał mijać największe metropolie zapewniające frekwencje w "nocnej strzale" jak Opole, Gliwice, Katowice czy Kraków już nie późnym wieczorem i wczesnym rankiem lecz w środku nocy. Ktokolwiek był o 2 w nocy na dworcu w Katowicach lub w ogóle o tej porze na jakimś dworcu kolejowym ten wie, że nie mogło to wpłynąć pozytywnie na frekwencje. I tak, też się stało bo zarówno w dalekobieżnym jak i w jego "końcówce" do Hrubieszowa pasażerów zaczęło szybko i systematycznie ubywać. Po "nowemu" ludzie zaczęli coraz częściej jeździć do Hrubieszowa opcją: "Hetman" do Zamościa a dalej samochód uprzejmej rodziny lub dziennym pociągiem do Jarosławia i PKSem Przemyśl – Hrubieszów.
Nic więc dziwnego, że w kwietniu 2004 roku po raz kolejny przy okazji konfliktu o dofinansowanie między PKP PR a Urzędem Marszałkowskim w Lublinie, zawisło nad osobowymi do Hrubieszowa widmo likwidacji. I znów było liczenie pasażerów oraz protesty i artykułu prasowe, że jak tak można odcinać powiat od cywilizacji. Końcu rzutem na taśmę dzień przed planowanym zawieszeniem 30 kwietnia 2004 udało się uratować jeszcze raz połączenia kolejowe, a w opinii publicznej pojawiło się złudne przekonanie, że pociągi do Hrubieszowa są nienaruszalne. Na wakacje 2004 powróciła stara wersja rozkładu a wraz z nią bardzo dobra frekwencja. W Zamościu jednak zaczęły się poważne braki taborowe, związane z aferą przedsiębiorstwa KOLMEX i zajęciem przez komornika należących doń lokomotyw SP32 zapewniających obsługę trakcyjna wszystkich pociągów pasażerskich w regionie. W tym także ostatniej pary hrubieszowskiej. Doraźnie ratowano się lokomotywami SM48, czasem ST44 i ściąganymi z innych części Polski SM42 i SU45.





Jesienią 2004 sytuacja pociągów do Hrubieszowa przedstawiała się bardzo źle. Powrócił skrajnie niekorzystny rozkład, do tego z braku lokomotyw (SU45 zapewniały obsługę, lecz w razie awarii nie było maszyny rezerwowej) zdarzało się i podróżować do Hrubieszowa bez ogrzewania. W listopadzie PKP PR znów zapowiedziało likwidację połączenia i przedstawiło kolejny tym razem daleko wyższy niż w poprzednich latach rachunek za jego utrzymanie. Przyznam szczerze, że pasażerowie, kolejarze jak i lokalna opinia publiczna była na tyle przyzwyczajona do takich zapowiedzi, że nikt nie wierzył iż tym razem pociągi mogą zniknąć. Samorząd wojewódzki postanowił jednak, że tym razem nie będzie płacić, przy niższym zainteresowaniu znacznie wyższego rachunku dla PKP PR i 11 grudnia 2004 pojechał ostatni regularny pociąg osobowy do Hrubieszowa.






Tak oto, po cichu, bez orkiestry grającej żałobnego marsza, tłumu żegnających pasażerów i nawet bez symbolicznego wieńca czy wstążki na czole lokomotywy odjeżdżał ostatni osobowy relacji Hrubieszów - Zamość. Przepraszam, za jakość zdjęcia ale są to jedyne fotografie tego pociągu jakie posiadamy i prawdopodobnie jedyne jakie istnieją. Odjazd ostatniego kursu z Zamościa do Hrubieszowa 11 grudnia rano, był bardziej oficjalny. Byli dziennikarze w tym filmująca ekipa TVP Lublin. Wieczorny kurs żegnał mało kto, podobnie jak mało kto wierzył, że pociągi z Hrubieszowa znikną na tak długo.

Wówczas również słyszeliśmy w mediach, że jest to konieczność oszczędzania na nierentownych połączeniach, że za zaoszczędzone pieniądze marszałek kupi nowe szynobusy, które pozwolą reaktywować połączenie już za rok i generalnie to wszystko dla naszego dobra. Do tego nie obyło się też bez kompletnie ignoranckich artykułów prasowych, jak chociażby notka pewnej dziennikarki, która przyszła 11 grudnia na ostatni pociąg z 5 osobami w wagonie i stwierdziła na tej podstawie, że połączenie faktycznie nikomu nie jest potrzebne. Nie wspominając już oczywiście nic o zmianie rozkładu. A wszyscy wiemy, że prawie nikt nie wybiera się w podróż pociągiem w noc zmiany rozkładu.
Jak w każdym bądź razie wtedy te wszystkie zapewnienia się skończyły wszyscy wiemy. PPKS Hrubieszów uruchomił na szybko 2 autobusy nocne do Wrocławia i Katowic, a po torach 3 razy w tygodniu zaczęły jeździć lokomotywy luzem do Hrubieszowa po wagony pasażerskie. Nowe szynobusy oczywiście Urząd Marszałkowski kupił, lecz pojechały do Kraśnika i Stalowej Woli a nie do Hrubieszowa.
Kończąc chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, pamiętajmy jak skończyły się obiecanki o szynobusach i gdzie tak naprawdę władze samorządowe (nie tylko w Lublinie) mają pociągi na wschód od Zamościa. A po drugie. Jeżeli z Hrubieszowa w ciągu doby kursują 3 autobusy dalekobieżne. Dwa do Wrocławia i jeden do Katowic, a mimo to wciąż wielu pasażerów wybiera dojazd pociągiem do Lublina i dalej samochodem. To czy na prawdę wygodniejszym, tańszym i po prostu lepszym rozwiązaniem nie byłby dobrze wytrasowany pociąg?

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Ty51-17, Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

10-12-2009 Nie ma takiej stacji: Zamość!



Aurę mamy ostatnio deszczową. Niestety, mój organizm, nie zważa na nią i domaga się ruchu i wtedy wymuszone spacery dosyć często ograniczają się do okolic pobliskiego dworca kolejowego. Wynika to pewnie z przyzwyczajenia, bo na dobrą sprawę nie ma tam już czego oglądać, bo ruch niewielki, a gdy nawet się trafi jakiś TOWAROWY! pociąg, to jak na złość, nie ma najczęściej nawet chwili, żeby mu się dokładnie przyjrzeć. Podejrzewam, że PKP to mi na przekór już zaczęło robić, bo jak ja nie mogę, to wtedy jeżdżą, a wystarczy, że się nudzę, to wprowadzają strajk włoski – taki lokalny spisek! Szczytem bezczelności są odjazdy pociągów dosłownie minutę przed moim przybyciem i to dosyć często się mi zdarza ostatnio. No cóż, za dawnych czasów, jak jeździły pociągi osobowe, takich problemów nie było, a i towarowe wtedy były bardziej zdyscyplinowane. Ale teraz mamy...cywilizację! Chociaż da się zaobserwować pewne prawidłowości. Największy ruch w interesie w poniedziałki i piątki. Wtedy możemy spotkać po dwa pociągi towarowe zdawcze. Jeden z Zamościa do Bortatycz, czasami nawet do Izbicy, a drugi z Zamościa w kierunku Zwierzyńca (Bełżec, Biłgoraj). Odjazdy około godz. 8, a powrót tu już różnie, 13 – 15. W środy mamy pojedyńczy towarowy najczęściej zbiorczy: Bortatycze/Szczebrzeszyn. Bardzo wcześnie rano : w godz. 3 – 4, trzy razy w tygodniu przyjeżdża tzw. lopek, czyli pociąg ze Skarżyska Kamiennej, będący głównym źródłem zaopatrzenia dziennych zdawek. Powrót lopka na ogół ok. 21.30. Są jeszcze pociągi z Zamościa do Hrubieszowa odj. po 22 we wtorki, czwartki i niedziele i powracające następnego dnia nad ranem. I to by były wszystkie regularne połączenia towarowe w Zamościu, a o pozostałe to się już proszę pytać...Pana Boga.

W sumie ostatnio to się dosyć sporo takich dodatków zdarza, głównie chyba przez sezon zwozu węgla do Ciepłowni na Szopinku czy Cukrowni Werbkowice. Ponadto, można zaobserwować przewozy drewna, złomu, oleju jadalnego, czy też różnego rodzaju paliwa. Ale to już w tzw. „sztywniakach” czyli w wyżej opisanych.
Nie wszyscy chyba wiedzą, ale również i nad ruchem towarowym na Roztoczu gromadzą się czarne chmury. Nie jest tu winny tylko kryzys, mało tego - ostatnio widać nawet pewne ożywienie w tym względzie. Oczywiście przewozy jednostkowe towarów do takich stacji jak Biłgoraj, Bełżec czy Izbica mogą być deficytowe. Najczęściej pociągi do tych stacji sprowadzały się ostatnio do pojedyńczych węglarek. Klienci jednak się skarżą na długi czas jazdy ładunków, co jest spowodowane tym, że kolei nie opłaca się uruchamiać pociągu z jednym tylko wagonem i czeka się, aż tych wagonów będzie przynajmniej kilka, a czas leci. Niestety, nie widzę szans na poprawę sytuacji w tym względzie, gdyż rachunek ekonomiczny jest tu nie ubłagany, chociaż tego typu przewozom powinna jakaś polityka państwa sprzyjać, bo tak, czy inaczej odciążenie dróg pewnie jest mniejsze przez to. Od dawna wiadomo, że najbardziej opłacalne są pociągi zwarte, tzw. wahadła. Duże potoki w tym względzie generują Zakłady Tłuszczowe w Bodaczowie, korzystające z tak w sumie niepozornej stacji w Klemensowie. Praktycznie dwa razy w dni robocze przejeżdżają niejako tranzytem przez Roztocze wahadła miału z Jaszczowa do Połańca i z powrotem, prowadzone CARGOWSKIMI lokomotywami serii ST44. Od nowego roku tych pociągów może już nie być, gdyż trasa ich przejazdu ma ponoć przebiegać przez Lublin i Kraśnik. Od 1 stycznia ma także już nie być normalnotorowej lokomotywowni PKP w Bortatyczach pod Zamościem, a maszyny stamtąd mają zasilić jednostki w Chełmie i Lublinie. Na tych zmianach najbardziej skorzystać może właśnie szopa w Lublinie, zastawiona przeważnie ostatnio tzw. trupami, czyli lokomotywami odstawionymi z eksploatacji. No cóż, przecież węzeł kolejowy w Lublinie też dotknął kryzys i takie jest prawo silniejszego. Wpłynie to zapewne na reorganizację rozkładu jazdy pociągów towarowych, których będzie mniej i roztoczańskie szlaki kolejowe jeszcze bardziej opustoszeją.
Oczywiście na pojawienie się u nas pociągów osobowych nie mamy co liczyć. W tym przypadku przyczyną jest chyba niesłychany marazm i totalna głupota ludzi odpowiedzialnych za organizację transportu w województwie, jak i w samym Zamościu. Już wiele na ten temat pisano na łamach naszego serwisu i nie chcę się powtarzać. Cała sytuacja staje się dla mnie coraz bardziej niezrozumiała i chyba jestem za głupi żeby to wszystko ogarnąć. O PKP INTERCITY, to już mi się nie chce gadać nawet, ale drugi przewoźnik, po którym prawdę mówiąc obiecywaliśmy sobie wiele, daje również plamę. Pomimo znacznego wzrostu środków finansowych w przyszłorocznym budżecie na przewozy regionalne, nie pojawiają się praktycznie żadne nowe pociągi. Nie mówię już tu nawet o Zamojszczyźnie, bo prawdę mówiąc nie spodziewałem się niczego, ale nawet z samego Lublina nie wyjedzie ani jeden pociąg INTERREGIO. Obie spółeczki starają nie wchodzić sobie w drogę na naszym terenie, a dodatkową kasę z budżetu państwa, w tym z naszych podatków można wykorzystać chociażby na ...marketing. Jak tai kolejowy marketing wygląda to ja dobrze wiem, niestety muszę te informację pozostawić dla siebie, przykro mi – tajemnica spowiedzi!
Wracając do dworca w Zamościu, to w poczekalni i na samej stacji - wisi właśnie pełno różnego rodzaju ulotek typu: koleją na EURO 2012, itp. w gąszczu, których ciężko jest odnaleźć właściwą informację dotyczącą funkcjonowania kolei u schyłku 2009 roku. Jak już wcześniej pisałem, pogoda w tym roku spacerom nie sprzyja i kilka razy musiałem schronić się w poczekalni przed deszczem, choć zdarzały mi się także i wizyty bezsensowne. Nasz dworzec teraz sprawia ponure wrażenie, ani żywej duszy, poczekalnia na szczęście otwarta i wszystko wskazuje na nie dawne ślady funkcjonowania.

Wisi nawet ostatni rozkład jazdy pociągów, po 1 września br. przekreślony białymi taśmami, które z czasem się odkleiły i opadły jak wszystko. Niestety kasa nie czynna, informacji o pociągach również nie otrzymamy. Całość sprawia wrażenie, jak po przejściu radioaktywnej chmury powstałej w efekcie wybuchu nuklearnego, w wyniku którego ludzkość wyginęła, ale przyroda nieożywiona pozostała nietknięta. Dodam, że kasy biletowe są pozamykane na wszystkich roztoczańskich stacyjkach. A przecież jeszcze do końca tygodnia, kursuje u nas sławna KKA, czyli Kolejowa Komunikacja Autobusowa ,która też powoli odchodzi do lamusa. Przed dworcem na ogół stoi zawsze jakiś jej przedstawiciel, i to nie byle jaki bus, tylko rasowy, trasowy autokar. Tylko nasi pasażerowie są tacy niewdzięczni i odwrócili się od tych krążowników drogowych plecami. Nie potrafią docenić, ze im się tak dobrze zrobiło i jeszcze narażają INTERCITY na straty, bo przecież w momencie wprowadzania KKA PKP zakładało, że liczba pasażerów się nie zmniejszy, a tu taki despekt! Chętnych bywało tak mało, (czasami wcale), że parę razy na widok mojej osoby, która przypadkowo zabłąkała się w pobliże owego środka transportu – obsługa gwałtownie się ożywiała - próbując mnie zapędzić do środka, bezskutecznie!
Przejazd pojazdem KKA, na przykład z Zamościa do Dębicy czy Rzeszowa jest nie lada atrakcją. Słyszałem mrożące krew w żyłach opowieści o zamykaniu na kłódkę wychodka i nie włączaniu ogrzewania. Nie wiem – nie widziałem, chyba muszę w ostatni kurs się wybrać i sprawdzić, ale skąd tu nazbierać kasę na bilet. No, ale z drugiej strony, zawsze to ostatni raz będzie! Tylko nieliczne, pojedyńcze jednostki, potrafiły docenić te dobro w ostatnim kwartale. Ale to może i przez nieświadomość, bo bądźcie mądrzy i znajdźcie informacje o rozkładzie jazdy autobusów w internecie. No chyba, że strona internetowa INTERCITY mnie przerasta. Kilka osób mnie prosiło o rozkład i przyznaje się, że kończyło to się zawsze wizytą na dworcu w Zamościu. Może tylko pasażerowie 1 klasy są w stanie zrozumieć treści zawarte na oficjalnej internetowej witrynie INTERCITY, a nie jacyś zastępczy - tacy, jak ja. Na szczęście mam blisko na stację i wiem gdzie ta tajna rozpiska wisi, więc mogłem do woli brylować ze swoją kolejową erudycją.
Niestety od najbliższej niedzieli i to mi zabiorą. Na drzwiach do poczekalni przygwożdżono już, niczym złowieszczy nekrolog, informacja o zawieszeniu kursów komunikacji autobusowej od nowego rozkładu jazdy. Właśnie w tym miejscu zwyczajowo są wieszane klepsydry informujące o zmarłych kolejarzach z Zamościa i okolic. W tym przypadku w sobotę tłumów na pogrzebie nie będzie, gdyż denaci specjalnie się nam nie zasłużyli.
Gdy tak parę razy nie wiedzieć po co siedziałem w naszej dworcowej poczekalni, oprócz przebrzmiałych już podrygów ostatnich tegorocznych much, prawie za każdym razem, jacyś namolni intruzi, wytrącali mnie z błogiego sielskiego nastroju.
Trzask drzwi i wpada dosyć już leciwa babcia:
Ona: Pan tu pracuje?
Je: Powiedzmy.
Ona: Chciała bym pojechać do Białegostoku.
Ja: Pociągiem?
Ona: No a czym?
Ja: Ale nie ma takiego!
Ona: Aha, to nie ma pociągu z Zamościa do Białegostoku? Co ja córce powiem! Dziękuję.
Kolejnego dnia natykam się w poczekalni na elegancką damę z jakimś latynosem z wąsikiem, patrzą na mnie:
Ona: Kto nas obsłuży?
Ja: O cholera!
Ona: Jak się z Zamościa szybko do Gdańska dostać?
Ja: Obawiam się, że państwo znajdujecie się w niewłaściwym miejscu.
Ona: Zawsze jeździmy samochodem, ale przyjaciel nam poradził, żebyśmy pociągiem tym razem pojechali. Teraz je tak reklamują wszędzie, może jakaś promocja by była?
Ja: Na państwa miejscu nie zaliczał bym go już do swoich przyjaciół. Radzę nie eksperymentować w tym względzie – śmiech!.
Ależ ci ludzie mają problemy. Doprawdy nie wiadomo co mówić. Co za poziom!
Innym razem siedzę na ławcę, a właśnie taką jedną nawet odnowili po skasowaniu wszystkich pociągów i znowu, jak ... te drzwi nie trzasną!
On: Przepraszam, nie chciałem!
Ja: Ależ proszę bardzo.
Jegomość z niedowierzaniem zaczyna studiować wiszący na ścianie rozkład jazdy pociągów w...,Lublinie. Będąc pod wrażeniem dobrych manier zaczynam go uświadamiać.
Ja: Proszę pana, ale to jest rozkład jazdy pociągów w Lublinie.
On: A no faktycznie, dziękuję. No właśnie tak patrzę, że tyle połączeń, i do Szczecina i do Poznania. A to rozkład z Zamościa na górze wisi?
Ja: Nie, tam na górze, to już jest nieaktualny. Trzeba wyjść na schody i koło okna jest rozpiska. I to nie są pociągi, tylko autobusy.
On: To tu PKS też odjeżdża z tego dworca teraz.
Ja: Wie Pan mi już się bardzo śpieszy.
Uciekłem stamtąd. Niby inteligentny z wyglądu, a mogę się założyć, że w życiu o Neyu nie słyszał.
Leje deszcz, przy peronie stoi pordzewiały gagarin nr 358, który nie wiadomo co zrobi, obserwuje go w zaciszu poczekalni - co nie uchodzi uwadze pewnego młodego człowieka:
On: Kasa nieczynna?
Ja: No jak Pan widzi!
On: A dlaczego?
Ja: Nie wiem. Nie czynna i już i to od dawna.
On: A gdzie jest informacja?
Ja: Nieczynna! Najbliższa informacja jest na dworcu PKP w Lublinie!
On: To od kogo mogę się dowiedzieć, o której odjeżdżają pociągi do Warszawy?
Ja: No dajmy na to ode mnie. Mogę Panu udzielić natychmiastowej odpowiedzi. Z tego miejsca nie odjeżdżają już żadne pociągi. Wszystkie odwołali.
On: Jaja Pan sobie robisz? A Pan na co czekasz, nie na pociąg?
Ja: No na pociąg, tylko, że towarowy. Nie słyszał Pan o takich. Tu jeszcze takie jeżdżą.
On: To jak to, pociągów już nie ma z Zamościa, nie rozumiem!
Ja: Proszę Pana, gdzie się Pan uchował! Tutaj na ścianie wisi instrukcja obsługi tego przybytku (pokazuję komunikat INTERCITY o wprowadzeniu KKA od 1.09). Zapoznaj się Pan z nią, a dopiero potem ze mną rozmawiaj!
Po około 5 minutach facet podchodzi rozpromieniony: Ale jaja! Jeszcze nigdy się tak nie uśmiałem. Ja tu nic nie rozumiem z tego co tam pisze. To tylko autobusy teraz jeżdżą, ale jak może być kolejowy autobus, nie rozumiem.
Ja: Proszę Pana, przede wszystkim, to nie jest takie śmieszne, przejedź się tym Pan raz, to się Panu śmiać odechce.
On: A wie Pan, że Pan mnie zachęcił!
Ja: A uchowaj Boże!
Znowu musiałem się ewakuować. Taki młody, a jaki namolny! Co za ludzie ! Pasażerowie się teraz tak rozbestwili, że nawet wieczorem i w nocy nie mają szacunku dla tego wielce zasłużonego w historii Zamościa miejsca i próbują zakłucać panujący tutaj spokój. Przecież wszyscy wiemy, że poczekalnię na noc się zamyka, żeby podróżni jej nie zanieczyszczali, nie rzucali skorup z jaj i nie targali rozkładów jazdy. Ale gdzie tam, ludzie potrafią przyjechać w środku nocy i się tam dobijać. Atakują mnie psychicznie, nie bacząc nawet na moją groźną sukę .Zachodzą z obydwu stron. To, że drzwi frontowe zamknięte są na cztery spusty - nie zniechęca ich wcale, muszą jeszcze z drugiej strony pójść, sprawdzić i pozaglądać przez okno.
A jak ja kupię bilet na nocny pociąg do Krakowa? W pociągu Pan kupi, tylko musi Pan pojechać do Rzeszowa! A czym tam pojadę? No jak to czym, samochodem! Do Zamościa Pan przyjechał z Hrubieszowa, to do Rzeszowa Pan nie możesz!
Naprawdę, ludziom, to trzeba teraz podstawowe rzeczy tłumaczyć. A przecież już nawet dzieci wiedzą, ze w nocy pociągami się nie jeździ, bo je PKP polikwidowało właśnie w trosce o nasze bezpieczeństwo. W nocy trzeba spać. INTERCITY tak się stara, powprowadzało różne ciekawe kolorowe taryfy, mamy bilety fioletowe, mamy żółte, są zielone. Prawdziwa tęcza. Można kupować przez internet...
Ale nie, nasze społeczeństwo do takich atrakcji nie dorosło i chciało by tylko jeden bilet. I tak można by było te przykłady w kółko mnożyć, ale na szczęście już nie długo, nie będzie żadnych pociągów i wtedy na kolei zapanuje w końcu błogi spokój. A jak któryś pasażer będzie mnie znowu próbował molestować, to od razu będę krzyczeć, że, w nowym rozkładzie jazdy nie ma takiej stacji Zamość. Owszem, jest Lublin, jest Szastarka, jest Kolbuszowa, jest Horyniec Zdrój. Proszę sobie tam pojechać i niepokoić mieszkańców tamtych miejscowości, a nie mnie!
!

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

10-12-2009 Dlaczego pociągi pasażerskie na Zamojszczyznę szybko nie wrócą?

Tytuł może i bardzo pesymistyczny, ale obserwując to co działo się wokół kolei nie tylko w województwie lubelskim, ale ogólnie w Polsce w ciągu ostatniego roku, ze szczególnym uwzględnieniem wydarzeń jakie miały miejsce w ostatnich miesiącach na Zamojszczyźnie, wydaje mi się niestety bardzo prawdziwy. Zresztą nie tylko ostatni rok ale w zasadzie ostatnie 10 lat polityki względem kolei w naszym regionie skłoniło mnie do takich pesymistycznych wniosków. No bo jeśli systematycznie przez tak długi okres marginalizuje się gdzieś transport szynowy i likwiduje zaplecze z nim związane, to nie dziwmy się, że tendencje przeciwne ciężko będzie wprowadzić.
No ale po kolei. Zastanówmy się najpierw jak wygląda obecnie sytuacja na Zamojszczyźnie pod kątem uwarunkowań i czynników. W pierwszej kolejności wypadałoby zająć się połączeniami międzyregionalnymi, które cieszyły się największą popularnością i broniły się przed skutkami różnych "racjonalizatorskich" posunięć kolejowych decydentów najdłużej. Przeprowadzona na przełomie 2008 i 2009 roku reforma grupy PKP połączona z relokacją taboru, zaplecza i pracowników wprowadziła wiele zamieszania i wyznaczyła nowe trendy w transporcie szynowym w Polsce. Trendy z punktu widzenia przeciętnego klienta kolei, niestety bardzo szkodliwe. Teoretycznie organizacja połączeń międzyregionalnych na zasadach dotychczas znanych (czyli dotowanych z budżetu centralnego) spadła na barki PKP Inter City. Spółka jednak posiadając pełne poparcie ministerstwa infrastruktury, które zafundowało jej ten obowiązek zaczęła realizować go w możliwie wygodny dla siebie sposób. To znaczy w oparciu o posiadane zaplecze i tabor i w zasadzie tylko między największymi ośrodkami. Pierwszą ofiarą tej nowej strategii padła właśnie Zamojszczyzna. Z kilku powodów. Po pierwsze region ten znalazł się z dala od głównych ośrodków miejskich i linii magistralnych, czyli poza zainteresowaniem PKP IC. Po drugie wszystkie linie w regionie są liniami nie zelektryfikowanymi, a spółce przydzielono zaledwie kilkanaście liniowych lokomotyw spalinowych. Po trzecie nietrudno zauważyć, że PKP IC w założeniu miało zapewnić wyższy poziom podróżowania za wyższą cenę, nawet kosztem poważnego uszczuplenia sieci połączeń. No i wreszcie po czwarte, mniej więcej od 2004 roku zmieniano rozkład połączeń pozostałych w regionie po "rzezi" lat 2000-2001 w sposób coraz bardziej niekorzystny dla pasażera, i odbijało się to systematycznym spadkiem frekwencji. Ostatecznie w 2009 roku chcąc skorzystać z oferty kolejowej trzeba było naprawdę nieźle się nagimnastykować
Jak zatem traktować wobec tych faktów przebąkiwania rzecznika Neya, lub inne rozpuszczane ploteczki o wielkiej chęci przywrócenia jakiegoś połączenia sezonowego i pamięci o Zamojszczyźnie? Jako odpowiedź na to pytanie kilka faktów poniżej.
Ostatnią konkretną propozycją ze strony PKP IC było rzucone we wrześniu hasło: 4mln dopłaty do pośpiesznych od Lubelskiego Urzędu Marszałkowskiego, a na następny rozkład uruchomimy jakieś połączenia na Zamojszczyźnie. Tyleż proste co mgliste i nic nie mówiące (żeby nie powiedzieć bezczelne – wszak połączenia międzyregionalne dotuje się z budżetu centralnego) zapewnienie. Marszałek stanowczo odmówił woląc zlecić takie zadanie samorządowym Przewozom Regionalnym. Jak się okazało i tak tego nie zrobił, ale o tym za chwilę. W każdym razie po tej deklaracji sprawy potoczyły się błyskawicznie i skreślono najpierw pociągi PKP IC do Zamościa, a chwilę później PKP Cargo podjęło błyskawiczną decyzje o likwidacji lokomotywowni w Zamościu Bortatyczach. Tak więc w tej chwili nawet gdyby chcieć uruchomić jakiś sezonowy TLK do Zamościa, to pojawiają się problemy. Kto zapewni obsługę trakcyjną? Jak zorganizować jakiś optymalny obieg lokomotywy pod jedyną w regionie jednostkę PKP IC w Lublinie? No i wreszcie w razie jakiejś awarii (a te wśród SU45 czy SM42 jakimi dysponuję PKP IC nie należą do rzadkości) skąd podesłać lokomotywę do Zamościa lub gdzie zaistniałą usterkę naprawić? To wszystko pociąga za sobą koszty. Poza tym zobaczmy na ogólną strategię trasowania TLK w nowym rozkładzie. Na odcinkach nie zelektryfikowanych ilość par pociągów tego typu można policzyć na palcach obu rąk (jest to ilość w sam raz pod posiadaną ilość kilkunastu maszyn). Dlatego też szczerze wątpię, że PKP IC "zafunduje" cokolwiek na Zamojszczyźnie. W sezonie co najwyżej pojawi się kilka pociągów nad morze i na Mazury ale na pewno nie u nas! A rewelacje gazet czy rzecznika możemy włożyć między bajki.
No ale nie samym PKP IC, jeździ człowiek i zobaczmy jak sprawa wygląda pod kątem wielkiego konkurenta czyli Przewozów Regionalnych. Przewoźnik jak wiemy został wydzielony spod skrzydeł PKP i należy obecnie do samorządów wojewódzkich co otwiera spore możliwości w dziedzinie korygowania po linii właścicielskiej rozkładów jazdy lub promocji pod kątem pasażera. Przewozy Regionalne zabierają się również, mimo kłopotów finansowych i jeszcze większych kłopotów taborowych, coraz śmielej za konkurencję z Inter City na trasach między wojewódzkich oferując tańszą i nierzadko lepiej dopasowaną ofertę Inter Regio (cóż natura nie znosi próżni i pustkę po pośpiesznych dla "szarego obywatela", trzeba jakoś zapełnić).
Po wycofaniu się PKP IC ze szlaków Zamojszczyzny, inaczej niż w innych regionach w Polsce pozostała na torach kompletna pustka. Tym bardziej wielkie nadzieje pokładano w Przewozach Regionalnych i w ich ofercie IR lub pociągów osobowych. Tymczasem kiedy przyszło do organizacji budżetu województwa Lubelskiego na 2010 rok, okazało się gdzie tak naprawdę zarząd województwa ma połączenia kolejowe na Zamojszczyźnie. Nie pojedzie u nas żaden pociąg Przewozów Regionalnych, a mimo to dotacja dla PR w lubelskim wzrosnąć ma w 2010 o 13mln 300 tys. zł. z poziomu 33mln rocznie do 46mln! To wzrost o ponad 1/3 w przeciągu roku. Można tutaj pytać gdzie są przedstawiciele Zamojszczyzny w Zarządzie Województwa? Gdzie presja ze strony lokalnych samorządowców, czemu nie upominają się o swoje?
Cóż można krzyczeć. Skandal! Wstyd! Oszustwo! I będzie to jak najbardziej zasadne. Tylko przyznam szczerze jakoś ta postawa zarządu województwa mnie nie zdziwiła. Nikt, tego głośno nie powie ale lubelskie ma swoją strategię dla kolei, którą zresztą samorządowcy z Zamojszczyzny zaakceptowali bez mrugnięcia okiem. Zakłada ona połączenia: Dęblin – Lublin – Chełm, Łuków – Lublin, Lublin – Stalowa Wola, lokalne połączenia do Świdnika na lotnisko... i tyle. A Zamość, Hrubieszów, Biłgoraj, Tomaszów? Tam mamy PKS Wschód, po co pociągi, ktoś w ogóle tam jeszcze pamięta co to jest pociąg? Hmm, dziwne. Bądźmy szczerzy chcąc teraz uruchomić połączenia Przewozów Regionalnych na Zamojszczyźnie, znów napotyka się problem organizacyjno – techniczny, podobny jak przy rozważaniach dla PKP IC. Trzeba obiegi zamknąć w Lublinie, bo tylko Lublin i Łuków pozostały zapleczami PR w woj. lubelskim. Wymusza to konieczność oparcia ewentualnego rozkładu jazdy o połączenia Lublin – Zamość, które mają najmniejsze szanse konkurencji z transportem drogowym i które miały najniższą rentowność. W lipcu 2009 roku podjęto decyzję o likwidacji sekcji utrzymania i napraw wagonów pasażerskich PR w Hrubieszowie, jedynego pozostałego zaplecza PR na Zamojszczyźnie. Decyzja jest właśnie wcielana w życie. Czy gdyby naprawdę Przewozom Regionalnym zależało na połączeniach na Zamojszczyźnie, to likwidowano by teraz jedyne zaplecze w regionie i wywożono zeń maszyny do Łukowa? Czy zwolnienie tych 56 osób zajmujących się naprawą wagonów naprawdę aż tak znacząco obniży koszty LZPR zatrudniającego około 700 pracowników, że nie możliwe jest przekwalifikowanie zakładu?
Rodzi się pytanie. Czy jeżeli można wygospodarować nagle dodatkowe 13mln na połączenia kolejowe i można uruchomić po 10 latach przerwy pociągi do Lubartowa, to co tak naprawdę stoi na przeszkodzie żeby uruchomić połączenia na Zamojszczyźnie? Są pieniądze, jest tabor (a będzie go jeszcze więcej) brak niestety najważniejszego. Najmniejszej chęci i przekonania ze strony władz. Pamiętam, jak PKP PR likwidując po 4 letniej przepychance z mieszkańcami Ziemi Hrubieszowskiej, ostatnie kolejowe połączenie na linii do Hrubieszowa mówiło, że zaoszczędzi w ten sposób w ciągu roku nawet do 2mln zł. A niebawem Marszałek zakupi nowe szynobusy to może pociągi wrócą. Jak wiemy za kilka dni minie od tego momentu 5 lat i widzimy jak potoczyły się dalsze losy. Myślę, że i teraz niema co snuć planów, że jak dojadą nowe szynobusy to pociągi wrócą na Zamojszczyznę. Ta retoryka jest już znana i naprawdę, jeżeli nie pojawiły się w rozkładzie mimo takiego zastrzyku finansowego żadne pociągi na Zamojszczyźnie to możemy być pewni, że się nie pojawią. Widać dobitnie, że Zarządowi Województwa Lubelskiego w przeciwieństwie do sąsiedniego Podkarpackiego kompletnie nie zależy na pokryciu obszaru woj. siecią połączeń kolejowych. Tam pomimo o wiele gorszego stanu infrastruktury i niższych szlakowych, prawie na wszystkich liniach mamy pociągi regionalne, a samorząd wojewódzki planując listę zakupów szynobusów myśli o kompleksowej sieci na terenie województwa a nie tyko kursach do Stalowej Woli czy na lotnisko. Gdyby przełożyć tam realia lubelskie, cały węzeł zagórski powinien być pozbawiony połączeń pasażerskich, a najbliższa jednostka utrzymania taboru znajdować się w Rzeszowie.



Trudno się oprzeć wrażeniu, że tak zdaniem Zarządu Województwa Lubelskiego i PKP IC ma wyglądać mapka kolejowych połączeń pasażerskich w województwie lubelskim i zapewne już niebawem stanie się to faktem. Na żółto zaznaczone odcinki obsługiwane przez PKP Inter City i Przewozy Regionalne, na niebiesko tylko przez Przewozy Regionalne.

Podsumowując cały ten przydługawy tekst. Okoliczności dla powrotu połączeń kolejowych w regionie są bardzo niekorzystne. Po pierwsze zaplecze kolejowe w regionie jest kompleksowo likwidowane pod kątem nowych realiów i reaktywację będą wymagały jego odbudowy chociaż w części co znacznie podniesie koszty. Po drugie pociągi na Zamojszczyźnie nie pasują do strategii państwowego przewoźnika, a władze wojewódzkie nie są zainteresowane uruchamianiem na Zamojszczyźnie niczego mimo, że ta część województwa również finansuje połączenia kolejowe i ich potrzebuje. Po trzecie lokalni politycy i samorządowcy w większości wykazują się niewiedzą graniczącą z ignorancją na temat kolei i nie dostrzegają problemów związanych z brakiem połączeń kolejowych.
Czy jest szansa na zmianę postawy i założeń dotyczących funkcjonowania kolei w lubelskim? Niektórzy mówią, że ten rok był przełomowy i jak mówi powiedzenie miarka się przebrała i już może być tylko lepiej. Cóż, pojawiły się inicjatywy oddolne jak Grupa Obrony Kolei na Roztoczu, które chcą coś zmienić i rozbić mur niechęci lokalnych władz wobec kolei. Wciąż, jednak niestety w niektórych środowiska pokutuje pogląd, że dla kolei na Zamojszczyźnie miejsca niema lub też, że jak mają jeździć gdzieś tylko 3 pary pociągów, to już lepiej niech nic nie jeździ. Cóż, miejmy nadzieję, że uda się to zmienić, nim kolejna spółka z rodziny PKP, jak chociażby Polskie Linie Kolejowe, zafunduje nam następną "kompleksową" likwidację.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: LubelskaKolej.net
Źródło: informacja własna

24-11-2009 Tradycje kolejowe Chełma

Z pewną taką nieśmiałością udałem się 23.11.2009 r. do Chełma na konferencję naukową „Tradycje Kolejowe Chełma”. Zdaje się, że nigdy jeszcze w czymś takim nie uczestniczyłem, co najwyżej były to kameralne spotkania związane z promocją różnych kolejowych książek lub imprezy w stylu: „Dni techniki kolejowej”. Pretekstem do organizacji spotkania w Chełmie była przypadająca w tym roku rocznica 120 - lecia kształcenia kolejowego w tym mieście. Organizatorami uroczystości były: Chełmskie Towarzystwo Naukowe, Instytut Nauk Humanistycznych Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie, Muzeum Ziemi Chełmskiej oraz instytucje kolejowe i sami kolejarze z Chełma. Koncepcja działań, mających na celu upamiętnienie historii kolei, zrodziła się w Urzędzie Miasta Chełm, a patronat objęła Agata Fisz, Prezydent Chełma.
Jestem złośliwy z natury i nie mogę sobie odmówić tego w tym momencie: ciekawe, czy Prezydent Zamościa byłby chętny do udzielenia patronatu w analogicznej sytuacji? Obiecuję, że już więcej na ten temat nie będzie. W dzisiejszym tekście oczywiście.
A wracając do wyjazdu do Chełma, niestety - nie mogłem wziąć udziału w uroczystościach, które odbyły się na dworcu Chełm Główny. W hallu odsłonięto wystawę około 50 zdjęć związanych z funkcjonowaniem tamtejszego węzła kolejowego, są to zdjęcia historyczne z epoki pary, podobno bardzo ciekawe. Udostępniono też do zwiedzania odrestaurowany staraniem lokalnych kolejarzy parowóz Ol49-034. Na szczęście zarówno parowóz, jak i wystawa mają charakter ekspozycji stałych, więc w najbliższej przyszłości, postaram się tam wpaść, do czego zachęcam też i naszych czytelników. Gorsza sprawa jest z Izbą Pamięci, która nie jest chyba dostępna na co dzień do zwiedzania, a zgromadzono w niej ponoć dużą liczbę różnego rodzaju pamiątek z okresu świetności stacji. Na szczęście w trakcie konferencji padały, co prawda w kuluarach, sugestie przeniesienia tych eksponatów do budynku dworca, ale kiedy to nastąpi, nie wiadomo.
Sama konferencja odbyła się w gmachu rektoratu PWSZ w Chełmie, przy ul. Pocztowej nr 55. Na wstępie, rektor PWST prof. Zając wskazał na wyjątkową sytuację Polski na świecie, jako kraju bardzo słabo wykorzystującego posiadaną infrastrukturę kolejową. Omówione zostały rozwiązania przyjęte w Japonii, gdzie transport kolejowy jest bardzo silnie rozwinięty, zaś cechą charakterystyczną jest brak korków na ulicach miast. Pomiędzy aglomeracjami miejskimi jeździ się tam głównie pociągami, a znacznie rzadziej lata samolotami, czy też wykorzystuje transport drogowy. Przy czym linie kolejowe zlokalizowane są w bardzo ciężkim terenie, głównie górskim, prawie dziesiąta część dróg żelaznych przebiega w tunelach. Nie wszystkie japońskie pociągi są super szybkie, owszem dalekobieżne rozwijające prędkości rzędu 350 km na godzinę, ale w ruchu podmiejskim zdarzają się pojazdy wolniejsze, już dosyć wyeksploatowane i sprawiające wrażenie nienowoczesnych. Inna cecha charakterystyczna to punktualność i sformalizowanie procedur. Zabierający następnie głos V- ce Prezydent Chełma wyraził nadzieję, że konferencja będzie początkiem drogi do popularyzacji kolei w Polsce i w okolicy, a kolej będzie miała coraz większe znaczenie w życiu gospodarczym i społecznym.
Przegląd tematyki badawczej związanej z historią kolei a także podstawowe informacje o funkcjonowaniu kolei w przeszłości zostały przedstawione w referacie wygłoszonym przez dr Marka Konstankiewicza z UMCS. Podstawowe daty z historii kolei w Chełmie, to: 17.VIII 1877 r., kiedy otwarto linię kolei Nadwiślańskiej: Mława – Chełm – Kowel, oraz rok 1887 kiedy otwarto połączenie z Brześciem. W 1915 r. nastąpiło przekucie toru szerokiego na normalny, zaś po II wojnie światowej: lata 50 i budowa rejonów przeładunkowych w Zawadówce i 30 km linii szerokotorowej z Dorohuska. Co ciekawe ten strategiczny odcinek toru szerokiego został dopiero niedawno uwzględniony w oficjalnych statystykach, co spowodowało nie małe zamieszanie.
Tradycje Kształcenia Kolejowego w Chełmie przedstawił Franciszek Świstowski z Chełmskiego Stowarzyszenia Technicznego. Techniczna Szkoła Kolejowa działała w Chełmie od roku 1889 r. i została tutaj przeniesiona z Lublina. W 1895 r. wybudowano gmach szkoły przy ul. Pocztowej nr 55 w Chełmie. Był to pierwszy budynek w mieście posiadający instalację elektryczną i sanitarną. Szkoła charakteryzowała się wykwalifikowaną kadrą i wysokim poziomem kształcenia i wywarła duży wpływ na rozwój Chełma. Dział kolejowy został zlikwidowany w 1929 roku, ale kształcenie w tym kierunku kontynuowano w innych formach.
Zygmunt Gardziński (PWSZ, UMCS) omówił budowę i pierwsze lata funkcjonowania Kolei Nadwiślańskiej. 22.VII.1874 r. ogłoszono warunki budowy i kosztorys. Budowę podzielono na 8 odcinków, Chełm był w odcinku nr 6 od Biskupic do Bugu. Inżynierowie z robotnikami pojawili się w Chełmie i Dorohusku w IV 1875 r. W 1876 r. wzniesiono drewniany budynek stacyjny w Chełmie oraz parowozownie na 1 parowóz. Stacja była III klasy. Dalsze kolejowe dzieje zreferował prof. Jan Lewandowski (UMCS, PWSZ). Przed I wojną św. Chełm stał się ważnym węzłem kolejowym. W wyniku działań wojennych wycofujący się Rosjanie niszczyli wszystko, czego nie dało im się wywieźć. Likwidacja torów polegała chociażby na przypięciu stalowego haka do spiętych dwóch parowozów. Od IX 1915 r. kontrolę nad miastem przejęły okupacyjne władze austriackie, które natychmiast przystąpiły do odbudowy. W tym okresie rozpoczęto budowę połączenia Rejowca z Bełżcem i Włodzimierzem Wołyńskim. W 1921 r. węzeł kolejowy w Chełmie podlegał Okręgowej Dyrekcji PKP w Radomiu. Przed II wojną św. PKP były największym pracodawcą w Chełmie.
Wiesław Wojasiewicz w wystąpieniu dotyczącym budowy i eksploatacji linii Chełm – Brześć przedstawił, oprócz ciekawostek technicznych, kilka anegdot związanych z funkcjonowaniem kolei za Cara. Okazuje się, że największe zasługi w pozyskiwaniu koncesji na budowę linii kolejowych miała faworyta cara, która potrafiła go zawsze zmusić do złożenia podpisu. Była oczywiście za to szczodrze wynagradzana przez zainteresowane strony, kwotami, jak na tamte czasy astronomicznymi. W temacie tzw. wziątek przy budowie kolei coś jest na rzeczy, gdyż sam słyszałem od starych kolejarzy, jak to podczas budowy linii z Rejowca do Bełżca okoliczni mieszkańcy składali się na łapówki dla urzędników w celu takiego wytyczenia trasy, żeby omijała zabudowania. Dlatego teraz mamy kilka stacji kolejowych na Roztoczu oddalonych od centrum miejscowości, choć oczywiście istotne tutaj były też względy strategiczne. Wracając do wystąpienia na konferencji to zachowały się do naszych czasów plany budowy linii z Parczewa do Włodawy, a w samej Włodawie uruchomiono w 1888 r. schronisko dla inwalidów kolejowych funkcjonujące przez dłuższy okres, a w okresie II wojny św. przekształcone w sanatorium.
Janusz Pietruszka z CHTN wygłosił wykład o dziejach kolei w Chełmie w okresie: 1918 – 1989. W pierwszych latach po uzyskaniu niepodległości stan infrastruktury był bardzo zły. Dworzec wymagał remontu. Dotychczasowa parowozownia miała tylko 2 stanowiska naprawcze i nie posiadała obrotnicy. W 1925 r. wybudowano dużą parowozownię II klasy, warsztaty naprawcze oraz elektrownie kolejową. Stopniowo wymieniano wyeksploatowane lokomotywy. W 1926 r. pozyskano 3 lokomotywy serii Os24, a w 1931 r. 5 szt. nowoczesnych parowozów pośpiesznych Pt31. W 1930 r. pociąg z Warszawy do Chełma jechał tylko 4godz. 6 minut. Pojawiły się także maszyny towarowe serii Ty23, wyposażone w automatyczne podajniki węgla. W wyniku działań wojennych w latach 1939 – 1944 większość obiektów kolejowych uległa zniszczeniu. Po wojnie nastąpiła stopniowa ich odbudowa. Powstawały nowe zakłady produkcyjne korzystające z transportu kolejowego, jak Cementownia Chełm, czy Terminal Przeładunkowy w Zawadówce. W latach osiemdziesiątych trasa z Lublina do Dorohuska została zelektryfikowana.
Stanisława Rudnik z WUOZ przedstawiła historię budowy Osiedla Kolejowego w Chełmie. Do budowy przystąpiono w związku z planami przeniesienia do Chełma siedziby radomskiej dyrekcji DOKP. Tę lokalizację poprzedziły liczne zabiegi ze strony samorządu i władz Chełma, a ostatecznie o niej przesądziło poparcie samego Marszałka Józefa Piłsudskiego. Budowę nowej dzielnicy rozpoczęto w 1928 r. na obszarze majątku państwowego Starostwo – Obłonie. Osiedle kolejowe miało zajmować obszar 52 ha, na którym zaplanowano 150 budynków mieszkalnych i liczne budynki użyteczności publicznej, w tym: potężny biurowiec w centrum. W 1933 r. inwestycje wstrzymano, w związku z kryzysem gospodarczym. W 1938 r. przystąpiono do prac ponownie, wykończono większość budynków, w tym gmach dyrekcji. Wybuch II wojny światowej znowu te prace przerwał. Stanisław Pyszko (ChTN) opracował temat dotyczący udziału pracowników kolei w życiu politycznym i oświatowo – kulturalnym w latach: 1919 – 1939. Chełmscy kolejarze byli bardzo aktywni społecznie: działały liczne związki zawodowe oraz kolejowe instytucje kulturalne i sportowe. Kolejarze stanowili podstawę w strukturach Polskiej Partii Socjalistycznej, współuczestniczącej we władzy w Chełmie. Niestety nie można było przygotować takiego samego opracowania dotyczącego okresu powojennego, gdyż bezmyślnemu spaleniu uległy kroniki kolejowe zawierające gross informacji na ten temat.
Stefan Dmitruk przedstawił referat na temat: „Pielgrzymowanie koleją, czyli pielgrzymki ludności prawosławnej z Chełma do Kijowa i Poczajowa w latach 80 - tych XIX w.” W referacie przekazane zostały także informacje na temat eksploatowanego taboru kolejowego w tym czasie.
Paweł Wira (WUOZ Chełm) omówił historyczne obiekty techniki kolejowej w regionie chełmskim. Do zabytków kolejnictwa w Chełmie i w okolicach wpisano:

1.parowóz Ol49-034, obecnie odrestaurowany i udostępniony do zwiedzania na stacji Chełm Główny. Parowóz został dostarczony do Chełma w 1993 r. z lokomotywowni w Żurawnicy, w zamian za parowóz Tw12-12, który był odrestaurowany przez pracowników parowozowni w Chełmie, ale w 1993 r. został przekazany do Skansenu Kolejowego w Chabówce. Zdjęcie pochodzi z X 2006 r., kiedy parowóz stał na bocznicy w części przemysłowej.

2.przedwojenny wagon elektrycznej kolei miejskiej, oznaczony po wojnie: EM90-043, w latach 70 wycofany z eksploatacji i przebudowany na gospodarczy. Obecnie zdewastowany na terenie stacji Chełm.
3.hydrofornia w Chełmie, przy ul. Rampa Brzeska nr 6.
4.parowozownia w Chełmie, obecnie w stanie ruiny.
5.wieża ciśnień z 1958 r. w Dorohusku.
6. most na Bugu w Dorohusku.
7.wieża ciśnień na stacji Rejowiec.
8.most na Uherce w Rutce.
9.wieża ciśnień na stacji Urhusk, zdewastowana.
10.wiadukt kolejowy w Wólce Orłowskiej.
Do rejestru zabytków wpisane jest także Osiedle Kolejowe w Chełmie.
Urząd Ochrony Zabytków w Chełmie apeluje o pomoc w inwentaryzacji kolejnych mających historyczną wartość obiektów.
Rafał Jasiński zaproponował przeprowadzenie ścieżki dydaktycznej „DYREKCJA” o długości około 2,8 km. z osiedla kolejowego do stacji Chełm i parowozu Ol49-034. Miała by ona charakter szlaku turystycznego i zawierała podstawowe informacje o ciekawych obiektach historycznych i przyrodniczych znajdujących się na trasie jej przebiegu. Prelegent zasugerował też inne działania zmierzające do promocji turystyki kolejowej w Chełmie, w tym : zamieszczania stosownych informacji w internecie, co niniejszym czynię.
Referaty wygłoszone na Konferencji były bardzo ciekawe i dobrze przygotowane, lecz nie obyło się bez pewnych zgrzytów związanych ze zbyt małą ilością czasu przewidzianego na wykłady. Każdy lektor uzyskał na swój temat raptem 15 minut. Był to na ogół zbyt krótki czas, zwłaszcza, że niektóre zagadnienia naprawdę były obszerne. Prowadzący konferencje mieli niewdzięczne zadanie i musieli założonego harmonogramu przestrzegać. W pewnym momencie, ktoś z wykładowców zaproponował nawet, żeby w tym względzie, nie wzorować się ściśle na systemie kolejowym Japonii, słynącym z punktualności co do sekundy, o czym była mowa na wstępie uroczystości, lecz stosować nasz rodzimy model, w którym pociągom się nigdy nie śpieszy, czyli - mówiąc dosłownie: przedłużać nieco czas poszczególnych wystąpień, narażając się nawet na opóźnienie zakończenia całej imprezy. Niestety, organizatorzy pozostali na ten postulat głusi i w końcowym etapie odczyty zaczęły przypominać trochę zawody sportowe, na zasadzie, który zdąży, a który nie zmieści się w czasie. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Niebawem zostanie wydana publikacja, zawierająca przegląd poszczególnych referatów podobno w całości. Przyznam się, że wykładowcom udało się zachęcić mnie do nabycia tej książki. Przez to tempo zabrakło jednak czasu do dyskusji, a z doświadczenia zdobytego z udziału w różnego rodzaju szkoleniach wiem, że takie dyskusje są cenne, tak samo jak i rozmowy w kuluarach i na przerwach. Na szczęście, jak na prawdziwą konferencję przystało: była przerwa na kawę i ciastka. Mnie szczególnie interesowały ostatnie lata parowozowni w Chełmie. Dowiedziałem się od uczestników konferencji, że parowozy były eksploatowane do roku 1993, a potem około 50 maszyn zostało pociętych na złom. Gdy byłem w Chełmie w maju w 1995 roku na terenie parowozowni znajdowały się 4 parowozy: Ol49-034, Ty51-17, który trafił ostatecznie do skansenu w Krzeszowicach, Ty2-388 oraz jeszcze jeden Ty2, ale już w trakcie cięcia na złom i ogołocony z tabliczek. Urządzenia do nawęglania parowozów były jeszcze kompletne a w poczekalni dworca wisiało sporo zdjęć z parowozowni, zwłaszcza maszyn serii Ty51, do których mam szczególny sentyment. Dowiedziałem się także, że po likwidacji parowozowni pracownicy chcieli urządzić tam muzeum, ale ówczesne kierownictwo stwierdziło, że to się nie będzie opłacać. No i dzisiaj w tym miejscu mamy ruderę, z którą na dobra sprawę nie wiadomo co zrobić...
Gmach rektoratu PWSZ, w którym odbywały się wykłady robi wrażenie. Te mury niejedno pewnie widziały, a cała szkoła faktycznie ma swój specyficzny klimat. Pomieszczenia były bardzo czyste, nawet przysłowiowej zdechłej muchy nie znalazłem na parapecie. Oczywiście, całą konferencję, mimo jej tempa będącego oznaką chyba dzisiejszych czasów, uważam za bardzo udaną i oby takich imprez było coraz więcej!

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

20-11-2009 Jak to z tą koleją w Zamojskiem jest naprawdę?

Niedawno na łamach serwisu Zamość online ukazał się bardzo interesujący wywiad z wiceprezydentem Zamościa, Panem Tomaszem Kossowskim, w którym poruszono między innymi kwestie związane z koleją na Zamojszczyźnie.
Przede wszystkim bardzo dobrze, że udało się wreszcie uzyskać oficjalne wypowiedzi prasowe przedstawiciela władz Zamościa na ten tematy bezpośrednio związane z przyszłością kolei w regionie i mieście, gdyż jak do tej pory próżno było szukać artykułów w których problem ten traktowany był z należną mu uwagą.
Wypowiedzi wiceprezydenta rzucają trochę światła na temat tego, co o kolei władze miasta myślą. Jednakże jak to zwykle bywa w takich przypadkach prowokują jeszcze więcej pytań. Pytań którymi chciałby się w niniejszym artykule podzielić z szerszym gronem. A trochę ich jest, gdyż wiceprezydent starał się (czemu się zresztą nie dziwię zważywszy na zbliżające się wielkimi krokami wybory samorządowe) w kwestii kolei unikać konkretów i wypowiadać się ostrożnie.
Niemniej jednak pewne kwestie pozostały przez to w pewnym powiedzmy sobie niedomówieniu. Tyczy się to między innymi planów rozbiórki linii kolejowej w centrum Zamościa.
Na wspomniany temat Pan Wiceprezydent wypowiada się w czasie przeszłym, tu cytuję: "Chcieliśmy to odbudować (bastion I przyp. autor) i te tory jak najbardziej chcieliśmy, jako miasto, by były zlikwidowane." Czy w takim razie można rozumieć, że obecnie koncepcja rozbiórki jest zarzucona, podobnie jak chociażby koncepcja odbudowy Bramy Lwowskiej i ograniczenia tam ruchu kołowego?
I powiedzmy sobie jasno czy w takim razie miasto dalej dąży do rozbiórki, lecz przed wyborami oficjalnie złagodziło stanowisko, czy może już jednak nie dąży? A jeśli zarzucono koncepcje rozbiórki torów to dlaczego nie usankcjonować tego w zapisach dokumentów planistycznych? Wiadomo, że o wiele ciężej jest zainteresować jakikolwiek podmiot, nawet podległy urzędowi marszałkowskiemu jak Przewozy Regionalne organizacją przewozów na danej linii jeżeli nie ma pewności co do przyszłości jej samej, a wypowiedzi o negatywnym wpływie niejasnej sytuacji planistycznej kolei w Zamościu na organizacje przewozów dało się już słyszeć.
Ponadto rzeczą, która martwi szczególnie, a która przewija się cały czas w wypowiedzi zresztą nie tylko Pana Wiceprezydenta, jest patrzenie na całość kolei w regionie przez pryzmat linii do Rejowca i Hrebennego i jej niefortunnego przebiegu. Niestety utarło się w niektórych kręgach, że kolej "zbudowana przez okupanta" nie ma szans stać się konkurencyjnym środkiem transportu i jest jedynie problemem. Natomiast zapomina się zupełnie o korzystnym przebiegu wschód – zachód, na którym to występowały największe potoki podróżnych, a który mimo to najpierw padł ofiarą kompleksowej likwidacji ruchu lokalnego przez PKP PR a ostatnio międzyregionalnego przez PKP IC.
Niestety odnosi się to także do deprecjonowania linii do Hrubieszowa i Biłgoraja, których stan techniczny czy przebieg przez miasto (jest to w zasadzie jedyny taki przypadek w regionie) dają sporo niewykorzystanych możliwości. A już sugerowanie, że linia kolejowa do Hrubieszowa była utrzymywana tylko ze względów militarnych, jest naciąganiem faktów zahaczającym o ignorancje w dziedzinie wiedzy jakby nie patrzeć o własnym podwórku. Linia ta pełni bowiem i w ostatnich 30 latach pełniła, przede wszystkim funkcję gospodarczą (zresztą bardzo istotną dla kilku dużych zakładów) a nie strategiczną. Gdyby była to rzeczywiście linia o znaczeniu strategicznym to byłaby na liście szlaków kolejowych znaczenia państwowego, a nie jest.
Co do koncepcji uruchomienia ruchu regionalnego w relacji Hrubieszów – Zamość – Biłgoraj, nie dziwi specjalnie niechęć do organizacji tych przewozów w oparciu o fundusze miejskie. Cóż w Polsce na to pozwolić mogą sobie w zasadzie jedynie największe aglomeracje jak Warszawa czy Kraków. Natomiast bardzo dziwi sceptyczne podejście także do reaktywacji (także tych) połączeń regionalnych przez samorząd w ramach współpracy chociażby z Przewozami Regionalnymi. Jak wiadomo połączenia regionalne organizowane są z funduszy samorządowych, na które niejako "składa się" całe województwo. Tak więc skoro mieszkańcy Zamościa i okolicy też dokładają pośrednio do kolei, to także miastu powinno zależeć na tym aby skorzystać jak najbardziej przy tworzeniu siatki połączeń i wspomóc lobbowanie za pociągami w regionie. Wszak Zamość bardziej skorzysta z chociażby pojedynczych dobrze wytrasowanych połączeń w regionie niż z dodatkowych pociągów do Chełma czy Kraśnika. Tymczasem z wypowiedzi Pana Kossowskiego wynika raczej, że bliżej władzom do krytyki wszelkich pomysłów reaktywacji niż do ich wspierania. To bardzo zła postawa zwłaszcza, że obecnie w sytuacji ograniczonych środków, to właśnie działania powiatów czy gmin miejskich, na rzecz uruchomienia połączeń często mają niebagatelny wpływ na powstanie danego połączenia. Tymczasem, przez wypowiedzi przewijają się cały czas postawa typu, jeżeli będzie dobra oferta i przy okazji jakiś remont, oczywiście bez naszego wkładu finansowego to się zastanowimy. Co to jest ta "dobra" oferta? Rozumiem, że dla władz obecna sytuacja w której podróżujący do Zamościa, Hrubieszowa, Biłgoraja czy Bełżca skazany jest na autobus, bus lub własny samochód jest jak najbardziej w porządku i nie ma potrzeby upominania się o połączenia kolejowe do tych miejscowości?
Czy władz Zamościa naprawdę nie stać na jakiekolwiek działanie na rzecz kolei, takie jak chociażby samorządowców z biednych podkarpackich gmin dla inicjatywy remontu linii Rzeszów – Jasło? Linii z obecnie bardzo słabą ofertą przewozową, mało uczęszczanej i z daleko większymi zaniedbaniami infrastrukturalnymi niż na Zamojszczyźnie.
No i wreszcie na koniec sprawa inwestycji z RPO. Nie przekonują jakoś argumenty, iż takie rozlokowanie inwestycji w sektorze kolejowym to tylko i wyłącznie wynik postępowania wedle strategii i że nie było żadnych działań zakulisowych czy propozycji odnośnie linii do Zamościa. W przypadku inwestycji w szlaki kolejowe do planowanego lotniska w Świdniku czy linii z Dorohuska do Zawadówki tutaj jest pełna zgoda z zapisami strategii. Natomiast skąd 41mln dofinansowania na remont linii Lublin – Łuków, o którym Pan Wiceprezydent nic nie wspomina? Nie podpada on pod żaden z priorytetowych celów operacyjnych w zakresie poprawy dostępności komunikacyjnej województwa zawartych Strategii Rozwoju Województwa Lubelskiego 2006-2020. Dlaczego wybrana zostaje akurat linii do Łukowa o zdecydowanie mniejszym znaczeniu niż ta do Zamościa? Co więcej, prace na linii Rejowiec – Hrebenne – granica państwa znacznie bardziej pasują do koncepcji poprawy jakości szlaków prowadzących do przejść granicznych niż modernizacja Lublin – Łuków. Czy może jednak jak to w każdej "legendzie" jest i tu trochę prawdy i propozycjami linii do Zamościa lokalne władze nie były zainteresowane, lub nie okazały się one wystarczająco "dobrą" ofertą dla nich?
Bądźmy szczerzy, na jakieś szybkie pociągi z Warszawy do Lwowa nie ma szans i nie będzie. Lepiej wykorzystać każdą nadarzającą się okazję poprawy połączenia Zamość – Lublin. Zwłaszcza, że przy remoncie łącznicy omijającej Rejowiec i kilku kilometrów toru między Ruskimi Piaskami a Złojcem, naprawdę można by skrócić czas podróży do stolicy województwa o prawie godzinę.
Podsumowując. Mam pewne obawy, iż na dłużej przypadnie naszemu regionowi niechlubna rola wyjątkowego miejsca, które samo sobie szkodzi stojąc do kolei plecami.


Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna; http://zamosconline.pl

02-11-2009 Pociąg pielgrzymkowy Hrubieszów – Częstochowa – Hrubieszów.

W dniach 7-8 listopada, już po raz 26 odbędzie się Ogólnopolska Pielgrzymka Kolejarzy na Jasną Górę. Wśród pociągów, które zjadą tych dniach do Częstochowy z całego kraju znajdzie się tradycyjnie również i ten z naszego regionu. Nie będę się tu rozpisywał na temat tego, czym jest owa Ogólnopolska Pielgrzymka Kolejarzy i jaki jest jej program, to już o wiele lepiej opisane zostało w oficjalnych materiałach, które możemy znaleźć na stronach Katolickiego Stowarzyszenia Kolejarzy Polskich (http://www.kskp.pl) i Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ Solidarność (http://www.skk.org.pl).
Raczej chciałbym omówić kilka informacji praktycznych dla tych, którzy nigdy pielgrzymkowym pociągiem nie jechali, a chcieliby w tym roku do pielgrzymki dołączyć.
Zwłaszcza, że w tym roku uruchamiany jest on na nieco innych zasadach i przez spółkę PKP IC, a nie jak dotychczas PKP PR. Przede wszystkim jest to, jak co rok, pociąg ogólnodostępny, więc jeżeli zechcemy dołączyć do pielgrzymujących, to nic nie stoi na przeszkodzie. Zmieni się za to trasa i czas przejazdu. Do tej pory część hrubieszowska jechała przez Zamość, Biłgoraj, Stalową Wolę, Sandomierz, Ostrowiec Świętokrzyski do Skarżyska Kamiennej gdzie była łączona z częścią lubelską. W tym roku pojedzie przez Zamość, Rejowiec do Lublina gdzie włączona będzie z do części lubelskiej. Krótsza trasa i czas to również skrócenie składu z dotychczasowych czterech wagonów do trzech. Gdyż część hrubieszowska nie zabierze już pasażerów z trasy Zawada – Stalowa Wola. Co do zasad odprawy podróżnych pozostaną niezmienione, zmieni się jedynie taryfa na tzw. taryfę "M" czyli taką jak na pociągi TLK lecz bez dopłaty za miejscówkę.
Rozkłady jazdy pociągów pielgrzymkowych w tym i Hrubieszów(Lublin)-Częstochowa-(Lublin)Hrubieszów, dostępny jest między innymi tutaj: http://www.skk.org.pl/doc2009/rozklady_7_8_listopada/index.html


Ubiegłoroczny pociąg pielgrzymkowy Hrubieszów – Częstochowa, czyli SP32-148 + 4 wagony klasy drugiej, podczas postoju w Zamościu. W tym roku pociąg ten będzie jedynym składem pasażerskim już nie tylko na odcinku Zamość – Hrubieszów ale także i na trasie Zamość – Zawada – Rejowiec. Miejmy nadzieję, iż pomimo likwidacji kolejowych zakładów pracy w Zamościu i Hrubieszowa, w przyszłym roku również pojedzie z Hrubieszowa pielgrzymkowy pociąg.

Dodał: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna; http://www.skk.org.pl

26-10-2009 wieczka dla kolei na Roztoczu

Zbliżają się dni, które skłaniają ludzi żyjących do duchowego kontaktu ze zmarłymi. A tym razem przyjdzie mi zapalić kolejną, choć co prawda symboliczną świeczkę nad... zbiorowym grobem kolejowym na Zamojszczyźnie. Najgorsze jest to, że to będą różne miejsca: Dworzec PKP w Zamościu, Sekcja Taboru CARGO w Bortatyczach, ZNTK w Hrubieszowie, stacja w Bełżcu, wąskotorówka w Werbkowicach. Niestety, w tematach okołokolejowych w mijającym roku miały u nas miejsce masowe egzekucje. Co jakiś czas pojawiają się w mediach informacje o niby to rzekomym wskrzeszeniu ruchu pasażerskiego na Roztoczu, jak zwykle Gazeta Wyborcza w Lublinie przebiła wszystkich, informując o wojnie pomiędzy Spółkami o zamojskich podróżnych. Niestety nic z tego, myślę, że nie ma co liczyć zarówno na INTERCITY, jak i na Przewozy Regionalne. Obydwie firmy podejmują swoje decyzje na podstawie bodźców politycznych, a nasi politycy traktują pociąg jak nie wiem co? dyliżans – czyli jak archaiczny środek transportu. Wyłazi lokalny prowizncjonalizm.
Wystarczy popatrzeć, co dzieje się w sąsiednim województwie - na Podkarpaciu. Uruchamiane są nowe połączenia lokalne i dalekobieżne, remontowana ma być w ekspresowym tempie nieużywana od lat łącznica w celu przyśpieszenia biegu pociągu, planowane są poważniejsze remonty kilku zdegradowanych odcinków. Stoją za tym decyzje podejmowane na szczeblu wojewódzkim, a nawet wyższym, ale na pozytywną wolę decydentów wpływ musiały mieć także różnego rodzaju formy nacisków społecznych. Niestety politycy z naszego podwórka najchętniej odcięliby Zamość i Roztocze od kolei w ogóle. Podobne postawy prezentuje ekipa Lubelskiego Urzędu Marszałkowskiego.
Na nic zdały się podpisy i protesty mieszkańców regionu. Od 13 grudnia Spółka INTERCITY likwiduje nawet autobusową komunikację zastępczą wprowadzoną na początku września w miejsce zlikwidowanych pociągów. Spółka nie jest zainteresowana utrzymywaniem czy uruchamianiem nowych połączeń poza głównymi ciągami komunikacyjnymi, gdzie występują duże potoki podróżnych. INTERCITY wprowadza też rewolucję w kategoryzacji pociągów. Znikają ekspresy, które mają być pozamieniane w większości na TLK - tanie linie kolejowe. Zostają bardzo drogie pociągi IC. Połączenia TLK będą zapewne finansowane po części z budżetu. Pośpiesznych ma przecież nie być wcale. Znowu bogatsze regiony skorzystają kosztem biedniejszych, gdyż Spółka nie będzie musiała dotować zlikwidowanych na przykład na Zamojszczyżnie pociągów i będzie miała więcej kasy na utrzymywanie połączeń magistralnych. Może z punktu widzenia ekonomicznego jest to logiczne, ale przypomina mi to bardzo sytuację, jaką mamy w służbie zdrowia. Podczas gdy nasze szpitale padają, te po drugiej stronie Wisły mają się całkiem dobrze. Ano, jakiś czas temu, ktoś wpadł na pomysł, żeby wprowadzić w algorytmie na wyliczenie kwot dotacji z kasy chorych współczynnik zamożności gospodarstw domowych. Im większy statystyczny dochód w regionie tym większa kwota dotacji. Bardzo logiczne. I nikt nie będzie przecież protestować, bo większym – bogatszym ośrodkom się to bardzo opłaca.
Tak samo z pociągami, praktycznie wszystkie połączenia pośpieszne są nierentowne, ale polityka transportowa idzie w kierunku utrzymywania tylko tych, na głównych trasach. Wychodzi się z założenia, że tam zawsze chętni do podróży się znajdą. Tymczasem nie robi się nic, żeby powstała korzystna oferta na trasach uchodzących dotychczas za deficytowe. Jak już wiele razy tutaj pisano - na roztoczańskich szlakach niekorzystny rozkład jazdy spowodował znaczny spadek potoków podróżnych. Przykładowo na portalu Roztocze On Line zamieszczone są informacje o spadającej frekwencji z roku na rok w pociągach z Warszawy do Zamościa i z powrotem, w związku z nieodpowiednimi dla podróżnych godzinami przyjazdu i odjazdu z Zamościa. Nie analizowano przyczyn takiego stanu rzeczy, tylko od razu dokonano swoistej amputacji, zamiast próbować leczyć. A ktoś przecież za to odpowiada, ale może spać spokojnie – rozliczony nie zostanie. Wmawia się społeczeństwu, że to jest normalna kolej rzeczy, że mamy dwudziesty pierwszy wiek i pociągi są „be”. Szczytem nowoczesności komunikacyjnej stały się różnego rodzaju nyski, niektóre może i nawet w miarę komfortowe, ale ciężko jest jechać czymś takim przez pół Polski z różnych względów, chociażby z powodu dosyć ciasno poupychanych siedzeń w większości pojazdów. No ale oczywiście padają argumenty, że jakoś przewoźnicy w końcu muszą zarobić, siedzeń musi być więcej, więc musimy się zacząć poświęcać. Władza niestety rozbija się po terenie samochodami służbowymi, a przydałoby się kiedyś upchnąć ich wszystkich na raz do takiego busa z miejscami stojącymi i puścić w trasę. Oczywiście, nie chcę tutaj generalizować, że transport drogowy jest z natury zły, bo i znam przewoźników prywatnych stosunkowo rzetelnych i dbających o klienta i posiadany tabor. Moje uogólnienie sprowadza się do tego, że na długich trasach dotychczasowa oferta jest niewygodna dla przeciętnego pasażera, zwłaszcza w kierunku do Krakowa i na Śląsk.
Niestety, podczas wrześniowej rzezi pociągów wycięte zostały połączenia mające dotychczas w miarę przyzwoitą frekwencje, jak na nasze warunki, na przykład: HETMAN czy chociażby SOLINA. Zrobiono to tak z rozpędu, choć w sumie INTERCITY tłumaczyło się tym, że nie opłaca się im utrzymywać połączeń obsługiwanych trakcją spalinową. Ale od 13 grudnia bieżącego roku wprowadza się nowe takie połączenia, a o HETMANIE cisza! Więc jak to jest w końcu?
Mało tego, między przewoźnikami kolejowymi toczy się swoista wojna o dotacje do przewozów z budżetu państwa i PRy są w tej walce na straconej pozycji, choć nawet, gdyby dostały więcej kasy, wcale nie znaczy, że znacząco byśmy na tym skorzystali, gdyż jest to firma uzależniona od samorządu województwa, a wiadomo, kto tam w Lublinie siedzi. Podejrzewam, że wtedy przybyłoby kolejne dalekobieżne połączenie z Lublina do Warszawy czy do Krakowa.... Mnie już nie dziwi, że decydenci z Lublina promują rozwiązania wspierające rozwój własnych okolic. Co prawda robi się przykro, ze niejednokrotnie są to ludzie wywodzący się z naszego roztoczańskiego podwórka. Na przykład: w stolicy województwa coraz częściej mówi się o reaktywacji połączeń na odcinku do Lubartowa, gdzie transport drogowy jest bardzo silnie rozbudowany, a mimo wszystko ktoś tych pociągów tam chce. Zupełnie dobrze mają się też połączenia osobowe z Lublina do Stalowej Woli przez Kraśnik i to też wbrew silnej konkurencji auto – busowej. Jakoś nie słychać, żeby miały tam być w przyszłości jakieś cięcia. Nie wspomnę już o trasie z Lublina do Chełma, gdzie naprawdę jest tłok w pociągach, ale fakt, że to jest linia zelektryfikowana, więc zaraz pojawią się argumenty, że nie można jej porównywać z trasą z Lublina do Zamościa, która jest pozbawiona trakcji od Rejowca. Tym bardziej zbulwersowała mnie postawa władz Zamościa, w wyniku której zablokowano pieniądze z funduszy unijnych właśnie na remont linii z Lublina do Zamościa, między innymi uwzględniający odbudowę łącznicy w Rejowcu, co bardzo skracałoby podróż. Najprawdopodobniej znów poszło o umiejscowienie przystanku kolejowego na ulicy Peowiaków, co podziałało na Prezydenta Zamościa jak przysłowiowa płachta na byka. No i pieniądze poszły..... na Lubartów. A w zamojskim ratuszu pojawiła się koncepcja budowy... pendolino z Warszawy do Lwowa. To już w Lublinie nie mają takich zachcianek. Muszę tutaj dodać, że pomysł z rekonstrukcją murów obronnych na starym mieście w Zamościu nie jest oryginalnym pomysłem obecnej władzy, lecz powstał na początku lat siedemdziesiątych i była to koncepcja waszawskiego architekta Jedynaka. Przewidywała ona jednak alternatywne rozwiązania dla funkcjonowania kolei w mieście, opiszę je może kiedyś w dziale historia, póki co plany gdzieś mi wsiąkły w domu.


Przystanek PKS STARÓWKA przy ul. Peowiaków w Zamościu. Idealne miejsce na punkt przesiadkowy w komunikacji autobusowo – kolejowej. Szkoda, że pewnie tego nigdy nie doczekamy. Idea wybudowania przystanku kolejowego w tym miejscu urodziła się za tak zwanej głębokiej komuny. Najpierw chciała go władza, a nie chciała się zgodzić kolej. Potem jak już kolej chciała dać, to władza znowu nie chciała. Potem były dożynki i wybudowano tu stację przeładunkową z suwnicami. A od upadku komuny mają tutaj być parkingi dla samochodów. Ostatnio napalił się na nie jeden hrabia.
Reasumując: czy od nowego rozkładu jazdy dojedziemy do Zamościa pociągiem?
Nic na to nie wskazuje, ale... cuda się zdarzają!
Ponadto, przypomniało mi się, już nie pamiętam w tej chwili skąd mi znane hasło: "obywatelu - zrób sobie dobrze sam". Trzeba zorganizować przejazd turystyczny pociągiem po okolicy, na wzór wszelkiego rodzaju imprez organizowanych ostatnio na przykład w Bieszczadach czy w Lubartowie. A żeby połaczyć przyjemne z pożytecznym, na pociągu można zawiesić różne hasła - wszelkiego rodzaju bajery promujące kolej, w wagonach jak w stanie wojennym - ulotki. Butelki z wodą proponuję schować do trumny. W końcu mamy zezwolenie od samego ARONA. Jest tylko jeden problem: nie ma chętnych do zorganizowania takiej biby. No ja się zgłaszam, żeby obsługiwać mammograf.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

10-10-2009 Czemu władzom Zamościa przeszkadza kolej?

Lektura zapisów miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Zamościa będącego owocem wieloletniego forsowania pewnej koncepcji rozwoju miasta i zagospodarowania jego historycznego centrum wraz z najbliższym otoczeniem, skłoniła mnie do pewnych przemyśleń. Przede wszystkim w jakim stopniu zasadne mogą być twierdzenia o konieczność pozbycia się torów z miasta i czy nie jest to po prostu fanaberia urzędników traktujących przestrzeń publiczną jak swój prywatny folwark. No i oczywiście czy z istniejącej sytuacji nie dałoby się wyciągnąć większych korzyści, racjonalnie zagospodarowując teren.
Przede wszystkim wszelkie rozważania na ten temat powinno się zacząć od analizy obecnej sytuacji linii nr 72 Zawada – Hrubieszów Miasto przebiegającej w pobliżu centrum Zamościa.
Nie jest to na chwilę obecną linia znaczenia państwowego i co więcej nie stanowi elementu żadnego z międzynarodowych ciągów komunikacyjnych. Nie jest to także linia o charakterze magistralnym, tę rolę spełnia omijający Zamość obwodnicą od północy LHS. Co za tym idzie ma ona znaczenie głównie z punktu widzenia potrzeb gospodarczych i komunikacyjnych regionu więc nie należy spodziewać się prowadzenia po niej intensywnego ruchu generującego uciążliwości dla otoczenia. Skąd więc biorą się narzekania prezydenta miasta i jemu podobnych, na szkodliwość kolei?
Zły wpływ na zabytki?
Jednym z argumentów jest rzekoma troska o zabytki na które kolej ma wyjątkowo negatywnie oddziaływać. Zastanówmy się na ile są to twierdzenia zasadne a na ile rozdmuchiwanie praktycznie nieistniejącego problemu. Chciałbym w tym momencie przytoczyć przykłady innych miast Polski jak i Europy w których kolej, nierzadko dużo intensywniej wykorzystywana, może funkcjonować w sąsiedztwie zabytków i nikt nie widzi w tym fakcie większego problemu.
Najbardziej dobitnie potwierdza to Kolonia w Niemczech. Katedra świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny, główny i największy kościół w mieście. Jedna z największych tego typu budowli na świecie i druga co do wysokości katedra gotycka zaraz po katedrze w Ulm. Zabytek najwyższej klasy wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Budowa tej monumentalnej świątyni trwała od 1248 roku przez blisko 600 lat. W bezpośrednim jej sąsiedztwie znajduje się linia kolejowa o intensywnym ruchu i dworzec kolejowy. Nie znalazłem głosów o bardzo złym wpływie linii kolejowej na katedrę i konieczności rozbiórki torów.


Katedra świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny w Kolonii. (fot. Judith Strücker) źródło: http://commons.wikimedia.org

Kolejny przykład, który dobitnie pokazuje jak można pogodzić ciąg komunikacyjny i zabytkowe otoczenie to słynna berlińska Wyspa Muzeów. Jeden z największych i najważniejszych na świecie tego typu kompleksów muzealnych również wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Znajduje się tam m.in. słynne Muzeum Pergamońskie. Wyspę muzeów w jej północno-zachodnim krańcu pomiędzy Muzeum Pergamońskim, a Muzeum Bodego przecina ruchliwa linia kolejowa prowadząca do pobliskiego dworca Alexander Platz. Władze Berlina nie zdecydowały się jednak na rozbiórkę torów.


Berlin. Wyspa Muzeów. Linia kolejowa przebiegająca pomiędzy Muzeum Pergamońskim a Muzeum im. Bodego. (fot. Klaus Jähne (Kjunix)) źródło: http://commons.wikimedia.org

Teraz może jakiś przykład z krajowego podwórka, gdzie kolej nie cieszy się taką estymą jak w Niemczech, a wręcz w ciągu ostatnich 20 lat jest systematycznie marginalizowana i spychana do roli „chłopca do bicia” za wiele problemów wynikających z polityki państwa. Ale wracając do meritum. Zapewne większość z nas kiedyś była lub przynajmniej słyszała o twierdzy krzyżackiej w Malborku. Jednej z największych i najlepiej zachowanych warowni średniowiecznych w Europie, także wpisanej na listę UNESCO.W Malborku linia kolejowa dużo intensywniej wykorzystywana niż ta w Zamościu przebiega w sąsiedztwie zamku krzyżackiego. Mimo to i tutaj nie słyszy się jakoś głosów na temat konieczności jej rozbiórki bo ma zły wpływ na zamek lub jest elementem architektonicznie obcym. Wręcz zapewne władze miasta nie mając nic przeciw ulokowanemu w pobliżu dworcu, który ułatwia dojazd do zabytku.


Malbork, widok na dolny i średni zamek. W tle linia kolejowa. (fot. Lestat (Jan Mehlich)) źródło: http://commons.wikimedia.org

Wracając jeszcze do sprawy elementu obcego architektonicznie w Zamościu. Cóż w XVI wieku kolej jeszcze nie istniała, ale nie chodzi chyba by w mieście robić jakiś rezerwat. Idąc tym tropem należałoby wyburzyć większość budynków i zaorać prawie wszystkie ulice wokół starego miasta. Sporo wody upłynęło w Łabuńce po tym jak twierdza przestała pełnić swoją funkcję i argumenty o tym, że coś co istnieje w Zamościu od 94 lat jest elementem obcym należy włożyć raczej między bajki.
Powyższe przykłady, każą zadać sobie zasadnicze pytanie. W czym tak naprawdę tkwi problem? W jaki sposób kursujący w niedalekiej przyszłości kilka razy dziennie lekki szynobus czy okresowo pojawiające się obecnie składy towarowe mają wyjątkowo intensywnie oddziaływać na potężne fortyfikacje budowane z myślą o stawieniu czoła ostrzałowi artyleryjskiemu? W dodatku fortyfikacje, które przetrwały w swej historii kilka poważnych oblężeń. Czy przytoczone wyżej przykłady to nie wystarczające argumenty by uznać lamenty niektórych "specjalistów" za rozdmuchane znacznie na wyrost?

Ekspozycja fortyfikacji twierdzy Zamość.
Jest to chyba najistotniejszy i najmocniej forsowany element sporny nowej koncepcji zagospodarowania centrum Zamościa. Chodzi tu przede wszystkim o rekonstrukcje południowej linii fortyfikacji wraz z kurtynami bastionów i zorganizowania tam terenów niskiej zieleni uporządkowanej z której wedle koncepcji konserwatorskiej można by podziwiać panoramę twierdzy. Niby wszystko ładnie i pięknie, gdyby nie jedna poważna sprawa o której twórcy zdali się zapomnieć. Mianowicie na obszarach miejskich żadna koncepcja planistyczna nie odnosi się do próżni. W tym przypadku w miejscu przewidzianym pod realizację wspomnianych planów znajdują się już dobrze usadowione w krajobrazie od wielu lat tereny zieleni parkowej (tzw. małpi gaj) oraz przebiegają tam dwa istotne z punktu widzenia funkcjonowania miasta i regionu ciągi komunikacyjne jakimi są ul. Szczebrzeska i linia kolejowa. Nie sztuką jest wymyślić i narysować plan, sztuką jest aby ten plan w realizacji nie powodował większych szkód niż korzyści i uwzględniał istniejący stan zagospodarowania i wynikające z niego alternatywne opcje. W tym przypadku istota sprawy rozbija się o to, czy dla stworzenia ładnego widoku, w miejscu w którym ładny widok de facto już istnieje a wymaga jedynie uporządkowania, zasadne jest wydawanie wielkich środków finansowych i poświęcenie przyszłych możliwości realizacji sprawnego i ekologicznego transportu nie tylko dla miasta? Z całym szacunkiem dla obecnego prezydenta, miasto Zamość, nie jest jego muzeum ani prywatną własnością a zdaje się czasem, iż w ten sposób jest traktowane.




Powyżej dwie fotografie pociągów w tzw. "małpim gaju". Czy jest sens budować tam od podstaw kurtyny bastionów i sam bastion? Nie wystarczyłoby istniejącej tam zieleni jedynie uporządkować i stworzyć kilka przejść dla pieszych pod torami?


Osobowy do Hrubieszowa mija w pobliżu dawnego bastionu kościół św. Mikołaja. W ciągu 94 lat istnienia, kolej na stałe wrosła w krajobraz centrum Zamościa i stała się podobnie jak w Gorzowie Wlkp., Świdnicy czy wielu innych miastach Polski, elementem dopełniającym jego specyficzny charakter.

Poza tym jak ma się ta koncepcja urbanistyczna wobec zrównoważonego rozwoju o którym tak wiele się ostatnio mówi, a w którym sprawny i bezpieczny transport odgrywa ważną rolę?
Tak daleko posunięta przebudowa wcale nie wpłynie znacznie na podniesienie atrakcyjności miasta. Daleko więcej korzyści przyniosłoby prawidłowe wykorzystanie istniejącej linii kolejowej dla poprawy transportu w regionie, który w chwili obecnej jest na poziomie niedostatecznym. Nie mówiąc, już o tym, że niedopuszczalną rzeczą jest pozbawianie szans korzystania w przyszłości z konkurencyjnych usług kolei, całej wschodniej części subregionu w imię odbudowy kilku fortyfikacji i stworzenia kilkuset metrów "landszaftu".
Solą w oku dla władz są chyba jednak głównie tereny po dawnych placach przeładunkowych wzdłuż ul. Peowiaków. Idealnie nadające się na przystanek kolejowy, jednak z uporem i konsekwencją forsowane jako lokalizacja parkingów podziemnych.
Cała sprawa koncepcji owych parkingów i ogólnego stawiania w całości na transport drogowy w przyszłej strategii rozwoju miasta i regionu wydaje się być kompletnie niezrozumiała szczególnie w kontekście dużego znaczenia transportu szynowego w zrównoważonym rozwoju. Czyżby dla władz Zamościa transport drogowy nie oddziaływał już niekorzystne na budowle i był bezpieczny oraz ekologiczny w równym stopniu co kolej? Wiemy, że wcale tak nie jest. Koncepcje wyekspediowania dworca na rogatki, być może słuszne wobec dawnych planów rozwoju tworzonych z wielkim rozmachem za komuny wraz z transformacją ustrojową straciły racje bytu i są traktowane obecnie jak totalny absurd. Realizacja tych planów skazałaby ostatecznie kolej na niebyt w kategorii przewozów pasażerskich w przyszłości. Władze Zamościa zdały się zatrzymać na zamierzchłych czasach i nie dopuszczać do swojej świadomości obecnych trendów promujących rozwój transportu szynowego. Przykład dynamicznego rozwoju Kolei Dolnośląskich czy reaktywacji połączeń w Lubuskiem lub na Suwalszczyźnie pokazuje, że i w Polsce są mądrzy samorządowcy doceniający korzyści jakie niesie w sobie transport szynowy. Niestety dla prezydenta Zamościa kolej to chyba wciąż stereotyp parowozu powoli ciągnącego zdewastowane wagony ze zmianami czoła do Lublina a szczytem nowoczesności wydaje się być na przekór właśnie dojazd własnym samochodem lub busem. Zapomina się, iż są jeszcze inne trasy w regionie na których kolej już teraz mogłaby być konkurencyjna. Przypomina to trochę stosunek do kolei górali wożących w XIX wieku turystów furmankami do Zakopanego i nie świadczy z pewnością dobrze o stanie wiedzy na temat komunikacji i jej roli w rozwoju.
Próbując podsumować całą sytuację przychodzi na myśl powiedzenie o wywarzaniu otwartych drzwi. Miasto mając dobrą sytuację wyjściową do budowy czegoś konstruktywnego, w tym przypadku sprawnej nowoczesnej komunikacji kolejowej, brnie w zupełnie innym kierunku zapisując w dokumentach planistycznych niezrozumiałe koncepcje urągające zasadą zrównoważonego rozwoju. Bo tak wypada nazwać traktowanie w obecnych czasach transportu szynowego jak problemu a nie szansy.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Ty51-17; Judith Strücker; Klaus Jähne; Jan Mehlich
Źródło: informacje własne; http://pl.wikipedia.org; http://commons.wikimedia.org;

08-10-2009 Kolejowy problem Zamościa czy zamojski problem kolei?

Co pewien czas, czy to przez lokalne media, czy też "pocztą pantoflową" wypływają na światło dzienne informacje o dążeniach władz Zamościa z obecnym prezydentem miasta na czele do likwidacji za wszelką cenę linii kolejowej przechodzącej przez tereny miejskie. Warto by w tym miejscu przybliżyć nieco, szerszej opinii jak w chwili obecnej wygląda sytuacja terenów kolejowych w centrum Zamościa od strony planistycznej i co za tym idzie na ile realna jest groźba realizacji planów dotyczących jak to się ładnie mówi "wyprowadzenia" kolei z Zamościa. No i oczywiście czy można realizacji tych planów jakoś zapobiec?
Treść miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego miasta Zamościa dostępna jest jak nakazuje ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym dla każdego i można ja znaleźć także w Internecie w biuletynie informacji publicznej miasta Zamość. Szkoda iż nie są tam udostępnione także rysunki będące załącznikami do planu. Niestety jak widać ich "zdigitalizowanie" okazało się, podobnie jak w większości gmin, zbyt kosztowne i czasochłonne przez co trzeba być raczej obeznanym z topografią Zamościa i mieć dobrą wyobraźnie aby coś konkretnego z treści planu wyczytać.
W dokumencie tym ustalono strefy ochrony konserwatorskiej obejmujące obszar starego miasta oraz terenów fortyfikacji i terenów pofortecznych obejmujących praktycznie cały obszar rozległej XIX wiecznej twierdzy Zamość. W strefach tych poza pozostałościami twierdzy znalazło się również wiele innych form zagospodarowania terenu w tym również i wspomniana linia kolejowa na odcinku od mostu na Łabuńce za wschodnią głowica stacji Zamość, aż do wiaduktu ulicy Wyszyńskiego.


Na zdjęciu zaznaczono obszar fortyfikacji twierdzy Zamość (kolor żółty). Oraz przebieg linii kolejowej (kolor niebieski). Na czerwono zaznaczono obszar w którym linia przecina tereny poforteczne (z lewej) i teren na którym plan przewiduje parkingi podziemne (z prawej). Zdjęcie to fragment ortofotomapy udostępnianej przez serwis http://geoportal.gov.pl

Oczywiście, pokrycie strefami ochrony całego obszaru pofortecznego nie jest niczym złym samym w sobie, a wręcz należałoby to rozpatrywać w charakterze zjawiska pozytywnego. Niepokojące są jednak dalsze zapisy dotyczące działań jakie mają być podejmowane na terenie objętym przez wspomniane strefy. Zakładają one bowiem na terenie pofortecznym południowym rekonstrukcję fortyfikacji wraz z kurtynami bastionów (!) i utworzenie tam terenów niskiej zieleni uporządkowanej z uwzględnieniem funkcji usługowych w niektórych miejscach. W praktyce założenie to oznacza likwidacje istniejącej tam zieleni parkowej wraz z przebiegającą przezeń linia kolejową, oraz likwidacje części ulicy Szczebrzeskiej, czyli dwóch ważnych ciągów komunikacyjnych! Natomiast na obszarze pofortecznym północnym obejmującym także linie kolejową i dawne place przeładunkowe wzdłuż ulicy Peowiaków zapisane w planie są tereny komunikacji drogowej z parkingami podziemnymi oraz zieleń urządzona! Większość uwag wniesionych do planu, które dotyczyły wspomnianych terenów pofortecznych zostało odrzucone z uwagi na, jak to określono w planie "...potrzebę kontynuacji prowadzonych przez władze miasta wieloletnich działań na rzecz likwidacji istniejącej tu wcześniej bazy transportowej i innych kolizyjnych obiektów w stosunku do chronionych wglądów".
Nie ma się więc co oszukiwać. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, będący przecież aktem prawa miejscowego dopuszcza obecna sytuację jedynie warunkowo i docelowo zakłada likwidację linii kolejowej w centrum Zamościa, dając tym samym władzą miasta prawne podstawy do lobowania w tym kierunku.



Transport wagonów do ZNTK Hrubieszów mija obszar w centrum miasta po placach przeładunkowych, nadawałby się one idealnie do zabudowy przystanku kolejowego w sąsiedztwie przystanków MZK i przewoźników prywatnych co znacznie usprawniłoby komunikację. Władze lokalne blokują jednak ten pomysł od z ponad 20 lat i widzą tutaj parkingi.

W tym miejscu wypadałoby zadać sobie pytanie czy forsowana od kilkudziesięciu lat wizja centrum Zamościa i jej owoc w postaci uchwalonego w 2006 roku planu miejscowego to aby na pewno optymalny projekt uwzględniający wszystkie potrzeby, także komunikacyjne nie tylko samego miasta ale i subregionu którego Zamość jest głównym ośrodkiem?
Zauważmy że zapisy planu miejscowego zakładają wyprowadzenie lub rozerwanie ciągów komunikacyjnych ważnych z punktu widzenia dostępności komunikacyjnej.
Troska o zabytki i ukazanie historycznej tkanki miasta, podawana jako koronny argument, nie powinna być realizowana kosztem zmarnowania świetnej szansy na usprawnienie stojącej na bardzo niskim poziomie komunikacji zbiorowej w mieście i regionie. Ponadto pojawia się pytanie, czy tak dalece posunięte przywracanie historycznego wyglądu centrum miasta, nie generuje zbyt wielkich kosztów, nie tylko finansowych i nie jest robieniem na siłę z dobrze funkcjonującego centrum miasta jakiegoś muzeum lub traktowaniem go jak prywatny folwark? Czy kiedykolwiek słyszeliśmy na przykład o dążeniach do likwidacji linii kolejowej w Malborku tylko dlatego, że przebiega ona w sąsiedztwie zamku będącego cennym zabytkiem? Kolej to szansa na ekologiczny, bezpieczny i sprawny transport publiczny szczególnie na terenie miejskim. Zwłaszcza jeśli istniejąca infrastruktura kolejowa jest w dobrym stanie i umożliwia konkurencyjne wobec transportu drogowego czasy przejazdu (a tak jest np. na trasach Zamość - Hrubieszów, czy Zamość - Biłgoraj). Spośród miast regionu jak Chełm, Lublin, Hrubieszów czy Biłgoraj, tylko w Zamościu przebieg linii kolejowej umożliwia dojazd pociągiem w pobliże ścisłego centrum zarówno tego historycznego jak i handlowo-usługowego. Tym bardziej niezrozumiałe jest, że władze Zamościa zamiast istniejącą sytuacje wykorzystać do poprawienia swojej sytuacji komunikacyjnej na tle konkurencji, traktują kolej jak problem i starają się wręcz wyekspediować dworzec w absurdalną lokalizacje na północnych rogatkach miasta. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat pojawiały się kilkakrotnie głównie ze strony dawnej DOKP, propozycje budowy przystanków w kilku punktach miasta. Między innymi przy wspomnianej ulicy Peowiaków (w sąsiedztwie przystanku MZK) i na Nowym Mieście. Ich budowa pozwoliłaby w obecnych czasach na reaktywacje pociągów osobowych z Hrubieszowa i Biłgoraja do Zamościa dowożących szybko i bezpiecznie mieszkańców regionu w samo centrum do szkół czy pracy i będących alternatywą dla przeładowanych busów, nie mówiąc już o powolnym PKSie. Niestety plany budowy przystanków były cały czas blokowane przez władze miejskie i wojewódzkie (byłego woj. zamojskiego). W efekcie mamy obecnie, mimo możliwości technicznych zmiany istniejącej sytuacji, dworce kolejowy i przewoźników drogowych rozrzucone na dwóch krańcach miasta a dojazd np. z Hrubieszowa, dalej niż na tzw. Nowe Miasto oznacza konieczność długiego i uciążliwego spaceru lub skorzystania ze stojącej na niskim poziomie komunikacji miejskiej. Likwidacja torów kolejowych w centrum wraz z przebudową terenów pofortecznych jeszcze bardziej skomplikuje sytuacje i utrwali istniejący bardzo szkodliwy stan. Warto również przypomnieć w tym miejscu, iż jednym z powodów, zniknięcia kolei z ruchu lokalnego w regionie, oprócz nieudolnej polityki cenowej i rozkładowej ze strony PKP, była właśnie konieczność uciążliwego dojazdu do centrum z oddalonej znacznie stacji Zamość i brak skomunikowań pociągów z transportem drogowym. A skoro już o regionie mowa. Przy okazji niedawnego zawieszenia przez spółkę InterCity połączeń pośpiesznych, znów zaczęły pojawiać się dyskusję na temat możliwej reaktywacji w miejsce pośpiesznych, połączeń regionalnych na Zamojszczyźnie. Z pewnością niejasna sytuacja planistyczna kolei w Zamościu nie pomaga w stworzeniu planów reaktywacji ruchu regionalnego na Zamojszczyźnie, a wręcz odsuwa je znacznie w czasie. Stąd też zapewne nie dziwi fakt iż w 3 letnich planach realizacji kolejowych połączeń w woj. lubelskim, Zamojszczyzna jest zupełnie pomijana.

Jaka przyszłość czeka w takim razie kolej w Zamościu? W dalszym ciągu nie jest to przesądzone. Procedura zmiany planu miejscowego zagospodarowania przestrzennego jest taka sama jak proces jego uchwalania więc wiąże ze sobą koszty i pochłania sporo czasu. Z drugiej strony rozbiórka linii kolejowej, która pełni w dalszym ciągu ważną rolę gospodarczą i na której odbywa się regularny i co w obecnej sytuacji ważne, także opłacalny ruch towarowy nie jest na szczęście również ani tania, ani prosta. Jednakże jak wiadomo w naszym kraju już wielokrotnie presja polityczna okazywała się bardziej skuteczna niż rachunek ekonomiczny czy zdrowy rozsądek. Może przypomnimy sobie więc o kolei gdy następnym razem będziemy podróżować z Hrubieszowa czy Biłgoraja do Zamościa stojąc na przysłowiowej "jednej nodze" w przejściu między fotelami busa, lub gdy będziemy odbywać przymusowy spacer z Nowego Miasta do centrum Zamościa. Szczególnie iż kolejne wybory samorządowe już w przyszłym roku.



Pociąg dostojnie przejeżdżający przez krętą linie pośród miejskich zabudowań w Zamościu, w ciągu 94 lat istnienia linii kolejowej na stałe wrósł w krajobraz miasta. Nie jest to linia magistralna generująca uciążliwości, wręcz przeciwnie udało mi się zaobserwować raczej pozytywne reakcje i zainteresowanie ze strony mieszkańców pojawiającymi się co jakiś czas "kolejowymi gośćmi". Czemu więc mają służyć wypowiedzi prezydenta miasta o tym, iż dołoży wszelkich starań by wybudowaną przez zaborcę kolej z miasta wynieść?

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Ty51-17; geoportal.gov.pl
Źródło: informacja własna; Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego miasta Zamość; geoportal.gov.pl

07-10-2009 W Biłgoraju...

Wydaje mi się, że stacja w Biłgoraju jest trochę niedoceniana przez szeroko rozumiane grono miłośników kolei odwiedzających Roztocze. Ustępuje miejsca Zwierzyńcowi, Zawadzie czy też Bortatyczom. A prawda jest taka, że Biłgoraj ma swój niepowtarzalny klimat związany chociażby z usytuowaniem na skraju lasu. Jest bardzo malowniczym i w sumie magicznym miejscem. Architektura, tak jak na innych tego typu obiektach na Roztoczu dosyć skromna, w sumie niewielki budynek stacyjny, dwie nastawnie i kilka budowli towarzyszących. Stacja jest czynna dla obydwu szerokości torów i przy sporej dawce szczęścia zaobserwować możemy krzyżowania pociągów, zarówno normalnotorowych, jak i szerokotorowych.



Duże wrażenie robią przejeżdżające z łoskotem przez stacje wahadła, z najwyższą maksymalnie dopuszczalną prędkością, czego nie uświadczymy na innych stacjach w okolicy. Stosunkowo często docierają z Zamościa pociągi zdawcze po torze szerokim, najczęściej przywożące drewno.



Spotkanie zdawki normalnotorowej to duży fart, gdyż pojawia się nieregularnie i o różnych porach. Sprowadzany jest głównie węgiel do pobliskiego składu oraz zabierany złom. Są to niestety tylko pojedyńcze węglarki.

Stacja jest co prawda oddalona od centrum Biłgoraja, ale niegdyś miała duże znaczenie w ruchu lokalnym. Ostatnie osobówki do Rozwadowa i Zamościa odjechały z Biłgoraja na początku czerwca 2001 roku.



Na zdjęciu SP32-029 z wieczornym pociągiem do Zamościa w dniu: 05.06.2001 r. Trzeba podkreślić, że decyzja o likwidacji tamtych połączeń była zupełnie niezrozumiała, gdyż pociągi miały dobrą frekwencję. Na przyjeżdżający z Zamościa o 13.30 pociąg w Biłgoraju czekał zawsze tłum chętnych do podróży w kierunku Stalowej Woli. Czy takie czasy jeszcze wrócą? Nie wiadomo. Niedawno się dowiedziałem, że już wtedy zbierane były podpisy pod protestem przeciwko likwidacji połączeń, niestety nikogo one nie wzruszyły. Od tamtego czasu kursował tędy do końca wakacji 2009 r. jedyny pociąg pasażerski - pośpieszny „HETMAN” z Zamościa do Wrocławia, zawsze cieszący się dużą popularnością u mieszkańców Biłgoraja i okolic. Co prawda w pierwszym kwartale 2005 r. był jeszcze nocny do Wrocławia, ale to był tylko krótki epizod, gdyż pociąg tamten został potem przetrasowany przez Bełżec i Lubaczów. Po zlikwidowaniu HETMANA wprowadzono komunikację autobusową, ale podróżni woleli się przesiąść do innych środków transportu, a autobusy KKA czasami nawet nie zajeżdżają pod dworzec. Co by nie powiedzieć, to KKA się wlecze, co przy jeździe pociągiem mogło być jeszcze przez niektórych z nas akceptowane z różnych względów. Teraz mamy przecież do dyspozycji inne, szybsze połączenia drogowe. Co prawda jest ich niewiele, jednak je wybieramy w pierwszej kolejności, a nie taką atrapę pociągu. Oczywiście Spółeczka INTERCITY nie wzięła tego pod uwagę i zakładała, że liczba pasażerów się nie zmniejszy. I tu się przeliczyli, ale konsekwencji z tych błędnych decyzji na pewno nikt nie wyciągnie, mogę nawet się założyć o to. Były plotki, że HETMAN miałby wrócić z początkiem nowego rozkładu jazdy w grudniu bieżącego roku, chyba tak się nie stanie. Niby Urząd Marszałkowski w Lublinie ogłosił niedawno przetarg na zakup pięciu nowych szynobusów, ale z wypowiedzi urzędników, jakie ukazały się w prasie wynika, że nie trafią one raczej na Roztocze. Mówi się o wskrzeszeniu połączeń z Lublina do Lubartowa, o kursach na lotnisko w Świdniku, do wybudowania którego jeszcze dużo wody w Bystrzycy popłynie, czy nawet o zastąpieniu nimi kursów wykonywanych przez jednostki elektryczne, a o naszych trasach ciągle cisza. Niepokojące są również sygnały o zmianie przebiegu pociągu towarowego z Jaszczowa do Połańca i z powrotem, w taki sposób, żeby omijał Biłgoraj. Oczywiście będzie to miało wpływ na funkcjonowanie wszystkich innych stacji kolejowych na Roztoczu i w sumie doprowadzi to do ich dalszej degradacji. Ale zostawmy tę sprawę, bo nie wszystko chyba jeszcze jest przesądzone i wróćmy do naszego Biłgoraja.

Spadek ruchu pociągów przyciąga na tory wszelką faunę zamieszkującą okoliczne uroczyska. Sarna na szynach nie jest żadną rewelacją, takie widoki mamy chociażby w Zamościu. Ale już biegające po nasypach pasztety są niecodziennym wydarzeniem, chociaż trzeba się trochę naganiać za nimi. Z nastaniem nocy swoje rządy zaczynają lisy.



A jak będziecie odwiedzać stację w ciepłe październikowe popołudnie, to uważajcie, żeby nie nadepnąć na odcisk wygrzewającej się na peronie żmii, bo źle się to może dla niej skończyć. A jest pod ochroną! A jak wolicie florę od fauny, to ciekawe okazy rosną sobie na dachu budynku tutejszego dworca.



Odradzam też, za przeproszeniem – odlewać się w krzakach obok przejazdu kolejowego w Rapach, bo tam urzęduje takie cuś i można zostać poszkodowanym. Ustępy w Biłgoraju, jak na razie są otwarte.

W końcu, jak ruch pociągów będzie tak dalej spadał, to trzeba będzie coś zrobić, żeby poprzepędzać stąd te gadziny. Na przykład zorganizować społecznie ręczną drezynę i robić nią przejazdy we własnym zakresie. Z tego co wiem w Biłgoraju jest spore grono osób – sympatyków kolei i chętnie oni by się zajęli eksploatacją takowej. W końcu dożyliśmy czasów, że po okolicznych szlakach kolejowych niedługo będzie można sobie pojeździć do woli, pod warunkiem, że się będzie szczęśliwym posiadaczem jakiegokolwiek pojazdu szynowego. Erę Roztoczańskiej Kolei Drezynowej uważam niniejszym za otwartą!

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

29-09-2009 Zwijanie torów na Roztoczu.

Na dworcu w Zamościu pociągi stały się już naprawdę rzadkim widokiem. Szybciej już można zaobserwować – jak chociażby w ostatnią niedzielę: latający nad torami balon, czy też inne obiekty w powietrzu. Z pociągami pasażerskimi pożegnaliśmy się ostatecznie 1 września i jak na razie, nie ma mądrych, którzy by byli w stanie przepowiedzieć ich przyszłość u nas. Na INTERCITY nie ma co liczyć, chcieli od samorządu województwa dużej kasy, bez prawa jakiejkolwiek ingerencji w narzucony przez siebie odgórnie rozkład jazdy, na dodatek owiany tajemnicą, więc im słusznie podziękowano. Wycofali się nawet ostatecznie z reaktywacji HETMANA, który miał wrócić w nowym rozkładzie jazdy na trasie z Zamościa do Krakowa przez Kolbuszową, ale z idiotycznym rozkładem jazdy, więc pewnie by jeździł pusty. Muszę też uświadomić szanownych czytelników, że obecnie kursujące autobusy INTERCITY KKA, pojeżdżą tylko do połowy grudnia, bo z nowym rozkładem jazdy nie będą miały do czego jeździć. Kasa biletowa w Zamościu już została zamknięta, na dworcach w okolicy zresztą tak samo. Zaczynamy się więc rozglądać za innymi przewoźnikami, a tymi innymi mogą być tylko - póki co: PRZEWOZY REGIONALNE. Niestety, jak to u nas ze wszystkim bywa – na szynobusy w Zamościu ciągle brakuje pieniędzy.
Pomyślałem sobie, żeby może zacząć szukać tej kasy, ale tylko tak wirtualnie, bo jak ja inaczej mogę? A że swój aparat fotograficzny zmuszony jestem odstawić, tak jak się to robi z lokomotywami, czyli do... zapasu długotrwałego – na lepsze czasy (może takie nadejdą kiedyś), znalazłem sobie inne hobby, a mianowicie: przeglądanie oficjalnych internetowych stron spółek kolejowych. Mówię wam: ciekawych rzeczy się można dowiedzieć. Na przykład - odkryłem małą ciekawostkę w temacie kasy. Na witrynie internetowej PKP Przewozy Regionalne Sp. z o.o. w dniu 13.11.2008 r. zamieszczone zostało ogłoszenie o wszczęciu postępowania według ustawy o zamówieniach publicznych w zakresie świadczenia kompleksowej usługi utrzymywania czystości taboru kolejowego na terenie województwa lubelskiego. Czas trwania zamówienia wynosi: 36 miesięcy (sic!). Zastanawiające jest udzielanie zamówienia na tak długi okres w czasie swoistej rewolucji organizacyjnej w strukturach przewozów PKP, zwłaszcza, że w tym okresie następowała też realokacja taboru między poszczególnymi spółkami, ale nie mnie to oceniać. 18.12.2008 r. zamieszczono zawiadomienie o wyborze oferty. Popatrzmy na jej wartość: 8 324 926,20 zł. Dziennie na sprzątanie wychodzi więc ponad 7.000 zł. Może właśnie na tym trzeba by zacząć oszczędzać. Tu oczywiście apel do obecnych właścicieli, czyli samorządu. W końcu ile jest tych jednostek elektrycznych (ezt) i szynobusów w całym województwie i czy by nie wystarczyło zatrudnić klasyczne sprzątaczki w fartuchach i kupić im mopy. Kiedyś w dziale Historia zamieściłem arkusz egzaminacyjny dla sprzątaczki z kolei dojazdowych. Jest więc już gotowy instruktaż, tylko trzeba go trochę zmodyfikować, bo nie ma już parowozów. W wakacje mogli by na przykład dorabiać studenci, tak jak w tym roku na SOLINIE w Bełżcu. Wyszło by pewnie jeszcze taniej. A zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na kursy szynobusów do Zamościa, myślę, że na jeden obieg rocznie by się nazbierało. Natomiast naszych czytelników zachęcam do stałego monitorowania czystości składów. Zgodnie z Załącznikiem nr 5 do Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia – składy powinny być naprawdę czyste, lśniące i błyszczące.... A więc - sprawdzajcie czy: w każdej kabinie WC jest jedna rolka papieru toaletowego, ręczniki papierowe, mydło nie mniejsze niż 15 gramów, kostka zapachowa, czy jest usunięte graffiti z pudeł wagonów, czy wszystko: wyczyszczone, zamiecione, udrożnione, zdezynfekowane, wypastowane, opróżnione, wyposażone, odkurzone....naklejek też ma nie być, a zapchany kibel to nie daj Boże. Wczoraj już dostałem pierwszy donos, co prawda nie ze składu pociągu regionalnego ale z pokładu pośpiesznego Spółki INTERCITY „BOLKO” z Wrocławia do Lublina. Kolega, który był zmuszony jechać tym pociągiem z powodu braku HETMANA, meldował o nowym udogodnieniu (niespodziance) w kiblu w pierwszej klasie. Otóż po naciśnięciu pedału od wody z umywalki, zaczęła kapać na głowę woda z.... sufitu, ale o dziwo woda z kranu też się lała. Czyżby to zapowiedź pryszniców w wagonach pierwszej klasy w pociągach INTERCITY. Tym na pewno przebiją konkurencję. W upały zimny tusz, a w zimie ciepły! Dzisiaj z kolei byłem w Biłgoraju i zaczepił mnie taki - na oko osiemdziesięcioletni dziadek, nie wiem skąd on wiedział, że to ja tutaj piszę. Panie, już drugi raz chciałem jechać do dziewczyny w Zamościu HETMANEM i nie zajechał autobus pod stacje wcale! Co oni myślą, że mnie na 20 zł na bilet już nie stać, to i tak taniej niż do agencji towarzyskiej. Jakby kilku sk...synów rozstrzelać, to by się nauczyli wtedy jeździć jak trzeba. Napisz pan to w tym swoim komputerze, to może przeczytają. Biedak, nie rozumie, że decydenci nie są nawet świadomi, jaką ważną misję społeczną pełnią pociągi. A co mu miałem powiedzieć, żeby się cieszył, że jeszcze torów w Biłgoraju nie zwijają! Takie pogłoski krążą o linii: Zwierzyniec Towarowy - Hrebenne. Ponoć pracownicy ze stacji Susiec dostali już propozycje pracy w innych miejscowościach. I jak to wygląda w kontekście planów wydłużenia kursów szynobusów z Horyńca do Bełżca, a docelowo może do Zamościa w realizacje których zaangażowane są władze lokalne w Tomaszowie i w Bełżcu? Brak słów! Oczywiście z ruchem towarowym tutaj kiepsko, nie to co jeszcze dziesięć lat temu – gdy jeździła minimum jedna zdawka dziennie, ale mimo wszystko dwa razy w tygodniu kursują wagony do Bełżca i Długiego Kąta. Ale niestety nie są to tak zwane przewozy masowe, a tylko na takie kolej teraz stawia, choć z drugiej strony tego typu rozwiązania (tj, że można sobie na wszelkich pipidówkach zamówić wagon z dowolną zawartością z drugiego końca Polski) powinny być promowane i nawet trochę dotowane, gdyż zawsze to odciąża transport drogowy, a kiepską on ma infrastrukturę w tych rejonach. Jeśli chodzi o przewozy towarowe, to tak na moje obserwacje spadły one w stosunku do roku poprzedniego, biorąc pod uwagę pociągi planowe (lopek i zdawki) na całym Roztoczu mniej więcej o połowę. Przekłada to się na zatrudnienie lokomotyw CARGO z sekcji w Zamościu Bortatyczach. Na niezmienionym poziomie pozostały tylko ciężkie wahadła miału z Jaszczowa do Połańca, które kursują dwa razy dziennie w obie strony w dni robocze, w dni wolne od pracy w trochę zmniejszonej częstotliwości. Ciągnione są one głównie przez lokomotywy serii ST44 w podwójnej trakcji. Są to oczywiście maszyny zamojskie. Niestety, od kilku dni krąży plotka o likwidacji lokomotywowni w Zamościu, ponoć tabor ma być przeniesiony do Lublina i Chełma, łącznie z pracownikami. Coraz więcej osób to potwierdza, a ostateczne decyzje mają zapaść na dniach. Fakt, że CARGO znalazło się w trudnej sytuacji finansowej, co obrazuje raport – propozycje działań na 2009 rok opublikowany na witrynie INFO KOLEJ, ale trzeba też zauważyć, że kolejny zakład pracy w Zamościu jest zagrożony. Jeżeli chodzi o jednostkę w Bortatyczach, to zawsze spotykałem się z opiniami, o dużej fachowości pracowników i kierownictwa oraz o bardzo dobrze utrzymanym taborze tam stacjonującym. Pomimo bardzo skromnych warunków, z powodzeniem przeprowadzane tam są naprawy rewizyjne i główne wszelkich typów lokomotyw. Gagariny z Bortatycz charakteryzują się nawet specyficznym własnym schematem malowania, no to może jest najmniej ważne akurat, chociaż świadczy o zaangażowaniu i znów szkoda, że coś kolejnego zamojskiego miało by być zlikwidowane. Nie wiem jakie są założenia, ale najprawdopodobniej pociąg z Jaszczowa do Połańca zostanie przetrasowany przez Lublin. Już kiedyś tak jeździł, ale nie sprawdziło to się w praktyce, gdyż na linii: Lublin – Rozwadów jest duży ruch osobowy i niekorzystne parametry techniczne, jak na takie ciężkie i długie wahadła. Więc, apel do lokalnych władz o obronę Bortatycz, gdyż w przyszłości ciężko będzie reaktywować ruch pasażerski bez odpowiedniego zaplecza taborowego i technicznego. Brak połączeń towarowych z czasem doprowadzi do fizycznej likwidacji torów na Roztoczu. Popatrzcie, co się stało z hrubieszowskimi kolejami dojazdowymi i jak ciężko jest je odtworzyć nawet dla ruchu turystycznego, mimo, że są zainteresowani i dosłownie pieniądze leżą na ulicy na ten cel. Nie pozwólcie, żeby tak samo się zrobiło z torem normalnym. Dlatego nie mogę nie zauważyć pisma Prezydenta Zamościa do Premiera z prośbą o przywrócenie połączeń kolejowych na Roztoczu. Nastroiło mnie ono pozytywnie, choć oczywiście szkoda, że dopiero teraz, bo już niedługo będziemy sobie mogli tylko nad dworcem kolejowym w Zamościu polatać balonem.

Czyżby to jeden z ostatnich Połańców na Roztoczu? Niedzieliska: 25.09.2009 r.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

22-09-2009 Jeszcze o hrubieszowskiej wąskotorówce

W nawiązaniu do ostatniego artykułu udało mi się pozyskać z Sekcji Miłośników Kolei - Towarzystawa Regionalnego Hrubieszowskiego, informację o aktualnym stanie prawnym wąskotorówki. Dalej jest to własność PKP. Rada Gminy Hrubieszów podjęła tylko uchwałę, że jest gotowa ją przejąć. Nie określiły się jeszcze Gmina Werbkowice i Miasto Hrubieszów. Lokalne media co prawda już wspominały o przejęciu, ale ono nie nastąpiło. Procedura jest bardzo skomplikowana. Musi wyrazić na to zgodę Starostwo Powiatowe w Hrubieszowie, a także Minister Infrastruktury, gdyż teren kolejowy jest tzw. "terenem zamkniętym", podobnie jak wojskowy. Może to trwać latami. Oby jak najszybciej. Była by to duża atrakcja turystyczna w regionie. W temacie wąskotorówki zaangażowali się mieszkańcy Brodzicy z Sołtysem Panem Piotrem Sendeckim. W tej miejscowości jest zachowany przystanek kolejowy i są jeszcze tory. Nawet rozpoczęto już poszukiwania taboru.

Dodał: Ty51-17
Źródło: informacja własna

08-09-2009 Dalsze rozbiórki na wąskotorówce w Werbkowicach

Czy kiedyś w końcu przerwę tę złą passę? Bo jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie zamknąć nasz portal z powodu braku kolejowych tematów. W piątek 4 września zaczęła się rozbiórka budynków kolejowych na byłej stacji Werbkowice Wąskotorowe. Przyjechała koparka, buldożer i ciężarówka. Prace rozbiórkowe posuwały się bardzo szybko, bo już w piątek po dworcu i schronisku rewidentów pozostała kupa gruzów.



W sobotę 4.08.2009 r. trwała zwózka gruzu ze stacji wąskotorowej na plac przy byłej nastawni normalnotorowej w Werbkowicach (rezebranej na początku roku).



Ten budynek, stanowiący ruinę po biurach parowozowni, także ma zostać zburzony, lub go może już nie ma w tej chwili. Jak ustaliłem rozebrane nie zostaną zasieki węglowe i budynek warsztatów kolejowych. O planowanych rozbiórkach doniesiono mi już na wiosnę tego roku, jednak wszystkie instytucje, do których prywatnie zwracałem się w tej sprawie zapewniały, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Przygotowywaliśmy nawet z kolegą Bartkiem artykuł w tej sprawie, ale po pozyskanych wyjaśnieniach stwierdziliśmy, że nie będziemy tego publikować, zwłaszcza że nawet usiłowano nasyłać na nas policję. Nie znam aktualnego statusu wąskotorówki, wiem, że na wiosnę obszary biegnące przez Hrubieszów do Gozdowa zostały już przejęte przez samorząd, a gmina Werbkowice się wahała. Miejmy nadzieję, że stan prawny całej linii zostanie jak najszybciej uregulowany, bo są do wykorzystania naprawdę duże środki unijne na funkcjonowanie tego typu kolejek.



A to jedyna pozytywna informacja. W Werbkowicach jest budowana nowa bocznica ze stacji normalnotorowej (tory zdawczo-odbiorcze cukrowni) do okolicznej firmy złomiarskiej, która zamierza wozić złom koleją. Zrobiony jest już rozjazd i niwelata pod przyszły tor. Obok leżą szyny i podkłady, które czekają na montaż. Niech to będzie kolejny argument przeciwko likwidacji linii kolejowej z Zamościa do Hrubieszowa.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

03-09-2009 Pożegnanie pociągów w Zamościu

Hucznie odprawiono przedostatni pociąg ROZTOCZE w Bełżcu na imprezie zorganizowanej przez GOKnR, ale wcale to nie oznacza, że na inych roztoczańskich stacjach nie żegnano naszych pociągów pasażerskich. Co prawda nie odbyła się już jakaś zorganizowana akcja, ale były pożegnania takie bardziej wyciszone i kameralne, no jak to na stypie. Nie zawiedli Miłośnicy Kolei z aparatami i kamerami, rodzice pokazujący dzieciom ostatnie pociągi, jak i starsi mieszkańcy pamiętający jeszcze czasy świetności okolicznych stacji.


31.08.2009 r. stacja Zamość, odjeżdża ostatni pociąg BYDGOSZCZANIN do Bydgoszczy. W środku tłok, obydwa wagony otwarte dla podróżnych. Ten pociąg akurat ma krótką historię, nie dane mu było pojeżdzić nawet przez okres obowiązywania jednego rozkładu jazdy. Ale ja go lubiłem, sam nie wiem dlaczego.


A oto co się działo w Zawadzie. Brakowało tylko czerwonego dywanu na peronie. W roli gwiazd filmowych, dwie lokomotywy SM42 z niewielkimi doprzęgami, otoczone ze wszystkich stron przez kolejowych paparazzi. Ale i tak to nie przebije tego, co było w tym samym miejscu w niedzielę 23.08.2009 r. Jak na pokazie mody - zaczęli robić zdjęcia wszyscy: mechanicy, konduktorzy, pasażerowie i pasażerki, młodzi i leciwi, dzieci i starsi, nawet sokiści - czegoś takiego jeszcze nie widziałem, a wyglądało to jak zorganizowana impreza kolejowa. W ruch poszły aparaty fotograficzne, kamery, telefony, nawet malarkę w krzakach dojrzałem. Fotolotnia też jakaś krążyła nad nami wtedy.


31.08.2009 r. Zawada. Po udanej sesji zdjęciowej ostatni pociąg BYDGOSZCZANIN gotowy do odjazdu do Zamościa. Od kilku tygodni popularne stały się przejażdżki dzieci z rodzicami z Zamościa do Zawady i z powrotem - właśnie tym pociągiem. Parę razy wtedy usłyszałem określenie - ciuchcia. No a 31.08 za przejażdżkę tą ciuchcią w jedną stronę zabuliłem: 8,50 zł. Ale za to mam ostatni blilet.


Ponownie stacja Zawada i następny z ostatnich pociągów odjeżdżających 31.08.2009 r. czyli SOLINA z Bełżca do Warszawy Zach. Miejscowi go już tak nie żegnali, bo to nie był pociąg dla miejscowych tylko dla "warszawki". Za to w środku sami przyjezdni agenci i szpiedzy z kamerami.


31.08.2009 r. Do Zamościa przyjechał po raz ostatni pociąg ROZTOCZE z Wrocławia. Na czole lokomotywy stosowna do sytuacji dekoracja. Ciekawostką była obecność policyjnego radiowozu przed budynkiem dworca. Czyżby spodziewano się fajerwerków i przykuwania wagonów do torów? Żadnych incydentów nie było, za to kilka dziewczyn z aparatami fotograficznymi na dworzec przyszło.


Ostatni przyjazd HETMANA i CHEŁMIANINA do Zamościa, czyli późna noc 31.08.2009 r. Nawet sporo pasażerów wysiadło wtedy z tych składów.


I odwrotna sytuacja, czyli odjazd tych samych pociągów 1.09.2009 r. po raz ostatni (tu akurat CHEŁMIANIN zaraz odjedzie). Na torze 3 załapała się jeszcze lokomotywa SU45-246, akurat z wagonem od BYDGOSZCZANINA, bo skład pociągu ROZTOCZE, na którego czekała, stał za przejściem na torze 2. BYDGOSZCZANIN już więcej nie odjechał ...biedactwo!


A to ostatni HETMAN 1.09.2009 r. po opuszczeniu Zamościa zbliża się do przejazdu na Błoniach. Ach, co to był za pociąg, książkę by można napisać. Dla przykładu powiem, że jedna z moich koleżanek po pokonaniu odcinka Dębica - Mielec, gdzie ostatnimi czasy występowały specyficzne turbulencje i dawały się odczuć charakterystyczne drgania całego składu, stwierdziła, że nie przeszkadza jej czas przejazdu i że to jest nawet bardzo przyjemne. Użyła nawet określenia: seks wielostronny. No przyznam się, że nie wiem o co chodzi, bo dawno tym pociągiem jechałem przez Mielec. A w niedzielę 30.08, w Krakowie nad HETMANEM leciał biały balon z ludźmi w gondoli, którzy byli niestety nieświadomi, że oto jeden z ostatnich HETMANÓW jedzie pod nimi.


I ostatni pociąg pasażerski odjeżdżający z Zamościa w dniu 1.09.2009 r. czyli ROZTOCZE do Wrocławia. Tutaj Komitet Pożegnalny stanowili głównie kolejarze. Ja niestety musiałem stoczyć nierówną walkę ze słońcem. Odtąd wszystkie pociągi pasażerskie w Zamościu mamy na kołach. Do czego to doszło? Żeby tylko INTERCITY nie chciało opatentować tego wynalazku, zwłaszcza, że konkurencja nie śpi i chce już uruchomić autobusy alternatywne. Ale ja już tego fotografować nie będę!

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

31-08-2009 Pożegnanie pociągów w Bełżcu

Były łzy, symboliczna trumna na peronie, INTERCITY na klepsydrze, orkiestra dęta, donośny dźwięk syreny SU45-246 podczas przyjazdu i odjazdu, wieniec zawieszony na lokomotywie i czerwone kartki w rękach. Tak dzisiaj po 10 w Bełżcu pożegnano jeden z ostatnich pociągów na Roztoczu. Licznie przybyli mieszkańcy Bełżca i Zamojszczyzny, miłośnicy kolei różnych profesji, sami kolejarze, a także okoliczni samorządowcy. Słowa uznania należą się organizatorom tej smutnej uroczystości, tj. Grupie Obrony Kolei na Roztoczu.


Punktualnie o godz. 10.03 do Bełżca wjeżdża pociąg pośpieszny ROZTOCZE z Zamościa do Wrocławia, na który oczekuje około trzydziestu podróżnych oraz niesamowity Komitet Powitalny.


Zwróćcie uwagę co stoi na peronie - (w lewym dolnym rogu zdjęcia).


Skład zostaje otoczony ze wszystkich stron przez zgromadzonych.


Dekoracja lokomotywy przed jej ostatnią służbą u nas.


Pociąg gotowy do odjazdu.


Orkiestra gra do końca, jak na Titanicu.


Pociąg odjeżdża....


„Nie płaczcie, kiedy odjadę... może jeszcze przyjadę"


Przygnębienie udziela się wszystkim.


Jeszcze tylko ostatnie wywiady i zdjęcia.


Bełżec już bez pociągów.


A PKP INTERCITY zostaje wyprowadzone z Bełżca bez większej euforii.


Wszystko jest na dobrej drodze, żeby za kilka dni ruszył szynobus z Lublina do Zamościa, ale dla mieszkańców Bełżca nie jest to wielkie pocieszenie.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

25-08-2009 Jest już nowa wersja rozkładu KKA na Roztoczu

Pierwsza przymiarka PKP Intercity do zastępczej komunikacji na Roztoczu była nieporozumieniem i musiała wywołać liczne protesty, bo ledwie kilka dni później niespodziewanie pojawiła się nowa wersja (ciekawe, czy ostateczna). Oto jej charakterystyka:
- Autobus za pociąg "Solina" Warszawa Zachodnia - Lublin - Zamośc/Bełżec, który we wrześniu kursuje codziennie do Zamościa (przy jednoczesnej likwidacji "Bydgoszczania"). Autobus ten po drodze zatrzyma się w Rejowcu i Krasnymstawie Miasto. Natomiast w weekendy oryginalny pociąg miał kursować do Bełżca, co ostatecznie rozwiązano w ten sposób, że jeden autobus uda się z Zamościa bezpośrednio do Bełżca (główną szosą przez Tarnawatkę), a drugi pojedzie wzdłuż torów zatrzymując się w Zawadzie, Szczebrzeszynie, Zwierzyńcu, Józefowie, Długim Kącie kończąc bieg w Suścu. Takiej KKA tu jeszcze nie było!
- Autobus za pociąg "Roztocze" Zamość - Wrocław, kursującący codziennie do Jarosławia. Aktualna lista przystanków: Zamość, Szczebrzeszyn, Zwierzyniec, Józefów, Długi Kąt, Susiec, Bełżec, Lubaczów, Oleszyce Jarosław. Nadal brakuje popularnego Horyńca!
- autobus za pociąg "Hetman" Zamość - Wrocław, kursujący codziennie do Dębicy. Przystanki: Zamość, Szczebrzeszyn, Zwierzyniec, Biłgoraj, Stalowa Wola Centrum, Tarnobrzeg, Baranów Sandomierski, Mielec, Dębica. Nadal z ważnych stacji brak Stalowej Woli Rozwadowa.
- Autobus za pociąg "Chełmianin" kursujący w relacji Rejowiec - Krasnystaw Miasto - Zamość - Zawada (tak! Zawada jako stacja końcowa).
Zastrzeżenia budzą planowane czasy przejazdu. Np. jazdę pomiędzy Józefowem Roztoczańskim a Długim Kątem obliczono jedynie na 5 minut, podczas gdy pomiędzy Długim Kątem a Suścem ma to trwać aż 25 minut. Ale średnia pewnie i tak wyjdzie z grubsza planowo, tym bardziej, że na każdej stacji przewidziano aż 5 minut postoju!
I jeszcze komentarz: według doniesień prasowych (np. "Metro"), PKP Intercity nie ma licencji na przewozy autobusowe i nie uzyska jej na pewno do 1 września. Autobusy KKA będą więc jeździły nielegalnie.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

22-08-2009 Sytuacja patowa z pociągami w Zamościu

Nie chciałbym się powtarzać, bo opisali już to inni, ale sprawdziły się najczarniejsze scenariusze, że od 1.09.2009 r. kolej pasażerska w Zamościu praktycznie przestanie istnieć. Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy i trudno mi jest w tej chwili zdobyć się na jakieś w miarę błyskotliwe komentarze tego wszystkiego, wręcz przeciwnie, nasuwają mi się słowa krótkie i w powszechnym obrocie uznawane nawet za wulgarne. Składam więc samokrytykę i usuwam dalszą część tekstu skierowaną głównie do Zarządu Spółki INTERCITY z przyległościami. Trochę szkoda, że oni nie będą mogli tego przeczytać, a nawet nie będą w stanie domyśleć się, o co mi chodziło. Na szczęście takich problemów nie mam już z naszymi stałymi czytelnikami, w stosunku do których mogę podnosić komunikacyjną poprzeczkę i w ramach nowych wyzwań stawiać wyższe wymagania odbiorcze. W taki razie: WYOBRAŹCIE sobie - co tam było napisane! Nie przesadzajcie jednak za bardzo z myśleniem, gdyż w razie ewentualnego procesu – zwalę wszystko na was i staniecie się oskarżonymi posiłkowymi.
Odbiegnę w tym miejscu od tematów kolejowych, ale ciągle nie daje mi to spokoju, więc muszę! Co to i po co - do cholery, jest rzecznik prasowy w spółkach skarbu państwa? Nie rozumiem idei funkcjonowania takiego stanowiska. Czy to chodzi o to, że zarząd nie jest w stanie kilku słów po polsku sklecić i boi się mediów? Przecież tam ludzie na szczeblach kierowniczych zarabiają duże pieniądze, więc się powinno od nich wymagać znajomości podstawowych zasad pisowni i mowy języka ojczystego. Mało tego, na wszelkich testach w ramach tak zwanych konkursów kwalifikacyjnych na wolne stanowiska w zarządzie – sprawdza się przeważnie znajomość języków obcych, a tu proszę - po polsku zero. I jakie to są koszty, bo praktycznie w każdej spółce jest rzecznik. Mało tego, to jest pion stosunkowo rozbudowany, no bo jak obserwuje, wypowiada się raz rzecznik, potem V-ce rzecznik, potem: p.o. rzecznika, nadrzecznik, podrzecznik, przyrzecznik, odrzecznik, itd... Zachodzi też duża rotacja personalna na tym odcinku pracy, nie to co w zarządzie. Przyznam się, że nie wiem czemu, bo jak się słucha takiego rzecznika, to nie są wcale jakieś rewelacyjne, nasycone kwiecistą polszczyzną wypowiedzi, tylko zwykłe - suche, sprzeczne ze sobą komunikaty, czasami nawet odczytane. To ja mam taki wniosek racjonalizatorski, żeby zarząd pisał na kartce to, co trzeba mówić, przystawiał "sołtysówkę" i dawał do odczytania sprzątaczce, a rzeczników zagonił do jakiejś konkretnej fizycznej roboty, w zależności od branży spółki. To też jest pomysł na szukanie oszczędności.
Wracając do tematu, to 14.08.2009 r. w Zwierzyńcu odbył się bardzo ciekawy happening. Zorganizowała go Grupa Obrony Kolei na Roztoczu (GOKnR), przy wsparciu miejscowego samorządu, aktywnie działającej młodzieży, a także Roztoczańskiego Parku Narodowego. GOKNR zawiązała się 12 sierpnia br. w Bełżcu Jej celem jest utrzymanie połączeń kolejowych w regionie. Impreza miała związek z planami likwidacji ostatnich pociągów pasażerskich na Zamojszczyźnie przez spółkę PKP Intercity. Na zaproszenie GOKnR przyjechali do Zwierzyńca lokalni samorządowcy, ludzie mediów, społecznicy zainteresowani ocaleniem kolei w regionie, a także zwykli mieszkańcy, którym zależy na jeżdżeniu pociągami. No właśnie - tu mały minusik dla organizatorów za termin akcji, bo ja na przykład w tym czasie nie mogłem tam być, a znam wiele osób, które znalazły się w takiej samej sytuacji jak ja. Było w sumie za mało czasu na przestawienie prywatnych terminów - od ukazania się informacji o tym przedsięwzięciu. No, ale opierając się na opisach i zdjęciach zamieszczonych w mediach, trzeba przyznać, że zrealizowano to bardzo ciekawie. Na mnie duże wrażenie zrobiły te czarne wstążki i wianki na lokomotywie pociągu SOLINA z Warszawy do Bełżca i furmanki do Wrocławia – czyli to co nas czeka od 1.09.2009 r. Trzeba przyznać, że było to pierwsze takie przedsięwzięcie w historii kolei w naszym regionie. Jestem, co prawda pod wirtualnym, ale wrażeniem.

Słowa uznania należą się także ludziom, którzy z własnej nieprzymuszonej woli zbierają podpisy pod listami popierającymi protest przeciwko likwidacji pociągów pasażerskich na Roztoczu. Takie sprawozdania robocze z tej akcji znaleźć można na forum Roztocze On Line. Okazuje się, że tych podpisów zebrano już bardzo dużo w Zamościu i przybywa ich coraz to więcej. Padł pomysł, żeby na przykład na najbliższym meczu puścić taką listę, tu o los HETMANA chodzi przecież, więc powinno to wywołać przychylność kibiców. Uważam, że wszelka pomysłowość się liczy w tym względzie, a zebrane podpisy będą miały duże znaczenie, pomimo tego, że pociągi ostatecznie zostały pewnie już wycięte z rozkładu. Będzie to dowód dla przyszłych pokoleń, że nie staliśmy z założonymi rękami. Listy do podpisu dostępne są w większości ogródków restauracyjnych na Rynku Wielkim w Zamościu. Dodatkowo podaję link do niewypełnionej listy dla sympatyków Roztocza z całego kraju i nie tylko. Na dole strony znajdują się adresy, na które należy przesyłać wypełnione formularze. Zachęcam do działania, sam też pewnie coś nazbieram, chociaż za dużo tego nie wyjdzie, gdyż zajęty jestem ostatnio głównie fotografowaniem.
Na portalu ZAMOŚĆ ON LINE zaciekawił mnie artykuł Roberta Marchwianego: „Kolejowe autobusy na Roztoczu nielegalne?”. W skrócie chodzi o to, że kolejowa komunikacja autobusowa, jako, że pojazdy te poruszają się po drogach, podlega regulacjom zawartym w ustawie o transporcie drogowym. Ta zawiera szereg różnego rodzaju obostrzeń, zarówno natury technicznej, jak i prawnych. Na przykład obowiązek konsultacji rozkładów jazdy i uzyskania zezwoleń nawet na szczeblu administracji wojewódzkiej. INTERCITY oczywiście ma to gdzieś, rozkład jazdy autobusów został ustalony, od tak sobie - odgórnie, więc może faktycznie – przychodzi mi do głowy pomysł na taki mały donosik, wszystko jedno gdzie. Jeszcze jak z podpisami będzie, to już jest bardzo poważna sprawa, gdyż adresat będzie zobowiązany udzielić odpowiedzi kablującemu. Wszystkie chwyty są dozwolone. Zainteresowanych odsyłam do tego artykułu.
Na koniec – kolejarze też działają! W Zamościu mamy na Łabuńce nowy most. Wbrew pozorom, ma to znaczenie dla ogółu sytuacji, gdyż pokazuje, że o infrastrukturę się dba. Odpadają więc argumenty dotyczące złego stanu nawierzchni itp. To nie u nas!


03.08.2009 r. - skład pociągu roboczego na stacji w Zamościu


To co zostało ze starego mostu tego samego dnia wieczorem.


w tle sprawca całego zamieszania.


06.08.2009 r., jest już nowy most, brakuje jeszcze torów.


07.08.2009 r., za chwilę przejedzie po nim pierwszy pociąg - wahadło miału do Werbkowic


Most oddany do użytkowania.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

21-08-2009 Rozkład jazdy autobusów KKA na Zamojszczyźnie po 1 września 2009 r.

Na stronie internetowej PKP Intercity odnaleźć można już rozkład jazdy autobusów KKA, które mają kursować w miejsce dotychczasowych pociągów na Roztoczu. Jest to dokument wręcz nieprawdopodobny. Z zapowiedzi wynikało, że będą one omijały stacje „gdzie nikt nie wsiada”, tymczasem okazuje się, że:

Likwiduje się zamojską część „Bydgoszczanina”. Autobus KKA relacji Zamość - Lublin będzie teraz codziennie kursował w skomunikowaniu z „Soliną” Przemyśl - Lublin - Warszawa. Przystanki: Lublin, Krasnystaw Miasto, Zamość.

Autobusy KKA za pociąg „Chełmianin” kursował będzie w relacji Rejowiec - Zamość. Przystanki Rejowiec, Krasnystaw Miasto, Zamość.

KKA za grupę wagonów w pociągu „Solina” Warszawa - Bełżec (we wrześniu kursuje w soboty i niedziele), którego głównym zadaniem jest dowiezienie turystów na Roztocze tę krainę teraz będzie praktycznie omijał! Dla autobusu KKA przewidziano następujące przystanki: Lublin, Krasnystaw Miasto, Zamość (!!!!) i Bełżec. Oznacza to, że autobus będzie omijał Świdnik (obie stacje), Rejowiec, Zawadę, a na Roztoczu: Szczebrzeszyn, Zwierzyniec (!!!), Józefów Roztoczański, Długi Kąt i Susiec (!!!). Ujmując inaczej, będzie omijał najpopularniejsze stacje! Do Bełżca tym pociągiem docierają jedynie pojedyncze osoby, a największe potoki podróżnych generuje Zwierzyniec i Susiec.

W przypadku KKA do „Roztocza” Zamość - Wrocław autobus będzie kursował w relacji Zamość - Jarosław. Tu podobna sytuacja: ominięte zostaną stacje: Oleszyce, Horyniec Zdrój (!!!!), Hrebenne, Susiec (!!!!), Długi Kąt, Józefów Roztoczański, Zwierzyniec (!!!) i Szczebrzeszyn. Jak można było ominąć Horyniec i Zwierzyniec? To wręcz niepojęte!

Zwierzyniec pozostaje jako przystanek dla KKA za „Hetmana” Zamość - Wrocław. W Stalowej Woli będzie zatrzymywał się tylko na stacji Centrum, dalej Biłgoraj, wspomniany Zwierzyniec i Zamość. Nie będzie więc Stalowej Woli Rozwadów, Tereszpola i Szczebrzeszyna.

Do obsługi każdej z tych tras przewidziano jedynie pojedyncze autobusy. Swoją, do tej pory autobusy KKA zatrzymywały się na wszystkich, lub prawie wszystkich przystankach przewidzianych kolejowym rozkładem jazdy. Teraz mamy nowy „standard”: omijanie większości stacji.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

18-08-2009 Koniec kolei na Zamojszczyźnie - jest już decyzja

Ta informacja została oficjalnie potwierdzona - 1 września 2009 r. z torów znikną wszystkie pociągi kursujące przez Zamojszczyznę i Roztocze. W ich miejsce wprowadza się autobusy komunikacji zastępczej. Kursować pewnie będą tylko do grudnia, gdy wejdzie w życie nowy rozkłady jazdy.
Miejsmy nadzieję, że spory szum medialny, który powstał wokół tej likwidacji przyniesie jednak także pozytywne efekty. Teraz wszystko w rękach samorządów i firmy PKP Przewozy Regionalne! Może doczekamy się wreszcie w regionie pierwszych tanich pociągów InterRegio?
Warto dyskutować o InterRegio Warszawa - Lublin - Zamość/Bełżec, byłby to zarazem pierwszy z tak potrzebnych tańszych pociągów pomiędzy Lublinem a Warszawą.
Kolejny InterRegio przydałby się na trasie Zamość - Rzeszów - Wrocław (np. w połączeniu z istniejącym już składem Interegio 36128 Przemyśl - Wrocław, odjeżdżającym z Rzeszowa o 14.01).

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: Lubelska prasa

10-08-2009 Koniec napraw w Hrubieszowie?

W tym roku zarówno ze spółek Grupy PKP jak i zakładów związanych bezpośrednio z branżą kolejową napływa wiele złych wiadomości. W lipcu pojawiły się nieoficjalne informacje o zamiarach wycofania się PKP Inter City (PKP IC) z obsługi większości połączeń pośpiesznych w woj. Lubelskim. Czytaj zawieszeniu kursowania pociągów pasażerskich w 5 powiatach i znacznym utrudnieniu dojazdu do kilku kolejnych. A niewiele później w środowisku kolejarskim zaczęło huczeć od plotek o likwidacji zakładu napraw wagonów pasażerskich w Hrubieszowie. Dla przypomnienia zakład ten, który dla potrzeb tego artykułu nazwijmy po prostu ZNTK Hrubieszów jest jednym z kilku tego typu przedsiębiorstw zajmujących się naprawą wagonów pasażerskich. Trafiały tu przede wszystkim wagony generacji 111A, 112A i 120A oraz ich pochodne. Głównie z terenów Polski Wschodniej, należące do PKP Przewozy Regionalne (PKP PR). Dominował tabor zakładów PR Lubelskiego, Rzeszowskiego, Białostockiego, ale często pojawiały się także wagony z Warszawy czy Łodzi. Do Hrubieszowa tabor na naprawę docierał jako doprzęg na pociągach osobowych lub w specjalnych składach uruchamianych w razie potrzeby. Po zawieszeniu kursowania osobowych do Hrubieszowa w grudniu 2004 roku, wagony przywożono dwa razy (od maja 2006 roku raz) w ciągu tygodnia w specjalnie temu celu służących pociągach. Było to zwykle od kilku do kilkunastu sztuk tygodniowo, niekiedy nawet więcej. Problemy zaczęły się z chwilą usamorządowienia PKP PR i relokacji taboru między spółkami grupy PKP w grudniu 2008 roku. Większość wagonów pasażerskich dotychczas znajdujących się w rękach PKP PR będącej jedynym klientem ZNTK Hrubieszów przeszła wraz z pociągami pośpiesznymi do PKP IC. Spółka PKP IC jednak, mimo znacznego przyrostu taboru, nie zawarła nowych umów na jego naprawy. W związku z tym liczba zamówień dla hrubieszowskiego zakładu siłą rzeczy drastycznie spadła. Jakby tego było mało Lubelski Zakład Przewozów Regionalnych, który już w 2004 roku wycofał się z połączeniami regionalnymi jedynie do linii magistralnej Warszawa – Lublin – Chełm oraz linii Lublin – Stalowa Wola i Dęblin – Łuków praktycznie pozbawiony został w trackie relokacji taboru sprawnych lokomotyw, co w nowych okolicznościach utrudniło dowóz wagonów do Hrubieszowa. Centrala zapewne wyszła z założenia, że utrzymywanie lokomotyw PKP PR w Lublinie jest niepotrzebne skoro do obsługi resztki pociągów regionalnych starczą EZT i szynobusy. W okolicznościach kryzysu, wysyłka nikłej ilości wagonów, dla której w dodatku należy wynająć lokomotywę od Cargo lub zapłacić IC za podsył na pośpiesznym stała się dla PKP PR uciążliwa i spółka systematycznie ograniczała kontrakty na naprawę.
Dlatego też sytuacja w której obecnie znajduje się ZNTK Hrubieszów jest dramatyczna, zamówienia skończą się wraz z wakacjami, a nowych nie ma. Oficjalnej decyzji o likwidacji zakładu także nie ma, lecz wszędzie mówi się, że jest to kwestią najbliższych sześciu miesięcy i w kontekście braku kontraktów na naprawy zdaje się być to przesądzone. Co za tym idzie w około 20 tysięcznym Hrubieszowie i tak borykającym się z dużym bezrobociem zniknie jeden z największych pracodawców.
W tej sytuacji nasuwa się kilka pytań. Przede wszystkim ile w tych wszystkich działaniach ekonomii, a ile polityki systematycznej likwidacji kolei w regionie, jawnie popieranej przez niektórych lokalnych urzędników jak chociażby władze Zamościa. Dlaczego PKP IC nie chce naprawiać wagonów w zakładach takich jak ZNTK Hrubieszów, a z drugiej strony jako jeden z powodów likwidacji pośpiesznych w Polsce Wschodniej podaje brak dostatecznej ilości sprawnego taboru? Czy likwidacja zaplecza naprawczego to nie zamykanie furtki dla powrotu regionalnych połączeń kolejowych w regionie?
No i wreszcie, czy ZNTK Hrubieszów podzieli los ZNTK Łapy o którym słyszeliśmy niedawno w mediach i stanie się kolejną ofiarą wycofywania się kolei z Polski Wschodniej? A może to już nie "wycofywanie się" lecz po prostu upadek?


Wrzesień 2008. Przesył wagonów do Hrubieszowa przed relokacją taboru między spółkami. Takie składy kursowały regulernie raz w tygodniu.


Lipiec 2009. Tak najczęściej wyglądały w tym roku kursujące nieregularnie składy przesyłów do Hrubieszowa.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

09-08-2009 Z frontu akcji obrony pociągów pasażerskich na Roztoczu





Szeroko rozumiane grono sympatyków kolei i Roztocza stanęło na wysokości zadania. Już nie tylko na lokalnym podwórku wrze. Najprężniej w tym względzie działają media elektroniczne, na przykład: ZAMOŚĆ ON LINE. Z kolei na forum ROZTOCZE on line pojawił się pomysł zorganizowania akcji zbierania podpisów pod protestem. O zawieszeniu połączeń pisano w prasie, mówiono w radiu, nawet w telewizji było. Co prawda Spółka INTERCITY nie chce ustąpić, ale należy pamiętać, że im większy szum, tym lepiej. Chociaż decydenci z INTERCITY, też krzyczą – głównie o oszczędnościach.



I jak tu oszczędzać, jak na obsługę pociągów w Zamościu trzeba teraz pięciu lokomotyw spalinowych, a w ubiegłym roku o tej porze starczyły tylko trzy. Niby wszystko przez tego BYDGOSZCZANINA, ale plany początkowo były takie, że na pociągi do/z Bydgoszczy miały przechodzić lokomotywy z nocnego pociągu: Zamość – Wrocław – Zamość. Tylko, że w ostatniej chwili, pociąg ten został przerobiony na dzienny, bo w nocy przecież mogły by na niego na przykład bandy UPA napadać. Ktoś, kto to wymyślił uważa, że w nocnych pociągach w Polsce to tylko gwałcą i mordują. Coś w tym jest, ale akurat kursująca do nie dawna do Wrocławia „rzeżnia” – to było sanatorium, na tle innych pociągów. Jest jak jest, a Spółka INTERCITY zaakceptowała obecny rozkład i ma zapewnioną dotację na jego funkcjonowanie do końca grudnia. No a potem to już pewnie trzeba by pomyśleć nad modyfikacją rozkładu, ale bardzo prosto, nawet przy redukcji etatów dla lokomotyw można ułożyć atrakcyjną dla klientów ofertę - właśnie z pociągiem nocnym do Wrocławia, skomunikowanym z HETMANEM i połączeniami do/z Warszawy. Ale to już było i pewnie nie wróci więcej.


A oto hit ostatnich dni! Na obydwu pociągach z Zamościa do Bydgoszczy mamy teraz jeden wagon klasy drugiej. Ludzi jeździ sporo, w przedziałach zrobiło się ciasno, atmosfera jest bardziej intymna, hormony buzują.... mamy w końcu lato. Ponadto możemy zacieśnić nasze związki z kolejarzami, których wysiudano z jedynki, a muszą przecież gdzieś być upchnięci. A mnie tam się podoba taki wniosek racjonalizatorski. HETMANA też z jednej dwójki wykastrowano i jeździ na trzech wagonach. Czekamy na następne cięcia. Może za parę dni będzie można się przejechać lokomotywą do Rejowca. Taka walentyna, to ma przecież taras widokowo - spacerowy z obydwu strona i do gagarina też można sporo ludzi wsadzić.



Konkurencja w dzisiejszych czasach jest okropna. Potrafi wykraść projekty zmian rozkładów jazdy i zamiemieścić je w internecie. Popatrzcie wyżej. Tym pociągiem teoretycznie nikt nie jeździ. Czyżby to konkurencja zapędziła tych ludzi na peron? Dodam, że taki obrazek to teraz norma. Doprawdy, jak słyszę, niektóre wypowiedzi osób z tzw. centrali, to przypominam sobie opowiadaną mi niegdyś anegdotę, opartą podobno na faktach. Otóż w Biłgoraju zatrzymuje się gagarin i wsiada do niego bardzo ważna kontrola z góry, no nie dopowiem już skąd. Oczywiście na trasie przejazdu straszna panika, a mają jechać do Bortatycz. Gdy rozpędzona mszyna dojeżdża do Zwierzyńca, mechanik zaczyna mieć wątpliwości: "Słuchajcie, zmieszczę się między tymi semaforami, czy się nie zmieszczę?".... "No może się zmieszczę!". Na przystanku osobowym poproszono o zatrzymanie i kontrola czym prędzej wysiada.

I w końcu nie mogę nie zauważyć tego, co napisano w Tygodniku Tomaszowskim, nr 30 (116). 28-lipca - 3 sierpnia 2009 r.
Austriacy zrobili wszystko, by kolej do Zamościa wprowadzić, ja zrobię wszystko by kolej z Zamościa wykurzyć" - tymi słowami maił się zwrócić do zebranych podczas spotkania, na którym omawiano przyszłość kolei na Zamojszczyźnie, prezydent Zamościa Marcin Zamojski.
No cóż, jak już to dojdzie do skutku, to tę sentencję trzeba będzie złotymi zgłoskami wykuć na jakimś pomniku, których to w Zamościu nie brakuje, żeby Pan Prezydent mógł przejść do historii. Na mnie i tak większe wrażenie zrobiła Wanda, córka Kraka, która to nie chcąc dać d... Niemcowi, rzuciła się do Wisły.

A wróżka z Hostynnego powiedziała, że po 1 września wszystkie pociągi zostają i koniec!

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

25-07-2009 Tory na tiry!

Pomimo dużego obciążenia sprawami służbowymi, a także i fotograficznymi - znalazłem w końcu trochę czasu, żeby napisać coś na temat, który od kilku dni nie schodzi z pierwszego miejsca, nie tylko naszego FORUM, ale i innych, lokalnych a nawet ogólnopolskich portali informacyjnych. Zaczął się proces likwidacji części połączeń pasażerskich w Polsce. Pod znakiem zapytania stoi przyszłość węzła kolejowego w Zamościu.

Od 1.09.2009 r. spółka PKP INTERCITY planuje wprowadzenie komunikacji autobusowej w zamian za wszystkie rozpoczynające bieg w Zamościu pociągi. Autobusy miały by dowozić pasażerów do stacji węzłowych, na których obecnie następuje zmiana trakcji spalinowej na elektryczną. Tam podróżni będą się przesiadać do pociągów. I tak: na HETMANA zostaniemy wywiezieni do Dębicy, na ROZTOCZE do Rzeszowa, a na wszystkie pociągi w kierunku Bydgoszczy do Rejowca. Istnym debilizmem będzie puszczanie autobusu z Lublina do Bełżca w zamian za obecnie kursującą SOLINĘ, która jest pociągiem typowo turystycznym skierowanym do rowerzystów, licznie nią podróżujących. Jednak nikt nie będzie przecież właził z rowerem do zdezelowanego autosana. W weekendy pociąg cieszy się sporym powodzeniem. Jakby już nie można go było pozostawić do końca września w tradycyjnej formie, ale nie - od pierwszego wszystko staje, jakby kolejna wojna światowa nam wybuchła. Na pierwszy rzut oka niby nic się nie dzieje, no bo dotychczasowe połączenia zostają zachowane, tylko, że w formie drogowej. Ale jest to typowo marketingowa zagrywka ze strony PKP INTERCITY. Już prawie rok temu, kiedy pociągi kursujące na Roztoczu zostały przez nią przejęte, słychać było głosy, że długo nie pojeżdżą. Były to przeczucia uzasadnione. Tego typu posunięć nie podejmuje się jednak przed ważnymi dla ekipy rządzącej wyborami do Parlamentu Europejskiego. Cięć nie można też przeprowadzać podczas wprowadzania nowego rozkładu jazdy pociągów, bo nie będzie można się przecież tym pochwalić na konferencji prasowej. Pierwszy dzień września wydaje się terminem najbardziej optymalnym na takie przedsięwzięcia, bo i po wyborach i przed nowym rozkładem.

Numer z wprowadzaniem autobusów w miejsce pociągów jest też stary jak świat. Autobusy pojeżdżą parę miesięcy i potem zostaną zlikwidowane w ramach oszczędności. No bo przecież jak ktoś będzie miał do wyboru podróż jakimś rozklekotanym autobusem, który na dodatek będzie musiał zajeżdżać (jak w przypadku ROZTOCZA) do różnych pipidówek po drodze, to pojedzie innym autobusem znacznie tańszym lub nawet busem, czy w końcu własnym samochodem. Nie będzie się oglądał na to, że ten pojazd to jest taki teoretyczny pociąg, tylko, że na kółkach i jeździ po drodze. W przypadku wyboru sposobu podróży pod kątem środka lokomocji, przeciętny pasażer bierze pod uwagę konkretnie sprecyzowane wymagania. Większość z nas lubi przemieszczać się szybko. Weźmy trasę: Zamość – Lublin: Pociąg na pierwszy rzut oka przy trzech godzinach jazdy nie jest konkurencyjny z innymi pojazdami. Ale nie każdy ma, czy chce akurat jechać samochodem. Busem można dojechać do Lublina dwa razy szybciej, ale tylko do centrum, natomiast dalej we własnym zakresie: komunikacją miejską lub z buta. Pociągi zatrzymują się w dwóch miejscach, w których nie da się dojechać publicznym transportem drogowym. Zatem, dlaczego pociągiem z Zamościa nikt nie jeździ do Lublina? Barierą jest tutaj cena przejazdu. Za pociąg zapłacimy trzy razy drożej niż za jazdę busem. Nikt o zdrowych zmysłach na niego nie pójdzie. Ale dlaczego kolej nigdy nie pokusiła się na wprowadzenie cen preferencyjnych na tej trasie zbliżonych do stawek przewoźników drogowych? Przy porównywalnej cenie odpadało by wtedy przemieszczanie się z jednego końca Lublina na drugi, co mogłoby przyciągać klientów. Ponadto sporo ludzi z Zamościa i okolic przyjeżdża i odjeżdża do Lublina pociągami dalekobieżnymi, z innych krańców Polski, na przykład z Wybrzeża czy Poznania, niejednokrotnie z dużymi bagażami. Przesiadka i dojazd na dworzec PKS są wtedy uciążliwe.

W temacie ceny, co niektórzy pasażerowie mają dosyć szczególną mentalność. Za możliwość oszczędzenia 2-3 złotych potrafią stać godzinę na przystanku i czekać. Zaobserwowałem takie zjawisko w komunikacji drogowej, z której sam jestem często zmuszony korzystać. W takim razie – obniżyć cenę z Zamościa do Lublina jeszcze o 2,00zł. do 10,00 zł. i obserwować. Przecież, jak pociągami w tej relacji i tak nikt nie jeździ, to strat nie będzie z tego tytułu. A mogą wyjść zyski. Tego typu promocyjne ceny winny być wprowadzone na krótkich odcinkach również między innymi stacjami, szczególnie w pociągu ROZTOCZE i w SOLINIE. Pisałem już niegdyś, że pociąg ROZTOCZE ma dogodne godziny kursowania dla wyjazdów turystycznych z Zamościa na Roztocze i z powrotem. Mimo niekorzystnej oferty cenowej, daje się w nim obserwować zwiększoną frekwencję w weekendy i Święta, z tych chyba względów. Z kolei pociąg SOLINA przyjeżdża na Roztocze za późno i powraca od nas za wcześnie. W weekendy ma jeszcze jakąś frekwencje, ale na tygodniu już jeździ pusty. Zmienić godziny, a co – rozkład jazdy to Pismo Święte! PKP tłumaczy cięcia niskim obłożeniem składów, ale sama nie robi dosłownie nic, żeby coś z tym zrobić. Przypominają mi się kultowe ALTERNATYWY 4 i wypowiedź dyrektora Ciepłowni na wieść o uruchomieniu ogrzewania bloku z parowozu podczas XX stopnia zasilania. „Gdyby wszyscy dozorcy tak robili – to wcale nie musielibyśmy grzać…” To ja mam propozycję dla decydentów z INTERCITY, żeby zamiast autobusów wprowadzić drezyny ręczne. Zużycie paliwa zerowe, tylko praca kończyn pasażerów. Nacisk na tor niewielki, choć można wprowadzić dopłaty tonażowe dla tęgawych podróżnych ponad określoną normę. No i jeszcze taksę klimatyczną za świeże powietrze pobierać. Na pewno chętnych było by więcej niż będzie do autobusów.

Pisałem o odcinku: Zamość - Lublin - Zamość, gdyż na tej trasie występują największe dysproporcje czasowe między transportem kolejowym a drogowym. Na dłuższych odcinkach, na przykład do Bydgoszczy czy na Śląsk kolej wypada już korzystniej. Ostatnio obserwuję w HETMANIE całkiem przyzwoitą frekwencję w Zamościu, a z informacji przekazywanych przez naszych korespondentów terenowych wynika, że sporo pasażerów wsiada i wysiada w Biłgoraju. Dowiedziałem się też, że są podróżni z Zamościa do Stalowej Woli, bo ponoć szybciej niż samochodem się jedzie. Wiemy, że pociąg ten ma spore rezerwy czasowe w rozkładzie jazdy, tak samo zresztą jak ROZTOCZE. Czas jazdy można więc skrócić. Myślę, że jedno połączenie z Zamościa na Śląsk powinno być w porze nocnej. W tym kierunku poszła większość firm przewozowych, niedawno PKS Hrubieszów uruchomił kolejną taką nocną ofertę. Niestety PKP nie chce o czymś takim nawet słyszeć. Ponoć nie są w stanie zapewnić ochrony podróżnym. Za to w centrum Zamościa na trasie do Hrubieszowa pośród niemiłosiernie zarośniętych z rzadka używanych tylko torów chowają się całe zastępy SOKistów do spółki z policją zresztą, polujących na przechodzących przez tory zuchwałych autochtonów. Cel jest na pewno słuszny, tylko tutaj naprawdę rzadko już coś jeździ. A jak już komuś nawet pociąg łeb urwie, to niech się na drugi raz nie szwenda po krzakach po nocy, tylko grzecznie śpi w domu. Zagospodarować tych funkcjonariuszy do ochrony pociągów, szczególnie w nocy. Przecież jeszcze całkiem niedawno jeździł wagon sypialny z Hrubieszowa do Wrocławia, czasami nawet miejsc nie można było dostać na niego.

Należy wspomnieć, o całej rzeszy osób, dla których przejazd pociągiem jest najwygodniejszą formą transportu. Mogą to być osoby niepełnosprawne, matki z dziećmi, osoby w podeszłym wieku, ale i każdy z nas. Dla mnie na przykład dopuszczalna jest godzinna jazda busem z Zamościa do Lublina, ale już na dłuższej trasie taki przejazd byłby bardzo męczący. W większości busów układ siedzeń jest stosunkowo ciasny, trudno jest rozprostować nogi, są kłopoty z większym bagażem, a osoby trochę tęższe nie mieszczą się na pojedynczych fotelach. Ponadto, dla mnie szczególnie męczące jest podróżowanie w samochodach z oklejonymi reklamami szybami. Ciężko mi jest wytrzymać już nawet na odcinku z Zamościa do Tomaszowa, a tego typu pojazdy kursują na trasie do Warszawy. Po prostu od razu zaczynają mnie boleć oczy. A to właśnie na busy do Warszawy uskarżają się podróżni z Zamościa. Trasa ta jest zmonopolizowana i kursów jest za mało w stosunku do potrzeb. Są uwagi w stosunku do kultury obsługi niektórych kursów. Po południu ciężko jest się już z Zamościa wydostać do Warszawy. Kursujący rok temu pociąg wyjeżdżający po godzinie 16 cieszył się dobrą frekwencją z tych właśnie względów. Teraz ostatni pociąg wyjeżdża o 13.36. Stanowczo za wcześnie, bo w tym czasie odjeżdża dużo prywatnych busów i autobusów. Kolejnym mitem jest to, że pociągi jeżdżą u nas bardzo powoli. Owszem są takie odcinki, na pewno okolice Werchraty, czy chociażby wspominany często Mielec, ale w innych częściach kraju bywa znacznie gorzej. Zdziwiłem się bardzo niedawno prędkościami pociągów na Śląsku. I bez znaczenia jest fakt elektryfikacji tamtych linii. Jeździ się wolniej, niż na wielu nie zelektryfikowanych. U nas przyzwoite prędkości mamy na trasie: Zwierzyniec - Stalowa Wola. Z kolei z Zamościa do Lublina problemem są dwukrotne zmiany kierunków jazdy w Zawadzie i Rejowcu. W tym zakresie to od wieków się nic nie robi, chociaż do niedawna istniała w całkiem dobrym stanie bocznica omijająca Rejowiec. Nie była jednak ona używana od dawna. Znajomi z kraju pytają się mnie zawsze, dlaczego tutaj nie jeżdżą szynobusy? Są to pojazdy nowoczesne, ekologiczne – w sam raz do naszego parku roztoczańskiego i jednocześnie dosyć tanie w eksploatacji w porównaniu do tradycyjnych składów pociągowych. Właśnie, na takie kosztowne inwestycje mamy fundusze UE i należy próbować je wykorzystywać.

Niestety dochodzą nas niepokojące wieści w tym zakresie. Coraz częściej można usłyszeć, że lokalne władze mają zamojską kolej daleko w d… Co dziwne, konkretne propozycje reaktywacji ruchu pasażerskiego na Roztoczu pojawiają się na szczeblach wojewódzkich i ponoć są blokowane w naszym najbliższym otoczeniu. Taka postawa świadczy o głębokim prowincjonalizmie, ale i można też się w tym doszukiwać jeszcze jakiegoś innego ukrytego dna. No bo co się będzie działo w Zamościu po likwidacji pociągów pasażerskich, kursujących teraz codziennie. Stacja w weekendy z czystym sumieniem będzie mogła być zamykana, bo ruchu towarowego wtedy nie ma. Mało tego, na tygodniu coś się u nas dzieje raczej tylko przez trzy dni: poniedziałki, środy i piątki. Wtorki i czwartki są wolne. A kto generuje największe potoki towarowe w Zamościu? Firmy z najbliższych okolic, bo do samego Zamościa mamy tylko pojedyncze wagony. Ciepłownia też już ostatnio nie wozi, tylko przychodzą bardzo rzadko węglarki na bocznicę PRD. Z Zamościa trasa kolejowa biegnie dalej do Hrubieszowa, gdzie największym odbiorcą po drodze jest chyba Cukrownia w Werbkowicach. A wiadomo jak to teraz z przemysłem cukrowniczym bywa – szybko się zwija. W Hrubieszowie jest co prawda kilku prywatnych przedsiębiorców korzystających z usług kolei, ale nie zapewnią oni sami opłacalności linii i w perspektywie się ją zamknie. A wtedy kolej pozostawi w spadku atrakcyjne tereny w centrum Zamościa i w dzielnicach przemysłowych miasta, które będzie można komuś sprzedać. Ponadto rację bytu straci wtedy stacja Zamość, gdyż nie będzie się opłacało przyciągać tutaj wagonów do Bełżca, Biłgoraja czy Bortatycz i rozrząd zostanie przeniesiony do Zawady. Zamość zostanie zdegradowany do rangi bocznicy, a budynki na stacji też będzie można będzie wtedy zamienić na gotówkę. Może jakaś knajpa powstanie z dinozaurami. Część się na pawilony dla zoo zaadaptuje. Scenariusz czarny, ale realny. Zatem radością napawa fakt, że większości osób, z którymi rozmawiam – nie odpowiada taki stan rzeczy. Co ciekawe, szczególnie obserwuję to u ludzi młodych. Pisane są artykuły do prasy, skargi, zawiadamiani są posłowie. Dyskutuje się na te tematy na wszelkich forach internetowych. W końcu jeżeli Zarząd PKP INTERCITY nie jest w stanie obsłużyć wszystkich przypisanych mu połączeń, to może najpierw trzeba zmienić ten Zarząd, a dopiero potem likwidować pociągi. Mamy w kraju tylu dobrze wykształconych młodych ludzi a jest to spółka skarbu państwa, głównym udziałowcem jest Minister Finansów, czyli my sami. Przyznam się, że kiedyś się zastanawiałem, czy dożyję takich czasów, że wszystkie pociągi w Zamościu zostaną zlikwidowane. Myślałem, że wtedy będę już bardzo stary, niby teraz się całkiem młodo czuję, więc może nie wszystko jeszcze stracone.

Na koniec mała relacja historyczna o tym, jak to się niegdyś walczyło z betonem na kolei. Krótkie wspomnienie mojego kolegi, tego od HETMANA:

Było to chyba w zimie w 1994 roku. Wracałem z Katowic, gdzie sprzedali mi bilet do Zamościa. Okazało się, że pociąg jechał tylko do Krakowa Głównego. Tam trzeba było się przesiąść do drugiego składu. W Krakowie Głównym po wyjściu z pociągu zapowiedziano, że HETMAN nie odjedzie, bo jest strajk kolejarzy. Po jakimś czasie okazało się, że pusty skład z Zamościa stoi w Płaszowie. Po tej wiadomości cierpliwość podróżnych uległa już wyczerpaniu. Po około 30 minutach na peronie zawiązał się komitet strajkowo – naciskowo – buntowniczy, złożony z pasażerów HETMANA. Grupa około 10 osób udała się najpierw do Dyrektora Okręgu PKP, gdzie zrobiła ogromną zadymę, a następnie opier***iła strajkujący komitet kolejarzy. Efekt był natychmiastowy. Wagony z Płaszowa w kilka minut zostały przyciągnięte na Dworzec Główny i pociąg ruszył z opóźnieniem czterech godzin. Mimo wszystko, w pociągu zrobiła się całkiem przyjemna atmosfera - a rodzina pasażerki jadącej do Biłgoraja na pogrzeb, została nawet w środku nocy przywieziona i odwieziona już razem z nią samochodem przez pracownika kolei. Tablicy pamiątkowej po tym pierwszym w historii strajku pasażerów PKP nie ma do dziś.

Dodał: Ty51-17
Źródło: informacja własna

18-07-2009 Koniec kolei pasażerskiej na Roztoczu?

Poniższe informacje nie zostały oficjalnie potwierdzone przez PKP Intercity, dyskutowane są jednak od kilku tygodni na kolejowych forach internetowych (także u nas), a ostatnio trafiły do specjalistycznego portalu „Transport i Komunikacja”. Poniższy tekst opieram na tym ostatnim źródle.
Już od pewnego czasu po Roztoczu kursują wyłącznie łączniki do pociągów innych relacji. Według portalu „Transport i Komunikacja” na Roztoczu od 1 września nie będzie już żadnego składu wagonowego. W to miejsce wprowadzona ma zostać autobusowa komunikacja zastępcza dla wszystkich pociągów i to zarówno z kierunku Wrocławia, jak i Warszawy. Autobusy mają kursować w relacjach od stacji gdzie do tej pory dzielono/łączono składy, czyli Dębica – Zamość, Rzeszów – Zamość, Lublin – Zamość i Lublin – Bełżec.
Konsekwencje są łatwe do przewidzenia. Gdy w 2006 r. nastąpiło przerwanie torowiska w Izbicy, przez dwa miesiące kursowały tu jedynie autobusy komunikacji zastępczej (KKA) w relacji Lublin - Zamość, które woziły powietrze. Osobiście widziałem sytuacje, gdy np. w Izbicy do autobusu wsiadali pasażerowie, którzy po uzyskaniu informacji, że to autobus kolejowy natychmiast wysiadali. Bilety kolejowe są wszak droższe nie tylko do opłat za przejazd busami, ale także wobec autobusów PKS. Jeżeli teraz zamiast wagonów pojawią się zwykłe autobusy i to na dość długich dystansach (takich jak Rzeszów – Bełżec – Zamość) frekwencja szybko spadnie do zera. Zanim to nastąpi, dojdzie do wielu nieporozumień – chodzi o przewóz rowerów. Sezon rowerowy nie kończy się wraz z końcem wakacji!. Pociągi „Solina” do Bełżca i „Roztocze” do Zamościa prowadzą wagony rowerowe. Szczególnie w tym pierwszym składzie w ramach dotychczasowych wakacyjnych kursów rowerów pojawiło się nader wiele. W autobusach komunikacji zastępczej rowerów zwykle przewozić nie wolno, gdy więc w miejsce tych składów pojawią się autobusy.....

Czy ewentualne wycofanie się PKP IC z Roztocza oznacza koniec kolei pasażerskiej w tym regionie? To zależy m.in. od tego, czy zechcą tu powrócić tańsze PKP Przewozy Regionalne. Dyskutowane obecnie wydłużenie trasy szynobusu Jarosław - Horyniec do Bełżca to zbyt mało i zbyt blisko. Ale może oferta Inter Regio????

P.S. Po szczegółowy wykaz kasowanych i skracanych pociągów odsyłam do portalu "Transport i Komunikacja". Odnajdziemy tam także m.in. informację o planowanej likwidacji nocnego połączenia Lublin - Wrocław.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: http://www.transport-komunikacja.pl/

16-06-2009 Boże Ciało w Zamościu - fotorelacja



Tegoroczny czerwcowy tzw. długi weekend (bo dla kogo długi, dla tego... długi!) spędziłem w domu. Nie narzekam jednak, gdyż od dawna nauczyłem się cieszyć z rzeczy małych. Pogoda nie sprzyjała kreowaniu świątecznego nastroju, za to ruch na torach był duży. Dlatego starałem się - obiektyw od aparatu i oczy, mieć szeroko otwarte. A Roztocze to ma to do siebie, że tutaj codziennie zdarza się coś ciekawego.Szkoda tylko, że uroczyste procesje liturgiczne z okazji święta Bożego Ciała nie odbywały się w okolicach około kolejowych.



10.06.2009r. z Bortatycz przetransportowano do Zamościa lokomotywę ST44-1217, która miała jakiś czas temu drobne wykolejenie. Stała ona w Zamościu do piątku, tj do 12.06, kiedy to pojechała w Polskę na zimno w składzie lopka.



12.06.2009 r. na stacji w Zamościu miała miejsce podsypka tłucznia ze specjalnych wagonów przystosowanych do takich czynności, tzw. szutrówek. Zatrudniono w tym celu gagarina nr 1079. Z kolei 08.06.2009 r. sypano żwir po całym Roztoczu. Od Zwierzyńca do Tarzymiechów jeździło wtedy wahadło szutrówek z ST44-1030. Od kilku dni w Zamościu stacjonują też maszyny torowe, m. in podbijarki, sprowadzone do prac remontowych w okolicy. Na szeroką skalę stosuje się również chemiczne opryski torowiska z drezyny.



13.06.2009 r. na dworcu w Zamościu manewry ze składem pociągu "ROZTOCZE" prowadzi ST44-360. Gagarin ze składem pasażerskim to rzadki widok, nawet u nas. Ta maszyna pojechała w zastępstwie za zdefektowaną walentynę SM48 nr 084. Awaria miała miejsce w Bełżcu, właśnie na pośpiesznym: Zamość - Wrocław. Lokomotywa odmówiła dalszej jazdy i po prawie 100 minutach przysłano na pomoc ST44 - 360. Co ciekawe w Rzeszowie pociąg zameldował się tylko z 40 minutowym opóźnieniem. W drodze powrotnej, w Hrebennem, opóźnienie zostało całkowicie zlikwidowane, a do Zamościa "ROZTOCZE" przybyło nawet 5 minut przed czasem. O wszystkim poinformował nas sympatyk naszego portalu, który akurat tego dnia zrobił sobie kolejową wycieczkę tym pociągiem. Jak widać: cuda się zdarzają!



14.06.2009 r. stacja Zamość, z pociągiem "ROZTOCZE" startuje "Kołomna", czyli ST44-1223 - gagarin po modernizacji. Jest to debiut tej maszyny na przewozach osobowych. Może mechanicy z Rzeszowa chcieli sobie czymś takim pojeździć.



14.06.2009 r. ze stacji Zawada wyrusza pociąg "SOLINA" z Bełżca do Warszawy Zach. W tym roku nie było już takich tłumów, jak w roku ubiegłym. Dwie godziny wcześniej jechał pociąg bezpośredni z Zamościa w tym samym kierunku. W "SOLINIE" największą popularnością cieszył się wagon rowerowy, w Zawadzie też wsiadali jacyś cykliści. Warto dodać, że wolnego w te święta nie dostała lokomotywa SM48-074. którą zatrudniano codziennie do wszelkiego rodzaju pociągów.



15.06.2009 r. stacja Zamość. Zmodernizowane gagariny Spółki LHS nr 2003 i 2033 na wózkach normalnotorowych oczekują na transport do macierzystej lokomotywowni. Przybyły one do Zamościa w dniu 13.06.2009 r. Podobno z przewozami na szerokim torze coś drgnęło w górę, w końcu!

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

14-06-2009 W sprawie kas na stacjach pasażerskich na Roztoczu

Jeszcze w ubiegłym roku przemieszczając się koleją po Roztoczu można było nabywać bilety m.in. w Zwierzyńcu, a w sezonie także w Suścu. Obecnie obie kasy są zamknięte, nieczynna jest także kasa na stacji Krasnystaw Miasto.
Oznacza to, że pomijając Rejowiec (gdzie pasażerowie kupują bilety głównie w ramach relacji Chełm – Rejowiec – Lublin) na całej trasie pomiędzy Rejowcem a Hrebennem (z uwaględnieniem odgałęzienia do Zamościa) bilety kupimy już tylko w Bełżcu i Zamościu.
Jest to duże wyzwanie dla obsługi pociągów w okresach wzmożonego ruchu pasażerskiego (święta, weekendy turystyczne, wakacje).

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

07-06-2009 Na czerwcowy weekend pociągiem!

Po deszczowym i chłodnym maju kolejny długi weekend (Boże Ciało) zapowiada się zdecydowanie cieplej. Warto wtedy wybrać się na Roztocze, a za środek transportu wybrać pociąg.
Z Polski północnej mamy grupę wagonów w porannym pociągu "Solina" relacji Warszawa - Bełżec, kursuje w czwartek, a potem w sobotę i niedzielę. Pociąg prowadzi wagon rowerowy! Druga grupa wagonów w "Solinie" to pociąg regularnego kursowania relacji Warszawa - Przemyśl przez Kraśnik (a więc jedzie skrajem Roztocza Zachodniego). Pociąg według rozkładu powinien prowadzić wagon z przedziałem do przewozu rowerów, jednak w praktyce rzadko tak się trafia. Są to jednak zwykłe duże wagony, więc rowery na pewno się zmieszczą.
Jeżeli chcemy rozpocząć wyprawę z Zamościa, dojedziemy tam pociągami regularnego kursowania "Bydgoszczanin" i "Chełmianin" - oba z Bydgoszczy Głównej przez Warszawę i Lublin.
Z Polski południowej mamy dwa pociągi regularnego kursowania - oba z Wrocławia.
Pierwszy "Roztocze" pokonuje całą roztoczańską linię kolejową, umożliwiając dojazd m.in. do Lubaczowa, Horyńca, Suśca i Zwierzyńca. Uwaga! W 2009 r. zrezygnowano z postoju pociągu na stacjach: Werchrata, Siedliska Tomaszowskie i Lubycza Królewska. Pociąg prowadzi obecnie wagon z przedziałem do przewozu rowerów.
Skład drugi to "Hetman" kursujący przez Biłgoraj i Zwierzyniec.
Wszystkie te pociągi mają status pospiesznych i sa obecnie obsługiwane przez PKP Intercity. Szkoda, że nie się sięgają tu tańsze składy PKP Przewozy Regionalne.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

04-06-2009 Ze Śląska na Zamojszczyznę AD 2009, czyli mała relacja z podróży.

Całkiem niedawno na łamach naszego serwisu pojawiły się dwa artykuły na tematy związane z degradacją połączeń kolejowych z zachodniej Polski do Zamościa. Postanowiłem, jako że z powodów rodzinnych od ponad 15 lat regularnie jeżdżę kilka, a ostatnimi czasy i więcej, razy w roku na trasie Śląsk/Małopolska – Werbkowice, również dołożyć swoje 3 grosze publicystyki na ten temat.

Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, kiedy po raz kolejny zechciałem wybrać się z Krakowa, w którym studiuję, w moje rodzinne strony, to jest w okolice Hrubieszowa. Ponieważ nie przepadam za załatwianiem się "na rozkaz" w czasie wyznaczonego postoju i siedzeniem non stop prawie 8 godzin w fotelu autobusu, (nawet jeśli akurat trafia się nowoczesna maszyna, w której kolan nie wbija się w fotel pasażera siedzącego przed sobą) postanowiłem jak największą część trasy pokonać pociągiem. Całej niestety pokonać tym środkiem lokomocji się nie da, gdyż w zimie 2004 roku PKP PR zawiesiły kursowanie pociągów pasażerskich na trasie z Zamościa do Hrubieszowa (łącznik od pośpiesznego Wrocław – Zamość), z powodu zbyt małej opłacalności połączenia. Ciekawe, że opłacalność tę spółka sama drastycznymi działaniami zniechęcającymi, jak zmiana rozkładu likwidująca największe potoki podróżnych, przez cały rok 2004 skutecznie obniżyła. No ale wracając do meritum. Od kilku lat można było poradzić sobie w taki sposób, że do Zamościa dojeżdżało się pociągiem i kontynuować podróż busem lub PKSem, choć na przeszkodzie stawała zawsze jeszcze bzdurna lokalizacja dworców BUS/PKS i PKP na dwóch przeciwnych końcach miasta.

Teraz niestety, oba pociągi do Zamościa czyli "Hetman" i "Roztocze" docierają do stacji docelowej odpowiednio na 22:30 i 19:20. O 22:30 z Zamościa wydostać nie da się w ogóle, a o 19:20… no cóż, trzeba się nieźle "nagimnastykować" no i oczywiście trafić tam w dzień roboczy bo inaczej ta sztuka jest praktycznie niemożliwa. Jak to zwykło się mówić, natura nie znosi próżni. Nie dziwota więc, że teraz w "Hetmanie" na odcinkach Zamość – Tarnobrzeg, a w "Roztoczu" Zamość – Horyniec podróżuje po 20-30 osób skoro nie dość, że bilety są drogie, to jeszcze pociągi te kursują w bezsensownych porach, a konkurencja ze strony PKSu jest coraz silniejsza. W końcu nawet przewoźnicy drogowi nie muszą się specjalnie starać by przyciągnąć klientów, bo z braku innego wyboru, przychodzą oni po prostu na autobus. Tak więc PKSy na trasach Hrubieszów – Kraków, Hrubieszów – Katowice czy Hrubieszów – Wrocław robią całkiem niezły interes, a kolej ponosi straty nawet na trasie do Zamościa.

Postanowiłem w takim razie sprawdzić, czy może mógłbym dojechać na cywilizowaną godzinę i w normalnym czasie na Zamojszczyznę na przykład z Katowic i ku mojemu zaskoczeniu znalazło się całkiem udane połączenie. I teraz proszę o uwagę. Z Katowic do Zamościa najszybciej i najwygodniej pociągiem dojechać można przez: Pilawę, Dęblin i Lublin! Podróż taka, choć kilometrowo dłuższa niż "Hetmanem" czy "Roztoczem", to jednak od obu szybsza i co ciekawe cenowo zamyka się w granicach tego co oferuje PKS! Postanowiłem przetestować to na własnej skórze i poniżej krótka relacja.

Start – 5:20 rano w Katowicach. W perony wtacza się międzynarodowy pośpieszny "Vltava" z Pragi do Moskwy, który to na odcinku Katowice – Terespol prowadzi dostępny w komunikacji krajowej wagon 2 kl. Frekwencja w tym wagonie, jak w całym PKP IC, po jednej lub dwie osoby na przedział. "Vltava" po 15 minutowym postoju na manewry rusza z Katowic z dodatkowym wagonem i kieruje się na centralną magistralę kolejową. Jest to pociąg międzynarodowy więc po drodze mijamy bez zatrzymania wszystkie stacje, nawet te większych miast: Sosnowca, Będzina, Dąbrowy Górniczej, Zawiercia. Prędkość podróży jest naprawdę imponująca, po rozpędzeniu zaraz za Katowicami praktycznie nie zwalniamy poniżej 100 (na Podkarpaciu np. rzecz nie do pomyślenia). Po półgodzinie podróży skład wjeżdża na CMK i od tego momentu przez najbliższe 2 godziny prowadząca nasz skład EP07 praktycznie nie zwolni poniżej swojej prędkości konstrukcyjnej.

Pusty, wygodny przedział i szybko umykający za oknem krajobraz przy jednostajnym szumie silników trakcyjnych "siódemki", harujących na najwyższych obrotach, skłaniają do snu, bo godzina jeszcze wczesna. Pobudka po 9 już na Mazowszu. Tym razem doznania zgoła inne. Turlamy się 40 km/h co prawda dwutorową, ale strasznie zapuszczoną linią przez mazowieckie równiny. Po drodze zrujnowane stacje, i zapuszczone przystanki. Ława torowiska na nasypach jest tak wąska, że ma się wrażenie, że podsypka zaraz zsunie się z nasypu, jak rozjeżdżające się na boki słupy sieci trakcyjnej. Po drodze widać, że miejscowa ludność traktuje wykopy i odwodnienia linii kolejowej jak zsypy na śmieci, co nie robi zbyt dobrego wrażenia. Mijamy jeszcze długi most na Wiśle i za kilkanaście minut pociąg melduje się w Pilawie. Tam przesiadka i czterdziestominutowe oczekiwanie na "Bydgoszczanina" z Bydgoszczy do Chełma/Zamościa, akurat na zjedzenie śniadania z uprzednio przygotowanych kanapek.

Niestety sama Pilawa to mała miejscowość z maleńkim wiejskim dworcem (przyznam, że był to dla mnie szok bo spodziewałem się czegoś w rodzaju Ropczyc lub Sędziszowa Młp. a tu taka bida). Aż dziw, że zatrzymują się tu pośpieszne. Ale dzięki temu w końcu można złapać tutaj wspomnianego "Bydgoszczanina", który też pojawia się planowo o 10:17 w składzie EU07-315+BAB(Chełm)+BA(Zamość). I tu kolejny szok. Pociąg dzielony na dwie relacje, a tylko 5 wagonów! Ale po wejściu do pociągu widać, że skład dopasowany do frekwencji bo ta optymalna, ale bez tłoku (po 5-6 osób na przedział). Ruszamy z Pilawy i znów miła odmiana od E30, skład mknie cały czas 120km/h szybciutko pokonując mazowieckie równiny, to jest dopiero podróż! Po drodze bez przeszkód, jeśli nie liczyć nieplanowego 5-minutowego postoju w Sadurkach z powodu prac torowych. Na kolejnych postojach mała wymiana pasażerów.W Dęblinie, Puławach, Nałęczowie mimo dłuższych postojów po 2-3 minuty wsiada po kilka osób, wysiada może kilkanaście. Wreszcie Lublin. Tutaj dłuższy postój, bo dopinany jest dodatkowy wagon do części chełmskiej – zapewne jakiś podsył. Wysiada mniej więcej połowa pasażerów, a przybywa zaledwie kilku w części chełmskiej i tyleż samo w zamojskiej. Na torze nieopodal rusza SA103 jako osobowy do Stalowej Woli z kompletem pasażerów na pokładzie. Szkoda, że podobnych maszyn próżno szukać, podobnie jak pociągów osobowych, na szlakach Zamojszczyzny.

Po chwili ruszamy w dalszą podróż z 15 minutami spóźnienia, w wyniku nałożenia się tych 5 minut z Sadurek i 10 minut manewrów w Lublinie. Jedziemy znów w zawrotnym tempie i po półgodzinie jesteśmy w Rejowcu. Tutaj sprawnie następuje rozpięcie składu i zaprzęgnięcie oczekującej już SU45-244 do dwóch wagonów części zamojskiej. Po próbie hamulca oba składy rozjeżdżają się w swoje strony. Opóźnienie zredukowano do 5 minut. Skład zjeżdża z magistrali na linię do Hrebennego i teraz rozpoczyna się najlepsza, jeśli chodzi o widoki i klimat, część podróży. Pociąg sprawnie przemyka przez wsie, pola, łąki i lasy skąpane w wiosennych barwach. Prędkość bardzo przyzwoita: 70, miejscami 60 km/h, ale można podziwiać widoki, więc podróżuje się miło. Po drodze mijamy zamknięta stację Żulin, gdzie kończą się towarzyszące linii słupy po sieci trakcyjnej. Dalej całkiem spora stacja Krasnystaw Fabryczny (obsługująca Cukrownie Krasnystaw) z okropnie zdewastowanym dworcem, na której nikt nie wsiada ani nie wysiada. Przystanek Krasnystaw Miasto, gdzie wysiada kilka osób (zostaję w przedziale sam), stacja towarowa Krasnystaw Towarowy i zaczyna się najpiękniejszy odcinek, na którym linia to wije się łukami między wzniesieniami, to trawersuje nad doliną Wieprza. Po drodze przejeżdżamy po 3-poziomowym wiadukcie w Wólce Orłowskiej, nad DK 17 i rzeczką Wolicą. Dalej zamknięta stacja w Izbicy, nieczynny przystanek Tarzymiechy i urokliwa stacyjka w Ruskich Piaskach gdzie wysiada jedna osoba. Przy nastawni postawiony na pamiątkę semafor kształtowy sprzed modernizacji stacji (bardzo fajna inicjatywa).

Za Ruskimi Piaskami niestety zwalniamy do 40 km/h i czeka nas powolny podjazd pośród pól Zamojszczyzny do Złojca, a potem już powrót do prędkości 70 km/h i wpadamy do Zawady, gdzie stoi już skład "Bydgoszczanina" z Zamościa. Nieliczni pasażerowie naszego pociągu z zainteresowaniem przyglądają się, dziwnym zapewne ich zdaniem, manewrom. Odczepiona od drugiego składu (również dwu wagonowego) SM48-084 oblatuje pociąg, w ślad za nią podąża i odpięta od naszego składu SU45-244, ponieważ do manewrów wolny jest tylko jeden tor (na stacji stoi jeszcze puste wahadło węglarek). Wszystko odbywa się bardzo sprawnie i po chwili, po wykonaniu prób hamulców, ruszają ze stacji kolejno "Bydgoszczanin" do Bydgoszczy i "Bydgoszczanin" do Zamościa. Po opóźnieniu nie ma już śladu i skład, planowo, melduje się w Zamościu. Niestety frekwencja w dwóch wagonach, jak widać po opróżnieniu składu, raczej mizerna, może ze 20 osób.

Teraz pozostaje tylko szybko dostać się autobusem MZK Zamość spod dworca PKP na drugi koniec miasta pod dworzec PKS i BUS. Na szczęście MZK się nie spóźnia i już 20 minut później jestem na dworcu BUS. Są godziny szczytu, więc do Hrubieszowa podstawiony jest duży, 35 miejscowy, mikrobus. Co z tego, skoro chętnych jest dużo więcej, i już po chwili siedzę ściśnięty jak śledź w beczce, w rozgrzanym busie z plecakiem na kolanach, a obok mnie w przejściu stoi kilkanaście osób, którymi podczas jazdy rzuca na lewo i prawo. I teraz przypomina mi się przestronny przedział pociągu i wypełniający go chłodny wiaterek z otwartego okna… od razu ciśnie się na myśl porównanie między cywilizowaną komunikacją, a tym co mamy na Zamojszczyźnie. No ale na szczęście po 50 minutach jazdy bus dociera do Werbkowic i mogę z przyjemnością wyjść na powietrze. Minęło równo 10 godzin i 30 minut od wyjazdu z Katowic i jestem na miejscu.

I pomyśleć, że jeszcze 5 lat temu dało się pokonać ta trasę w 9,5h z jedną tylko przesiadką miedzy składami, przy tym samym peronie w Zamościu. Cieszyło się to połączenie naprawdę dużą popularnością, zwłaszcza w porównaniu do tego co obecnie widzi się w pociągach pospiesznych PKP IC, ale widać komuś to bardzo przeszkadzało. A szkoda, widać bardziej opłaca się finansować puste pośpieszne lub dokładać kolejne kursy szynobusu na trasie Lublin – Kraśnik, niż zapewnić jakikolwiek godziwy dojazd do Zamościa, Hrubieszowa czy na Roztocze.



Pośpieszny "Vltava" (Wełtawa) z Pragi do Moskwy. Na zdjęciu w okolicach Łukowa. Pierwszy za lokomotywą wagon dostępny w komunikacji krajowej relacji Katowice - Terespol.


Rejowiec. Dzielenie składów "Bydgoszczanina" odbywa się bardzo sprawnie. Na zdjęciu SU45-245 oczekuje na godzinę odjazdu z zamojską częścią "Bydgoszczanina" w głębi część chełmska.


Zawada. Codzienne spotkanie składów "Bydgoszczanina" do i z Bydgoszczy.


Zamość. "Bydgoszczanin" w chwilę po dotarciu do stacji docelowej. Pociąg ten rzadko kiedy może pochwalić się taką frekwencją jak ta na zdjęciu.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Bartosz Sojda, Karol Osiał
Źródło: informacja własna

26-05-2009 Dni Techniki Kolejowej 2009

Jak podaje strona www.pkp.pl tegoroczne Dni Techniki Kolejowej odbędą się tylko jednego dnia a mianowicie 5 czerwca czyli w piątek. Dotychczas DTK na Lubelszczyźnie odbywały się przez trzy dni piątek, sobota i niedziela. W tym roku organizatorzy chcą nam zafundować jeden dzień pokazów i w tym przypadku jest to dzień roboczy. Jak większość z nas wie podczas ubiegłorocznych DTK lubelska stacja największą frekwencją cieszyła się w sobotę i niedzielę. Jednak tym razem organizatorzy najprawdopodobniej doszli do wniosku że w piątek będzie najlepiej zorganizować takie pokazy. Oczywiście łatwo można się domyśleć że największą grupę zwiedzających mogą stanowić tego dnia zagorzali miłośnicy kolei i studenci. Powoli możemy zacząć zmienić skrót DTK Dni Techniki Kolejowej na Dzień Techniki Kolejowej. Pozostaje nam tylko liczyć na to że organizatorzy tych pokazów odpowiednio podejdą do tej sprawy i DTK w Lublinie będą odbywały się przez dwa dni lub zostaną przełożą z dnia 5 czerwca na 6 czerwca. Przedstawiamy wam planowany program na DTK w Lublinie które planowane są na 5 czerwca.

5 czerwca (piątek)

10:00 - Przywitanie zwiedzających przez Dyrektora Zakładu Linii
Kolejowych w Lublinie.

10:00-15:00 - Wystawa prac dzieci pt. " Kolej widziana oczami dzieci",

•Prezentacja grupy ratownictwa wodnego WOPR,
•Zwiedzanie wystawy sprzętu technicznego: UNISTAR, odśnieżarka
KSF, autobus szynowy, lokomotywy SM42, SU45, wag A (peron I),
•Zwiedzanie wystawy Izby Tradycji Kolejowej – pamiątkowe bilety
i pocztówki kartonowe,
•Przejazd drezyną ręczną,
•Uruchomienie stacji łączności krótkofalowej w parowozie (znajdującym
się przy lokomotywowni),
•Konkursy z nagrodami na temat wiedzy o kolei dla uczestników
obchodów Dni Techniki Kolejowej.

10:00-14:00

•Zwiedzanie nastawni dysponującej LbB,
•Zdjęcia pamiątkowe przy lokomotywie parowej.

10:30

•Wyjazd ze stacji Lublin do stacji Lublin Tatary na zwiedzanie nastawni LTB oraz górki rozrządowej (powrót ok. godz. 11:20).

11:00-13:00

•Zwiedzanie lokomotywowni – pokazy obręczowania kół zestawów
kołowych.

12:00

•Pokaz tresury psów.

12:30

•Pokaz sztuk walki w wykonaniu funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pkp.pl

25-05-2009 Błękitne motory



Powyżej SM48-126 z pociągiem SOLINA w dniu 2 maja 2009 r. w okolicach Niedzielisk. Niestety, zielone malowanie lokomotyw powoli odchodzi do historii. W wyniku reorganizacji Grupy PKP - lokomotywy zostały podzielone pomiędzy niektórymi Spółkami. Od razu zaczęto się ścigać w przemalowywaniu pozyskanego taboru, bowiem każda ze Spółek wprowadziła swój odrębny schemat. W nowym malowaniu Spółki CARGO, która zdominowała obsługę normalnotorową na Roztoczu dominuje teraz kolor niebieski.

15.01.2009 r. W Zamościu gości pierwsza lokomotywa w nowym malowaniu, SM48-107 z Żurawicy, która przyprowadziła w dniu: 14.01.2009 r. pociąg Roztocze.

9 maja 2009 r. Tym razem pierwsza, zamojska - niebieska ST44-1217 wraz z 2023 zbliża się do Zawady z kierunku Rejowca. Lokomotywa chyba zdefektowała, ponieważ poruszała się bardzo wolno, a druga jechała na zimno. Gagariny o numerach powyżej 1200 mają nie tylko firmowe malowanie, ale i nowe silniki czterosuwowe, sprężarki i inne elementy. Są to jeszcze rozwiązania prototypowe i dlatego z maszynami bywają kłopoty.

18.05.2009 r. do Zwierzyńca dojeżdża ST44-1223, drugi "czterosuw" stacjonujący w Bortatyczach. Do Zamościa przyjechał 25.04.2009 r. w składzie pociągu towarowego ze Skarżyska Kamiennej. Obecnie często widywany jest na "Połańcach".

A to ostatnia niespodzianka, pociąg BYDGOSZCZANIN do Bydgoszczy opuszczający Zamość prowadzi SM42-800. Lokomotywa ta wraz z SM42-577 od niedawna stacjonuje w Bortatyczach. Obydwie w malowaniu a la "VIAGRA".

Pojawienie się tych fiołkowych "wibratorów" było spowodowane zapewne powyższym widokiem z dnia 17 maja 2009 r. Pociąg BYDGOSZCZANIN do Zamościa przyprowadziła wtedy lokomotywa ST44-2023.

Na szerokim torze też coraz więcej niebieskiego. 9 marca 2009 r. przybyła lokomotywa ST40s nr 009, a 30 marca 2009 r. "batman" nr 010. W sumie jest ich już 10 sztuk i na razie więcej nie będzie. Na powyższym zdjęciu jest akurat nr 004. Doniesiono mi też, że na LHSie zaczęli we własnym zakresie robić naprawy rewizyjne - co wróźy zakończenie (lub zmniejszenie częstotliwości) ciekawych transportów szerokotorowych lokomotyw na wózkach normalnotorowych.

Reasumując: do jednych typów lokomotyw kolor niebieski pasuje, do innych nie pasuje, ale podobno o gustach się nie dyskutuje. Przeciętnego pasażera i tak to nic nie obchodzi. Tylko, żeby za rok nie zmieniła się znowu koncepcja i ktoś nie wymyślił nowych wzorców malowania. Pamiętamy przecież, że do nie dawna CARGOWSKIE lokomotywy miały być docelowo czerwone. A my się wtedy zdążymy przyzwyczaić do niebieskiego i będziemy tak jak teraz cierpieć za takimi widokami jak niżej.

Zawada, 16.05.2009 r. Czołg złożony z 4 lokomotyw zjeżdża do Bortatycz, a w tle ST44 - 2023 z pociągiem SOLINA do Warszawy Zach. Gagarin w zastępstwie za zepsutą rano tamarę.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

22-05-2009 Wiosenne porządki PLK.

Ostatnimi czasy o infrastrukturze kolejowej na Zamojszczyźnie pisaliśmy w naszym serwisie zwykle w negatywnym kontekście kolejnych rozbiórek, czy dewastacji obiektów kolejowych. Tym razem jednak co nieco pozytywnych informacji.
W ostatnich tygodniach lubelski oddział PKP PLK, przeprowadza szereg prac porządkowych i kosmetycznych na Zamojszczyźnie. Przykładowo na linii 72 Zawada – Hrubieszów Miasto, zostały wykoszone używane tory i bocznice na stacjach: Werbkowice i Hrubieszów Miasto, oraz część torów na zamkniętej stacji Miączyn. Niby działanie takie nie jest niczym niezwykłym, jednakże w ubiegłym roku podobne prace, co może wydawać się dziwne, obejmowały zaledwie fragmenty stacji. Co bardzo cieszy, wykoszone i opryskane środkiem chwastobójczym zostały także nie używane z powodu braku ruchu pasażerskiego perony stacji i przystanków na linii do Hrubieszowa (np. Konopnem wycięto wchodzące na peron spore krzaki) oraz nieużywanych przystanków na innych liniach jak np. Tarzymiechy. Szkoda, że na swoje miejsce nie wróciły niektóre wycięte tablice z nazwami stacji i przystanków. Ponadto na nastawni "Hm" na stacji Hrubieszów Miasto wymienione zostały okna a samą nastawnie czeka remont. Zapewne ma to związek ze wynajęciem tamtejszego budynku dworca prywatnemu właścicielowi i jego przebudową na dom weselny. W związku z tym, kasa towarowa i magazynek służby drogowej musiały opuścić zaplecze budynku dworca i prawdopodobnie docelowo będą przeniesione do budynku nastawni. Co do samego dworca, niestety przebudowa wpłynęła już dość znacząco na jego bryłę i diametralnie pogorszyła jego wygląd. Miejmy nadzieję, że po wykończeniu efekt będzie nieco lepszy, jednakże o przeszklonym nowoczesnym dworcu musimy już niestety zapomnieć. Pozostaje jedynie mieć nadzieje, że nowy użytkownik będzie dobrze dbał o budynek, jaki by on nie był.
Z prac porządkowych warto wspomnieć także o wymianie podkładów na dalszej części toru wyciągowego w Werbkowicach, i opryskach niektórych odcinków szlaków.
Podsumowując, bardzo miło widzieć, że PKP PLK w miarę możliwości dba zachowaną część swojej infrastruktury, niestety nikłe fundusze nie pozwalają na większe prace remontowe związane np. z poprawą stanu szlaków lub mostów i przepustów, a co za tym idzie podniesieniem prędkości maksymalnej lub zlikwidowaniem ograniczeń.

Dodał: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

03-05-2009 Inauguracja pociągu Warszawa - Bełżec w 2009 r.

Na weekend majowy po raz pierwszy w 2009 r. na szlak wyruszył pociąg Warszawa - Bełżec. W tym roku ponownie jest to grupa wagonów w "Solinie", której pozostała część całorocznie kursuje do Przemyśla.
Do Bełżca przygotowano 4 wagony (rowerowy, dwie dwójki i pełna jedynka). W okresie popularnego weekendu majowego pojedynczy wagon rowerowy to jednak zbyt mało. 1 maja 2009 r. był on całkowicie zastawiony rowerami. Ci, którym nie udało się tam wprowadzić swoich dwóch kółek, zajmowali przejścia w pozostałych wagonach.
Jak zwykle największą popularnością na Roztoczu cieszyły się stacje Zwierzyniec i Susiec, dużo ludzi wysiadało także w Szczebrzeszynie i Józefowie Roztoczańskim. Słabo wypadła Zawada (tylko 3 osoby, ale to z uwagi na oddzielny pociąg, który 2 godz. później jedzie z Warszawy bezpośrednio do Zamościa) oraz stacja końcowa Bełżec (tylko kilku pasażerów, podczas gdy jeszcze w Suścu wysiadało ok. 70 osób).
Warto zabiegać, aby pociąg do Bełżca kursował częściej. Obecnie jeździ on codziennie jedynie w wakacje, ponadto w weekendy w maju, czerwcu i wrześniu.
Na zdjęciu fragment wagonu rowerowego w chwilę po odjeździe pociągu ze stacji Lublin.


Dodał: Artur Pawłowski
Zdjęcia: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

01-05-2009 Zamknięcie toru w Bełżcu

Dotychczasowy tor szlakowy, przebiegający obok peronu stacji Bełżec został zamknięty z uwagi na zły stan techniczny. Przy wejściu na peron namalowano napis "Peron zamknięty".
Pociągi pasażerskie zatrzymują się obecnie na dalszych torach, przy przygotowanym tu szcześliwie w dawaniejszych czasach mini-peronie, który jest jednak wąski i niski.
Miejmy nadzieję, że PLK nie ograniczy się do zamknięcia toru i przeprowadzi jego remont. Obecna sytuacja budzi zdziwienie pasażerów i nie jest wygodna.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

30-04-2009 Kompromitacja PKP Intercity

Zbliża się weekend majowy, czas wzmożonych podróży turystycznych i wypraw rowerowych. Z tej okazji PKP Intercity... utrudnia przewóz roweru pociągiem!
Po pierwsze sama opłata za przewóz roweru jest w stosunku do konurencyjnych firm wygórowana, wynosi bowiem 9 zł (dla porównania: w PKP Przewozy Regionalne w dni powszednie 4,50 zł, w nowej promocji weekendowej 1 zł, a w Kolejach Mazowieckich rowery wozi się bezpłatnie).
Ale pojawiła się nowa przeszkoda. Przy drogich cenach biletów jednorazowych podróżni coraz częściej sięgają po tańsze oferty promocyjne. W PKP Intercity są to m.in. bilet weekendowy i bilet podróżnika. Jak donosi "Gazeta Stołeczna", do żadnej z tych ofert nie można jednak dokupić biletu na przewóz roweru! Jeżeli chcemy na majówkę pojechać pociągiem z własnym rowerem, musimy wykupić droższe bilety jednorazowe do których - i tylko do nich - można dokupić bilet na rower.
Pozostaje wyrazić żal, że pociągi pospieszne (a tylko takie kursują np. na Roztoczu) zostały przez IC przejęte. Gdy pociągi te należały do spółki PKP Przewozy Regionalne nie było najmniejszych kłopotów, do wszystkich ofert promocyjnych tej firmy bez problemu nabywało się bilety rowerowe.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: Gazeta Stołeczna 30 IV 2009

26-04-2009 Nowy wagon pasażerski w Zamościu

Do grupy wagonów Zamość - Wrocław pociągu "Roztocze" w ostatnim okresie dołączono wagon drugiej klasy z fotelami tzw. "lotniczymi". Znajdziemy tu także część rowerową z wieszakami na 12 rowerów (zmieści się ich jednak więcej).

Dodał: Artur Pawłowski
Zdjęcia: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

22-04-2009 Pociąg: "wonne Roztocze"

Na Roztoczu wiosna w pełni a ruch na kolei w letargu i to zarówno na normalnym, jak i na szerokim torze. Światowy kryzys na szczęście nie dotknął jeszcze połączeń pasażerskich, bo i tak jest ich u nas tyle, co kot napłakał. Wszystkie „stare” pociągi kursują bez większych zmian, czasami tylko można usłyszeć złowieszcze zapowiedzi przyszło - rozkładowych cięć. Nasze pociągi przeważnie jeżdżą puste, ale w okolicach Świąt Wielkiej Nocy, ta wolna przestrzeń się w nich bardzo skurczyła. Klienci PKP skarżyli się, że w tym okresie, składy pociągów nie były, tak jak w latach ubiegłych, wzmacniane o dodatkowe wagony i na przykład w pociągach z Zamościa do Bydgoszczy i z powrotem były tylko po dwa wagony, a w innych niewiele więcej.
W tegoroczną Wielką Sobotę postanowiłem, goniony ciekawością - utrwalić w pamięci widok i przekazać go potomnym: w jaki sposób i w jakich warunkach podróżowano na końcu I dekady XXI wieku, na wschodnich kresach RP w pociągu noszącym nazwę regionu przyrodniczego, którym miejscowi się szczycą. Oj nie była to tania wycieczka i nie każdy sobie może na nią pozwolić. No, ale w końcu jechałem pociągiem ekskluzywnym, następny przystanek za Zamościem mieliśmy dopiero w Szczebrzeszynie. Nie uwierzycie, ale bez zatrzymania przejechaliśmy przez Zawadę. Jest to pierwszy taki przypadek w historii kolei na Zamojszczyżnie, żeby pociąg się tu nie zatrzymywał. Po drodze minęliśmy też malownicze ruiny stacji Klemensów. Dziwne, że ta rudera po byłym budynku dworca PKP w Klemensowie nikomu nie przeszkadza, a w Zawadzie już ponad rok temu rozebrany został analogiczny budynek, ale w bardzo dobrym stanie i teraz podróżni czekający na pociągi w kierunku Rejowca muszą moknąć na deszczu pod jakimś kawałkiem blachy. Pomimo, że nasz pociąg zaewidencjonowany w rozkładzie jazdy jest jako pośpieszny, to jemu się nigdzie nie śpieszyło. Mieliśmy spore rezerwy czasowe i stąd dłuższe postoje na poszczególnych przystankach, na przykład w Józefowie Roztoczańskim, Długim Kącie, czy Suścu. Oczywiście mnie to nie przeszkadzało, bo mogłem spokojnie kontemplować piękno roztoczańskiej przyrody i podziwiać malownicze krajobrazy tych przystanków. Na przykład w Długim Kącie to miałem wrażenie, że jestem na środku jakiegoś tartaku, ale taki widok tylko dobrze świadczy o tej miejscowości, która nie ma nawet statusu stacji, a generuje nie mniejszy ruch towarowy chyba niż sam Bełżec. Na rampie zawsze stoją platformy pod załadunek drewna, a czasami nawet węglarki. Szkoda tylko, że kilka lat temu spaleniu uległ niewielki drewniany budyneczek stacji i to już nie ten sam klimat co dawniej. Susiec, który jest bardzo ładną stacją – nie realizuje już żadnego ruchu towarowego. Nie praktykuje się też tu od dawna mijanek pociągów, bo nie ma takiej potrzeby. W Bełżcu II, przez który przejechaliśmy bez zatrzymania - niesamowity widok. Pełno ludzi, stali nawet na peronie, koszyki poustawiane dookoła pobliskiej kapliczki, ksiądz już machać zaczął kropidłem, a tu pociąg na horyzoncie. Wszyscy oczywiście odwrócili wzrok od swoich jajek i skierowali go na nasz pociąg, więc nawet zostaliśmy poświęceni z rozpędu. Z kolei w Bełżcu (tym głównym) zauważyłem wsiadających podróżnych z Zamościa, w powrotnej trasie podobno jest tak samo, samochodem do Zamościa jedzie się stąd dwa razy krócej i niektórzy mający zmotoryzowanych znajomych - za nic mają roztoczańskie pejzaże. Za Bełżcem zaczynają się najbardziej malownicze odcinki trasy – wjechaliśmy na linię po której całkiem niedawno jeździły pociągi nazywane potocznie bałajami prowadzone do końca lat osiemdziesiątych parowozami. Na tym etapie podróży kolej stara się dogodzić maksymalnie swoim klientom. Na odcinku Werchrata – Horyniec Zdrój obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km na godzinę, co pozwala w pełni się zrelaksować i zapomnieć o trudach dnia codziennego. Te zapachy, widok trzęsawisk, dźwięk pędu pociągu i bliskość granicy mnie oszołomiły. Była to orgia organoleptyczna albo sanatorium na torach. Natura, w postaci saren, leniwie spacerowała - wiadomo gdzie - po nasypach, wszędzie kwitły przylaszczki i inne habazie wiosenne. Toż to taki pociąg, to dar natury. Dziwię się, że nie zatrzymuje się on już we wspomnianej Werchracie, która jeszcze niedawno uchodziła za totalne zadupie, a obecnie stała się miejscowością turystyczną, właśnie przez swoje naturalne walory. W tamtym roku spotkałem tu pół Zamościa na wczasach. No, ale z drugiej strony przy takiej wolnej prędkości można spokojnie wyskoczyć z pociągu, nazbierać grzybów czy jagód i jeszcze zdążyć wsiąść do ostatniego wagonu. Jak jeździły parowozy, to tak nie było. Stacja Werchrata to duży terminal przeładunkowy, dla obydwu szerokości torów w ruchu towarowym, który w pełni podziwiać możemy tylko z okna pociągu, bo jest to teren w większości zamknięty dla zwykłych śmiertelników. Zachowana jest sygnalizacja kształtowa, ostatnio chyba nawet odmalowana, podczas gdy na innych stacjach oprócz Zamościa są semafory świetlne. W okolicach Werchraty pojawiły się obok torów drewniane słupy telefoniczne, w dzisiejszych czasach to już rzadkość. Od Horyńca znacznie przyśpieszyliśmy i przybyło nam też trochę podróżnych. Za Lubaczowem jeszcze całkiem niedawno znajdował się jedyny w Polsce kolejowy przejazd drogowy obsługiwany przez dróżnika bez udziału elektryczności, tj. korbka, lampy naftowe itp. Niestety prąd już tu dotarł i mają nawet telewizję teraz. Pociąg od niedawna zaczął się znowu zatrzymywać w Oleszycach, ale tym razem nikt tam nie wsiadł. Za Surochowem zwolniliśmy do 15 km na godzinę ale tylko ze 3 kilometry, do mostu na Sanie. Rzekę trzeba przecież obejrzeć dokładnie – fajna jest a i przy takiej prędkości można rybę przez okno złowić. W Muninie wjechaliśmy na linię zelektryfikowaną, ale pojechaliśmy sobie po niej jeszcze trochę po bożemu, aż do samego Rzeszowa, gdzie dopiero podczepili nas pod elektrowóz. Ciekawe rzeczy działy się w Łańcucie, bo zdezorientowani podróżni wskakiwali tam w biegu do pociągu. No cóż, nie każdy może zrozumieć, że w przeciągu 20 minut jadą tam dwa pośpieszne ROZTOCZA do Wrocławia, które od Rzeszowa zostaną połączone. Podróżni przyszli sobie spokojnie 20 minut przed odjazdem na stacje, a tu zapowiadają odjazd pociągu do Wrocławia, więc adrenalina im skoczyła w tym momencie, zwłaszcza, że jechali na drugi koniec Polski z przesiadkami po drodze. Tutaj jakoś ROZTOCZE krótko stoi i przy wsiadaniu alarm podniosła pewna osiemdziesięcioletnia staruszka: „ ludzie ratunku - ledwo nogę podniosłam, a ten już rucha...”. W przypadku podróży pociągiem trzeba zawsze zachować zimną krew, bo nie wiadomo co się wydarzy. A kolej w Rzeszowie zafundowała kolejną atrakcje, staliśmy tam 40 minut i jest to postój jak najbardziej planowy. Ja tam nie narzekałem, mogłem spokojnie coś zjeść, podziwiać manewry i pospacerować do woli po tarasie widokowym. W tym samym czasie w Rzeszowie mijał nas planowo pociąg ROZTOCZE, jadący w kierunku przeciwnym, do Przemyśla i Zamościa. Mijankę mamy zapewnioną na tym samym peronie, co by nam się nie nudziło za bardzo w czasie takiego długiego postoju. W Wielką Sobotę cała akcja przebiegała wyjątkowo sprawnie, bo tłoku nie było. Natomiast w Wielki Czwartek (jak mi doniesiono) w pociągu ROZTOCZE jadącym z Wrocławia do Zamościa liczącym tylko 3 wagony – był niemiłosierny ścisk. W wagonie z siedzeniami lotniczymi z przedziałem rowerowym w kibku wody nie było już od Krakowa (zrobiło się nagle gorąco i wyschła ?) i stąd stan zapchania sedesu był full. I nie tylko z gorąca okna były pootwierane - co powodowało dysonans z pięknymi widokami za oknami pociągu. W Rzeszowie tłum był taki, że turysta z rowerem i plecakiem ganiał wte i wewte, wzdłuż wagonu rowerowego. Nie mógł wejściem do części rowerowej i chwytał się nadziei dostania się do wagonu wejściem nie dla rowerów. Miał taki niesamowity obłęd w oczach Prawdziwa nadzieja na cud dostania się do wagonu. Pociąg ruszył, zatrzymał się i znowu ruszył, Co z turystą, nie wiadomo, komunikatu nie było.
W Wielką Sobotę też był jakiś rowerzysta, ale problemów z dostaniem się do wnętrza nie miał żadnych. Zwróciłem za to uwagę na innego pasażera bez roweru, który wyglądał mi na „braciszka” z misją do cudownego, zapomnianego źródełka, jakich pełno na Roztoczu, gdzie miejscowi jeszcze łaski nie doznali, co to trzy dni nic nie jadł, ale łyknął płynu w przeźroczystej butelce, która stała koło wina mszalnego. Obyło się jednak bez żadnych incydentów i obydwa pociągi ruszyły dalej punktualnie. Trzeba przyznać, że od Rzeszowa do Krakowa jedzie się całkiem przyjemnie i jest co podziwiać za oknem, ale już dalej to jest jeszcze gorzej niż na Roztoczu. Na Śląsku pociągi wręcz wloką się a tamtejsze krajobrazy nie za bardzo mi odpowiadają. Po drodze zwróciłem uwagę na charakterystyczne dla naszych czasów widoki, tj. stojące pod chmurką na peronie lokomotywy CARGO, podczas, gdy lokomotywownie były zastawione wagonami pasażerskimi lub innym badziewiem. Tak już było w Przeworsku, ale i na Śląsku się powtarzało jeszcze. W sumie to dobre rozwiązanie bo można tabor oglądać z okna wagonu i nie trzeba się szlajać po jakichś ruderach.
Mam nadzieję, że zachęciłem do jeżdżenia ROZTOCZEM. Musicie to wszystko zobaczyć na własne oczy, bo za parę lat towarzystwa miłośników kolei będą organizować za ciężkie pieniądze przejazdy linią bałajską w takim samym składzie taborowym jak jeździ obecnie.


Dodał: Ty51-17
Źródło: informacja własna

20-04-2009 Hrubieszów Miasto – nowy użytkownik dworca.

Jak pisałem już wcześniej na łamach naszego serwisu w latach 2007-2008, dworzec kolejowy na stacji Hrubieszów Misto, głównie z powodu znacznej degradacji przyległych mu terenów byłej wagonowni, podlegał dość intensywnej dewastacji, której apogeum przypadło na jesień 2008 roku. Teren wagonowni wraz z budynkami, które nie znalazły dzierżawców ani nabywców, a ponadto pozbawione zostały betonowej nawierzchni między torami oraz wiodącej w pobliżu drogi dojazdowej z pobliskiego dworca PKS na dworzec PKP, zamienia się coraz szybciej w zarośniętą melinę. Kto wie, czy niebawem nie doczekamy się ich fizycznej likwidacji. Przy okazji niejako, dewastacji ulegał pobliski dworzec, w którym mieściła się jeszcze w jednym z pomieszczeń kasa towarowa PKP Cargo. Na szczęście w 2009 roku dewastacja została powstrzymana. Znalazł się dzierżawca dworca, który podda obiekt remontowi i zaadaptuje go do nowego celu, ma tam powstać dom weselny. Kasa towarowa w budynku dworca została zlikwidowana. Póki co trwają prace remontowe. Z jednej strony trochę żal, że planowany z takim rozmachem nowoczesny węzeł komunikacyjny, kończy w taki sposób. Z drugiej strony dobrze jednak, że dworzec znalazł użytkownika i nie podzieli losu pobliskich obiektów. Nie jest to pierwszy tego typu przypadek adaptacji dworca przez firmę z poza branży kolejowej. Na dworcu w Izbicy ulokowała się firma dostarczająca usługi internetowe.

16 kwietnia 2009. Trwa remont hrubieszowskiego dworca, na pierwszy ogień idzie wymiana blach wstawionych w miejsce wybitych szyb, na panele.

Tablica informacyjna nowego użytkownika na drzwiach dworca w Izbicy.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

17-04-2009 Na weekend majowy na Roztocze pociągiem

Majówka w tym roku krótsza niż zwykle, ale i tak trzeba się cieszyć. Warto wtedy wybrać się na Roztocze, a za środek transportu wybrać pociąg.

Z Polski północnej mamy grupę wagonów w porannym pociągu "Solina" relacji Warszawa - Bełżec, która pierwszy raz w 2009 r. wyruszy na żelazny szlak w piątek 1 maja. Pociąg następnie kursował będzie w soboty i niedziele w maju i czerwcu (także w Boże Ciało), a w wakacje codziennie. Pociąg prowadzi wagon rowerowy!
Druga grupa wagonów w "Solinie" to pociąg regularnego kursowania relacji Warszawa - Przemyśl kursujący przez Kraśnik (a więc skrajem Roztocza Zachodniego). Pociąg prowadzi obecnie wagon z przedziałem do przewozu rowerów.
Jeżeli chcemy rozpocząć wyprawę z Zamościa, dojedziemy tam pociągami regularnego kursowania "San" i "Chełmianin" - oba z Bydgoszczy Głównej przez Warszawę i Lublin.

Z Polski południowej mamy dwa pociągi regularnego kursowania - oba z Wrocławia. Pierwszy "Roztocze" pokonuje całą roztoczańską linię kolejową, umożliwiając dojazd m.in. do Lubaczowa, Horyńca, Suśca i Zwierzyńca. Pociąg prowadzi przedział do przewozu rowerów, co jest tegoroczną nowością. Skład drugi to "Hetman" kursujący przez Biłgoraj i Zwierzyniec.

Wszystkie te pociągi mają status pospiesznych i sa obecnie obsługiwane przez PKP Intercity. Dla rowerzystów to niezbyt pomyślna informacja, bowiem przewóz roweru w pociągach tej spółki kosztuje obecnie 9 zł (podczas gdy w PKP Przewozy Regionalne 4,50 zł, a w najnowszej weekendowej promocji tylko 1 zł). W zamian jednak swoje dwa kółka dowieziemy bezpośrednio do najpopularniejszych miejscowości turystycznych na Roztoczu!

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

09-03-2009 Szybka kolej: Lublin - Warszawa

Od pewnego czasu lubelski oddział Gazety Wyborczej prowadzi bardzo interesującą kampanię medialną w sprawie przyszłości linii kolejowej Lublin – Warszawa. Trasę z Lublina do Warszawy pokonują codziennie setki osób, niestety czas jazdy i komfort podróży przedstawia wiele do życzenia. W najgorszym stanie jest 50 kilometrowy odcinek z Pilawy do Warszawy na pokonanie którego traci się godzinę. Odcinek z Pilawy do Otwocka jest jednotorowy. Część pociągów planowo musi być kierowana okrężną trasą na Mińsk Mazowiecki. Na innych odcinkach dokonuje się teraz tylko remontów bieżących, przez co czas przejazdu nie poprawia się od lat. Modernizacja całej linii nr 7 mogła by pozwolić na zwiększenie prędkości pociągów do 160 km na godzinę. Przez najbliższe dwa tygodnie w Gazecie będą prezentowane portrety ludzi, którzy podróżują pociągami na tej trasie a cały czas prowadzone są rozmowy z kolejowymi decydentami, przedstawicielami władz państwowych i politykami. W Gazecie codziennie drukowany jest apel, w którym nakłania się ministrów i samorządowców do działania na rzecz linii kolejowej nr 7. Wycięty i podpisany apel można przynieść lub przesłać do redakcji Gazety w Lublinie, do dowolnego urzędu pocztowego na terenie województwa lubelskiego lub do kas biletowych w Lublinie i Chełmie. Apel można też podpisać w internecie, jest w prawym, górnym rogu na stronie: www.lublin.gazeta.pl. Akcja trwa do połowy kwietnia. Dobrze by było, jakby takie działania znalazły naśladowców w innych miastach posiadających zaniedbaną infrastrukturę transportową, na przykład w Zamościu.

Dodał: Ty51-17
Źródło: informacja własna

07-03-2009 Marcowa korekta rozkładu jazdy pociągu "Roztocze"

Z początkiem marca dla pociągu "Roztocze" Zamość - Wrocław przywrócono postój w Oleszycach (w obu kierunkach).
Niejasna jest zarazem sytuacja odnosząca się do Zawady. W grudniu zrezygnowano z postojów na tej stacji dla pociągów "Roztocze" i "Hetman". Według internetowego rozkładu jazdy PKP postojów tych nadal nie ma, ale w poprawionej wersji tabeli SRJP nr 554 Zawada jednak się pojawia jako postój dla składu "Roztocze" w relacji Wrocław - Zamość (i tylko w tym kierunku jazdy), p. 19.05, o. 19.08.
Dobrze by było, gdyby przywrócono także postój w Werchracie, przynajmniej na wakacje.
Warto dodać, że już teraz w pociągu kursuje wagon z przedziałem do przewozu rowerów. Będzie on na pewno pomocny w sezonie, gdy kłopoty z miejscem na rowery bywają mocno odczuwalne.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

07-02-2009 Przybycie ST44-1217 i nowych ST40s



W dniu 26.01.2009 r. do Zamościa przybyła normalnotorowa lokomotywa ST44-1217. Jest to pierwszy normalnotorowy, zmodernizowany przez bydgoską PESĘ, gagarin w Zamościu. W maszynach o numerach inwentarzowych powyżej 1200 - zainstalowane są czterosuwowe silniki typu 12CzN26/26 produkcji rosyjskich zakładów w Kołomnie. Takie zmiany wymusiła Unia Europejska i od 2009 r. nie można już w lokomotywach instalować silników dwusuwowych.
Na LHSie w 2008 r. uruchomiono już 6 sztuk zupełnie nowych lokomotyw serii 311 Da, a w dniu 25.01.2009 r. przyszły kolejne maszyny nr 7 i 8, co ciekawe właśnie z takim oznaczeniem serii, a nie ST40s, jakie zostało przyznane dla LHS-u. Z kolei 26.01.2009 r. przyjechała jeszcze SM48-002, po naprawie rewizyjnej, ale w jej przypadku nie było już żadnych modernizacji, dostała tylko firmowe barwy szerokotorowego przewoźnika. Wszystkie lokomotywy przybyły do stacji normalnotorowej w Zamościu na zimno w składzie pociągów towarowych i w poniedziałek 26.01.2009 r. zostały także na zimno odtransportowane w pociągu zdawczym do swoich jednostek w Bortatyczach. Był to bardzo ciekawy transport, bo złożony z 2 węglarek, 4 lokomotyw i dwóch platform z szerokotorowymi zestawami kołowymi. Niestety mgła, jak z horroru, nie sprzyjała robieniu zdjęć, widoczność przez cały dzień była bardzo ograniczona. Zdawkę ciągnęła SM48-127. W ramach uzupełnienia: lokomotywa ST40s nr 5 przyjechała do Zamościa w dniu 10.11.2008 r. a nr 6 w dniu 21.11.2008 r.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

04-02-2009 le się dzieje w państwie duńskim, czyli o połączeniach kolejowych na Roztoczu

W Zamościu coraz częściej zaczyna się mówić o modernizacji, a nawet reaktywacji połączeń kolejowych. Do końca ubiegłego wieku kolej miała się tutaj całkiem dobrze. Niestety, później zaczął się systematyczny proces likwidacji połączeń osobowych. Jako pierwszy ze sztandarowych pociągów Zamojszczyzny w dniu 24.05.1998 r. skasowany został nocny do Krakowa, kursujący prawie 50 lat. Potem przyszła kolej na pociąg Hrubieszów/Rawa Ruska – Warszawa Zach., zlikwidowany od 30.05.1999 r. Pociąg do Warszawy cieszył się zawsze bardzo wysoką frekwencją, dlatego od razu pojawiły się w jego miejscu dalekobieżne połączenia autobusowe z Hrubieszowa i Tomaszowa do stolicy, które do tej pory są oblegane przez podróżnych. Mimo, że pociąg do Krakowa nie był już wtedy tak popularny, jak niegdyś – lukę po nim wykorzystali również przewoźnicy drogowi. To co się stało w maju 2000 r. można nazwać rzezią pociągów. Wszystkie popularne połączenia w ruchu lokalnym zostały zdegradowane. Zostały dwie pary z Zamościa do Bełżca, z Zamościa do Hrubieszowa, po jednym pociągu z Zamościa do Rozwadowa i do Chełma. Popularny nocny z Wrocławia do Hrubieszowa skrócono do Zamościa. 15.11.2000r. pociąg do Chełma zlikwidowano. Tego dnia wyjechałem go zobaczyć do Izbicy i wsiadało tam wtedy z 15 osób. Myślałem, ze gorszego rozkładu jazdy już nie będzie. Myliłem się. Na początku czerwca 2001 r. w ruchu lokalnym zostały już tylko dwie pary do Hrubieszowa i "ogryzki": Zamość – Zawada skomunikowane z pociągiem ROZTOCZE Warszawa - Rawa Ruska – Warszawa. Nocny do Wrocławia wytrasowany został przez Bełżec, ale to i tak dobrze, bo miało go nie być. Planowany był autobus z Zamościa do Jarosławia z przesiadką na pociąg, ale tu sami kolejarze coś zadziałali, żeby ten pociąg jednak jeszcze jeździł. Połączenie było bardzo popularne wśród młodzieży szkolnej i studentów, którzy nie zmieścili by się w jednym autobusie i trzeba by było podstawiać ich kilka, więc pozostawiono ten pociąg wtedy w spokoju. Zmiana trasy spowodowała wydłużenie czasu jazdy, no i głosy sprzeciwu z miejscowości przez które przestał jeździć, ale tym to się specjalnie nikt nie przejmował w Zamościu, gdyż jak już napisałem, cieszono się, że w ogóle jeździ. No i ocalał jeszcze ranny pośpieszny w kierunku Warszawy, zresztą do dzisiaj jeździ, tylko relację i nazwę mu ciągle zmieniają, zwie się na przemian to CHEŁMIANIN, potem SAN, a potem znowu CHEŁMIANIN i tak w kółko. Już się ludzie pytają czemu z Zamościa do Warszawy pociąg się CHEŁMIAK nazywa, no ale jest to najmniej istotne – ważne, że jeździ. Z godzinami odjazdu również zaobserwowałem tutaj cykl dwuletni, jak w jednym roku odjeżdżał z Zamościa przed 6 rano, to w następnym po 7, potem znowu przed 6, a za rok znowu po 7 itd..., wszystko zależało od tego pod co go podpieli w Rejowcu albo w Lublinie. Nigdy nie był to pociąg samodzielny, tylko zawsze funkcjonował jako grupa wagonów dopinana do pociągu z Chełma lub z Przemyśla.
Większość decyzji rozkładowych podejmowana była w Centrali PKP, dla której Zamość i Roztocze zawsze było jakąś tam Polską B, a tory kończyły się w Lublinie, zresztą jak potem trzeba było dalej wycinać i zabrakło już w pociągów w Zamościu to i za Lublin też się zabrali. Co ciekawe w mediach brak było jakichkolwiek słów dezaprobaty w stosunku do PKP podczas likwidacji poszczególnych połączeń. Na przykład: w czerwcu 2001 r. przeczytać można było tylko obojętne komunikaty na ten temat, a nawet zdarzały się informacje usprawiedliwiające PKP, że niby tymi pociągami nikt nie jeździł, co było akurat nieprawdą. Cisza medialna w tamtym okresie była dla mnie niezrozumiała, trzeba przyznać, że jedynie na Grupie Dyskusyjnej Kolej. PL było sporo komentarzy na ten temat, ale z drugiej strony internet wtedy nie był jeszcze tak powszechny jak teraz jest. No i połączenia z Zamościa do Hrubieszowa, jako wyjątek od reguły – miały swoich obrońców. Wróble ćwierkały, że padną one już na wiosnę 2000 r., tymczasem pociągi jeździły do grudnia 2004 r. kiedy skasowano ostatnią parę skomunikowaną w Zamościu z pośpiesznym do Wrocławia wożącą już faktycznie tylko powietrze, ponieważ w tym nocnym dalekobieżnym na skutek wydłużenia czasu jazdy znacznie ubyło podróżnych. Połączenie do Hrubieszowa utrzymało się tak długo dzięki staraniom różnych instytucji i osób z tamtych stron, w tym i kolejarzy. Właśnie na przykładzie tego pociągu widać znaczenie takich działań, gdyż po zmianie rozkładu jazdy w 2000 r. pociągi te miały najsłabszą frekwencję z wszystkich lokalnych zamojskich i typowałem je jako pierwsze do likwidacji.
Od pewnego czasu zaczęło się nawet mówić o likwidacji odcinka z Zamościa do Hrubieszowa przebiegającego przez centrum miasta.
Dyskusja na ten temat toczyła się w zamojskiej telewizji lokalnej, w kwietniu 2008 r. Podobno ma to związek z renowacją Starego Miasta, w miejsce torów ktoś chce parkingi robić, no i mury mają być w całości odkopane i odrestaurowane. Moim zdaniem, jedno drugiemu nie przeszkadza, a że na Starówce ruch ma być wyłączony, to nawet korków związanych z przejazdem pociągów już by nie było. Dziwię się, że do niektórych nie dociera, że transport szynowy stanowi uzupełnienie dla transportu drogowego i może równie skutecznie przyczynić się do wzrostu ruchu turystycznego, jak sama renowacja zabytków. W obrębie ulicy Peowiaków można by zlokalizować tanim kosztem przystanek osobowy dla szynobusu. Co ciekawe taki przystanek dla pociągów był wybudowany przy przejeździe na ulicy Legionów z okazji wizyty Papieża Jana Pawła II w Zamościu, a potem od razu został rozebrany, a przydał by się wtedy w ruchu osobowym, Nie rozumiem dlaczego tak się stało. Do naszych samorządowców nie dociera zupełnie, że infrastruktura kolejowa sama w sobie też może być zabytkiem. Dla nich wszystko co zabytkowe w tym mieście musi mieć minimum 400 lat. Wszystkim brakuje zdrowego rozsądku, a konieczność ochrony tego co zastaliśmy, dla tych co przyjdą po nas, to tylko zwykła przedwyborcza paplanina, a podejmowane są działania głównie widoczne medialnie. Na świecie turystyka industrialna funkcjonuje od wielu lat z, u nas jest to taka sama abstrakcja jak loty na księżyc. Ponadto linia z Zamościa do Hrubieszowa generuje jednak pewien ruch towarowy, do Cukrowni Werbkowice i do różnych odbiorców w Hrubieszowie. Jest co prawda koncepcja obejścia centrum Zamościa obwodnicą LHS-u z Zawady do Jarosławca, ale tory zostały tam właśnie rozebrane jakieś kilka lat temu i teraz trzeba by je było odbudowywać dużym nakładem kosztów. Nasypy są zagospodarowane przez Spółkę LHS prowadzącą przewozy po szerokim torze.
Inne rewelacje z lokalnego podwórka dotyczą likwidacji stacji kolejowej w Zamościu i rozbiórki torów do Zawady. Bardzo rozśmieszyły mnie argumenty uzasadniające takie działania, które padły w trakcie wspomnianej wcześniej rozmowy w programie Zamojskiej Telewizji Kablowej, tj. że są takie tendencje na świecie, aby dworce przenosić na peryferie miast oraz, że z Zawady jedzie się do centrum Zamościa 15 minut, (samochodem oczywiście). Usłyszałem też takie pogłoski, że gdyby ta koncepcja została zrealizowana, to by w Zawadzie nowy budynek dworca wybudowano, a nazwę stacji by zmieniono na Zamość. Idąc tym tokiem rozumowania, można przecież jeden z peronów w Lublinie nazwać Zamość, jakie wtedy będą oszczędności i jaka reklama dla Zamościa. Szkoda, że urzędnicy nie dostrzegają, że usytuowanie dworca w centrum jest atutem miasta.
Na szczęście, pomimo tych anty kolejowych negatywnych sygnałów, niektórzy przedstawiciele lokalnej społeczności, a także turyści odwiedzający nasze okolice cały czas pamiętają lub od niedawna zaczęli w końcu dostrzegać, że jeszcze leżą tutaj szyny. Dyskusja na ten temat toczy się często na naszym ideaboxie, ale też i na łamach niedawno powstałego portalu internetowego Zamość On Line. Na popularnej stronie internetowej Roztocze Polskie i Ukraińskie, pomimo skromnej oferty PKP, promuje się podróżowanie pociągami po tych terenach. Rolę transportu kolejowego w uatrakcyjnieniu Roztocza jako terenu turystycznego dostrzegły władze samorządowe Gminy Bełżec. Artykuł na ten temat ukazał się w Tygodniku Tomaszowskim nr 51 z 28.12.2008 r. Rozważane jest przedłużenie trasy szynobusu z Horyńca Zdroju do Bełżca, a z czasem nawet do Zamościa. Tę inicjatywę wspiera także Krzysztof Łagowski, prezes Roztoczańskiego Stowarzyszenia Agroturystycznego w Suścu, wiceprezes Lokalnej Organizacji Turystycznej „Roztocze". Do sfinalizowania sprawy jest jeszcze daleko, problematyczną będzie kwestia dogadania się wójtów gmin przez które przebiega trasa kolejowa oraz uzyskanie wsparcia finansowego na eksploatację lub zakup autobusu szynowego. Oczywiście musi być też ułożony sensowny rozkład jazdy, ale to już jest najmniejszy kłopot, bo mam nadzieje, że PKP nie będzie o tym decydowało.
Na portalu internetowym Roztocze On Line zamieszczono niedawno wywiad z Panem Marcinem Zamojskim, Prezydentem Miasta Zamościa, w którym również poruszana była sprawa przyszłości zamojskiego węzła kolejowego. Zdaniem Prezydenta Zamościa, istotne jest: „odtworzenie linii kolejowej Warszawa – Lwów. Pozwoliłoby to na modernizację trakcji. W przeciwnym przypadku nikt nie zmodernizuje nam trasy Lublin – Zamość ze względu na zbyt mały ruch. To takie sprzężenie zwrotne – zbyt mały ruch, bo trasa nie jest zmodernizowana, a trasa nie jest zmodernizowana, bo zbyt mały ruch.
Niestety, nasz pomysł nie uzyskał poparcia w Lublinie. Ministerstwo też nie jest przekonane o słuszności wdrożenia naszego projektu. Natomiast władze Lwowa i obwodu lwowskiego są za budową trasy. Czekają na decyzję z naszej strony. W przypadku akceptacji projektu natychmiast przystąpią do prac po tamtej stronie granicy”.

Informacje o modernizacji linii kolejowej do Lwowa pojawiły się w mediach w ubiegłym roku.
Od granicy z Polską w kierunku Lwowa biegnie 40 km zwykłego toru, zbudowanego jeszcze przed II wojną światową. Pierwotnie zakładano, że wystarczy wymienić tory wraz z podsypką i podkładami. Teraz wiadomo, że trzeba rozebrać cały nasyp, po którym biegną. To tylko część pracy. Pomysł jest taki, żeby linię pociągnąć w kierunku Lwowa, gdzie na potrzeby połączenia z Polską zostałby zbudowany drugi, nowy dworzec kolejowy - napisał "Puls Biznesu".

Na modernizację linii kolejowe zabrakło jednak pieniędzy. Władze Spółki Polskie Linie Kolejowe, która zarządza infrastrukturą, zweryfikowały plany modernizacji tras kolejowych w związku z organizacją EURO 2012 i Lublin został w tych projektach pominięty. Na poważne remonty torowiska w najbliższej przyszłości możemy liczyć co najwyżej w przypadku trasy: Lublin - Warszawa. W dniu 3 lutego br. toczyła się w Telewizji Lublin debata z udziałem parlamentarzystów i władz Spółki PLK O/Lublin, w ramach wspólnej akcji Gazety Wyborczej Lublin i TVP Lublin dotyczącej utworzenia szybkiego połączenia kolejowego Lublina ze stolicą. Jest duża presja społeczna, bo wiadomo, jak się teraz z Lublina do Warszawy jeździ - bardzo wolno. W tym przypadku też nie jest nic przesądzone, ale opracowany już został dokument wstępny, tj. Studium Wykonalności. Być może w dalszej perspektywie Roztocze zostanie zauważone, ale to bardzo daleka przyszłość i do tego czasu tory mogą u nas zostać już zaorane.


Mimo wszystko strona ukraińska postawiła w swoich planach, związanych z modernizacją infrastruktury transportowej przed EURO 2012 na kolej i lotnictwo. Najtańszym rozwiązaniem dla nas byłoby wykorzystanie linii hutniczo – szerokotorowej, po której już przed laty jeździły pociągi pasażerskie do Lwowa. Mówiąc o elektryfikacji, w pierwszej kolejności należy brać pod uwagę właśnie LHS, gdyż ta linia ma bardzo duży potencjał a przebiega przez Roztoczański Park Narodowy i jeżdżą po niej ciężkie pociągi towarowe. Mimo wszystko uważam, że jej zelektryfikowanie - to bardzo odległa przyszłość, gdyż tego typu przedsięwzięcia są bardzo kosztowne. Z kolei, w przypadku trasy od Rejowca do Zawady mamy do czynienia z odcinkami stromymi i krętymi. Ich elektryfikacja prawdopodobne znacząco nie podniosła by dopuszczalnych prędkości i była by bardzo kosztowna. Od Lublina do Rejowca, gdzie mamy trakcję elektryczną a i odcinek jest raczej prosty, jedzie się właśnie dosyć szybko. Za to dużo czasu traci się na postoju w Rejowcu, niezbędnym do zmiany trakcji. Warto zauważyć, że prawie w całości zachowała się łącznica omijająca stację w Rejowcu, a w miejscach gdzie torów już nie ma, tanim kosztem można by je odbudować, bo są nasypy. Nie jest to tak długi odcinek, jak w przypadku wspomnianej obwodnicy Zamościa i jest niezagospodarowany. Sądzę, że w dłuższej perspektywie łącznicę należało by wykorzystać. Brak elektryfikacji jest barierą, którą można ominąć zakupując tzw. pociągi hybrydowe, które jeżdżą od niedawna na kolejach francuskich. Pociągi te wykorzystują zasilanie prądem na liniach zelektryfikowanych, a gdy nie ma trakcji poruszają się za pomocą silnika spalinowego. Co istotne przejście z jednego systemu zasilania na drugi jest bardzo płynne i praktycznie nieodczuwalne. O rozwiązaniach w ruchu lokalnym stosowanych na Świecie można przeczytać na Podkarpackakolej.net w artykule: Debata Stowarzyszenia „PATRIA – Rzeszów”. Póki co, należy uruchomić szynobus z Lublina na Roztocze, kursujący z Lublina do Rejowca "pod drutem". W Rejowcu postój dla takiego pojazdu można skrócić do minimum, gdyż odpadają manewry. Drugi szynobus mógłby jeździć z Rzeszowa do Zamościa czy nawet do Hrubieszowa, w ten sposób, aby umożliwić turystom kilkugodzinny pobyt tutaj w porze dziennej i powrót na noc. Szynobusy są tańsze w eksploatacji od tradycyjnych pociągów. Kilka takich kursów mogło by zostać uruchomionych pilotażowo już w tym roku, na przykład podczas wiosennych długich weekendów. Warto zauważyć, że z Zamościa mamy teraz dogodne połączenie na Roztocze Południowe pociągiem ROZTOCZE. Wyjazd o 8.25, przyjazd godz. 19.20. Kursujący prawie w tych samych godzinach w 2000 r. pociąg: Zamość – Przeworsk – Zamość cieszył się bardzo wysoką frekwencją. W chwili obecnej barierą skutecznie hamującą popyt jest cena przejazdu w ruchu lokalnym. Postulują, coś z tym zrobić, mimo, że wiem, iż w polskich realiach szybciej da się uruchomić pociąg PENDOLINO z Warszawy do Lwowa niż promocyjną taryfę w pociągach INTERCITY.
Co ciekawe, pomimo poprawy świadomości społecznej w stosunku do transportu kolejowego, nad PKP zebrały się czarne chmury. Wszystkie Spółki kolejowe znalazły się w bardzo złej kondycji finansowej. Spowodowane to jest poniekąd ogólnoświatową recesją, ale także wieloletnimi zaniedbaniami ze strony kolejowych decydentów. Obsługująca ruch towarowy Spółka CARGO generuje straty. Przewoźnicy prywatni pozyskali intratne przewozy masowe, chociaż na naszym terenie Spółka jeszcze broni swojej pozycji. Jednak w skali kraju coraz głośniej zaczyna się mówić o likwidacji niektórych lokomotywowni, np. w Rozwadowie czy Dębicy i nawet o dużych zwolnieniach pracowników. Jeszcze gorsza sytuacja jest ze Spółką Przewozy Regionalne. Obsługuje ona w tym roku głównie pociągi osobowe w ramach jednego województwa. Udziały w tej Spółce objęły samorządy poszczególnych województw, jednak negocjacje w sprawie umów na realizacje połączeń komplikują trudne rozmowy ze związkami zawodowymi w sprawie ograniczenia zatrudnienia, gdyż związki żądają gwarancji pracowniczych na 10 – 12 lat.
Jak dotąd umowy roczne na przewozy ze swoją spółką podpisało tylko kilka
województw. Spółki żądają bowiem od samorządów o wiele wyższych opłat za realizację przewozów pasażerskich niż w roku ubiegłym. Co prawda Przewozy Regionalne nie jeżdżą teraz po Roztoczu, ale przy wdrażaniu szynobusu trzeba będzie właśnie z nimi prowadzić rozmowy, co może okazać się ciężkie, zwłaszcza przy uzgodnieniach w obrębie dwóch województw. Z drugiej strony, teraz przewozom regionalnym zaczął przyglądać się Urząd Marszałkowski i nareszcie zaczęto rozliczać PKP z dotacji. W dłuższej perspektywie może to zaowocować oddolną inicjatywą zawiązania jakiejś nowej spółki kolejowej niezależnej od PKP i bez jej dziedzictwa, co może być ciekawym przedsięwzięciem. Ważne, żeby coś się zaczęło dziać w ruchu lokalnym.

W przypadku funkcjonowania Spółki INTERCITY na Roztoczu mówić możemy o bezsensownym rozkładzie jazdy, a co za tym idzie z obserwowaną minimalną frekwencją w pociągach. Szczególnie rzucają się w oczy dwa dzienne połączenia do Wrocławia w zbliżonych godzinach odjazdu i przyjazdu. Były plany reaktywacji połączenia nocnego przez Bełżec, jednak w ostatniej chwili się z tego wycofano. Myślę, że cieszyło by się ono znacznie lepszym powodzeniem wśród podróżnych niż obecne ROZTOCZE. Rozkłady połączeń w kierunku Warszawy też są nieudolnie ułożone, zwłaszcza w przypadku pociągu BYDGOSZCZANIN, który również wozi powietrze. Kłują w oczy jeszcze zaporowe ceny biletów w tych pociągach na krótszych relacjach. Nie wiem czemu to służy, jak w ruchu dalekobieżnym pustki. Przykładowo bilet do z Zamościa Lublina jest trzy razy droższy od biletu autobusowego, a jedzie się prawie trzy razy dłużej. Mimo wszystko, przy porównywalnej cenie, jacyś chętni na przejazd by się znaleźli, czego dowodem mogę być ja sam. Dobra cena przyciągnąć by mogła więcej turystów, analogicznie jak w przypadku turystycznego wyjazdu ROZTOCZEM na Roztocze, o czym już wcześniej pisałem. Ponadto INTERCITY nie wysyła już prawie od miesiąca wagonów pasażerskich do naprawy w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Hrubieszowie, co zapewne odbije się na kondycji finansowej tej firmy, zatrudniającej sporo osób. Cięcia w wydatkach na naprawy pogorszą komfort podróżowania i tak już starymi wagonami, ciągniętymi przez zdezelowane lokomotywy.
Mówiąc krótko, czarno to wszystko widzę.

Połowa marca 2001 r. - ostatnie miesiące kursowania osobówek z Zamościa do Bełżca, skład na torze 2 z lokomotywą SP32-145. Mimo, że już jeździł tylko jeden wagon, pociąg zwykle wyjeżdżał i przyjeżdżał pełny. W sam raz na szynobus. Na torze 1 widać pociąg do Hrubieszowa.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

08-01-2009 Degradacja HETMANA

Dobry znajomy, który czyta moje teksty zamieszczane tutaj zwrócił mi niedawno uwagę, że za bardzo skupiam się na sprawach taborowych, a w szczególności na malowaniu lokomotyw. Tymczasem w Zamościu jest sporo osób lubiących podróżować koleją, ale z przyczyn niezależnych od siebie, nie jest im dane tego dobra doświadczyć. Wbrew pozorom jest też pewna grupa ludzi, którzy są zmuszeni do poruszania się pociągami, gdyż nie mają innej alternatywy i bynajmniej nie są oni szczęśliwi z tego powodu. Dla potencjalnego pasażera nie ma znaczenia, czy lokomotywa ciągnąca pociąg jest zielona, granatowa, czy też może żółta w niebieskie kwiatki. Liczy się cena, komfort oraz szybkość podróżowania. No cóż, nic nie poradzę na to, że mam takie zainteresowania – jakie mam. Z kolei jeżdżę pociągami tak rzadko, że jest to wtedy wielka atrakcja i patrzę na wszystko przez różowe okulary. Mimo wszystko – obiecuję zwracać większą uwagę na problemy zwykłego pasażera. A nie ma on z Zamościa specjalnie gdzie i czym jeździć. Ruch lokalny pociągów zanikł definitywnie już prawie dziesięć lat temu. Zostały tylko pociągi dalekobieżne. W sumie jest ich cztery, też od ładnych paru lat. Najbardziej znany jest chyba „HETMAN”, który jeździ bez przerwy od 31.05.1987 r. Ciekawe jak długo jeszcze? Do Wrocławia są dwa pociągi: HETMAN i ROZTOCZE. Jadą one co prawda różnymi trasami, ale godziny odjazdów i przyjazdów w Zamościu w poszczególnych latach zaczęły się do siebie powoli zbliżać. Obecnie między odjazdem HETMANA i ROZTOCZA oraz przyjazdem ROZTOCZA i HETMANA jest przerwa wynosząca około trzech godzin. W końcu dojdzie do tego, że decydenci kolejowi stwierdzą, że wystarczy tylko jeden pociąg.

W poprzednio obowiązującym rozkładzie jazdy HETMAN miał rekordowo długą trasę z Zamościa do Gorzowa Wielkopolskiego. Czas podróży też był rekordowy. Nie podaję go celowo, gdyż mój znajomy po usłyszeniu takiej informacji ode mnie, zaczął patrzeć na mnie z politowaniem i nie chciałbym więcej tego przeżywać. Mimo, że HETMAN przejeżdżał przez Poznań, to nikt nie chciał nim tam jeździć, wszyscy wybierali trasę z przesiadkami w Warszawie. W 2009 r. na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. W rozkładach jazdy nadal figuruje bezpośrednie połączenie z Zamościa do Gorzowa Wielkopolskiego. Ale są to tylko pozory, bowiem w rzeczywistości jeżdżą dwa pociągi: Zamość – Wrocław, włączany w Dębicy do pociągu Rzeszów – Gorzów Wielkopolski. Po przyjeździe do Wrocławia, grupa wagonów z Zamościa jest odczepiana, a jak ktoś by chciał jechać dalej, to musi przejść do wagonów z Rzeszowa. Niby drobiazg, zwłaszcza, jak się weźmie pod uwagę fakt, że z Zamościa ponoć nikt dalej nie jeździł. Ale co będzie, gdy się taki delikwent trafi i będzie sobie spokojnie siedział w wagonach zamojskich? Oczywiście podczas kontroli biletów konduktorzy mogą zwrócić mu uwagę na to, ale wiadomo jak to czasami z nimi bywa. Parę razy słyszałem już skargi od pasażerów, którzy jadąc ROZTOCZEM zamiast do Zamościa pojechali do Przemyśla, czy też odwrotnie i nikt z obsługi nie powiedział im, że siedzą w niewłaściwej części pociągu. Trudno wymagać od przeciętnego pasażera znajomości realiów kolejowych. Wręcz przeciwnie, informacja powinna być jak najbardziej czytelna. Mało tego, ja sam byłem skłonny do niedawna się zakładać, że ten pociąg jeździ z Zamościa bezpośrednio do Gorzowa i dopiero wiadomości zamieszczone na naszym portalu przekonały mnie że jest inaczej. We wszystkich drukowanych rozkładach jazdy pociąg jest wykazywany jako bezpośredni z Zamościa do Gorzowa Wielkopolskiego. Czyżby informacja o skróceniu jego relacji do Wrocławia była niewygodna dla Spółki INTERCITY z przyczyn marketingowych?

Ten mój znajomy chciał jechać na Sylwestra do Krakowa pociągiem. Spytał mnie (jako wybitnego znawcę kolei) o szczegóły takiej wyprawy. Gdy mu powiedziałem, ile się jedzie – złapał się za głowę. Musiałem tłumaczyć dlaczego tak jest.

Z Zamościa do Krakowa Głównego jedzie się teraz 7 godzin 4 minuty i jest to czas lepszy w porównaniu do poprzednio obowiązującego rozkładu jazdy, w którym było to 7 godzin i 10 minut. A jak długo jeździło się HETMANEM z Zamościa do Krakowa w ostatnich dwudziestu latach? Informacje o tym pozyskałem z sieciowych rozkładów jazdy. W pierwszym roku kursowania, tj. w rozkładzie jazdy: 1987/1988 HETMAN przejeżdżał tylko przez Kraków Płaszów i dotarcie z Zamościa zajmowało mu 5 godz. 55 min. 1988/1989: 6 godz. 05 min. 1989/1990: 5 godz. 50 min. 1992/1993: 5 godz. 27 min. 1993 lato: 5 godz. 37 min. Widzimy, że znacznie szybciej niż obecnie. Pozostaje jeszcze dojazd do Krakowa Głównego. Zajmowało to raptem około 5 minut, ale czasami trzeba było trochę czekać na pociąg w tamtym kierunku i to psuje statystyki.
W rozkładzie jazdy: 1994 r. lato HETMAN jechał już przez Kraków Główny i miał chyba najkrótszy czas jazdy w swojej historii, bo tylko 5 godz. 31 min. A potem było tak: 95/96: 6.05, 97/98: 5.51, 98/99: 5.46, rok 2000: 6.00, 2004: 5.57, 2005: 6.02, 2006: 6.45, 2007: 6.35. Widzimy, że w ciągu ostatnich trzech lat długość podróży wzrosła o około godzinę. Niestety jest to tendencja obserwowana na większości linii kolejowych w Polsce i wynika z obecnej polityki władz w stosunku do przewozów kolejowych, a właściwie braku jakiejkolwiek polityki. Właśnie na przykładzie HETMANA jest to szczególnie widoczne. Jego trasa biegnie między innymi przez Tarnobrzeg, Mielec do Dębicy, gdzie następuje zmiana trakcji spalinowej na elektryczną. Stan torów od Mielca do Dębicy jest tak tragiczny, że linii tej grozi już zamknięcie. Wszystkie pociągi poruszają się tam z zawrotną prędkością nieco ponad 20 km na godz. czyli tak samo lub nawet wolniej niż na większości muzealnych linii wąskotorowych. Na tej trasie od wielu lat nie dokonuje się jakichkolwiek remontów, tylko wprowadza kolejne ograniczenia. Spójrzmy jak zmieniał się tutaj czas przejazdu. 1987/88: 33 min. 1994 lato: 35 min. 1998/99 już 59 min. 2001/2002: 51 min. 2003/2004: 54 min. 2008/2009: 1 godz. 22 min. Dla porównania w 1939 pociąg pośpieszny jechał z Mielca do Dębicy 39 minut. Odległość między Mielcem a Dębicą jest cały czas taka sama i wynosi 31 kilometrów. Ośrodek decyzyjny dla tej linii znajduje się w Rzeszowie, a tam mają inne priorytety, a w szczególności trasę Rzeszów - Kolbuszowa, gdzie są kierowane wszystkie środki na inwestycje kolejowe na Podkarpaciu.

HETMAN po drodze do Krakowa ma także dwa większe postoje po 20 minut każdy. Ten w Dębicy chyba jest nieunikniony, choć jak we wcześniejszych latach była tylko zmiana trakcji, a nie łączenie wagonów jak teraz, to wystarczało 10 minut. Za to dwudziestominutowy postój w Rozwadowie jest dla mnie zupełnie niezrozumiały. Przyjazd 7.29 odj. 7.49. Nigdy tak nie było. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pociąg odjeżdżał później z Zamościa. Słyszałem taką wersję, że początkowo przewidziana tu była zmiana lokomotywy ze spalinowej Spółki CARGO na spalinową Spółki Przewozy Regionalne. Jakby ktoś zapomniał to pociąg na całej trasie należy do Spółki INTERCITY, ale nie ma ona wystarczającej liczby lokomotyw. Dlatego musi ona wchodzić w spółki z innymi Spółkami. Operacja wymiany lokomotyw teoretycznie mogła zajmować dwadzieścia minut, chociaż to jest dużo, jak na XXI wiek. Takie długie postoje potrzebne były z przyczyn technicznych przy zmianie trakcji z parowej na elektryczną, ale myślałem, że to już historia. Jak na razie wymiany pojazdów tu nie ma – lokomotywa z Zamościa jedzie do Dębicy i całe szczęście, bo logiki w pierwotnej wersji nie widzę. O 7.41 do Rozwadowa przyjeżdża pociąg osobowy z Przeworska i blokuje trasę od Stalowej Woli Płd. do Rozwadowa, po której też jedzie HETMAN, wjeżdżając z kierunku Biłgoraja. Ale w końcu chyba to pociągi INTERCITY mają jakieś priorytety w kursowaniu. Czy są jakieś przeszkody, żeby przesunąć odjazd z Przeworska o 5 minut, żeby osobówka nie kolidowała z HETMANEM w Stalowej Woli? Czy pociąg osobowy jest ważniejszy od pośpiesznego? Jakie jest więc uzasadnienie dla tego postoju? Żadne. Moja propozycja dla PKP: przesunąć odjazd z Zamościa z godz 5.37, dajmy na to na 5.55. Będzie można trochę dłużej pospać. Zresztą jakby osobowy się nie spóźniał, to nie było by problemów z HETMANEM. Jeżeli się nie da tego załatwić, to proponuję puszczanie w Rozwadowie przez megafon komunikatu o treści: „podróżny jadąc pociągiem skracasz czas przejazdu koleją”. No bo skoro psychoterapia jest stosowana w leczeniu ciężkich chorób, to dlaczego w transporcie publicznym – nie ?

Znajomy wymyślił, że jak pociąg będzie tak długo stał – to pójdzie sobie do WARSU na lampkę dobrego wina. Wybiłem mu to od razu z głowy – w pociągach alkoholu pić nie można, bo przecież ustawa o trzeźwości zabrania. Za to wałówę to kazałem mu zabrać ze sobą. Kolejny problem: wagon barowy, a właściwie jego brak. Pisałem w czerwcu 2008 r. że taki wagon miał jeździć, stał nawet jakiś czas na torze postojowym w Zamościu, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Wtedy jeszcze nie znałem przyczyn tamtego stanu rzeczy. Podobno nie było chętnych do wykonywania usług gastronomicznych na trasie pociągu. Minęły wakacje, gdzie taki wagon by się przydał i nagle, gdy nikt się tego już nie spodziewał, pojawił się w składzie HETMANA w dniu 15.10.2008 r. i jeździł do 13 grudnia ubiegłego roku, czyli do zmiany rozkładu jazdy. Od nowego rozkładu bufetu w HETMANIE nie ma. Nastąpiła zmiana przewoźnika obsługującego połączenie z PKP Przewozy Regionalne na PKP INTERCITY i nowa firma stwierdziła, że jest to za krótka trasa żeby taki wagon jeździł. No bo gdyby pociąg jechał z Zamościa do Gorzowa to bufet by przysługiwał, a że jedzie tylko do Wrocławia, to już nie. Tak samo z Rzeszowa do Gorzowa jedzie się za krótko żeby takie ekstrawagancje były w pociągu. Faktycznie, zgodnie z przepisami dotyczącymi rozliczania delegacji w podróżach służbowych, dieta na pokrycie kosztów wyżywienia przysługuje dopiero po upływie dwunastu godzin jazdy. Dotknęło to także inne przejęte pociągi i wagony barowe stoją sobie teraz odstawione gdzieś w Krakowie. To po co było uruchamiać taki wagon w HETMANIE na dwa miesiące i to poza sezonem?

Dostałem smsa od znajomego w trakcie jego powrotu z wyjazdu sylwestrowo-noworocznego, że w Dębicy do składu HETMANA podpinana jest SU45-246. Pytał: czy to dobra maszyna? Odpowiedziałem: w porządku – będzie ciepło. Pisaliśmy kiedyś, że zwłaszcza w powrotnym HETMANIE bywało zimno. No przyznaję, że teraz sytuacja jest już opanowana. Zaimportowano do Zamościa suki, czyli lokomotywy serii SU45, a na HETMANA wydawane są chyba najlepsze maszyny i już skarg na zimno nie słychać. Z obsługą innych pociągów nie jest już tak różowo, gdyż większość lokomotyw jest wyeksploatowana. Zdarza się, że pociąg prowadzi lokomotywa manewrowa, a za nią zdefektowana lokomotywa SU45, która tylko ogrzewa wagony. Trzeba przyznać, że w Zamościu się starają, żeby ludzie w pociągach nie pomarzli.

Właśnie, a jak to się wraca HETMANEM do Zamościa? Myślę, że najlepiej będzie, jak zobrazuję to treścią otrzymanych sms-ów, połączonych w wersji oryginalnej bez cenzury, napisanych właśnie przez tego znajomego, podczas podróży powrotnej.

Pasażerski korespondent terenowy relacjonuje: wsiadłem do HETMANA w Kędzierzynie Koźlu, był opóźniony około 15 minut. Miejsce siedzące znalazłem bez problemu. W przedziale jest jeszcze pasażerka z córką, jadą do Zwierzyńca. Na początku było nawet bardzo gorąco, zwłaszcza w siedzenie, ale powoli robi się coraz zimniej. Jest coraz bardziej zimno, już nie mogę wytrzymać – opatuliłem się szczelnie kurtką i szalikiem. Siedzę skulony w kabacie, pasażerka zaczęła kaszlać, a jej córka ciągle smarka, wychodzę na korytarz rozchodzić się trochę. O cholera, tu jest więcej śniegu niż na peronie w Kędzierzynie. W Krakowie chyba jakiś pasażer nie domknął drzwi trzeciego wagonu klasy 2 i nawiało śniegu na przedkorytarz i złączenie z ostatnim 4 wagonem klasy 1. Zamarzły otwarte drzwi końcowe 3 wagonu. Na ścianach jest warstwa nawianego śniegu – cała ściana śniegu. Próbowałem jakoś zamknąć te drzwi, ale całkiem zamarzły. Zjawiła się konduktorka, zobaczyła co się stało i zaklęła siarczyście. Nastała rześka podróż w taplaninie topniejącego śniegu ale w toaletach na szczęście nie było wody. Za to znalazłem tam coś w rodzaju mydła: biały prostopadłościan o intensywnej woni środka przeciwko molom. Przez środek ma przewierconą dziurę, tak, że chyba może być nawlekany na sznurek. Czy to jest eksponat? Czy można to pobrać? Dlatego, że brak wody to nieużywane? Wymiary podam po obdukcji organoleptycznej. Toalety przestronne, misy umywalek mają barwę a la polerowany kamień naturalny – granit? W kl. 2 woda na przycisk w ścianie. Papier szary toaleciak i ręczniki papierowe zauważyłem. Na korytarzu dwa młoteczki do rozbijania szyb we wgłębieniach za szkłem. W Dębicy był około 17.05, nadrobił opóźnienie. Ze składu odłączono nasze cztery ostatnie wagony i podpięto do suki. Z Dębicy wyjazd o 17.32. Obsługa konduktorska bez uwag. W Dębicy zmiana obsługi, bo podział składu. Od Dębicy HETMAN nabrał dostojeństwa sunąc majestatycznie przez równiny Podkarpacia. Bez tłoku. Po 2, 3, 4 osoby na przedział w kl. 2, w jedynce luźniej. Ale majestat HETMANA! Sunie jak spec-pociąg krajoznawczy, chyba pasażerowie powinni dopłacać za te poznawcze walory. Tak chyba jeździły pierwsze pociągi w Anglii. Widać przez okna jak śmigają samochody po oblodzonych i ośnieżonych drogach. Mielec: 18.56. Peron nieodśnieżony. W toalecie odkryłem wodę – trzeba nacisnąć na pedały. Próbkę pobrano w Mielcu i zabezpieczono stosownym arkuszem ręcznika papierowego koloru zielonego – woń swoista. Są dwa pedały: umywalka i kibel.

Od Mielca HETMAN nabrał dziarskości, lecz zaraz mu to przeszło. Ponownie zaczął się na przemian to snuć, to znów dziarsko przeć przed siebie w toni nocy, by za chwilę zwolnić przed jakimś przejazdem i ponownie nabrać wigoru do jazdy.

Tarnobrzeg peron odśnieżony. Rozwadów godz. 20.20 na zegarze. Peron odśnieżony i dwa policjanty przy wejściu do poczekalni. Młotkowy też przeszedł. Odj. 20.25. W Stalowej Woli stajemy na dwóch przystankach jeszcze. Są one bardzo blisko siebie.

Na tym wiadomości niestety się skończyły. W Zamościu poinformowałem go, że będzie w internecie. Zastrzegł, że bez nazwisk prosi, ale może być pseudonim: trail-anonim.



Znajomy powiedział, że nigdy nie widział takiego długiego pociągu. 25.05.2008 r. Niedziela po Bożym Ciele. Pociąg HETMAN z Zamościa do Gorzowa Wielkopolskiego opuszcza stację Zamość w składzie 11 wagonów. W 2009 r. w szczycie przewozowym do Dębicy nie będzie ich więcej niż 5. W Zamościu tyle wystarczy, ale na przykład w Tarnobrzegu to nie chciał bym wtedy wsiadać.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

04-01-2009 Koniec przebudowy stacji Werbkowice

Wraz z pierwszymi dniami roku 2009, ku końcowi zbliża się przebudowa stacji Werbkowice. Jak wspominałem już wcześniej na łamach naszego serwisu jest to kolejna ze znajdujących się na Zamojszczyźnie stacji, która doczekała się na przestrzeni ostatnich 4 lat modernizacji urządzeń SRK. W przypadku Werbkowic jednak, po części ze względu na uwarunkowania terenowe prace modernizacyjne nie ograniczyły się jedynie do zamontowania nowych semaforów i rozjazdów z elektrycznymi napędami.
Prace remontowe rozpoczęły się na przełomie września i października od przygotowania wykopów pod nowe okablowanie oraz zwózki materiałów budowlanych i z różnym tempem trwały przez kolejne 3 miesiące. Podczas mojej wizyty tuż przed Świętami Bożego Narodzenia trwały już testy nowych urządzeń SRK. W tym miejscu warto dodać iż poza wymianą starych kształtowych semaforów wyjazdowych, wymianie uległy także świetlne semafory wjazdowe i ich tarcze ostrzegawcze. W przypadku semafora wjazdowego od strony Zamościa wiązało się to także z przesunięciem go o około 200m na zachód w stosunku do lokalizacji poprzedniego urządzenia tego typu. W związku z przejęciem całości obowiązków związanych ze sterowaniem ruchem przez nastawnie "Wb1" poddana została ona gruntownemu remontowi, a niewykorzystywana nastawnia "Wb" zapewne niebawem zostanie rozebrana. Rozjazdy na wschodniej głowicy, obsługiwane będą zdalnie z nastawni "Wb1". Na rozjazdach torów 1,2 i 4 zamontowano elektryczne napędy na obu głowicach. Absolutną nowością jest tarcza manewrowa na zachodniej głowicy dla toru żeberkowego wykorzystywanego przy przestawianiu wagonów z torów stacyjnych 2 lub 4 na tory zdawczo - odbiorcze Cukrowni "Werbkowice". Kolejną nowością jest zamontowanie nowego oświetlenia na zachodniej głowicy oraz zabudowa oświetlenia na głowicy wschodniej na której sytuacja monitorowana będzie za pomocą nowo zamontowanej kamery. Wymianie uległy także stare rogatki na przejeździe z szosą do Tyszowiec. Po około 19 latach wreszcie zdemontowano rozjazd z toru 1 na rozebrany tor prowadzący do Tyszowiec, który znajdował się mniej więcej w połowie długości peronu. Przy peronie zamontowano także nowe wskaźniki zatrzymania czoła pociągu (W4).


Nowo zabudowane oświetlenie na wschodniej głowicy rozjazdowej w Werbkowicach.


Tak teraz wygląda widok na zachód z peronu w Werbkowicach, oprócz nowych semaforów w oczy rzucają się nowe wskaźniki "W4" oraz nowe słupy oświetleniowe w głębi.


Dawna nastawnia wykonawcza "Wb1" podczas remontu.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

02-01-2009 Demontaż żurawia do wodowania parowozów w Łaszczowie

Ostatnio w zamojskiej prasie zrobiło się głośno o Łaszczowie. Najnowszy numer Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego (4/2008) jest prawie w całości poświęcony tej osadzie. Jest tam kilka ciekawych artykułów, ale może zacytuję tylko fragmenty słowa wstępnego od redakcji kwartalnika: „Łaszczowianie zaczynają sobie zdawać sprawę z wartości historycznej i kulturowej własnej gminy. Świadczą o tym inwestycję w dziedzinie rolnictwa, produktów zdrowej żywności oraz promocja swojego regionu (...) Ten przygraniczny teren ma bogatą historię o której jego mieszkańcy opowiadają coraz częściej (...) Trwają rozmowy na temat możliwości uzyskania praw miejskich”. Właśnie – jak ta promocja swojego regionu ma się do faktu demontażu pomnika techniki znajdującego się na byłym dworcu PKP w Łaszczowie, a mianowicie austriackiego żurawia do wodowania parowozów wybudowanego jeszcze na początku ubiegłego stulecia? Dokumentację fotograficzną jego rozbiórki można znaleźć na Galerii Picasa Web Albums wpisując w wyszukiwarkę słowo Łaszczów.
To urządzenie znajdowało się tam przez prawie 90 lat, sam kiedyś się zastanawiałem nad tym czy nie wystąpić z wpisem do konserwatora zabytków. Od ponad 20 lat żuraw stał bezużytecznie, ale chyba nikomu nie przeszkadzał. Kolejka wąskotorowa biegnąca z Łaszczowa do Werbkowic została rozebrana w 1985 roku. W okolicach Łaszczowa zachowało się sporo nasypów. Pomimo, że linii już nie ma od ponad dwudziestu lat – teren po którym przebiegała znajduje się do tej pory we władaniu PKP Oddział Gospodarowania Nieruchomości w Lublinie. Wiem, że władze lokalne od kilku lat starały się o przejęcie tych terenów, planując wybudowanie na byłych odcinkach wąskotorówki trasy rowerowej. Żuraw wodny mógłby się stać pomnikiem minionych lat kolejowej świetności osady. Trafił on teraz chyba do jakiegoś skansenu kolejowego, czyli teoretycznie w dobre ręce, ale to nie o to w tym wszystkim chodzi. Moim zdaniem powinny się znaleźć osoby, które zainteresowane by były, żeby ten zabytek został zachowany na miejscu. Bo w końcu co to za miasto, bez kolei.

Dodał: Ty51-17
Źródło: informacja własna

23-12-2008 Nowy przewoźnik w Lublinie

Od kilkunastu dni produkty naftowe dla bazy paliw przy ul. Zemborzyckiej w Lublinie dostarcza nowy prywatny przewoźnik. Jest nim firma CTL Logistics znana wcześniej na Lubelszczyźnie z przewozu węgla. Lokomotywy tejże firmy prowadzą od jakiegoś czasu również pociągi relacji Płock Trzepowo - Lublin.
Od uruchomienia pierwszego pociągu firmy Orlen Koltrans w relacji Płock Trzepowo - Lublin na Lubelszczyźnie mogliśmy podziwiać piękne maszyny tego przewoźnika. Były to najczęściej lokomotywy serii M62, T448p lub 3E-100 które wyróżniały się firmową kolorystyką.
Później Orlen Koltrans zaczął uzupełniać swój ilostan lokomotywami TEM2 (w różnych barwach) i SM42.
Pociągi które prowadziła firma Orlen Koltran mogliśmy podziwiać w ciągu tygodnia od poniedziałku do piątku. Na przełomie miesiąca listopada i grudnia pociągi o wspomnianej wcześniej relacji przejęła firma CTL Logistics. Powodem tejże zmiany jest przetarg który został ogłoszony na 2009 rok na przewozy paliwa w relacji Płock Trzepowo - Lublin.
Obecnie największe szanse na wygranie tego przetargu ma firma CTL Logistics.



Lokomotywa TEM2-212 należąca do EC Wrotków manewruje po skład beczek.



Lokomotywa CTL RS-003(ET22-143) czeka na powrót z pustymi beczkami do Płocka.

Dodał: Michał Kędziora
Zdjęcia: Krzysiek Nazgul
Źródło: informacja własna

15-12-2008 Nowy rozkład jazdy w Zamościu - fotorelacja



Od 14 grudnia mamy nowy rozkład jazdy pociągów. Zmiany w kursowaniu pociągów na Zamojszczyżnie są dosyć duże i zostały już opisane wcześniej na naszym portalu. Oprócz nich nastąpiły przetasowania w obsłudze taborowej.

Stacja Zamość, 13 grudnia 2008 r., pociąg pośpieszny SOLINA z Warszawy Zach. przyprowadziła lokomotywa SP32-204, która należy do Spółki Przewozy Regionalne i poprzednio stacjonowała w Jaśle, a do Zamościa została oddelegowana w dniu 31.10.2008 r. Wszystko wskazuje, że nie zobaczymy jej więcej u nas. W tym dniu pociąg SOLINA przyjechał do Zamościa po raz ostatni, a szkoda, gdyż często miewał przyzwoitą frekwencję, jak na nasze warunki. W nowym rozkładzie nie będzie już wagonu rowerowego do Zamościa. Ponadto jak widać na zdjęciu w sobotę trwał jeszcze remont pozostałej części peronu, która nie została zmodernizowana przy okazji ostatnich robót na nim.

W dniu 13 grudnia 2008 r. pociąg pośpieszny ROZTOCZE wyjechał po raz ostatni o godz. 10.05. Prowadziła go lokomotywa SU45-247. Lokomotywy tej serii mają być podstawowym środkiem trakcyjnym dla linii niezelektryfikowanych na Lubelszczyżnie. Od 1 grudnia 2008 r. pociągi dalekobieżne, a więc wszystkie przejeżdżające przez Zamość uruchamia Spółka INTERCITY, która podpisała ze Spółką CARGO umowę na dostarczanie lokomotyw. Zostały one sprowadzone z odległych zakątków kraju, gdyż w nowych warunkach nie było tam dla nich zatrudnienia. 247 trafiła do Zamościa z Poznania jako pierwsza z partii tych maszyn i już w dniu 9 grudnia 2008 r. pojechała z Zamościa z ROZTOCZEM. Jak to będzie z sukami w praktyce - czas pokaże. Spółka CARGO dysponuje tylko jedną lokomotywą serii SP32, która co prawda stacjonuje u nas, ale ostatnio uległa spaleniu. Czyżby to był koniec tej serii po przeszło dwudziestu latach dominacji w Zamościu.

14 grudnia 2008 r. godz. 8.25, z Zamościa odj.pociąg pośpieszny do Wrocławia, czyli poprzednie "ROZTOCZE". Prowadzi go SU45-250, dotychczas jeżdząca na Podlasiu. Wcześniejszy odjazd pozwala na obsługę powrotnego pociągu tą samą lokomotywą, która kursuje na odcinku: Zamość - Rzeszów - Zamość. We wcześniejszym rozkładzie lokomotywa wykonywała jazdę luzem z Rzeszowa do Dębicy, aby przyprowadzić z Dębicy do Zamościa pociąg HETMAN. Mimo likwidacji pustych przebiegów - pasażerowie zapewne nie będą zadowoleni z wcześniejszego odjazdu pociągu z Zamościa i póżniejszego przyjazdu o 19.20. Kłopotliwe sytuacje mogą wystąpić także w przypadku opóżnienia pociągu z Zamościa w Rzeszowie, gdyż przewidziany jest tylko ok 30 minutowy postój lokomotywy w oczekiwaniu na pociąg powrotny. Ponadto od niedzieli mamy odnowiony cały peron.

Jak już pisano u nas pociągi do/z Wrocławia nie mają postoju w Zawadzie. A oto dowód rzeczowy na to.

W Zawadzie takiego widoku nie było dawno. Następuje tam krzyżowanie: "BYDGOSZCZANINÓW" czyli pociągów kursujących w zamian za SOLINĘ, w wydłużonej relacji do Bydgoszczy. Niestety akcja ma miejsce tuż przed godz. 14, a jest to raczej pora niedogodna dla potencjalnych pasażerów i to w obydwu kierunkach. Jak widać na zdjęciu w obiegu na pociągach z Zamościa do Bydgoszczy zatrudnienie teraz mieć muszą dwie lokomotywy, poprzednio do obydwu pociągów w kieruunku Warszawy wystarczała jedna maszyna, o oszczędnościach więc także nie ma mowy.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

09-12-2008 Zawieszenie osobówek na linii Pilawa - Łuków

Linia Pilawa - Łuków (tabela 604 w SRJP) liczy 61 km, jest dwutorowa i zelektryfikowana. Trasa ciekawa krajobrazowo, szczególnie w rejonie Stoczka Łukowskiego.
W rozkładzie jazdy na rok 2008 kursowały tu dwie pary pociagów osobowych, których nie będzie już jednak w roku 2009.
Nadal pozostanie jeden międzynarodowy pociąg pospieszny Praga - Moskwa, który według wstępnych zapowiedzi ma prowadzić wagon w ruchu krajowym w relacji Katowice - Terespol. Pociąg ten nie ma jednak planowych przystanków na żadnej stacji pomiędzy Pilawą a Łukowem.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

07-12-2008 Pociągi regionalne do Stalowej Woli w nowym rozkładzie

„14 grudnia 2008 r. zacznie obowiązywać rozkład jazdy pociągów 2008/9. Zaproponujemy nowe bezpośrednie połączenia wygodne dla podróżnych” - tak nowy rozkład jazdy reklamuje na swojej stronie internetowej spółka PKP Przewozy Regionalne. Choć jest to „wersja robocza”, to spółka przez ostatnie lata przyzwyczaiła nas już, że na większości linii wersja robocza obowiązuje zwykle do końca obowiązywania rozkładu i cały czas wprowadzane są jakieś poprawki, z reguły pociągi jeśli nie odwołujące, to skracające. Przyjrzyjmy się więc już teraz, jak te „nowe bezpośrednie połączenia wygodne dla podróżnych” wyglądają na linii łączącej stolicę województwa lubelskiego ze Stalową Wolą i resztą Podkarpacia.

Na dziewięć pociągów osobowych w kierunku Stalowej Woli najbardziej w oczy rzuca się „nowe bezpośrednie połączenie” z Szastarki do Stalowej Woli Południe. Pociąg ten dotychczas odjeżdżał z Lublina o 5:24 i umożliwiał dotarcie do Rozwadowa na 7:15 i przesiadkę na osobówkę do Przeworska. Teraz będzie można przesiąść się jadąc co najwyżej z Szastarki, a pierwsze poranne połączenie z Lublina będzie pozwalało na dotarcie do Stalowej Woli na 9:54, kiedy najbliższy pociąg na południe kraju odjeżdża po przeszło połowie godziny. A i ten pociąg kursuje tylko w dni powszednie, bo w weekendy, kiedy np. na Wydziale Zamiejscowym KUL w Stalowej Woli odbywają się zjazdy studentów zaocznych, jest skrócony do relacji Lublin-Rzeczyca. Dla studentów nie jest to chyba jednak wielki problem, odkąd w pobliżu ich uczelni władze Stalowej Woli otworzyły nowy, duży parking dla samochodów.

Inne tego typu „nowe bezpośrednie połączenia” to dwa pociągi Lublin-Kraśnik i kolejne dwa Lublin-Szastarka. W pełnej relacji, tj. z Lublina do Stalowej Woli Południe kursują więc już tylko 3 szynobusy, a do Rozwadowa tak jak dotąd skład wagonowy. Przesiadka z tego ostatniego na pociąg do centrum Stalowej Woli i dalej do Przeworska w nowym rozkładzie będzie zajmowała, bagatela, 52 minuty, czyli 13 razy więcej niż rozkładzie obowiązującym.

Pierwsza poranna osobówka w przeciwnym kierunku dojeżdża na 6:25 do Lublina z Szastarki. Kolejna, na 7:25, to pociąg z Rozwadowa (odjazd 5:22), a nie, jak do tej pory, na 7:03 ze Stalowej Woli Południe. Oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze, mieszkańcy Stalowej Woli do ceny biletu i czasu przejazdu muszą doliczyć jazdę taksówką, bo o tak wczesnej porze z osiedli mieszkalnych do położonego 6 km dalej Rozwadowa nie można dojechać komunikacją miejską (można dopiero na 5:39). Oczywiście nie dotyczy to tych, którzy mogą liczyć na podwiezienie przez znajomych, o ile oczywiście znajomy da się namówić na wstawanie o tej porze i nie doradzi podróży busem. To trochę tak, jakby pociąg z Lublina do Chełma rozpoczynał bieg na stacji Lublin Płn. Po drugie, chyba nawet ważniejsze, do tej pory opisywana osobówka pozwalała na szybkie dotarcie ze Stalowej Woli do Warszawy i dalej w kierunku Szczecina z zaledwie 12-minutową przesiadką wystarczającą na kupienie biletu i miejscówki na TLK „Gałczyński”. W nowym rozkładzie „Gałczyński” odjedzie 10 minut przed przyjazdem naszej osobówki, zostawiając nas na lodzie do 8:15. Jeśli dodać do tego likwidację poza sezonem nocnego pospiesznego relacji Rzeszów-Warszawa, od grudnia mieszkańcy Stalowej Woli będą mogli dotrzeć do stolicy najwcześniej „Sanem” na godzinę 10:55, a podróż zajmie ponad pięć i pół godziny!

Oprócz pociągów opisanych wyżej, ze Stalowej Woli do Lublina będą kursowały 4 osobówki, w tym jedna tylko w dni powszednie (w weekendy z Rzeczycy). Poza tym na linię 68 wyruszą dwa szynobusy w relacji Kraśnik-Lublin. Nie najgorzej wyglądają przesiadki w/z kierunku Chełma, natomiast tragicznie w/z kierunku Dęblina.

Podsumowując, nie wiem czy jest drugie miasto w Polsce, które na wprowadzeniu nowego rozkładu ucierpiałoby tak bardzo, jak Stalowa Wola. Linia do Lublina od pewnego czasu stanowiła jedyną w tym regionie o rozsądnym rozkładzie, znośnych czasach przejazdu i nowoczesnym taborze. Można powiedzieć – jedyne kolejowe okno na świat. Jej najpoważniejszą wadą była bardzo wysoka frekwencja w pociągach, która często zmuszała większość pasażerów do stania. Od grudnia ulegnie to zapewne zmianie, ku uciesze przewoźników drogowych.

Dodał: Krzysztof Dobrzański
Źródło: http://pr.pkp.pl

02-12-2008 Nowy rozkład jazdy pociągów na Zamojszczyźnie na rok 2009

Na stronie internetowej PKP Intercity można już poznać nowy rozkład jazdy na rok 2009. Ponownie niestety zmiany są ogromne.
Na Zamojszczyżnie Pozostają pociągi:
- Całoroczny "Roztocze" Zamość - Bełżec - Wrocław, pociąg będzie wyjeżdżał z Zamościa wcześniej (8.25). Zarazem będzie później do Zamościa wracał (19.20).
- Całoroczny "Chełmianin" (w miejsce "Sana") Chełm/Zamość - Bydgoszcz Główna, wyjazd z Zamościa 5.22, powrót 22.20. W kierunku z Zamościa pociąg ma nie kursować jednak w niedziele, a do Zamościa w soboty.
- Całoroczny "Hetman" Zamość - Gorzów Wielkopolski, wyjazd z Zamościa 5.37, powrót 22.34.
- W przypadku pociągu "Solina" oprócz kursującej całorocznie grupy wagonów do Przemyśla będzie sezonowa grupa wagonów do Bełżca (w wakacje codziennie, ponadto w weekend majowy i weekend Bożego Ciała oraz w maju, czerwcu i wrześniu w obu kierunkach w soboty i niedziele). Wyjazd z Warszawy Zachodniej o 7.05, Bełżec 13.27, powrót Bełżec 14.25, Warszawa Zachodnia 20.54.
- Likwidacji ulegnie grupa wagonów "Soliny" w relacji z Warszawy do Zamościa. W to miejsce wprowadza się nowy całoroczny (a więc kursujący także równolegle do "Soliny" w wersji do Bełżca) pociąg "Bydgoszczanin" Bydgoszcz - Warszawa - Zamość/Chełm), jednak w fatalnych godzinach. Przyjazd do Zamościa dopiero o 14.20, a wyjazd już o 13.36.
Uwaga! W nowym rozkładzie dla pociągów "Hetman" i "Roztocze" nie przewidziano postojów na stacji Zawada, a dla "Roztocza" także w Lubyczy Królewskiej, Siedliskach Tomaszowskich i Werchracie. Miejmy nadzieję, że to tylko błąd w udostępnionych materiałach.
Prawdopodobnie zmianie ulegnie także sygnowana w rozkładzie sytuacja jednoczesnego kursowania w sezonie "Bydgoszczanina" do Zamościa i "Soliny" do Bełżca.
Wszystkie składy ma obsługowiać PKP Intercity.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: strona internetowa PKP Intercity

25-11-2008 Od 1 grudnia pociągi pospieszne tylko w PKP Intercity

Już 1 grudnia, a więc na 2 tygodnie przed wejściem w życie nowego rozkładu jazdy 2008/2009, niemal wszystkie pociągi pospieszne (do tej pory obsługiwane przez PKP Przewozy Regionalne) zostaną przekazane PKP Intercity.
Jednocześnie zmianie ulegną warunki ofert promocyjnych PKP Przewozy Regionalne. Np. weekendowy bilet turystyczny będzie kosztował teraz tylko 38 zł a Regio Karnet 55 zł. Wynikające z przekształceń ograniczenie obowiązywania tych ofert jedynie do pociągów osobowych oznacza jednak spadek ich atrakcyjności. Czym innym jest bowiem promocyjny bilet uprawniający do przejazdu po całym kraju pociągami pospiesznymi i osobowymi, a czym innym ten, który daje nam prawo do podróży jedynie pociągami osobowymi.
Miejmy nadzieję, że analogiczne oferty dla przejmowanych pociągów pospiesznych zostaną przygotowane także przez PKP Intercity.
Najlepszym rozwiązaniem byłaby oferta wspólna.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: Strona internetowa PKP Przewozy Regionalne

16-11-2008 Tańsze bilety w osobówkach na Lubelszczyźnie

Dziś weszła w życie nowa promocja "Połączenie w dobrej cenie". PKP Przewozy Regionalne obniżyło ceny 22 połączeń pociągami osobowymi. Głównym celem promocji jest konkurencja cenowa na trasach, które do tej pory zdominowane były przez busy. W przypadku wszystkich połączeń cena biletu kolejowego jest taka sama lub nawet niższa od średniej ceny biletu w busie na danej trasie.

PKP liczy przede wszystkim na przejęcie pasażerów jeżdżących ze stacji i przystanków pomiędzy Lublinem a Kraśnikiem i Puławami oraz pomiędzy Chełmem i Dorohuskiem. Dodatkowym atutem jest fakt, że niezależnie od promocji obowiązują wszystkie dotychczasowe zniżki. Największe obniżki Lubelski ZPR wprowadził na trasach Lublin - Puławy oraz Chełm - Dorohusk. W pierwszym przypadku cena biletu spadła z 9 PLN do 5,50 PLN (dla porównania cena busa na tym odcinku to 6,50 PLN). W drugim zaś cena spadnie o ponad 50% - z 6,50 PLN do 3 PLN (bus 3,50 PLN).

To jedna z najbardziej kompleksowych akcji obniżek cen w skali całego województwa jeśli chodzi o PKP PR. Poprzedzona ona została badaniami rynku i konkurencji. Za plus należy uznać też termin wprowadzenia promocji - równo tydzień przed Dniem Otwartym Węzła Lublin, który jest znakomitą okazją do rozpropagowania nowej oferty wśród podróżnych. Pozostaje nam czekać na efekty i liczyć na to, że ludzie znowu zwrócą uwagę na ofertę kolei i docenią bezkonkurencyjną w stosunku do busów wygodę i bezpieczeństwo.

Pełen wykaz połączeń objętych promocją

Dodał: Przemysław Żywicki
Źródło: Dziennik Wschodni

02-11-2008 Nowe lokomotywy dla Zamościa



W październiku 2008 r. kolej w Zamościu wzbogaciła się o nowe maszyny, które będą stacjonować w Bortatyczach. 30.10 nocnym pociągiem towarowym ze Skarżyska Kamiennej przybył gagarin nr 360 po naprawie rewizyjnej. Lokomotywa należy do Spółki CARGO i jest to prawdopodobnie ostatnia maszyna, która opuściła bramy zakładów naprawczych w zielonym malowaniu. Następne egzemplarze mają mieć już malowanie niebieskie. Lokomotywa już na wstępie może zostać przemalowana na „szopie” w Bortatyczach, gdyż ta jednostka wprowadziła charakterystyczny dla siebie schemat malowania lokomotyw serii ST44, zbliżony do malowania LHS-u. Generalnie można powiedzieć, że z malowaniem lokomotyw zrobił się teraz niezły bałagan na PKP. Przybycie gagarina poprawi trochę sytuację taborową, ponieważ w Zamościu brakuje cięzkich maszyn liniowych i stosunkowo często widywałem maszyny manewrowe na ciężkich wahadłach, nie mówiąc już o lopku.



Ostatnio głośno było na temat pociągów prowadzonych lokomotywami pozbawionymi ogrzewania. Skargi pasażerów i obsługi, a także zapewne artykuł na naszym portalu – przyniosły skutek. Już 26.10 z pociągiem pośpiesznym ROZTOCZE przyjechała do Zamościa SP32-203 i na razie u nas zostanie trochę.



Powyższe zdjęcie zostało zrobione dzisiaj, zaraz za stacją w Zawadzie, na odcinku do Zamościa. SOLINĘ z Warszawy Zach. w zwiększonym składzie 6 wagonów ciągnie lokomotywa SP32-204, która od razu u miejscowej ludności otrzymała ksywę „landrynka”. Obydwie wymienione SP32 stacjonowały poprzednio w Jaśle i zostały skierowane do nas w celu zwiększenia ilostanu maszyn z możliwością ogrzewania składów.



Na szerokim torze również nowości. 23.10 nocnym ze Skarżyska Kamiennej przyjechała lokomotywa serii ST40s-003, na wózkach normalnotorowych.



Już 27.10 przybył kolejny „batman”, czyli ST40s-004. Wczoraj obydwie maszyny już pojechały z bruttem do Sławkowa. Trzeba podkreślić, że są to pierwsze lokomotywy ST40s wybudowane na bazie szerokotorowych ST44, stojących od dłuższego czasu bezużytecznie w lokomotywowni LHS w Bortatyczach.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

29-10-2008 Pielgrzymka kolejarzy na Jasną Górę 08-09 listopada 2008 r.

Na tą pielgrzymkę może pojechać każdy kto chce doświadczyć wspaniałej przygody podróżując wspólnie z kolejarzami do Pani Jasnogórskiej.

W ubiegłym roku na mój E-mail przychodziło wiele wiadomości z zapytaniem właśnie o ubiegłoroczną pielgrzymkę. Mam nadzieję że i w tym roku takie wiadomości będą do nas docierały i będziemy mogli wam pomóc w sprawach związanych z tegoroczną pielgrzymką. Poniżej podajemy program tegorocznej pielgrzymki i rozkład jazdy pociągów pielgrzymkowych z Lublina i Hrubieszowa.

Serdecznie zapraszamy wszystkich pracowników kolei, emerytów, rencistów, przyjaciół z rodzinami
na XXV Ogólnopolską Pielgrzymkę Kolejarzy na Jasną Górę w dniach 08-09 listopada 2008 r.

Program XXV Ogólnopolskiej Pielgrzymki Kolejarzy - Jasna Góra 2008 - pobierz

Rozkład pociągu pielgrzymkowego


Dodał: Michał Kędziora
Zdjęcia: Michał Kędziora
Źródło: informacja własna

26-10-2008 Remont peronu w Zamościu



Od początku października br trwał remont peronu na dworcu PKP w Zamościu. O ile dobrze pamiętam, a nie mam gdzie tego sprawdzić - zamojski peron został wybudowany w wakacje w 1985 roku. W wyniku jego budowy zlikwidowany został jeden z torów, wcześniej były tylko perony prowizoryczne w formie podsypki żwirowej przed torami. Peron został wyłożony płytami chodnikowymi i nie przechodził większych remontów. W trakcie przeprowadzonych robót zmienioną nawierzchnie peronu na kostkę brukową, wzmocnione zostały jego krawędzie oraz wyremontowane przejście dla pieszych na torze nr 2.

Podczas remontu wspomniane wyżej przejście było zamknięte, podróżni korzystali z przejścia służbowego znajdującego się obok schroniska dla ustawiaczy wagonów osobowych. Pociągi pasażerskie podstawiane były przy nie remontowanej zachodniej częsci peronu. Przy schronisku umieszczono także tymczasowo wskaźnik zatrzymywania pociągu.

Wszystko wskazuje na to, że prace zostały już zakończone. Wyremontowana jednak została tylko 1/3 z całości peronu. Czyżby to był wariant oszczędnościowy, w którym założono, że od nowego rozkładu jazdy pociągi odjeżdżające z Zamościa nie będą dłuższe niż 3 wagony?

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

26-10-2008 Do Zamościa w zimnie.

Mamy już końcówkę października i jesienne chłody coraz dotkliwiej dają się we znaki. Nawet w pogodne dni temperatura wieczorami i rankiem spada poniżej 10°C. Podczas gdy w naszych mieszkaniach sezon grzewczy w pełni, na Zamojszczyźnie wciąż część pociągów pasażerskich jeździ bez ogrzewania. Powód? Brak dostatecznej liczby sprawnych lokomotyw z możliwością ogrzewania składów.
Od kilku lat liczba sprawnych "grzejących" lokomotyw spalinowych w lubelskim zakładzie taboru, systematycznie spada. Normalną sprawą stało się wydawanie poza okresem grzewczym na pociągi pasażerskie lokomotyw SM48 i SM42 tak aby lokomotywy SU45 i SP32 nie wyjeżdżały wówczas kilometrów między naprawczych. Kolejną normą stało się utrzymywanie w gotowości minimalnej liczby SP32 i SU45 co z kolei w przypadku nałożenia się usterek czy przeglądów poszczególnych lokomotyw owocowało koniecznością obsługi pociągów pasażerskich przez niezdolne do ogrzewania lokomotywy, pomimo chłodów.
Póki co jednak były to sytuacje incydentalne trwające co najwyżej po 2-3 dni.
W tym roku jednak, zapewne między innymi z powodu zamieszania wywołanego relokacja taboru trakcyjnego między spółkami grupy PKP, doszło do takiej sytuacji, że mimo jesiennych chłodów końcówki października jeden z kursów pociągów pośpiesznych "Roztocze" (Wrocław – Zamość) i "Hetman" (Gorzów Wlkp. – Zamość) musi być planowo obsługiwany SM48. Niestety w zamojskiej lokomotywowni która obsługuje te pociągi, przy dobowym zapotrzebowaniu na 3 grzejące lokomotywy, znajdziemy ich właśnie zaledwie 3 sztuki! Z czego od dwóch tygodni jedna z lokomotyw notorycznie "wypada" z obiegu z powodu usterek. Pasażerowie skarżą się na zimno, drużyny konduktorskie są w takiej sytuacji bezradne i również upominają się o ogrzewanie w centrali Lubelskiego ZPR, póki co bezskutecznie. Niestety nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się poprawić. Do odstawionych w Zamościu z powodu wyjeżdżenia kilometrów między naprawami dwóch SP32 i dwóch SU45 zapewne niebawem dołączy kolejna maszyna SP32. Jak wówczas zamojscy kolejarze poradzą sobie z obsługą trzech obiegów, jedną SP32 i jedną psującą się SU45?


Żurawicka SM48-077 awaryjnie na pośpiesznym "Roztocze" z Zamościa do Wrocławia, pomiędzy Zamościem a Mokrem.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

26-10-2008 Kolizja pociągów na LHS

25 października po godzinie 7 doszło do wypadku na mijance w Miączynie. Skład prowadzony przez trzy „gagariny” wjechał z prędkością ok. 15 km/h na tor zajęty przez trzy próżne węglarki. W efekcie wykoleiły się wagony oraz pierwszy ST44, którego pierwsza kabina uległa zniszczeniu. Nikomu nic się nie stało.

Komisja zakładowa LHS bada przyczyny wypadku celem ustalenia, czy zawinił maszynista, dyżurny ruchu, czy może była to usterka techniczna.

Dodał: Krzysztof Dobrzański
Źródło: TVP Lublin, Dziennik Wschodni

15-10-2008 Wypadek kolejowy w miejscowości Krzak

Dzisiaj w miejscowości Krzak wykoleił się pociąg towarowy. Do zdarzenia doszło koło godzin popołudniowych. Lokomotywa wraz z 40 wagonami węgla wracała ze Śląska do Zawady. Jak podaje prasa przyczyną wypadku było uszkodzenie płyty betonowej przejazdu kolejowego. W wypadku nikt nie ucierpiał. Do około godziny 17 potrwają jeszcze utrudnienia w ruchu kolejowym.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: PKP, Dziennik Wschodni

24-09-2008 Remont przejazdu kolejowego w Zamościu



W dniach: 18 - 26 sierpnia 2008 r. trwał remont przejazdu kolejowego w Zamościu, przy ul. Okopowej. Powyższe zdjęcie zostało wykonane w dniu: 20.08.2008 r. Na pierwszym planie podbijarka torowa, a na przejeżdzie pracuje Ztu300-25. W obrębie przejazdu wymieniono nasyp i torowisko. Prace prowadzone były przy zachowaniu ruchu pociągów do Hrubieszowa, kursowały jednak tylko pociągi zdawcze i transporty wagonów do ZNTK. W tym czasie wyłączona z ruchu drogowego była ulica Okopowa, co powodowało pewne utrudnienia komunikacyjne.


Tak wyglądał przejazd przed remontem.


A tak wygląda obecnie.

Dla osób, które chciałyby zobaczyć jak wyglądało to miejsce w roku 1986, polecam obejrzenie filmu wojennego: "Przeprawa", w reżyserii Wiktora Turowa, rok produkcji: 1988. Zdjęcia kolejowe do tego filmu w większości kręcone były w Zamościu pod koniec 1986 roku. W filmie jest scena wyjazdu pociągu osobowego z parowozem kręcona z tego samego miejsca, w którym zrobiłem ostatnie zdjęcie. Widać jeszcze starą budkę dróżnika i wjazdowy semafor kształtowy. Inną scenę kręcono na peronie w Zamościu, jest jeszcze stary żuraw do wodowania parowozów. Byłem przy kręceniu ujęcia na peronie. Po zakończeniu zdjęć przed godz. 16 pociąg filmowy stał z parowozem na torze 2 i czekał na wolną drogę do Zawady. W tym czasie jechał pociąg z Zawady do Hrubieszowa, który z Zawady przyjeżdżał z parowozem i zwykle wjeżdżał właśnie na tor 2, po czym następowała zmiana trakcji – parowóz się odczepiał. Kilku podróżnych jadących do Hrubieszowa wsiadło w pociąg wojskowy i pojechało nim do Zawady. Była awantura i mówili o tym fakcie nawet w telewizji lokalnej. W filmie są jeszcze ujęcia na linii bałajskiej na moście na SANIE.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

24-09-2008 Samobójstwo na dworcu kolejowym w Lublinie

Rano na Dworcu Głównym PKP w Lublinie pod kołami pociągu zginął mężczyzna.
Było to prawdopodobnie samobójstwo. Do zdarzenia doszło tuż po godz. 8.00.

Niefortunnie na ten wypadek trafili pasażerowie pociągu „Chełmianin” rel. Chełm - Warszawa. Mężczyzna stał już wcześniej na torach czekając na pociąg. Jednak w stu procentach nie dało się określić czy przed odjazdem pociągu stał tam akurat człowiek. Jest to teren kolejowy więc duża liczba pracowników codziennie przechodzi przez te tory. Maszynista zaczął hamować, ale było już za późno. Mężczyzna niestety zmarł. Był to 32-letni mieszkaniec Lublina.

Przez kilka godzin na miejscu wypadku pracowała policja i prokurator. Szczególnie mierzona była między innymi droga hamowania pociągu.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: PKP, Dziennik Wschodni

20-09-2008 Rogatki na dwóch przejazdach niesprawne

Jednym z powodów niefunkcjonowania rogatek jest kradzieży kabla przy ul. Turystycznej w Lublinie. Specjalnie w tym miejscu kolejarze ustawili znaki nakazujące kierowcom zatrzymanie się przed torami.
Prędkość pociągów na tym odcinku została zredukowana do 20 km/h.

Ruch na przejeździe kolejowym na Turystycznej jest nieduży. Dodatkowo od lat nie jeżdżą tamtędy pociągi pasażerskie, a jedynie od dwóch do czterech składów towarowych na dobę.

Uszkodzony został też przejazd kolejowy na ruchliwej trasie w Miłocinie. Powodem awarii jest wypadek gdzie pijany kierowca wjechał na rogatkę i uszkodził barierkę wygradzającą przejście dla pieszych.

Na przejeździe w Miłocinie są cztery półzapory. Uszkodzona jest tylko jedna. Przed przejazdem pociągu dróżnik wystawia tam znak “stój, rogatka uszkodzona”.

Do końca najbliższego tygodnia awarie na obydwu przejazdach powinny zostać naprawione.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: PLK Lublin, Dziennik Wschodni

20-09-2008 Uruchomienie lokomotywy Sp32-148



W dniu: 18.09.2008 r. w Zamościu na obsłudze pociągów osobowych do Rejowca pojawiła się lokomotywa Sp32-148. Lokomotywa ta przybyła do Bortatycz ponad 2 lata temu, na początku września 2006 roku. Przez ten okres przechodziła tam naprawę rewizyjną, która była znacznie przedłużona, ze względu na kłopoty z częściami zamiennymi dla serii Sp32. Należy tutaj przypomnieć, że większość lokomotyw tej serii jest w tej chwili odstawiona i nieużywana. Nie są one też własnością PKP, lecz firmy Kolmex i stacjonują na stacji: Wrocław Nadodrze Port. Sytuacja ta dotyczy większości lokomotyw Sp32 pracujących do 2004 roku w Bortatyczach.



W dniu wczorajszym występiły trudności z uruchomieniem lokomotywy na pociągu SOLINA, skład podstawiony został na peron w Zamościu wspólnie z Sm48-086. Mimo tego SOLINĘ do Rejowca pociągnęła już tylko 148.



Dzisiaj przez cały dzień pociągi w kierunku Warszawy obsługiwała już bez specjalnych problemów – powyżej odjazd pociągu SAN z Zamościa do Bydgoszczy. Warto zwrócić uwagę na oryginalne malowanie lokomotywy, różniące się od schematu malowania innych egzemplarzy.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

12-09-2008 Przebudowa Werbkowic.

18.08.2008 wśród przetargów na stronie PKP PLK pojawiło się zamówienie na przebudowę stacji Werbkowice. Od zimy 2003/2004 przy dofinansowaniu z funduszy unijnych prowadzony jest program modernizacji kolejnych stacji na Zamojszczyźnie. Zakres prac wszędzie jest podobny i obejmuje wymianę urządzeń SRK oraz przebudowę stacji na jeden okręg nastawczy, przy zastosowaniu sterowanych zdalnie, elektrycznych napędów zwrotnic na jednej głowicy. Do tej pory zmodernizowano w ten sposób Szczebrzeszyn, Zawadę i Ruskie Piaski. W Werbkowicach w ramach przebudowy wymianie na semafory świetlne ulegną istniejące obecnie wyjazdowe semafory kształtowe. Ponadto zlikwidowany będzie okręg nastawczy „Wb” wraz z obecną nastawnia dysponującą. Na wschodniej głowicy rozjazdowej w miejsce dotychczasowych ręcznych zwrotnic zabudowane zostaną sterowane zdalnie zwrotnice z napędami elektrycznymi. Wszystkie funkcje dotychczasowej nastawni „Wb”, przejmie znajdująca się przy zachodniej głowicy stacji nastawnia „Wb-1”.
Przebudowa z pewnością wiąże się z wieloma pozytywnymi aspektami jak chociażby usprawnienie pracy dyżurnych czy oszczędności związane z redukcją o płowe obsługi stacji. Niemniej jednak wraz z modernizacją zniknie niepowtarzalny klimat jednej z najpiękniejszych i ze względu na sąsiedztwo 3 szerokości torów z pewnością najbardziej niezwykłych stacji na Zamojszcyźnie. Przebudowa ma zakończyć się na przełomie roku 2007 i 2008, więc zachęcam do odwiedzenia Werbkowic póki jeszcze mają swój niepowtarzalny klimat.


Nastawnia dysponująca "Wb" widok od strony torów. Po lewej wjeżdża "zdawka" z Hrubieszowa do Zamościa z SM48-127. Czerwiec 2008.

Nastawnia dysponująca "Wb" widok od strony toru LHS. Za nastawnią ST44-859. Czerwiec 2007.

Ręczne zwrotnice na wschodniej głowicy stacji Werbkowice.

Wschodnie semafory wyjazdowe w Werbkowicach, zawsze były dobrym motywem fotograficznym na każdą okazję.

Panorama zachodniej części stacji Werbkowice z semaforami kształtowymi.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna, strona www PKP PLK

11-09-2008 Sprzątanie infrastruktury.

Rozpoczęta jesienią 2006 roku przez Zakład Nieruchomości PKP w Lublinie akcja inwentaryzacji i rozbiórki niepotrzebnej (zdaniem zakładu) infrastruktury, zatacza coraz szersze kręgi. Likwidowane są kolejne nieużywane obiekty. Równocześnie PKP PLK Zakład Infrastruktury w Zamościu, prowadzi na Zamojszczyźnie podobną akcję rozbiórki nieużywanej infrastruktury, która w większości wykorzystywana jest później przy modernizacjach czy renowacji innych obiektów. Do tej pory pisałem już o rozbiórce hal lokomotywowni wąskotorowej w Werbkowicach, oraz znajdującej się nieopodal nastawni wąskotorowej. Poruszony został także temat rozbiórki dworców w Zawadzie i Miączynie.
Od początku 2008 fizycznej likwidacji uległy kolejne budynki. Są to: budynek kasy biletowej i magazyn służby drogowej na przystanku Frankamionka, oraz obie nastawnie zamkniętej stacji Józefów Roztoczański. Możemy spodziewać się wkrótce rozbiórki kolejnych nieużywanych obiektów.
Natomiast przypadku infrastruktury znajdującej się w gestii PKP PLK, jakiś czas temu wycięto semafory na zamkniętej stacji w Miączynie, miało to związek z przebudową (obejmującą między innymi modernizacje urządzeń SRK) kolejnych stacji na linii nr 69 Rejowiec – Hrebenne –GP. Teraz wycina się tablice z nazwami posterunków na linii nr 72, na odcinku Zamość – Hrubieszów. Znikły już tablice z Koniuch, Frankamionki i jedna z tablic w Werbkowicach. W Jarosławcu i Zawalowie zamkniętych dla ruchu pasażerskiego jeszcze przed jego zawieszeniem w grudniu 2004 roku tablice znikły już wcześniej.


Budynek kasy biletowej na przystanku Frankamionka stan na rok 2007.


Wnętrze tegoż budynku, stan na rok 2007.


Magazyn służby drogowej we Frenakamionce stan na rok 2007.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

31-08-2008 Koniec "starego" malowania szerokotorowych gagarinów



Jeszcze w dniu 7 lutego 2008 r. udało mi się sfotografować w Werbkowicach dwie lokomotywy ST44 nr 2021 i 2010 należące do Spółki LHS, przed modernizacją i zmianą malowania. W tym okresie były to już dwa ostatnie czynne szerokotorowe gagariny w tak zwanym starym malowaniu.

Już 12.03.2008 r. lokomotywa ST44-2021 została wysłana do naprawy, na powyższym zdjęciu na stacji Zamość w składzie pociągu towarowego Zamość - Skarżysko Kamienna.

04.04.2008 r., okolice byłego przystanku Płoskie Zamojskie, lokomotywa ST44-2010 w składzie pociągu zdawczego z Bortatycz jest transportowana na wózkach normalnotorowych do Zamościa, gdzie zostanie włączona do tzw."lopka".
Maszyna nr 2021 już wróciła do jednostki macierzystej, z nowym silnikiem i w standardowym schemacie malowania gagarinów LHS-u, który chyba jest znany każdemu. Podczas naprawy pozbawiona została jednak detalu charakterystycznego konkretnie dla tej maszyny, a mianowicie ozdobnej listwy na czele.

Jeszcze kilkanaście lat temu takie listwy miała większość lokomotyw serii ST44 pracujących na PKP, zostawały one usuwane w wyniku napraw rewizyjnych, gdyż blacha znajdująca się pod listwą była bardziej narażona na korozję. W chwili obecnej na PKP zachowane zostały pojedyńcze egzemplarze gagarinów listwami, w tym nr 1079 stacjonujący w Zamościu Bortatyczach, ale na torze normalnym.
Lokomotywy pracujące na Linii Hutniczo - Siarkowej zostały dosyć szybko pozbawione tych części składowych. Listwy najdłużej zamontowane były na nr 2021 i 2052, Na początku 2001 r. takie listwy miała jeszcze maszyna nr 2012.

Zdjęcie zostało zrobione w lutym 2001 r, przez okno w okolicach stacji Biłgoraj, zwraca uwagę też malowanie czoła tej lokomotywy w tamtym okresie.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

10-08-2008 Gagarin 1076 na roztoczańskich szlakach


W dniu: 23.06.2007 r. do Zamościa przybyła lokomotywa St44-1076, powyżej spychana do Bortatycz przez Sm48-120. Lokomotywa ta stacjonowała uprzednio w Zakładzie Taboru w Warszawie. Gagarin był niesprawny i w Bortatyczach przeszedł naprawę rewizyjną, która trwała ponad rok. Na kolejowych szlakach zamojszczyzny zadebiutował w dniu: 24.06.2008 r. ciągnac nocny pociąg towarowy z Zamościa do Skarżyska - Kamiennej.

W dniu: 1.07.2008 r. gagarin zadebiutował na przewozach pasażerskich ciągnąc jazdę próbną wagonów osobowych z Hrubieszowa do Stalowej Woli. Lokomotywa była testowana przez dwa tygodnie z wagonami pasażerskimi, ciągnęła głównie tzw, "klasy" czyli przesyły wagonów z ZNTK Hrubieszów do Lublina i odwrotnie, no i wspomnianą jazdę próbną.

10.07.2008 r. klasy, (a właściwie klasa, ale jaka!),przed stacją Zawada.
Na początku lipca br. lokomotywa: 1076 bardzo dymiła, lecz później zostało to wyregulowane.

21.07.2008 r. debiut na ciężkim wahadle miału z Jaszczowa do Połańca, po torze szerokim wahadło z rudą z St44- 2036 i 2009, wiadukt w Zawadzie.
Od tego czasu lokomotywa stała się podstawowym środkiem trakcyjnym dla ciężkich pociągów obsługiwanych przez lokomotywownię w Bortatyczach.

09.08.2008 r. wahadło z piaskiem z St44-1110 na czele i 1076 na popychu opuszcza stację Zawadę, godz. 12.30.

Lokomotywy wróciły z cysternami z olejem dla Zakładów Tłuszczowych w Bodaczowie, ciągniętymi do stacji Klemensów, powyżej w ulewnym deszczu przejeżdżają bez zatrzymania przez stację w Zawadzie, godz. 18.45. Na czele pociągu: 1076.
Trzeba przyznać, że lokomotywa prezentuje się bardzo okazale, jednak oczekujemy większej inwencji twórczej w malowaniu gagarinów przez jednostkę w Bortatyczach, tak jak w przypadku remontowanych tutaj maszyn innych serii.

10.08.2008 r. coniedzielny "czołg", czyli luzaki wyjeżdżające z Zawady do Stalowej Woli po wahadła: St44-1076 + Sm48-120+ St44-1110.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

01-08-2008 Wąskie tory powrócą w Lasy Janowskie?

Kolejka Leśna w Lasach Janowskich i Puszczy Solskiej to dziś już tylko wspomnienie, ale za to o niemal stuletniej historii! W najlepszym okresie (połowa XX w.) jej trasa prowadziła z Lipy przez Łążek Ordynacki, Szklarnię, Bukową, Biłgoraj i Hedwiżyn po Zwierzyniec. Z czasem trasę systematycznie skracano, ostatni odcinek Lipa - Szklarnia funkcjonował jeszcze w latach 80.
Jest szansa, że wąskie tory powrócą jednak w Lasy Janowskie. Projekt obejmuje budowę nowej trasy od ostoi konika biłgorajskiego w Szklarni do stawów w Momotach. Jest on wspierany zarówno przez samorządowców jak i leśników i w optymistycznym wariancie może zostać zrealizowany już za trzy lata. Koszt: ok. 3,5 mln złotych.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

27-07-2008 Lublin: śmiertelny wypadek

27 lipca 2008 r. ok. godz. 17.50, gdy pociąg "Cisy" zbliżał się planowo do stacji Lublin Płn., w pobliżu gdy od szlaku Chełm - Lublin odbiega tor do Łukowa, miało miejsce śmiertelne potrącenie. W miejscu tym torowisko biegnie wysokim nasypem, a w bezpośrednim sąsiedztwie toru nie biegnie żadna ścieżka.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

27-07-2008 Cisy: wagon rowerowy już jest!

Informuję, że wagon rowerowy ponownie został włączony do składu pociągu "Cisy" relacji Bełżec - Warszawa Zachodnia. Zdjęcie wykonano w dniu 27 lipca 2008 r.



Dodał: Artur Pawłowski
Zdjęcia: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

24-07-2008 Cisy Warszawa – Bełżec bez wagonu rowerowego!

Pierwszy wagon rowerowy na sieci PKP wprowadzono w 2000 r. w pociągu "Roztocze" kursującym niegdyś w relacji Warszawa Zachodnia – Bełżec – Rawa Ruska.
W 2008 r. na trasie Warszawa – Bełżec sezonowo jeździ pociąg "Cisy", który – wzorem lat poprzednich – także miał prowadzić wagon rowerowy. Początkowo faktycznie tak było, jednak wagon szybko wycofano z ruchu. Dlaczego? Otóż wagon po przejechaniu określonej liczby kilometrów został skierowany na naprawę rewizyjną. Biorąc pod uwagę, ze poza sezonem wagon ten włączany jest do składu Warszawa – Zamość (w pociągu "Solina") nasuwa się pytanie, czy biorąc pod uwagę zbliżającą się naprawę rewizyjną nie można go było wyłączyć z ruchu wcześniej, tak aby brakujące kilometry dojeździł w wakacje. Tymczasem wagon ROWEROWY jeździł POZA SEZONEM do Zamościa, a został wycofany z ruchu na WAKACJE, czyli wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny.
Obecnie zamiast wagonu rowerowego jeździ wagon bezprzedziałowy, w którym rowery także można przewieźć, jednak w mniej komfortowych warunkach.
P.S. Wagonami w pociągu Warszawa – Bełżec zarządzają kolejarze z... odległej Łodzi.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

29-06-2008 Piętrusy w Zamościu



W dniu 19.06.2008 r. pociąg pośpieszny "SAN" z Bydgoszczy dotarł do Zamościa z wagonami piętrowymi w składzie. Były to dwa wagony serii Bdhpumn ze stacji macierzystych Toruń i Bydgoszcz. Z początkiem wakacji spółka Przewozy Regionalne zafundowała możliwość przejazdu na urlop wagonem piętrowym pasażerom z całej Polski, ponieważ piętrusy zostały włączone do różnych pociągów na terenie kraju, w tym do sezonowych i kursujących na dosyć dalekich trasach. Mimo że potocznie tak nazywane "bohuny" są znacznie wygodniejsze i mają nowoczesne wózki, w porównaniu ze swoimi poprzednikami, oznaczonymi Bhp, a nazywanymi "bipami", to jazda takim wagonem przez ponad pół Polski, (jak w przypadku trasy: Zamość - Bydgoszcz) staje się dosyć uciążliwa, z powodu chociażby braku przedziałów w środku. Wagony te jednak mają zwiększoną pojemność, i to zapewne był zasadniczy powód decyzji podjętej przez przewoźnika, a według nieoficjalnych informacji pociągi z wagonami piętrowymi mają kursować do końca wakacji.



Dla miłośników pociągów takie zestawienia składów stanowią dużą atrakcję. Wagonów piętrowych w Zamościu nie było od prawie 20 lat. Ja po raz pierwszy je zobaczyłem tutaj na początku czerwca 1987 r. Pojawiły się z chwilą wprowadzenia nowego rozkładu jazdy tj. od 31.05.1987 r. na pociągach: nr 1139, rel. Lublin - Zamość oraz nr 2214, rel. Zamość - Lublin i kursowały do końca wakacji. W zestawieniu tych pociągów jeździły dwa obiegi wagonów ze stacji Lublin, w jednym obiegu były właśnie 3 wagony piętrowe. W drugim obiegu tylko 5 zwykłych Bh. Pociągi oczywiście prowadzone były chełmskimi parowozami. Na początku czerwca 1987 r. dosyć często spotykaną na tych relacjach maszyną był Ty2-147, który był po remoncie i bardzo atrakcyjnie się prezentował w zestawieniu z piętrusami. Frekwencja w tych pociągach była zawsze dosyć wysoka, a do pociągu odjeżdżającego z Lublina, czasami pomimo obecności bip, trudno było się dostać.

Do końca lat osiemdziesiątych piętrusy pojawiały się często w okresie letnim na tych pociągach, w pamięci mam jeszcze wjazd pociągu z Lublina do Zamościa złożonego z dwóch zespołów Bhp, po 4 wagony,czyli w sumie 8, a ciągnietego przez lokomotywę SM42. Pociąg miał niewielkie opóźnienie i na peronach oczekiwali już podróżni udający się na Śląsk, którzy z zazdrością patrzyli na taki skład. W tym okresie znalezienie w Zamościu wolnego miejsca w pociągu z Hrubieszowa do Kędzierzyna graniczyło z cudem, nie mówiąc już o niskim standardzie wagonów w tej relacji.

Ostatni epizod jazd wagonów pietrowych na Roztoczu to lato 1989 r. i pociągi: nr 11011 Lublin - Bełżec i nr 11012 Bełżec - Lublin, zestawione z 4 wagonów piętrowych, 1 przedziałowego klasy 2 i 1 przedziałowego klasy 1. Pociągi te kursowały w okresie letnim w poniedziałki, piątki, soboty i niedziele, prowadzone były już lokomotywami serii SP32, były dosyć szybkie i bardzo popularne zwłaszcza u mieszkańców Lublina, bo z Zamościem nie były skomunikowane.



Zdjęcia w Zawadzie wykonano w dniu: 21.06.2008 r., a w Zamościu: w dniu: 20.06.2008 r. W tych dniach pociąg "SAN" prowadziła lokomotywa: SM48-074.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

27-06-2008 Ciężkie pociągi towarowe na linii hrubieszowskiej



W ciągu ostatnich dwóch tygodni linia kolejowa z Zamościa do Hrubieszowa znacznie ożyła. We wcześniejszym okresie ruch na tym odcinku nie był za duży, ale za to regularny. W niedziele, wtorki i czwartki, w godzinach nocnych, najczęściej około 22, z Zamościa wyjezdżały pociągi zdawcze prowadzone lokomotywami SM48 i powracały następnego dnia rano. W czwartki kursowały pociągi do i z Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Hrubieszowie, którymi transportowano wagony osobowe spółki PKP PR. Raz w miesiącu przejeżdżała jazda próbna wagonów osobowych. Dochodziły tu jeszcze drezyny spółki PLK. Jak co roku w okresie wiosenno-letnim, pojawiły się ciężkie wahadła towarowe prowadzone lokomotywami spółki CARGO, przewożące kamień i miał dla Cukrowni Werbkowice oraz miał dla różnych odbiorców w Hrubieszowie. W tym roku zwózka surowców zaczęła się trochę później niż w latach ubiegłych, gdy to pierwsze brutta pojawiały się już od marca. Cukrownia jak zwykle korzysta z usług spółki PKP CARGO, inni odbiorcy wozili też pociągami uruchamianymi przez przewoźników prywatnych, ale już w ubiegłym roku takich pociągów nie spotykało się na tej trasie (oprócz przewozów na bocznicę Ciepłowni Szopinek w Zamościu). Przykładowo w ostatni wtorek ok godz. 9 z Zamościa wyruszył transport węgla dla celów gospodarczych cukrowni prowadzony lokomotywą ST44-895 i SM48-074 na popychu, z kolei w dniu wczorajszym o godz. 8.20 z Zamościa wyruszyło wahadło kamienia z ST44-1110 na czele i również SM48-074 na popychu.



Obecność tamary na końcu składu jest spowodowana koniecznością przeprowadzenia manewrów na moście w Werbkowicach, których nie da się wykonać gagarinem, ze względu na masę lokomotywy.



Puste wahadła przesyłane są na ogół w pociągu zdawczym, jednak w dniu 26 czerwca w drodze powrotnej z Werbkowic lokomotywy zabrały 10 węglarek, które nie zmieściły się już do ostatniej planowej zdawki. Najczęściej jednak lokomotywy wracają w dzień luzem. Inaczej sprawa jest rozwiązywana, kiedy wahadło jedzie w nocy, przed lub po zdawce. Wtedy, z przyczyn osczędnościowych zapewne, spółka CARGO nie uruchamia oddzielnego pociągu lokomotywowego, lecz maszyny doczepiane są do pociągu planowego, który jedzie w potrójnej trakcji. Dla miłośników transportu szynowego są to widoki bardzo atrakcyjne, a i u mieszkańców Zamościa budzą spore zaciekawienie. Niejednokrotnie widziałem, jak przypadkowi przechodnie robili zdjęcia przy pomocy telefonów komórkowych, czy nawet filmowali przejazd pociągu. Dlatego pogłoski o likwidacji tej lini kolejowej, ze względu na to, że koliduje ona z centrum architektonicznym Zamościa (a takie głosy czasami się pojawiają w mediach lokalnych) powinny budzić powszechny sprzeciw.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

26-06-2008 Wagon barowy w Zamościu



W dniu 12 czerwca na stacji w Zamościu pojawił się wagon barowy należacy do PKP Przewozy Regionalne oznaczony: PL - PKPPR 505188-00 018 - 4 1151. Stacja macierzysta: Warszawa Szczęśliwice. Wszystko wskazywało, że od 1 lipca 2008 r. wagon ten będzie włączony do pociągu pośpiesznego "HETMAN" relacji: Zamość - Gorzów Wielkopolski. Niestety, według informacji znajdujących się na grupie pl.misc.kolej - spółka Przewozy Regionalne wprowadza od 1 lipca br, wagony barowe tylko do trzech pociągów: PODLASIAK, GALICJA i RYBAK. Wymienione pociągi kursują ze Szczecina i będą obsługiwane przez wagony barowe tam stacjonujące. W wyniku przeprowadzonego przez PR konkursu, oferty na obsługę barową pozostałych pociągów, w tym HETMANA, zostały odrzucone.

W dniu dzisiejszym wagon barowy został włączony, do pociągu z Hrubieszowa do Lublina, w którym transportuje się wagony z Zakładów Naprawczych Taboru PR w Hrubieszowie.



Na powyższym zdjęciu: SM48-086 wraz z transportem wagonów do Lublina, opuszcza stację Zamość, godz. 15.10.

Dziwne, że na tak dalekiej trasie, podróżni nie będą mogli skorzystać z usług gastronomicznych, co powinno być standardem. Ciekawe dlaczego pozostałe oferty zostały odrzucone.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna, grupa dyskusyjna pl.misc.kolej

18-06-2008 Dni Techniki Kolejowej 2008 — podsumowanie

W dniu 14 i 15 czerwca 2008 na stacji w Lublinie, tak jak i w 16 innych miastach w Polsce odbyły się II Dni Techniki Kolejowej, nad którymi patronat honorowy objął Minister Infrastruktury.

W głównym hallu stacji rozłożone były stoiska spółek Grupy PKP takich jak PLK, LHS, TK Telekom, Cargo, PKP-IC, Energetyka, itp. Na pierwszym peronie odbyła się najciekawsza części imprezy — wystawa taboru kolejowego. Można było zobaczyć tam lokomotywy takie jak: EP07-1066 w nowym malowaniu dla PKP-PR, ET22-225 oraz ST44-358 (której zabrakło w drugim dniu imprezy, z powodu oddelegowania do Zamościa), także w nowych malowaniach.





O dziwo, wszyskie lokomotywy wyglądające na „nienajnowsze” schowane były wgłębi stacji, lub stały na bocznych torach także schowane za „nowoczesnymi” szynobusami :) Ponadto przy peronach można było zobaczyć także salonkę dyrektorską, wagon 1/2 klasy, wagon rowerowy, samochód ratowniczy UNISTAR przestawiony na tory, pociąg sieciowy lubelskiej energetyki, odśniżarkę KSF oraz drezynę WM10 wraz z wózkiem, na którym przywieziono drezyny ręczne. Przy peronie istniała także ciekawa, zorganizowana przez Izbę Tradycji Kolejowych wystawa na której można było pooglądać jak przez lata zmieniał się system kierowania ruchem kolejowym, archwalne fotografie kolejowe okolic Lublina, najstarsze latarki karbidowe, zwrotnice itp.

Możliwa była także przejażdżka szynobusem SA107-02 na towarową stację Lublin Tatary, na której można było zwiedzać nastawnię oraz górkę rozrządową oraz zwiedzanie okolic lubelskiej lokomotywowni, z czynną obrotnicą.



Ogólnie rzecz biorąc imprezę uznaję za udaną, dużo ciekawszą niż w ubiegłym roku, oby w następna była jeszcze lepsza.

Dodał: Mateusz Krasny
Zdjęcia: Mateusz Krasny
Źródło: informacja własna

12-06-2008 Dni Techniki Kolejowej 2008

“Dni Techniki Kolejowej” to ciekawe, pełne dynamizmu i jedyne w swoim rodzaju przedsięwzięcie. Honorowy patronat nad imprezą przyjął Minister Infrastruktury. Jest to druga edycja imprezy, która odbędzie się w dniach 13-15 czerwca 2008 roku. Wydarzenie obejmuje przede wszystkim wystawy, prezentacje, pokazy na żywo oraz daje możliwość zwiedzenia miejsc na co dzień niedostępnych. W Lublinie impreza przewidziana jest na dwa dni 13-14. 06. 2008 r.

Dnia 13 czerwca (piątek) i 14 czerwca (sobota) od godziny 10:00 do godziny 15:00 będzie można zobaczyć i pozwiedzać :

·prezentacje multimedialne,

·wystawa prac dzieci Pt. “Kolej widziana oczami dzieci”,

·wystawa sprzętu technicznego, peron I (UNISTAR, pociąg sieciowy, odśnieżarki KSF, autobus szynowy, OBW, lokomotywy, wagony Bdr. S.A., 1AB oraz salon),

·wystawa Izby Tradycji Kolejowej,

·przejazd drezyną ręczną

·prezentacja spółek Grupy PKP.

·wspinaczka – ścianka drabinkowa (peron I)

·zwiedzanie lokomotywowni – pokazy obręczowania kół zestawów kołowych

W godzinach 10:30- 12:30 będą kursowały specjale pociągi ze stacji Lublin do stacji Lublin Tatar. A w programie jest - Zwiedzanie nastawni LTB oraz górki rozrządowej.

Przez dwa dni będziemy podziwiali uroki lubelskiej kolei i zdamy specjalną relacje z tej imprezy.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pkp.pl

28-05-2008 Nowe malowanie zamojskich gagarinów




W dniu: 27 maja br. o godz. 18.45 do Zawady przyjechało wahadło ze Stalowej Woli prowadzone lokomotywą St44-313. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że lokomotywa uzyskała nowe malowanie, pomimo, że dosyć niedawno miała przeprowadzoną naprawę rewizyjną. Czoło lokomotywy pomalowane zostało na żółto, a na bokach zostały namalowane żółte trójkąty. Nie są znane jeszcze przyczyny przemalowania maszyny, prawdopodobnie chodziło tu o poprawę jej widoczności.



W tym samym czasie debiutowała na przewozach na Roztoczu lokomotywa St44-1110, która znalazła zatrudnienie na popychu ładownego pociągu towarowego z Jaszczowa do Połańca. Maszyna ta została niedawno odmalowana w Bortatyczach, gdzie znajduje się dopiero od początku maja, poprzednio miała ciemnozielone malowanie. W Zamościu uzyskała żółte trójkąty na bokach oraz charakterystyczne "kowadło" na "ryjku".



Po przyprowadzeniu pociągu do Zawady St44-313 podmieniła St44-910, która przyjechała w tym dniu z "Połańcem" z Rejowca.



O godz. 19.15 "Połaniec" wyruszył z Zawady z 313 na czele i 1110 na popychu.



W dniu dzisiejszym gagarin 313 znalazł zatrudnienie przy obsłudze planowego pociągu zdawczego relacji: Zamość - Bełżec - Zamość. Na powyzszym zdjęciu w okolicach byłego przystanku osobowego Płoskie Zamojskie.

Ostatnimi laty odchodzi się na PKP od malowania na żółto czół lokomotyw, gagariny po NG malowane są na ciemnozielono. W taki sposób w Zamościu są jeszcze pomalowane maszyny nr 862 i 2023, czyżby i one miały zostać przemalowane?

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

25-05-2008 Pociąg "Cisy" dzisiaj - koniec długiego weekendu

„Cisy” to sezonowy pociąg relacji Warszawa Zachodnia – Bełżec, jedyne połączenie pozwalające dojechać koleją na Roztocze z centralnej Polski.
Mimo fatalnych prognoz pogody turyści nie zawiedli i w ostatni długi weekend (22-25 maja) pociąg cieszył się dobrą frekwencją. W kierunku do Bełżca ruch rozłożył się na poszczególne dni, z powrotem niemal wszyscy wracali w niedzielę. Mimo 6 wagonów, co tu jest rzadkością, już od Zwierzyńca były kłopoty z wolnymi miejscami. W Zawadzie (na zdjęciu) na pociąg oczekiwało ok. 100 osób. Do autobusu KKA z Zamościa zmieściła się tylko część pasażerów, pozostali musieli liczyć na życzliwość rodzin. W rezultacie autobus KKA nie mógł podjechać bezpośrednio pod wejście na peron w Zawadzie, bowiem wszędzie stały samochody odprowadzających.
I tu warto zaapelować do Lubelskiego Zakładu Przewozów Regionalnych, aby w okresie wzmożonego ruchu, a takimi okresami są długie weekendy, przywracać jednak komunikację szynową zamiast autobusu KKA. Na początek i na koniec długich weekendów oprócz wagonów relacji Warszawa – Bełżec, powinny być także wagony Warszawa - Zamość. Niezbędne manewry w Zawadzie (łączenie/rozłączanie grup wagonów) spowodowałyby wprawdzie niewielkie opóźnienie składu, ale za to wszyscy pasażerowie podróżowaliby w godnych warunkach. Pociąg jedzie wszak do Warszawy, dalej też czekają pasażerowie. Dziś, gdy pociąg planowo o 18 wjechał na stację Lublin oczekiwało tu na niego kolejne ok. 150 osób, z których tylko nieliczni mieli szanse na miejsce siedzące.

Dodał: Artur Pawłowski
Zdjęcia: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

23-05-2008 Lokomotywy PKP PR odstawione na stacji w Zamościu



Na torze 3 na stacji w Zamościu stoją dwie lokomotywy: Su45-173 oraz Sp32-206. Lokomotywy te do końca kwietnia 2008 roku należały do Spółki PKP CARGO i zostały przekazane, podobnie jak większość maszyn z ich serii do Spółki PKP Przewozy Regionalne. Stacjonowały one w lokomotywowni w Bortatyczach.



Lokomotywa Su45 -173 pojawiła się w Zamościu w dniu 19.05.2008 r. Na powyższym zdjęciu obok pociągu pośpiesznego Roztocze z Wrocławia, który przyprowadziła w tym dniu: Su45-172.



Z kolei powyższe zdjęcie wykonano w dniu: 21.05.2008 r. o godz. 8.30, na pierwszym planie St44-992 z wahadłem miału dla Ciepłowni Szopinek, na torze 3 widać su45-173.



21.05. br, o godz. 9 do Zamościa została przetransportowana Sp32-206, która dołączyła do Su45-173. Zamość Błonie: od lewej: Su45-172, Sp32-206 i Sm48-084.



Powyżej obydwie lokomotywy na torze 3, a na torze 1: Sm48-127 i 084 zjeżdżają po służbie do Bortatycz, 21.05.2008 r.

Spółka PKP PR ma w przyszłości zostać podzielona na dwie Spółki: jedną odpowiedzialną wyłącznie za przewozy międzyregionalne oraz drugą odpowiedzialną za przewozy typowo regionalne, która stanie się własnością samorządów. Nie wiadomo, gdzie ostatecznie znajdą się opisywane lokomotywy, jak na razie realokacja taboru spowodowała zamieszanie ze stacjonowaniem lokomotyw, gdyż utworzenie odrębnych podmiotów spowodowało pojawienie się zobowiązań finansowych pomiędzy nimi, w tym kosztów postoju lokomotyw PKP PR na terenie jednostek CARGO. Nie zapadły też chyba jeszcze ostateczne decyzje, co do wyodrębnienia lokomotywowni dla Spółki Przewozy Regionalne. Z tych też zapewne powodów nieużywane lokomotywy należące do PKP PR stacjonują w Zamościu.



Boże Ciało, 2008 r., stacja Zamość.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna, grupa dyskusyjna: pl.misc.kolej.

11-05-2008 Lokomotywa SM48-127 ponownie w Zamościu.

W dniu 10 maja 2008 r. w składzie planowego nocnego pociągu towarowego ze Skarżyska Kamiennej przybyła do Zamościa lokomotywa Sm48-127, po naprawie głównej.



Jest to na tyle istotne, że w Zamościu można było ostatnio zaobserwować deficyt sprawnych lokomotyw manewrowych.



Powodowało to często zatrudnianie liniowych maszyn towarowych serii ST44 do obsługi krótkich pociągów zdawczych. W sobotę zdawkę ze Szczebrzeszyna w postaci 3 węglarek i manewry prowadził gagarin nr 2023. Nadmienić warto, że sobotnie pociągi zdawcze są tzw. dodatkami i realizowane są głównie na zamówienie z wykazu tras katalogowych PLK, czyli w praktyce jeżdżą dosyć rzadko.



Po skończonych manewrach w Zamościu ST44-2023 wraz z SM48-127 na haku przyjechał o godz. 12 do Zawady.



Lokomotywa 127 uzyskała charakterystyczne dla tej serii malowanie.



Walentyna została podczepiona do gagarina nr 313, który czekał również na transport do ”szopy„ – po skończonej służbie.



O godz. 12.25 maszyny odjechały z Zawady do Bortatycz. Z moich obserwacji wynika, że 127 była dosyć dobrą maszyną w eksploatacji, a przed naprawą jeżdziła do połowy grudnia 2007 r. Dobrze się stało, że po NG wróciła do macierzystej jednostki i nie podzieliła losu SM48-060, 043 czy też 086, której ostatnio w Zamościu nie widać.



Powyższe zdjęcie zrobiono w Zawadzie w dniu: 1 grudnia 2007 r., SM48-127 druga od lewej, miała wtedy ciemnozielone malowanie.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

05-05-2008 Kradzieże i dewastacje.

Niestety mimo iż tego roku jak nieraz przedtem Zamojszczyzna okryła się przepięknymi majowymi barwami znów wypada napisać mi dosyć pesymistycznego "niusa". Jak zapewne wiadomo większości sympatyków kolei, wschód Polski jak i obszar byłego woj. Zamojskiego należał raczej do obszarów na których nie dochodziło do spektakularnych w swym zasięgu i szybkości aktów złodziejstwa i dewastacji mienia kolejowego. Oczywiście nie znaczy to iż dewastacji nie było w ogóle (mieliśmy wszak sporo przypadków podpaleń itp.), jednakże zwykle to już samo PKP pozostawiało niepotrzebne nieruchomości w opłakanym stanie, a złodzieje i wandale wespół z naturą, raczej nieśmiało i powoli dokonywali dalszego dzieła zniszczenia. Niestety sytuacja ta od kilku lat zaczyna systematycznie się pogarszać, a już początek tego roku objawił się pogorszeniem znaczącym. Przyczyn tego stanu rzeczy zapewne jest sporo, być może złodziei zachęciła także sama akcja pozbywania się infrastruktury przez Lubelski Zakład Nieruchomości PKP. W każdym razie chciałbym się raczej skupić na efektach, nie na przyczynach. Przede wszystkim między lutym a majem tego roku rozpoczęły się kradzieże torowiska byłej Hrubieszowskiej KD, między Werbkowicami a Gozdowem. W okolicach górnych osadników Cukrowni "Werbkowice". Nie są to pierwsze przypadki kradzieży. Na terenie Werbkowic jak dotąd pojawiło się już kilka kilkunasto lub kilkudziesięciometrowych ubytków. Tym razem jednak ubytki pojawiły się na przestrzeni około 1500m, a łączna ich długość sięga około 800m. Ciężko podawać tu dokładne dane, gdyż kradzież odbywać musi się dość prymitywnymi metodami, (choć na pewno bardziej systematycznie niż do tej pory) co skutkuje znikaniem fragmentami, najpierw pojedynczych szyn, później dopiero całego torowiska wraz z podkładami. Ponadto złodzieje chcąc zostać niezauważeni w pierwszej kolejności rozbierają te tory, które zasłonięte są dużymi krzakami. Niestety nie udało mi się ustalić kiedy dokonywane były kradzieże, oraz czy trwają one w dalszym ciągu, gdyż torowisko szybko zarasta nowymi trawami. Nie wiadomo również, gdzie złodzieje skupowali swoją zdobycz. Jest to kolejne uszczuplenie istniejącej infrastruktury byłej HKD, po zniszczeniu fragmentów toru podczas remontu DK74 i mostu boczni cukrowniczej, które systematycznie przybliża moment skreślenia torowiska kolejki z rejestru zabytków i jego fizyczna likwidację.




Obecnie nie znajdziemy już torów w miejscach takich jak te. Fotografie pochodzą z roku 2006.

Również, na początku tego roku zdewastowany został budynek dworca na stacji Hrubieszów Miasto. Dworzec od czasu wstrzymania przewozów pasażerskich raczej skutecznie opierał się próbom niszczenia (czego nie można powiedzieć o zapleczu pobliskiej byłej wagonowni). W jego części mieści się kasa towarowa, ponadto w latach 2004 – 2007 na stacji mieszkali robotnicy pracujący przy modernizacji Hrubieszowa Towarowego, co skutecznie odstraszało wandali. Pod koniec 2006 roku, znikły z Hrubieszowa ekipy remontowe i co gorsza jedna z firm po uprzednim wykupie zerwała żelbetowe płyty z terenu byłej wagonowni, wywieziono także płyty stanowiące drogę dojazdową. Materiały te posłużyły do budowy placów ładunkowych w Hrubieszowie Tow. Znacznie przyspieszyło to proces dewastacji tego terenu oraz ograniczyło ilość ludzi pojawiających się z bezpośrednim sąsiedztwie dworca. Zapewne zachęciło to wandali, którzy wybili szyby dworca oraz zniszczyli wnętrze poczekalni. Nie ucierpiała tylko kasa towarowa. Otwory po dolnych szybach zostały prowizorycznie zabezpieczone blachą.



Tak w 2007 prezentował się dworzec w Hrubieszowie z zewnątrz...



a tak wewnątrz w 2007 roku. Obecnie wszystkie szyby są powybijane a wnętrze zniszczone.

Niestety z braku możliwości dostatecznie szybkiego wywołania zdjęć z maja tego roku, zamieściłem starsze fotografie.

Dodał: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

29-04-2008 Pociągiem na Majówkę 2008

Pociągi stałego kursowania zostaną wzmocnione dodatkowymi wagonami, a częśc składów zostanie zaopatrzona w wagony do przewozu rowerów.
W sprzedaży dostępne są oferty taniego podróżowania pociągami PKP Przewozy Regionalne.Tu m.in.: TY i raz, dwa, trzy - czyli małe grupy płacą taniej, REGIO Karnet - za130 zł w trzy dowolnie wybrane dni, także Bilet turystyczny, Przejazdy Rodzinne i Grupowe.


DODATKOWE TERMINY KURSOWANIA POCIĄGÓW PKP PRZEWOZY REGIONALNE - MAJÓWKA’ 2008

Pociągi:

24200 relacja: Lublin-Wrocław Uwagi o kursowaniu - 30.04/1.05; 4/5.05

42201 relacja: Wrocław-Lublin Uwagi o kursowaniu - 30.04/1.05; 4/5.05

21508 relacja: Lublin-Łódź Uwagi o kursowaniu - 30.04; 4.05

12507 relacja: Łódź-Lublin Uwagi o kursowaniu - 30.04; 4.05

Sztygar relacja: Lublin-Bielsko Biała Uwagi o kursowaniu - 1 – 4.05 do Katowic codziennie
Sztygar relacja: Bielsko Biała-Lublin Uwagi o kursowaniu - 1 – 4.05 do Katowic codziennie

Wisłok relacja: Warszawa-Zagórz Uwagi o kursowaniu - 25/26.04 – 2/3.05 do Rzeszowa codziennie
Wisłok relacja: Zagórz-Warszawa Uwagi o kursowaniu - 26/27.04 – 4/5.05 do Rzeszowa codziennie

Solina relacja: Warszawa-Zamość Uwagi o kursowaniu - 28-30.04

Solina relacja: Zamość-Warszawa Uwagi o kursowaniu - 28-30.04

Cisy relacja: Warszawa-Bełżec Uwagi o kursowaniu - 1-4.05 możliwość dojazdu do Zamościa z przesiadką w Zawadzie na PKS (bezpłatny w ramach umowy z PKP Przewozy Regionalne)

Cisy relacja: Bełżec-Warszawa Uwagi o kursowaniu - 1-4.05 możliwość dojazdu do Zamościa z przesiadką w Zawadzie na PKS (bezpłatny w ramach umowy z PKP Przewozy Regionalne)

DODATKOWE TERMINY KURSOWANIA POCIĄGÓW KTÓRE ZOSTANĄ ZAOPATRZONE W WAGONY DO PRZEWOZU ROWERÓW

Pociągi:

12500/1 CISY relacja: Warszawa-Bełżec

Termin kursowania wagonu rowerowego: w soboty w terminach: 26.IV-14.VI, a także w dni: 1-2,4,22-23,25.V

13108/9 (do Zamościa 22108) SOLINA relacja: Warszawa-Przemyśl-Zamość
Termin kursowania wagonu rowerowego: do Przemyśla Gł. codziennie, a wagon w rel. Warszawa Zach. - Zamość w terminie 28.IV-20.VI codziennie oprócz sobót i niedziel oraz dni: 1-1-2,22-23.V

13210/1 (do Zagórza 30511) WISŁOK relacja: Warszawa-Zagórz

Termin kursowania wagonu rowerowego: do Rzeszowa codziennie, a w rel. Warszawa Zach. - Zagórz w nocy z piątku na sobotę oraz codziennie w terminie: 25/26.IV-2/3.V a także: 21/22.V

21500/1 CISY relacja: Bełżec-Warszawa

Termin kursowania wagonu rowerowego: w niedziele w terminie: 27.IV-15.VI, a także w dni: 1-3,22-24.V

23100/1(do Katowic 24103, do Bielska-Białej 24101) SZTYGAR relacja: Lublin-Kraków-Bielsko Biała

Termin kursowania wagonu rowerowego: do Krakowa Pł. i Katowic codziennie, a do Bielska-Białej Gł. od piątku do niedzieli oraz 1,22.V,10-11.XI

28102/3 PORTOWIEC relacja: Lublin-Szczecin

Termin kursowania wagonu rowerowego: codziennie

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pr.pkp.pl

26-04-2008 Inauguracja pociągu "Cisy" w relacji do Bełżca

Dziś pojechał pierwszy w 2008 r. pociąg pasażerski relacji Warszawa Zachodnia - Bełżec, dla którego w tym roku przyjęto nazwę "Cisy". Skład: R+A/B+B+B+B. Jako ciekawostkę można powiedzieć, że zmiana lokomotywy miała miejsce nie tylko w Rejowcu (co oczywiste), ale także w Lublinie (EP w malowaniu Przewozów Regionalnych zamieniono na zwykłą ET, niestety nie zanotowałem numerów).
Przy okazji wyjaśniły się dwie wątpliwości.
Po pierwsze: ostatecznie jednak do tego pociągu kursuje autobus KKA pomiędzy Zawadą a Zamościem (dziś korzystała z niego tylko jedna osoba, wszak połączenia miało nie być).
Po drugie: jak to już w naszym serwisie było dyskutowane, pociąg niefortunnie kursuje w wiosenne soboty tylko w kierunku do Bełżca, a w niedziele tylko w kierunku z Bełżca. Jak to dziś mogłem zaobserwować, po dotarciu do stacji dolecowej Bełżec, skład (jako pociąg służbowy) jedzie do Zamościa. Konsekwentnie z Zamościa ma być podsyłany do Bełzca w niedziele. Tak więc "oszczędność" nie jest duża.
Kursowanie "Cisów" w obu kierunkach przewidziano na szczęście codziennie w obu kierunkach w wakacje, weekend majowy i Boże Ciało.



Dodał: Artur Pawłowski
Zdjęcia: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

26-04-2008 Szykuje się nowe wydawnictwo: „Hrubieszowskie koleje wąskotorowe”

„Hrubieszowskie koleje wąskotorowe” to pierwsza monografia kolei wąskotorowych działających na terenie powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego.

Hubert Chwedyk i Bogdan Pokropiński opisali ich dzieje począwszy od inicjatyw podjętych w XIX stuleciu, poprzez budowę pierwszych kolei na począdcu XX w., dynamiczny rozwój podczas I wojny światowej, aż do likwidacji w 1992 r.

Opis ten uzupełnia ponad 250 dokumentów, map, zdjęć i rysunków, niejednokrotnie publikowanych po raz pierwszy, a ilustrujących przeszłość kolei hrubieszowskich oraz to co po nich pozostało do dziś.

W okresie rozkwitu kolej zaczynała się w Uhnowie i prowadziła przez Byków, Rokitno, Posadów, Łaszczów, Dobużek, Tuczapy, Tyszowce, Turkowice, Malice, Werbkowice, Gozdów, Brodzicę, Hrubieszów, Dziekanów, Szpikołosy, Hrebenne, Horodło do Włodzimierza Wołyńskiego. Miała liczne odgałęzienia z Łaszczowa do Grodysławic i Wożuczyna; z Gozdowa do Leopoldowa, Trzeszczan, Nieledwi, Teratyna, Uchań i Wojsławic; ze Szpikołos do Kopyłowa i Matcza oraz z Horodła do Czerniawki.

Historia kolei to zarazem blisko 100 lat dziejów regionu. Dlatego książka ta powinna się znaleźć w każdej bibliotece szkolnej oraz u miłośników kolei i osób zainteresowanych przeszłością powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego.

Książka będzie liczyła 160 stron, miała twardą oprawę, duży format - A4 (21x30 cm) i podsumowania w językach angielskim i niemieckim.

Dodał: Bartosz Kudlicki
Źródło: informacja własna, sklep.roztocze.com

21-04-2008 Jeszcze o KKA Zawada - Zamość

Dzienny „zamojski” pociąg z Warszawy i Lublina obecnie jeździ przez większą część roku tylko do Zamościa. W sezonie (w wakacje codziennie, ponadto w weekendy w maju, czerwcu, i wrześniu) jest on skierowany do Bełżca. Jeszcze niedawno na stacji Zawada był on skomunikowany z pociągiem łącznikowym do Zamościa, który w 2004 r. został zastąpiony przez „szosowy” autobus Kolejowej Komunikacji Zastępczej (dlaczego tak się stało, to temat na oddzielna opowieść).
Od 2006 r. ten łącznik corocznie nie jest uwzględniany w momencie ogłaszania nowego sieciowego rozkładu jazdy PKP. Ostatecznie autobus jednak kursuje (a może raczej kursował), przy czym decyzja zapada niemal w ostatniej chwili.
Rzecz nieprawdopodobna przytrafiła się w 2007 r., gdy autobus został na początku wakacji wycofany z internetowego rozkładu jazdy, chociaż w rzeczywistości nadal niezmiennie codziennie kursował! Gdy zwróciłem na to uwagę obsłudze informatycznej PKP dowiedziałem się, że nie mam racji, bo autobusu przecież nie ma (pisałem o tym w tym serwisie, ponadto całą wymianę korespondencji zachowałem, bowiem jest ona interesująca). Tak więc podróżni poszukujący dziennego połączenia kolejowego z Warszawy do Zamościa w oficjalnym serwisie PKP otrzymywali informację, że takiego połączenia nie ma, chociaż przecież było! Ten błąd naprawiono dopiero w połowie września, gdy pozostało już ledwie kilka rozkładowych kursów pociągu z Warszawy do Bełżca. Dopiero wtedy w internetowym rozkładzie jazdy ponownie zaczął wyświetlać się autobus kolejowy Zawada - Zamość!
Ukrywanie połączenia kolejowego przed pasażerami przez całe wakacje, jest to bez wątpienia nowa jakość PKP Przewozy Regionalne.
A co będzie w 2008 r.? Mamy 21 kwietnia, już za kilka dni, w sobotę 26 kwietnia wyruszy pierwszy w tym roku pociąg relacji Warszawa - Bełżec. Oficjalnie autobusu łącznikowego Zawada - Zamość nie będzie. Ale jaka będzie "rzeczywista rzeczywistość"?

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

11-04-2008 W długi majowy weekend kolej prezentu nam nie zrobi

Kto liczył na tanią podróż pociągiem w długi weekend musi o tym zapomnieć.
Polskie Koleje Państwowe nie zdecydowały się na przedłużenie ważności biletu turystycznego który w wagonach pierwszej klasy kosztuje 60 zł, a w pierwszej 80 zł. Taki bilet zobowiązuje nas do podróży od godz. 18 w dniu poprzedzającym dni wolne od pracy do godz. 6 rano w pierwszym dniu powszednim po długim weekendzie.

Warunkiem jest podróżowanie pociągami spółki PKP “Przewozy Regionalne” która pozwala nam przesiadać się z jednego pociągu do drugiego.
W tym roku 2 maja wypada w piątek i część pasażerów liczyła na to że Polskie Koleje Państwowe zaliczą ten dzień do weekendu. Jeśli w rzeczywistości tak by sie stało to podróż od godz. 18 w środę, 30 kwietnia, do godz. 6 w poniedziałek, 5 maja byłaby możliwa.

Kto w długi weekend zechce zwiedzić pociągiem różne zakątki, będzie musiał kupić dwa bilety turystyczne: jeden ważny od godz. 18 w środę do godz. 6 rano w piątek i drugi uprawniający do podróży od godz. 18 w piątek do godz. 6 rano w poniedziałek.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: Dziennik Wschodni

06-04-2008 Cisy - absurd roku?

Już niebawem, bo wraz z długim majowym weekendem nastąpią pewne zmiany w kursowaniu pociągów pasażerskich na Roztoczu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, wszak taka sytuacja zdarza się już 3 rok z rzędu, gdyby nie pewien wydawałoby się mały problem z pociągami: R-12501/21500 „Cisy” z Warszawy Zachodniej do Bełżca i R-22108/9 "Solina" z Warszawy Zachodniej do Zamościa i z powrotem. Jak do tej pory w okresach wzmożonego ruchu turystycznego na Roztocze, np. w czasie wakacji, pociąg pośpieszny "Solina" kierowany był z relacji Warszawa – Zamość na Warszawa – Bełżec. Na odcinku Zamość – Zawada połączenie zapewniał autobus kolejowej komunikacji zastępczej. Ponadto w maju, czerwcu i wrześniu "Solina" wracała do Bełżca na okres od piątku do niedzieli. W obecnym rozkładzie jazdy rolę owej wakacyjnej wersji pośpiesznego "Solina" miał przejąć właśnie pośpieszny "Cisy". Jednak z zupełnie niezrozumiałych względów w weekendy majowe, czerwcowe i wrześniowe "Cisy" pojadą do Bełżca tylko w sobotę, a z Bełżca tylko w niedzielę. Nie dość, że ten absurdalny pomysł odbije się na pewno na popularności tego pociągu, stracimy wszak możliwość jednodniowej wycieczki na Roztocze, to jeszcze generuje to kilka poważnych problemów natury technicznej. Do tej pory lokomotywa docierająca z pośpiesznym "Solina" (z Bełżca lub Zamościa) do Rejowca, gdzie następuje zmiana trakcji na elektryczną, przejmowała tam pociąg pośpieszny R-22105 "San" z Bydgoszczy do Zamościa na którym wracała zamykając w ten sposób obieg. Podobna sytuacja tyle, że z przechodzeniem z "Sanu" na "Solinę" miała miejsce rano. Według nowego rozkładu w owe kilka weekendów nie będzie takiej możliwości i lokomotywę na "San" w sobotę i po "Cisy" w niedzielę, trzeba będzie podesłać paredziesiąt kilometrów luzem. Ponadto w tych dniach skład "Cisów" będzie musiał albo być nocowany w Bełżcu (stacja jest całkowicie zamykana na godziny nocne), albo jechać w sobotę i niedzielę prawie 100km jako zamknięty dla pasażerów podsył z i do Zamościa. Ale to jeszcze nie wszystko. Wczytując się w rozkład jazdy można zauważyć, że nie pomyślano o jakimkolwiek połączeniu w te kilka weekendów zastępującym popołudniową "Solinę" z Zamościa i przedpołudniową do Zamościa w soboty i niedziele w które zostanie zastąpiona "Cisami", a one pojadą przecież tylko w jedną stronę! W takim razie np. w sobotnie popołudnie 17 maja połączenia z Zamościa do Warszawy nie będzie. No i kolejna sprawa. Póki co nie słychać także o jakimkolwiek łączniku, choćby i kolejowej komunikacji autobusowej, na odcinku Zawada – Zamość w wakacje i weekendy, czyżby PKP-PR porzuciło ten pomysł? Reasumując, jeżeli w przeciągu najbliższych 3 tygodni nikt w PKP-PR nie pomyśli nad wprowadzeniem stosownych poprawek, będziemy mieli do czynienia z kolejowym absurdem godnym komedii Stanisława Barei.

Dodał: Bartosz Sojda
Źródło: informacja własna

06-04-2008 Znikające budynki.

Przełom lat 2007 i 2008 okazał się być ostatnimi chwilami wielu budynków kolejowych należących do zakładu nieruchomości PKP w Lublinie. Wraz z inwentaryzacją majątku, podjęto w wielu przypadkach prace rozbiórkowe. I tak w okresie od listopada 2007 do stycznia 2008 znikły z powierzchni ziemi m.in. nastawnia wykonawcza stacji Werbkowice Wąsk., lokomotywownia w Werbkowicach, dworzec w Zawadzie i w ostatnich tygodniach również dworzec w Miączynie. Niektóre z tych budynków, były w stanie skrajnego zaniedbania i wyniszczenia, inne jak chociażby dworzec w Zawadzie nie prezentowały się źle. Dziś na ich miejscach znajdziemy jedynie wystające niewiele ponad poziom gruntu fundamenty i walające się gdzieniegdzie resztki, gruzu stanowiące poza fotografiami i dokumentami jedyny dowód ich istnienia. Jak wiele jeszcze, często urokliwych budynków padnie ofiarą wieloletniego zaniedbania infrastruktury lub krótkowzrocznych decyzji urzędników?

Miejsce po nastawni wykonawczej stacji Werbkowice Wąsk.

A tak wyglądała nastawnia. W ostatnich latach jej istnienia pozostały już tylko gołe mury i dach.








Dworzec w Miączynie stan na sierpień 2007 roku.



To co pozostało z dworca w Miączynie.

Dworca w Zawadzie również, już nie zobaczymy. Tak wyglądał w czerwcu 2007 roku.

Dodał: Bartosz Sojda
Zdjęcia: Bartosz Sojda, Ty51-17
Źródło: informacja własna

02-04-2008 Istotne zmiany w ofercie PKP Przewozy Regionalne

1 kwietnia 2008 r. PKP Przewozy Regionalne wprowadziły nową interesująca ofertę o nazwie: "Ty i raz, dwa, trzy". Jest to forma biletu grupowego przeznaczona dla osób nie korzystających z żadnych ulg. W ramach tej oferty pierwsza osoba kupuje bilet wg taryfy normalnej, a każda następna już ze zniżką sięgająca nawet 1/3 ceny biletu.

Ponadto warto przypomnieć, że od 1 marca 2008 r. oferta "RegioKarnet" nie ma już limitu czasowego. Oznacza to, że za 130 zł nabywamy prawo do podróży w trzy dowolnie wybrane dni dowolnymi pociągami uruchamianymi przez spółkę "PKP PRzewozy Regionalne" i to w dowolnej klasie.

Te dwie oferty należy ocenić jak najbardziej pozytywnie. Niestety, jednocześnie zlikwidowano tak popularne w ostatnich latach bilety wycieczkowe.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacje PKP Przewozy Regionalne

26-03-2008 Od 1 kwietnia zmiany w rozkładzie jazdy

1 kwietnia, czyli w najbliższy wtorek wejdą w życie nowe zmiany w kursowaniu pociągów. Zmiany dotyczyć będą pociągów poruszających się po terenie Lubelszczyzny.

Skład wyruszający z Lublina do Chełma o godz. 15:25 będzie docierał aż do Dorohuska. Planowy przyjazd godz. 17:24. Za to pociąg relacji Lublin o godz. 15:58– Dorohusk będzie miał skróconą trasę i dojedzie tylko do Chełma.

Kilka pociągów otrzyma całkiem nowe rozkłady:

Pociąg z Lublina do Łukowa zamiast o 11:35 wyjedzie o 11:00.
Podobnie z pociągiem Dęblin – Lublin. Jego odjazd będzie przesunięty z godz. 9:10 na 7:51.

O trzy minuty zmieniony zostanie odjazd osobowego z Lublina (6:25) do Dęblina. Na godz. 4:15, czyli o 10 minut wcześniej PKP przesuwa odjazd pociągu z Łukowa do Pilawy.

Pociąg tej samej relacji zostanie przesunięty z godz. 14:17 na godz. 15:16. A skład z Pilawy do Łukowa zamiast o 15:54 wyruszy o 17:03.

Pociąg z Łukowa do Dęblina (godz. 13:40) zmieni nieznacznie rozkład za stacją Okrzeja, a skład z Lublina do Stalowej Woli Południe który dotychczas odjeżdża o godz. 5:18 dojedzie o 7 minut wcześniej niż obecnie.

Kolejna zmiana tyczy się pociągu w relacji Łuków - Terespol. Pociąg z Łukowa (4:25) do Terespola (6:24) który teraz kursuje od poniedziałku do piątku oprócz świąt po zmianie ma jeździć także w soboty

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: Dziennik Wschodni 26.03.2008

26-03-2008 Ludzie czekali, a pociąg nie przyjechał!

Wielki Piątek, godz. 17.11. Na lubelskim dworcu co chwilę pojawiają się nowi podróżni. O tej godzinie przyjeżdża ze Szczecina opóźniony o blisko pół godziny pociąg pospieszny ''Portowiec''. Frekwencja w pociągu ogromna. Tłok na korytarzach, nie można się przecisnąć. Pociąg wreszcie wjeżdża na lubelski dworzec. Ludzie z ulgą opuszczają wagony, po trzygodzinnej mordędze nareszcie mogą rozprostować nogi.

Cześć pasażerów podróżujących z Warszawy do Lublina zamierzało przesiąść się do pociągu osobowego w kierunku Kraśnika. Pociąg ten odjeżdża z dworca głównego w każdy dzień roboczy o godz. 17.27. Niestety pociągu na peronie nie było. Po kilkunastu minutach któraś z osób podróżujących dostrzegła że na rozkładzie jazdy malutkimi literami jest napisane: nie kursuje w Wielki Piątek.

Kolejarze zapomnieli że właśnie przed świętami jest największy ruch. Zapomnieli również by do składu z Warszawy do Lublina dodać kilka wagonów, by ludzie podróżowali godnie pociągiem. Dzięki takim postępowaniom pasażerowie którzy chcieli podróżować pociągiem poszli na sąsiedni dworzec PKS i pojechali do domów busami.

Rozkłady jazdy pociągów uzgadniane są z urzędem marszałkowskim. To właśnie on wykłada część pieniędzy na finansowanie niektórych połączeń. Prawdopodobnie kilka dni wcześniej uzgodnione było że w świąteczne dni ten pociąg nie będzie kursował.

Po tej sytuacji można zauważyć że nie tylko tym pociągiem podróżują uczniowie i studenci lecz chcą podróżować nim także zwykli pasażerowie.

Jak zapewniają Przewozy Regionalne: będziemy starali się, aby w przyszłym roku takie problemy nie pojawiły się.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

21-03-2008 Czas na świąteczne podróże!

Z okazji świąt Wielkanocnych Lubelski Zakład Przewozów Regionalnych uruchomi 9 dodatkowych połączeń. W okresie świątecznym od piątku do wtorku (z wyjątkiem niedzieli) kursować będą w obie strony pociągi relacji Lublin - Wrocław. Tak jak dotychczas pociąg odjeżdżać będzie z Lublina o godzinie 21:55, z Wrocławia - 22:15.

W piątek (21 marca) i we wtorek (25 marca) przyjadą do Lublina dwa pociągi z Łodzi. Z powodu prac torowych na szlaku Jedlnia Letnisko – Radom przyjazd pierwszego planowany jest na 20:55, drugiego na 20:19.

Pociąg “Sztygar” (Lublin - Bielsko-Biała) kursować będzie przez święta codziennie. Odjazd z Lublina o godzinie 5:50, przyjazd 22:18.

Zarówno w piątek jak i w sobotę pojedzie “Wisłok” z Warszawy Zachodniej do Zagórza. W Lublinie będzie o godz. 0:25 (w kierunku przeciwnym o 3:36 w poniedziałek i wtorek).

“Cisy” z Chełma do Warszawy pojadą w Lany Poniedziałek. Z dworca głównego w Lublinie pociąg odjedzie o 18:06.

Dostępny będzie również Bilet Turystyczny przez cały okres świąteczny. Od godz. 18 w piątek do godz. 6 we wtorek (25 marca), za 60 zł w klasie 2 lub 80 zł w klasie 1. Informujemy że z Biletem Turystycznym będzie można podróżować bez ograniczeń wszystkimi pociągami pospiesznymi i osobowymi PKP Przewozy Regionalne.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: Kurier Lubelski

17-03-2008 EU07-109 ponownie na torach!

Lubelska lokomotywa serii EU07(siódemka) powraca ponownie na tory. Oczywiście piszemy o lokomotywie EU07-109 która niedawno odbyła naprawę rewizyjną w lubelskiej elektrowozowni. Po 5 miesiącach została ona ukończona (należy jednak wspomnieć, że dużą część tego czasu nie były przy niej prowadzone żadne prace) i znów możemy oglądać tą lokomotywę na naszych szlakach. Pierwsze rezultaty naprawy rewizyjnej mieliśmy zobaczyć na przełomie listopada albo w połowie grudnia 2007 roku. Jednak rezultaty były znikome i wielkich zmian nie mogliśmy dostrzec. Przypuszczenia co do samego malowania były dosyć różne. Malowanie na EU07-109 miało być takie same jak na lubelskich lokomotywach EP07-537 i EP07-544. I tak w rzeczywistości się stało. Wcześniej dochodziły do nas słuchy że lokomotywa będzie posiadała malowanie coś podobnego do trapezu stosowanego na lokomotywach rodzaju 303E. Teraz już wiemy że pierwsze pogłoski były prawdziwe. Lokomotywa odbyła już jazdy próbne. Od około 2 tygodni lokomotywa wyruszyła w swoja pierwszą podróż po naprawie rewizyjne na krajowe tory.


Lokomotywa EU07-109 po przyprowadzeniu pociągu pośpiesznego ''Rej'' z Warszawy manewruje na tory postojowe w celu odpoczynku.


Rezultaty naprawy rewizyjnej z miesiąca października 2007 roku.


Kolejne zdjęcie pokazujące nam prace nad naprawą rewizyjną lokomotywy EU07-109.


Lubelska siódemka po naprawie rewizyjnej w lubelskiej elektrowozowni odpoczywa przed jazdami próbnymi które odbyły się dwa dni później po wykonaniu tego zdjęcia.

Dodał: Michał Kędziora
Zdjęcia: Michał Kędziora
Źródło: informacja własna

15-03-2008 Pierwsze przewozowe siódemki już w Lublinie!

Na tak piękną chwilę czekali wszyscy miłośnicy kolei z Lubelszczyzny. Trzy sztuki lokomotyw serii EP07 zmodernizowanych dla spółki PKP Przewozy Regionalne pojawiły się w Lublinie. Wczoraj w nocy z piątku na sobotę przyjechały do Lublina. Wszystkie trzy są po modernizacji w ZNTK NEWAG w Nowym Sączu. Według informacji które otrzymaliśmy dzięki pomocy naszych kolegów miłośników kolei, wiemy że dla Lublina przewidzianych jest 11 elektrowozów tej serii. Obecnie w Lublinie są lokomotywy EP07-1048, EP07-1058, EP07-1060. W niedługim okresie pojawią się kolejne. Niestety nie wiemy na kiedy jest przewidziana pierwsza służba którejś z tych lokomotyw.







W grudniu 2006 roku 74 lokomotywy EP07 i EU07 należące do PKP Cargo zostały sprzedane do spółki PKP Przewozy Regionalne. Lokomotywy te są modernizowane, w EU07 zmieniana jest przekładnia główna. Ponadto otrzymują one nowe malowanie, demontowane są gniazda sterowania wielokrotnego, kabiny maszynisty otrzymują izolację cieplną i akustyczną oraz nowe fotele maszynisty i pomocnika, a także zabudowywane są elektryczne wycieraczki i reflektory halogenowe. Lokomotywy otrzymują nową numerację od 1001 wzwyż.

Dodał: Michał Kędziora
Zdjęcia: Michał Kędziora
Źródło: informacja własna

12-03-2008 Dworzec w Lubartowie będzie remontowany

Zabytkowy budynek dworca PKP w Lubartowie zostanie wyremontowany.
Budynek dworca jest w opłakanym stanie. Odpadają gzymsy i tynki. Niebawem dworzec w Lubartowie zostanie częściowo wyremontowany.

Ze środków kolei zostanie wyremontowany gzyms, który grozi katastrofą budowlaną. Rzeczywiście budynek dworca w Lubartowie jest wielkim zabytkiem
ponieważ pochodzi aż z 1898 roku. Prace remontowe mają rozpoczną się pod koniec lata. Czyli jeszcze w tym roku zobaczymy efekty prac remontowych przy budynku dworca w Lubartowie.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: Dziennik Wschodni, http://www.lubartow.pl

08-03-2008 Linia nr 7-powstanie studium wykonalności

Prawdopodobnie jeszcze tego roku w ramach Kontraktu Unijnego nr PI 2006, ogłoszony zostanie przetarg na wykonanie studium wykonalności, czyli dokumentacji przedprojektowej dla zadania: „Modernizacja linii kolejowej nr 7 Warszawa Wschodnia osobowa na odcinku Warszawa Wschodnia - Lublin - Dorohusk - Granica Państwa”. W obecnej chwili opracowany został opis przedmiotu zamówienia, przyjęty przez Zarząd PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. w dniu 1 października 2007 roku. Na jego podstawie Biuro Zamówień Publicznych Centrali PKP PLK S.A. opracowuje Specyfikację Istotnych Warunków Zamówienia, która będzie podstawą do wszczęcia procedury przetargowej.
Główne cele i efekty przyszłej modernizacji to między innymi przygotowanie infrastruktury technicznej do prognozowanych wielkości przewozów, nawierzchni kolejowej do prędkości maksymalnej pociągów do 160 km/h, zaś obiektów inżynieryjnych do nacisku 25 ton (245 kN) na oś, co znacznie skróci czas podróży. Na stacjach i przystankach mają być wybudowane nowe perony, a bariery architektoniczne dla osób niepełnosprawnych zostaną wyeliminowane. Przepustowość oraz bezpieczeństwo na szlaku i przejazdach w poziomie szyn ma poprawić zabudowa nowoczesnych urządzeń sterowania i zabezpieczenia ruchu kolejowego, a także budowa nowych wiaduktów.
Dzięki modernizacji linii nr 7 poprawi się nie tylko jakość połączeń pasażerskich pomiędzy Lublinem a Warszawą, ale także z Ukrainą.

Dodał: Dariusz Krysztofiak
Źródło: http://plk.lublin.pl

04-03-2008 Nowe lokomotywy dla LHS-u.




W dniu 3 marca 2008 r. na stacji normalnotorowej w Zamościu pojawiły się dwie nietypowe lokomotywy. Były to nowe nabytki Spółki LHS wyprodukowane przez firmę NEWAG z Nowego Sącza oznaczone jako: 311D nr 13 i 311D nr 14. Maszyny zostały wykonane na bazie wyłączonych z eksploatacji lokomotyw St44, które to uzyskały nowe silniki i zupełnie nowe pudła, z charakterystycznymi pomostami zewnętrznymi między kabinami. Trzeba przyznać, że jest to konstrukcja "egzotyczna" jak na klimat LHS-u, czy też i normalnego toru, ale pewnie trzeba będzie się do takich widoków zacząć przyzwyczajać.



Z informacji zamieszczonych na popularnym serwisie LHS.pl wynika, że maszyny opuściły bramy zakładu w Nowym Sączu w dniu: 29.02.2008 r. Do Zamościa dotarły rano w poniedziałek na wózkach normalnotorowych włączone do nocnego towarowego ze Skarżyska Kamiennej, tzw. lopka. Wcześnie rano został już uformowany skład zdawki z Zamościa do Zamościa Bortatycz, lecz na lokomotywę dla tego pociągu trzeba było czekać w Zamościu prawie do godziny 9. Do Zawady zdawka z sm48-084 dotarła ok 10.45,z dosyć długim składem.



Trzeba przyznać, że tzw. niebieskie malowanie pasuje do nowych nabytków Spółki LHS.



W Zamościu robiono jeszcze manewry, bo jedna platforma z wózkami została przestawiona na koniec składu.




W Zawadzie zmiana kierunku - 311D są na czele pociągu.





Ok godziny 11 zdawka rusza do Bortatycz.




Trochę było pod górkę.




W Bortatyczach ukryta w krzakach czekała na nich: Sm30-765, należąca do Spółki LHS. Zupełnie księżycowy krajobraz.





Ok 12.30 transport został zakończony, tamara się odłączyła, a trzydziestka zepchnęła skład do szopy LHS-u.




Doszły mnie słuchy, że to nie jest jeszcze ostatnie słowo Spółki LHS, w upowszechnianiu nowego taboru na polskich szlakach kolejowych. Miejmy nadzieję, że będą jeszcze okazje, do zamieszczania podobnych relacji.

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

01-03-2008 Zmiany w kursowaniu pociągów na szlaku Jedlnia Letnisko – Radom

Powodem zmian w rozkładzie jazdy są prace torowe na szlaku Jedlnia Letnisko – Radom które obowiązywać będą od dnia 27 lutego. Pociąg 12506/7 w relacji Łódź Fabryczna – Lublin przybędzie na lubelską stację z 45 minutowym opóźnieniem o godzinie 20.21. Zmianie uległ też pociąg osobowy 12139 z Łukowa do Lublina który w Lublinie pojawi się o godzinie 20.39 z 17 minutowym opóźnieniem. Bez zmian pozostają pociągi 21508/9 (rel. Lublin- Łódź Fabryczna) oraz pociąg 23102 (rel. Lublin-Łuków). Zmiany w kursowaniu pociągów jadących na szlaku Jedlnia Letnisko – Radom Wsch. obowiązywać będą do piątku 14 marca.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: http://pr.pkp.pl

29-02-2008 Nowa taryfa PKP Przewozy Regionalne

1 marca 2008 r. wchodzi w życie nowa taryfa PKP Przewozy Regionalne. Do tej pory charakteryzowała się ona dość wysokimi kosztami odnoszącymi się do przejazdów na krótkich dystansach i relatywnie niższymi na długich. O ile w przypadku pociągów osobowych praktycznie nic się nie zmienia, to ważne różnice odnoszą się do pociągów pospiesznych. Jest to choćby o tyle istotne, że popularny turystycznie na Lubelszczyźnie region Roztocza obsługują już tylko pociągi pospieszne. Na dystansie do 100 km obniżka wynosi aż 15,72%. Oznacza to, że np. za przejazd pomiędzy Zwierzyńcem a Suścem (31 km) płaciliśmy aż 12 zł, a teraz zapłacimy 8 zł. Jednocześnie podniesiono o 2 do 5 % opłaty za przejazd na dłuższych trasach, co w praktyce oznacza, że np za przejazd na dystansie 217 km zapłacimy nie 38 a 39 zł, co nie jest dużą różnicą.
Nowa taryfa PKP jest na pewno lepsza od poprzedniej, choć obniżki mogłyby dotyczyć także pociągów osobowych i to w takim stopniu, aby pociągi mogły konkurować cenowo z busami.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna i strona PKP PR

15-02-2008 Pociąg stał, a konduktorzy milczeli!

Pasażerowie lubelskiego pociągu spóźniali się na spotkania, bo konduktorzy nie raczyli poinformować ich o ponad półgodzinnym przestoju. Gdyby pasażerowie zostali poinformowani o opóźnieniu mogliby przesiąść się do innych pociągów i zdążyć na czas.

Oczywiście mowa o poniedziałkowy pociąg pośpieszny "Kujawiak" z Lublina przez Warszawę do Bydgoszczy i Gdyni. O godzinie 6:15 pociąg wyjechał z Lublina. Podróż kilkuset pasażerów do stolicy przebiegała bez zakłóceń.
Gdy pociąg pośpieszny "Kujawiak" o godzinie 8:36 dotarł na stacje Warszawa-Wschodnia w tym czasie dopiero wtedy cała sprawa nabrała koloru. Zgodnie z rozkładem jazdy miał stamtąd ruszyć w dalszą drogę po dwóch minutach, tak by o 8.45 przyjechać na dworzec Warszawa-Centralna. Natomiast postój nieoczekiwanie się przedłużał.

Od Lublina do Warszawy konduktorzy byli widoczni i skrupulatnie sprawdzali pasażerom bilety. Na stacji Warszawa-Wschodnia zapadli się pod ziemię. Pasażerowie nie zostali poinformowani o powodzie opóźnienia pociągu którym podróżowali. Ze stacji Warszawa-Wschodnia co chwilę odjeżdżał jakiś pociąg w kierunku stacji Warszawa-Centralna. Dużo osób miała poważne plan związane ze sprawami biznesowymi.

Po dwudziestu minutach zdenerwowani pasażerowie postanowili znaleźć osoby które mogą im wytłumaczyć co się dzieje. Poszukiwania trwały jakiś czas. Po kilku minutach poszukiwań w pierwszym wagonie "Kujawiaka" w końcu znaleźli dwóch konduktorów.

Niestety konduktorzy nie potrafili określić co dokładnie było przyczyną opóźnienia pociągu. Mówili o jakiejś usterce. Nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, kiedy pociąg ruszy. Jedyną ich formą odpowiedzi było wzruszenie ramionami.

Kilka minut po godzinie 9:00 pasażerowie na torze obok dostrzegli pociąg spółki InterCity. Konduktor z pociągu IC zgodził się by kilku pasażerów mogło dojechać do stacji Warszawa Centralna blisko po półgodzinnym oczekiwaniu na stacji Warszawa Wschodnia. Pasażerowie nie zdążyli na spotkania, narady, na inne pociągi. "Kujawiak" ostatecznie ruszył z dworca Warszawa-Wschodnia blisko 40 minut opóźniony.

Lubelscy konduktorzy obsługiwali pociąg jedynie do stacji Warszawa-Wschodnia. Tam zmienili ich inni konduktorzy z Łodzi. Pociąg opóźnił się, bo na czas nie dotarł do Warszawy jeden z maszynistów.

Argumentem było to że pasażerów nie interesuje, że jeden z konduktorów był z Lublina, a drugi z Łodzi. Kupują bilet i chcą dojechać na miejsce na czas, a jeśli pociąg się opóźnia, powinni o tym zostać poinformowani jak najszybciej, bo w przeciwnym razie wybiorą podróż busem.

Konduktorzy zgodnie z procedurami postępowania w podobnych sytuacjach powinni natychmiastowo poinformować pasażerów o przyczynie i czasie opóźnienia. Cała ta sprawa śmierdzi jednym, wielkim niedopatrzenie ze strony pracowników spółki PKP Przewozy Regionalne.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: Gazeta Wyborcza - Lublin

14-02-2008 Pociągi na Warszawę utknęły w trasie!

Dnia 13 lutego na kilka godzin został zablokowany ruch pociągów na trasie Lublin-Warszawa. Powodem był wypadek kolejowy do którego doszło koło godziny 10:00 w Garwolinie. Na niestrzeżonym przejeździe w Garwolinie pociąg pośpieszny “Chełmianin” z Chełma do stolicy zderzył się z ciężarówką. Jak ustalono kierowca ciężarówki wjechał na przejazd, ale zawiesił się na torach i nie mógł ruszyć dalej. Widząc zbliżający się pociąg uciekł z kabiny. Wtedy doszło do zderzenia.

Pociąg tuż przed zderzeniem jechał bardzo wolno. Przejazd w Garwolinie zaliczany jest do najniższej kategorii “D”. A takie przejazdy maszyniści mogą pokonywać z prędkością nie większą, niż 20 km na godzinę.

W wypadku żadna z osób nie ucierpiała. Uszkodzona została natomiast ciężarówka i lokomotywa pociągu pośpiesznego.

Szybkie działanie przez spółkę Przewozy Regionalne pozwoliło pasażerom z niewielkim opóźnieniem dotrzeć do stolicy. Pasażerowie “Chełmianina” w dalszą podróż udali się zastępczym pociągiem elektrycznym podstawionym na miejsce wypadku przez spółkę Koleje Mazowieckie.

Natomiast w gorszej sytuacji byli pasażerowie innych pociągów. Tory były zablokowane przez pięć godzin. Jeden z pociągów został skierowany objazdem przez Stoczek Łukowski i Łuków.

Wiele pociągów utknęło w trasie. Największe, bo aż czterogodzinne opóźnienie miał pospieszny “Portowiec” ze Szczecina do Lublina. Wiele pociągów czekało na stacjach pośrednich, m.in. w Dęblinie.

Ruch pociągów w miejscu wypadku został już przywrócony.Całe zdarzenie zakwalifikowaliśmy jako kolizję. Kierowca ciężarówki został pouczony i ukarany mandatem w wysokości 500 złotych.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.dziennikwschodni.pl

03-02-2008 Rozbiórka Lokomotywowni KD Werbkowice



Nigdy bym nie przypuszczał, że przyjdzie mi zobaczyć taki widok. To gruzowisko, to są pozostałości po lokomotywowni kolejki wąskotorowej w Werbkowicach. Parowozownia została wybudowana w latach pięćdziesiątych i była jak na warunki wąskotorowe bardzo dużym obiektem. Jej budowa wiązała się z przeniesieniem całego zaplecza technicznego z Gozdowa do Werbkowic, co było spowodowane wzrostem przewozów, jak i budową nowej cukrowni w Werbkowicach. Stacjonowały tu wszystkie, charakterystyczne dla szerokości 750 mm pojazdy, a więc: lokomotywy Lxd2, które były podstawowym środkiem transportu, wagony motorowe: MBd1, wykorzystywane w przewozach osobowych oraz w końcowym okresie eksploatacji jako drezyny, Lyd1 - wykorzystywane w pracach manewrowych na st. Werbkowice oraz do obsługi pociągów na odcinku: Hrubieszów - Matcze. Do końca lat 70 stacjonowały tu również parowozy, głównie serii Px29. Prowadzono tu również naprawy wagonów osobowych, jak i towarowych należących do kolejki. Ostatnie odcinki kolejki formalnie zostały zamknięte 8 maja 1991 r., ale jeszcze do końca 1992 roku uruchamiane były pociągi gospodarcze z werbkowickimi maszynami. W tym też okresie nastąpiła bardzo szybka rozbiórka połączona z dewastacją obiektów kolejowych.

W Werbkowicach zniszczono na przykład urządzenia do nawęglania parowozów. Większość lokomotyw zezłomowano, chociaż niektóre trafiły na inne czynne wtedy kolejki wąskotorowe. Odcinek z Werbkowic do Hrubieszowa uchował się, dzięki wpisaniu go do rejestru zabytków. Niestety wpis ten obejmował jedynie tory, a nie obiekty. Mimo wszystko cała infrastruktura kolejki, która "przeżyła" okres likwidacji, zachowała się w miarę dobrym stanie do 2003 roku. Praktycznie po wykarczowaniu krzaków trasa byłaby zdatna do przejazdu i to na całym odcinku. Niestety od tego okresu obserwować można postępującą degradację, a mianowicie: rozbiórki fragmentów torowiska, zalewanie przejazdów asfaltem, a nawet kradzieże mostów, jak w Werbkowicach. Szopa przez pewien okres wynajmowana była osobom fizycznym, m. in. wykorzystywana była jako garaż dla samochodów, a pod koniec lat 90 był tam mały tartak. Jesienią 2003 roku na pierwszym piętrze przylegającego budynku administracyjnego wybuchł pożar, który spowodował znaczne zniszczenia. Szopa wtedy nie ucierpiała, jednak właściciel, Oddział Gospodarowania Nieruchomościami PKP w Lublinie nie był zainteresowany dalszym utrzymywaniem obiektu.

Przetarg na rozbiórkę został ogłoszony przez PKP w połowie 2007 roku. Argumentowano to złym stanem technicznym budynku, szczególnie dachu, który miał grozić zawaleniem. Z niepotwierdzonych źródeł wiem, że kolej nie dostała zgody na rozbiórkę budynku administracyjnego lokomotywowni, ale marna to pociecha. Parowozownia była przecież częścią krajobrazu Werbkowic.







Tak wyglądała lokomotywownia przed rozbiórką:

Dodał: Ty51-17
Zdjęcia: Ty51-17
Źródło: informacja własna

30-01-2008 Korekta rozkładu jazdy od 1 lutego 2008 r.

Już niedługo w życie wchodzi nowa korekta rozkładu jazdy na rok 2008 pociągów spółki PKP Przewozy Regionalne.
Zmiany pociągów na Lubelszczyźnie są bardzo ciekawe.

Od 1 lutego Lublinowi ubywa nocne połączenie do Szczecina które zapewniał nam pociąg poś. ''Wieniawski''.

Pociąg pospieszny Wrocław Gł. – Lublin – Wrocław Gł. (odjazd z Wrocławia 22.15, z Lublina 21.55) na odcinku z Katowic do Lublina i z powrotem będzie kursował codziennie w wakacje, a poza sezonem w obu kierunkach nocą z piątku na sobotę i z niedzieli na poniedziałek.

Powstały również dwa nowe połączenia. Jedno z nich to nowe weekendowe połączenie do Warszawy kursujące tylko w soboty. Drugie połączenie jest to pociąg Lublin – Łódź Fabr. – Lublin (przez Radom, Tomaszów Maz.). Najprawdopodobniej pociąg kursuje codziennie.

Ci którzy oswoili się już z nowym rozkładem jazdy muszą być przygotowani na lutowe zmiany.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pr.pkp.pl

19-01-2008 Koniec kursowania FPL na Lubelszczyźnie!

Od początku stycznia firma Freightliner PL zakończyła kursowanie swoich pociągów na Lubelszczyźnie. Prawdopodobnie przyczyną zakończenia kursowania Freightlinera na Lubelszczyźnie było niewywiązanie się z umowy elektrowni w Kozienicach której to firma Freightliner PL dostarczała węgiel z KWK “Bogdanka”. Wiadome jest to że Freightliner przeniósł się w okolice Gorzowa Wielkopolskiego. Transport węgla z KWK “Bogdanka” do Świerży Górnych przejęło PKP Cargo. Obecny przewoźnik realizuje swoje przewozy lokomotywami serii ET22 i ET41. Prywatny przewoźnik Freightliner PL był to jeden z niewielu mile widzianych przewoźników na Lubelszczyźnie.
A dla miłośników kolei pozostają stare i nowe lokomotywy serii ET22 i ET41.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: informacja własna

12-01-2008 Pociągiem w ferie zimowe na Lubelszczyźnie

Tysiące uczniów spragnionych wypoczynku zimowego nareszcie otrzymali to co chcieli. Dnia 11.01.2008r na Lubelszczyźnie rozpoczęły się dwutygodniowe ferie zimowe. Koniec klasówek,sprawdzianów i prac domowych na to właśnie czekali uczniowie z Lubelszczyzny. To właśnie tysiące spragnionych wypoczynku grup ruszają w Polskę- NAJLEPIEJ POCIĄGIEM !!!

W Bieszczady możemy dojechać do Zagórza przez Stalową Wolę, Rzeszów, Krosno i Sanok można dojechać nocnym pociągiem WISŁOK.

Z Lublina do stolicy polskich Tatr dojechać możemy tylko za pomocą przesiadek. Do wyboru mamy dojazd pociągiem SZTYGAR i DŁUGOSZ do Kielc lub Krakowa a stamtąd już z przesiadką na inny pociąg do Zakopanego. Pociąg ŻEROMSKIM i nocnym NOSALEM dojeżdżają z Warszawy do Zakopanego przez Kielce tak więc miejsce i czas na przesiadkę jest.

Na weekend do stolicy Podbeskidzia można dojechać SZTYGAREM z Lublina przez Kielce.

Regionalne połączenia w ramach ferii zimowych na Lubelszczyźnie nie są bardzo urozmaicone ale w porównaniu do ubiegłego roku mamy znacznie lepsze połączenia regionalne z zimowymi kurortami Polski.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pr.pkp.pl

06-01-2008 Zmiany w kursowaniu pociągów na odcinku W-wa Zach. – Lublin w dniach 08 - 12.I.2008r.

Jak podaje strona Przewozów Regionalnych ''www.pr.pkp.pl'' w dniach 08 - 12.I.2008r. na szlaku Sobolew – Życzyn nastąpi zmiana w kursowaniu pociągu 52101 „Bydgoszczanin”.

W tych dnia pociąg 52101 „Bydgoszczanin” na lubelską stacje przybędzie z 14 minutowym opóźnieniem o godzinie 12:01. Według codziennego rozkładu jazdy pociąg powinien przybyć do Lublina o godzinie 11:47. Ciekawostką jest to że dnia 12.I.2008r. pociąg 52101 „Bydgoszczanin” relacji Bydgoszcz-Lublin przybędzie do Lublina nie jak w dniach 8-11.I.2008r z 14 minutowym opóźnieniem lecz już z 9 min. opóźnieniem o godz.11.56 wjedzie do Lublina. Planowe zakończenie robót na szlaku Sobolew-Życzyn w sobotę 12.I.2008r.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pr.pkp.pl

15-12-2007 Zmiana Czasowa w Kursowaniu Pociągu 32111 „Roztocze” w dniu 18.12.2007

W dniu 18 grudnia 2007 nastąpi czasowa zmiana w kursowaniu pociągu pośpiesznego 32111 „Roztocze”. Powodem są prace torowe na szlaku Łańcut – Rogóźno k/Łańc. Pociąg „Roztocze” z Rzeszowa wyruszy o godzinie 14:10 (+23)a w Zamościu pojawi się o godzinie 19.02 z (+22) minutowym opóźnieniem. Zmiany czasowe obowiązują tylko i wyłącznie na dzień 18.XII.07r.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pr.pkp.pl

04-12-2007 Rozkład Jazdy 2007/2008

Lada dzień w życie wejdzie nowy rozkład jazdy pociągów regionalnych. Dokładnie 9 grudnia pojawi się nowy rozkład jazdy. Na Lubelszczyźnie nowych pociągów przybędzie ale i zostaną zmienione relacje starych pociągów. W sezonie ”Cisy” z Warszawy zamiast do Chełma dojadą do roztoczańskiego Bełżca. Dodatkowo sporo pociągów będzie miało wydłużone relacje. Połączenie dzienne Lublina z Szczecinem zapewni nam ”Portowiec” który do niedawna kursował w relacji Warszawa-Szczecin. Nie możemy zapomnieć o słynny pociągu ”Wieniawski” który od nowego rozkładu pojedzie do Szczecina jako pociąg nocny z dodatkową częścią wagonów z Kielc. Natomiast ”Kujawiak” połączy Lublin z Gdynią o efektownych godzinach odjazdów i przyjazdów. Kto by się spodziewał ale od nowego rozkładu ”San” pojedzie z Przemyśla i Zamościa aż do Bydgoszczy. Zmieni się też trasa ”Chełmianina” który w nowym rozkładzie jazdy odjedzie z Warszawy do Chełma i od Lublina będzie jechał już jako pociąg osobowy. Na Lubelszczyźnie został wprowadzony cykliczny rozkład jazdy i dodatkowe kursy na najważniejszej linii Lublin-Chełm. Nowy rozkład jazdy który już od 9 grudnia wejdzie w życie Polskiej Kolei i podróżnych jest całkiem zadowalający. Liczmy na to że Przewozy Regionalne zachęcą podróżni z Lubelszczyzny do jazdy pociągami a nie busami.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pr.pkp.pl

29-11-2007 Tabele liniowe PKP na rok 2008

Na stronie internetowej PKP Przewozy Regionalne można już oglądać bezpłatnie PEŁNE tabele z sieciowego rozkładu jazdy na rok 2008 w formacie pdf. Brawo!!!
Tabele mają nadruk "wersja robocza" i słusznie, bowiem - choćby w odniesieniu do połączeń w naszym regionie - jest kilka pomyłek. Np. w tabeli 557 (Zwierzyniec - Stalowa Wola Płd.) jedyny kursujący tu pociąg w kierunku do Stalowej Woli podpisano jako Hetman, a z powrotem jako Gorzowiak. Niejasna jest także sprawa pociągu "Cisy". Zgodnie z zapowiedziami w sezonie kursować ma on w relacji Warszawa - Bełżec. Poza sezonem podano relację Chełm - Warszawa, zapominając o kursie Warszawa - Chełm. W najbliższym czasie zostanie to zapewne poprawione.

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacja własna

20-11-2007 Dzień Otwarty Węzła PKP Lublin 2007

Jak co roku w Lublinie odbędzie się Dzień Otwarty Węzła PKP Lublin. W tym roku taki dzień zaplanowany jest w przyszłą sobotę 24 Listopada 2007. Tegoroczny Dzień Otwarty Węzła PKP Lublin odbywać się będzie od godziny 10 do godziny 15 na dworcu głównym PKP w Lublinie. Lubelski Zakład Przewozów Regionalnych gwarantuje wiele atrakcji i miłe chwile spędzone wśród Kolejarzy. Tego dnia kluczem będzie wystawa taboru kolejowego. Nie zabraknie też multimedialnej symulacji jazdy pociągiem czy występów grupy tanecznej i orkiestry z Szkoły Transportowo-komunikacyjnej w Lublinie. Szczególnie nie zabraknie też promocyjnego pociągu który w ten dzień kursował będzie pomiędzy stacją Lublin Główny a Lublin Tatary. Pociąg ten w godzinach 10:30,11:30 i 13:30 kursował będzie pomiędzy tymi stacjami. Jeszcze raz gorąco zapraszamy w ten dzień na Lubelski Dworzec PKP na którym zaznacie wielu atrakcji i wspomnień.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pr.pkp.pl

16-11-2007 W przyszłym roku do Chełma o pełnej godzinie

W przyszłym roku spółka PKP Przewozy Regionalne nie zlikwiduje swoich połączeń kolejowych na Lubelszczyźnie. Z umowy która została zawarta pomiędzy spółką Przewozy Regionalne a władzami miasta wynika, że w przyszłym roku pojawią się trzy dodatkowe połączenia na Lubelszczyźnie. W grudniu mają zacząć jeździć pociągi na linii Lublin - Chełm o pełnych godzinach. Dodatkowe pociągi mają pojawić się na trasie Łuków - Terespol oraz jeden z dodatkowych pociągów ma pojawić się na trasie Lublin - Chełm. Spodziewaliśmy się pewnie czego innego, ale i tak nie jest źle. Miejmy nadzieję, że trzy kolejne połączenia zadowolą pasażerów i zachęcą do jazdy pociągami na tych trasach.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.infobus.com.pl

09-11-2007 Rozkład jazdy na Roztoczu na rok 2008

Kolejny rozkład jazdy PKP wchodzi w życie 9 XII 2007 r. Przynosi on na Roztoczu spore zmiany: inne są godziny, a nawet nazwy przygotowywanych pociągów. Podane poniżej informacje nie są jeszcze ostateczne, ale możliwe korekty są już bardzo ograniczone.

Pociąg "Roztocze" Zamość - Bełżec - Wrocław Główny: wyjazd z Zamościa o 10.05, przyjazd do Zamościa o 18.40.

Pociąg Zamość - Biłgoraj - Wrocław - Gorzów Wielkopolski (dotychczas skład kończył bieg we Wrocławiu): wyjazd z Zamościa o 5.45, w kierunku powrotnym przyjazd do Zamościa o 22.10. Zmianie ulegnie nazwa pociągu z historycznego "Hetmana" na "Gorzowiaka".

Zamiast "Chełmianina" powraca "San" w relacji Bydgoszcz Główna - Warszawa - Zamość. Teraz pociąg przyjeżdżać będzie do Zamościa o 21.32, a w kierunku przeciwnym wyruszy o 7.15.

Pociąg "Solina" w 2008 r. nie będzie zaglądał do Bełżca, utrzymano jedynie kursy do Zamościa, będzie ich za to więcej. Pociąg ma jeździć codziennie z wyjątkiem weekendu majowego, całych wakacji oraz sobót i niedziel w maju, czerwcu i wrześniu. Przyjazd do Zamościa o 12.28, wyjazd w kierunku powrotnym o 16.22.

Natomiast w relacji Warszawa - Bełżec kursował będzie pociąg "Cisy". W kierunku tam będzie jeździł wcześniej (z Warszawy Zachodniej o 6.05), natomiast kurs powrotny ma wypadać z Bełżca już o 14.36. W wakacje i weekend majowy pociąg ma jeździć codziennie, natomiast ponadto w maju, czerwcu i wrześniu w soboty, ale tylko w kierunku TAM, oraz w niedziele, ale tylko w kierunku Z POWROTEM. Zrezygnowano z kursów piątkowych, które cieszyły sie sporym wzięciem, bo biorąc jeden dzień urlopu można było przeprowadzić ciekawy 3-dniowy rajd. Powrót z Bełżca już o 14.36 to nieporozumienie (godzinę wcześniej niż w 2007 r.). W wersji weekendowej pociągu, jadąc jedynie na dwa dni, tak wczesny powrót nie jest po prostu atrakcyjny. Natomiast w wakacje nie bedzie to już pewnie aż tak znaczący czynnik, w tym okresie wyjazdy są wszak dłuższe, a pociag jest dostępny codziennie.

Szkoda, że nie przywrócono na wakacje popularnego w poprzednich latach w tym okresie składu nocnego Wrocław - Zamość przez Beżec (grupa wagonów w pociągu Wrocław - Przemyśl).

Dodał: Artur Pawłowski
Źródło: informacje DB i PKP

07-11-2007 XXIV Pielgrzymka Kolejarzy na Jasną Górę 10-11.Listopad 2007 - Informacja

Informujemy że na stronie Przewozów Regionalnych www.pr.pkp.pl znajduje sie zaproszenie na XXIV Pielgrzymka Kolejarzy na Jasną Górę w dniach 10-11.Listopad 2007. Na stronie Przewozów Regionalnych znajduje sie rozkład jazdy poszczególnych pociągów:

TERESPOL - CZĘSTOCHOWA - TERESPOL
LUBLIN - CZĘSTOCHOWA - LUBLIN,
HRUBIESZÓW/ZAMOŚĆ - CZĘSTOCHOWA - ZAMOŚĆ/HRUBIESZÓW

Podana jest również cena biletu w obie strony na poszczególne pociągi:

Lublin - Częstochowa - Lublin - 60,00 zł
Hrubieszów – Częstochowa – Hrubieszów - 66,40 zł
Zamość – Częstochowa – Zamość - 62,60 zł
Terespol – Częstochowa - Terespol - 66,40 zł

Zapraszamy do zajrzenia na stronę Przewozów Regionalnych na której znajdują się szczegółowe informacje dotyczące przyjazdów i odjazdów z poszczególnych stacji pociągów pielgrzymkowych.


Dodał: Michał Kędziora
Źródło: www.pr.pkp.pl

06-11-2007 XXIV Pielgrzymka Kolejarzy na Jasną Górę 10-11.Listopad 2007

W dniach 10-11 Listopad 2007 odbywać się będzie XXIV Pielgrzymka Kolejarzy nie tylko z Polski ale i z zagranicy na Jasną Górę w Częstochowie. Jak co roku kolejarze wyruszają na pielgrzymkę modlić się za swoje rodziny a ludzie jadą modlić się za nich by wytrwali w trudnej pracy na kolei.Modlitwa kilku pokoleń środowisk kolejarskich z całej Polski będzie dziękczynieniem za doznane łaski, za dar życia i świętości Św. Rafała Kalinowskiego wielkiego Polaka i syna Kościoła Katolickiego.
Za pośrednictwem Pani Jasnogórskiej będziemy prosić Boga o rychłą beatyfikację i wypełnienie testamentu Ojca Świętego Jana Pawła II. Pielgrzymka rozpocznie się konferencją w Bazylice Jasnogórskiej w sobotę 10 listopada o godz. 18.00, a zakończy ją uroczysta Msza święta ze Szczytu Jasnej Góry, w niedzielę11 listopada o godz.11.00. Uroczystości przewodniczył będzie ks. Biskup Józef Wysocki z diecezji elbląskiej.
Opiece Matki Bożej zawierzymy rodziny kolejarskie. Jednocześnie będziemy rozpamiętywali życie i męczeństwo Świętej Katarzyny z Aleksandrii, Św. Rafała Kalinowskiego, by na co dzień wybierać wartości nieprzemijające, zachować chlubne tradycje i godność polskiego kolejarza. Jeśli wszystko pójdzie po dobrej myśli to pociąg pielgrzymkowy do Częstochowy poprowadzi lubelski byk ET22-265. W dniu 9.11.07 będą trwały przygotowania związane z ozdabianiem wagonów i lokomotywy. Pod tym linkiem http://kolejowy-lublin.ovh.org/?p=63 znajduje się rozkład jazdy pociągu pielgrzymkowego z Lublina do Częstochowy i w odwrotnej relacji. Jeśli ktoś potrzebuje rozkładu jazdy części tego pociągu z Hrubieszowa to prośby prosimy o nadsyłanie drogą e-mail na adres: mk-lublin@wp.pl. Jeszcze raz gorąco zapraszamy na XXIV Pielgrzymka Kolejarzy na Jasną Górę w której będziemy mogli podziękować kolejarzom za ich trud jaki wkładają w swoją pracę na kolei. Jan Paweł II Lublin 1987 "Kolejarze nie dajcie się dzielić tylko bądźcie zjednoczeni".

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: informacja własna

03-11-2007 Pociągi spółki IC na trasie Lublin-Warszawa w nowym rozkładzie jazdy

W niedługim czasie w życie wejdzie nowy rozkład jazdy pociągów spółki IC. Na stronie spółki InterCity pojawił się już zarys nowego rozkładu jazdy. W tym roku PKP InterCity postarało się o dogodniejsze i tańsze połączenia na trasie Lublin-Szczecin i Lublin-Gdynia. Od nowego rozkładu jazdy ma pojawić się nowy pociąg TLK 2510 ”Czartoryski”, który kursował będzie codziennie od poniedziałku do piątku w zamian za pociąg Ex 53415 ”Nida”. Pociąg ten wyruszy z Lublina o godz. 15:25, a w Gdyni pojawi się o godz. 23:04. Bez zmian pozostaje pociąg TLK 8210 ”Gałczyński”, który kursował będzie w tej samej relacji z Lublina wyjedzie o godz. 7:15, a w Szczecinie będzie o godz. 16:17. Natomiast pociąg Ex 53415 ”Nida” tym razem będzie kursował codziennie z Krakowa do Gdyni, a w niedziele na Hel. Pociąg ten kursował będzie przez Dęblin. Najprawdopodobniej pociąg Ex 53415 ”Nida” będzie skomunikowany z pociągiem osobowym z Lublina. Można być zadowolonym z nowych pomysłów spółki InterCity, która nie zostawiła Lublina z jednym pociągiem TLK, lecz próbuję robić tak racjonalne połączenia, by mogły być one do zrealizowania.

Dodał: Michał Kędziora
Źródło: http://www.intercity.pl

26-10-2007 Zmiany na trasie Łuków - Terespol

W związku z modernizacją odcinka Łuków - Terespol i z tym, że na części trasy ruch pociągów odbywa się po jednym torze, nastąpiły zmiany w kursowaniu pociągów na wyżej wymienionej linii. Część pociągów osobowych odwołano, część zastąpiono komunikacją zastępczą (kursującą na odcinku Międzyrzec Podlaski - Biała Podlaska), a pospieszne „Jadwiga” i „Szczecinianin” do Łukowa zatrzymują się na wszystkich przystankach. Wprowadzono w nich ponadto taryfę osobową.

Oprócz tego zmianie uległy niektóre godziny odjazdów i dni kursowania. Osoby korzystające z pociągów na tej linii powinny więc każdorazowo sprawdzać rozkład jazdy i zmiany czasowe.

Dodał: Krzysztof Dobrzański
Źródło: InfoBus.pl, PKP PR

23-10-2007 Przywrócenie normalnego ruchu pasażerskiego na trasie Lublin - Warszawa

Tor wyjazdowy ze stacji Lublin odblokowany! Pociągi pasażerskie na trasie Lublin - Warszawa kursują ponownie w pełnych skła